sobota, 8 lipca 2017

"Panie kresowych siedzib" Magdalena Jastrzębska

Nie wiem jak to się stało, że przegapiłem ubiegłoroczną premierę książki Magdaleny Jastrzębskiej. Jeszcze nie przeczytałem "Pań kresowych siedzib", a już ukazała się kolejna - "Portret Klementyny". Na szczęście rozpoczęły się wakacje, które sprzyjają nadrabianiu zaległości czytelniczych. Przechodząc do rzeczy: "Panie kresowych siedzib" to zbiór dwudziestu jeden opowieści o kobietach, które zapisały się w historii kresów. Przyznam, że mimo sympatii do autorki podszedłem trochę nieufnie do książki. Jestem przyzwyczajony do klasycznych biografii Magdaleny Jastrzębskiej tzn. jedna książka poświęcona jednej osobie. Wtedy można przedstawić wszystkie szczegóły z życia danej osoby, ukazać ją jako postać z krwi i kości, pokazać jej zalety i słabości. Cenię biografie Magdaleny Jastrzębskiej za powściągliwość w ocenach i dystans zachowywany w stosunku do prezentowanych postaci. Czytelnik sam może pokusić się o ustosunkowanie się do danej bohaterki. Tym razem na niespełna 250 stronach przedstawiono aż 21 kresowych dam. Trudno spodziewać się zatem pełnego portretu psychologicznego bohaterek. Zyskujemy za to coś innego - dostajemy próbkę wszystkich kobiet działających na kresach w XIX i na początku XX wieku. Możemy poznać życie całej grupy, a nie tylko jednej osoby. Oba podejścia mają swoje plusy i minusy. "Panie kresowych siedzib" są inne od poprzednich książek Magdaleny Jastrzębskiej. Inne, ale nie gorsze.

Przed lekturą zwracam uwagę na dwie rzeczy - okładkę i generalnie szatę graficzną oraz bibliografię. Okładka jak zwykle piękna. Wydawnictwu LTW można pogratulować grafika. Tekst wzbogaca prawie 150 ilustracji (zarówno czarno-białe, jak i w kolorze). Nie zdecydowano się na wkładkę z kredowym papierem, co dla mnie akurat nie jest minusem. Nigdy nie lubiłem wędrować pomiędzy głównym tekstem a ilustracjami z wkładki. Drugą istotną dla mnie kwestią, o której wspomniałem jest bibliografia. Nie przepadam za publikacjami, które wykorzystują jedynie dostępną na wyciągnięcie ręki literaturę przedmiotu. Magdalena Jastrzębska wykorzystała materiały archiwalne z Archiwum Narodowego w Krakowie, Biblioteki Jagiellońskiej, Biblioteki Narodowej i i Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu oraz wiele artykułów z prasy.

Autorka wybrała naprawdę ciekawe postaci. Szczególnie zainteresowała mnie Regina Korzeniowska, która zdecydowanie wyróżniała się spośród dam swojej epoki. Nie wyszła nigdy za mąż, poświęcając się pracy naukowej. Niebywale pracowita. Stangreci skarżyli się, że zapala świeczkę w karecie, aby móc pracować nawet w czasie podróży. Była postacią nietuzinkową, z którą wiązało się wiele ciekawych historii i anegdot. Gdy uczyniła ślub, że będzie leżeć krzyżem przed obrazem Matki Boskiej Tywrowskiej jeśli zostanie wysłuchana, to oczywiście spełniła ją, ale za nią szedł lokaj... z materacem. "Nie ślubowałam ja przecie nabawić się reumatyzmów ani też wycierać mym nosem pyłu z waszych butów" - krótko skwitowała bohaterka.

Razem z autorką wędrujemy przez dworki i pałace, przyglądamy się życiu codziennemu kresowych kobiet, cieszymy się z ich sukcesów i smucimy poznając życiowe tragedie. Wchodzimy do świata, który choć przecież nieidealny, to jednak uporządkowany i mam wrażenie, że bardziej przyjazny człowiekowi niż ten dzisiejszy. Dziejowe zawieruchy ostatecznie pogrzebały tamtą rzeczywistość. Zostały z niej wspomnienia i trochę śladów materialnych, z których autorka buduje ciekawą opowieść.

"Panie kresowych siedzib" odczytałem jako opowieść o dobru. Ziemianki zapisały się przyjaźnie w pamięci okolicznej ludności za okazaną pomoc, hojność i ofiarowane innym serce. Niektóre były nadzwyczaj hojne. Jedna z bohaterek, Wanda z Łubieńskich Weyssenhoffowa, bywała oskarżana przez rodzinę o bezsensowną hojność. Wystarczyło, że rozmówca pochwalił należącą do niej rzecz, a ta już ją mu wręczała. Inna z bohaterek z kolei tyle przeznaczała na cele dobroczynne w trakcie jednego roku, ile inni może nie wydali przez całe życie. Może i uszczupliła znacznie stan swojego posiadania, ale niedługo później rewolucja bolszewicka i dwie wojny światowe zmiotły z ziemi większość fortun. Nie pozostało praktycznie nic po działalności tamtych ludzi poza dobrem, które ofiarowali innym.



A poniżej zdjęcie z Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. Hieronima Łopacińskiego z Lublina. Miesząca się w budynku biblioteki księgarnia "U Hieronima" reklamuje w holu biblioteki kilka pozycji, a wśród nich jedną z książek Magdaleny Jastrzębskiej:


Zdjęcie z dedykacją dla Autorki, bo wiem że tutaj zagląda :)

9 komentarzy:

  1. Bardzo dziękuję za wnikliwą recenzję "Pań kresowych siedzib".
    Regina Korzeniowska jest także i moją jedną z ulubionych bohaterek tej książki. Znalazłam ślad o tej postaci w bardzo ciekawych pamiętnikach Anny Pruszyńskiej pt. "Między Bohem a Słuczą". Bardzo mnie zaciekawiła i zaczęłam szukać... To był pomysł na kolejny rozdział tej książki.
    Okładki moich książek - rzeczywiście bardzo piękne - projektuje Mikołaj Jastrzębski. Całkowita zbieżność nazwisk, to nikt z mojej rodziny :)

    Dziękuję za piękne zdjęcie z Lublina, dusza autora zawsze się wtedy raduje :)
    Serdeczności posyłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolekcja własnych książek na półce musi być powodem do satysfakcji :)

      Usuń
  2. Czytałam tę książkę z ogromną przyjemnością. Magdalena Jastrzębska ma dar wydobywania z mroków przeszłości zapomnianych, a interesujących postaci. Mnie też zapadła w pamięć panna Regina, ale także zwróciłam uwagę na polską narzeczoną Bajkowa czy polską żonę Balzaka.
    Bardzo ciekawy zbiór zapomnianych dam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też zwróciłem uwagę na polską żonę Balzaka. Miałem nawet o niej wspomnieć, ale uznałem że jedna bohaterka wystarczy.
      Teraz chciałbym przeczytać jeszcze "Portret Klementyny". Okładkę ma świetną! Treść pewnie też.

      Usuń
    2. Jeśli chodzi o Ewelinę Hańską to warto zajrzeć do biografii Balzaka. Po polsku były wydane dwie: Stefana Zweiga i Maurois, zapomniałam jak mu na imię. Obie wydane dawno temu, ale są chyba w bibliotekach. No i oczywiście serial o Balzaku. Ten polsko-francuski, jest na YT.

      Usuń
    3. Dzięki! Zajrzę do niej kiedyś! Na serial też się chętnie skuszę.

      Usuń
    4. O Balzaku i Hańskiej piękną książkę napisała przed laty Monika Wareńska pt. "Romantyczna podróż Pana Honoriusza". Autorka z prawdziwą pasją podąża śladem pisarza. Świetny styl, trochę reportażu, trochę biografii.

      Usuń
  3. Mam tę interesującą pozycję i za jakiś czas znów do niej wrócę, bo warto!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też lubię wracać do książek, które lubię. Pewnie do niej kiedyś wrócę, ale najpierw chcę przeczytać "Portret Klementyny".

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...