sobota, 25 sierpnia 2018

"Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak" Anna Kamińska

Po zapoznaniu się z trzema pokoleniami rodziny Kossaków przyszło mi się zetknąć z przedstawicielką czwartej generacji (licząc od sławnego Juliusza Kossaka) - Simoną Kossak. Wiedziałem o niej niewiele. Tylko tyle, że zajmowała się Puszczą Białowieską. Kiedyś w księgarni zwróciłem uwagę na "Sagę Puszczy Białowieskiej" jej autorstwa. Później dostałem biografię Simony i ujęła mnie nie mniej niż pozostali przedstawiciele rodu Kossaków.

Simona miała być "czwartym Kossakiem", długo wyczekiwanym następcą sławnych malarzy. Kiedy Jerzemu urodziła się trzecia córka miał nawet strzelić do ryngrafu z Matką Boską, jak podaje Magdalena Samozwaniec w "Zalotnicy Niebieskiej". Zawodu rodziców dopełnił fakt, że Simona była pozbawiona talentu malarskiego. Inaczej niż jej siostra Gloria, która w dodatku znacząco przewyższała Simonę urodą. Gloria była przez rodziców faworyzowana. Dzieciństwo stanowiło dla Simony trudny czas. Nie lubiła Kossakówki, chciała od niej uciec. 

Przez rok studiowała polonistykę, ale uznała, że to nie jest jej droga. Po przerwie rozpoczęła biologię. Różnie się jej wiodło. Po kilku pierwszych sesjach w indeksie było sporo dwój. Dopiero na czwartym i piątym roku stała się bardzo dobrą studentką. Po studiach marzyła o pracy w Bieszczadach. Miała nawet wybrany ulubiony region. Niestety nikt nie chciał zatrudnić drobnej budowy absolwentki do wymagającej pracy. Gdy dowiedziała się o wakacie w Instytucie Badawczym Leśnictwa w Białowieży spakowała się i po prawie 13 godzinach podróży zjawiła się u wrót puszczy. Nie zachwyciła się nią od razu. Zobaczyła ją w listopadzie, kiedy wszystko gniło, a była przyzwyczajona do lasów mieszanych, które nawet w późną jesienią i zimą zachowują swój urok. Mimo to postanowiła pozostać.

Zamieszkała w Dziedzince - starej leśniczówce, w której nie było nawet prądu. Pracowała w IBN, podejmowała działania na rzeczy ochrony puszczy, pisała doktorat, a przede wszystkim zaprzyjaźniła się ze zwierzętami, ale tak naprawdę. Na jej łóżku często leżał dzik, w kącie pokoju drzemała sowa, po meblach chodziły popielice, a oswojony szczur przybiegał na zawołanie. Kochała zwierzęta, nie akceptowała polowań (uważała je za rozrywkę niegodną człowieka cywilizowanego, wbrew rodzinnym tradycjom), ale nie propagowała wegetarianizmu.


Przez całe życie miała kompleksy. Starała się udowodnić, że przedstawiciel rodu Kossaków jest w stanie odnieść sukces w innej dziedzinie i udało się jej to. Dowiodła, że była godna miana "czwartego Kossaka"

Doceniam Annę Kamińską za to, że nie starała się stworzyć hagiografii Simony. Przytaczała różne opinie znajomych Simony na jej temat, także te nieprzychylne. Kamińska próbowała przedstawić Simonę Kossak taką, jaką była naprawdę. Stroni od jednoznacznych ocen. Głos oddaje tym, którzy ją znali. Portret Simony, który wyłania się z książki jest żywy. Staje przed nami człowiek ze swoimi marzeniami, planami często trudnymi do zrealizowania, przeciwnościami losu, kompleksami, traumami, radościami.

Trudno podsumować "Simonę..." tak, aby nie posłużyć się banałami. Bo jak brzmi to, że należy zawsze dążyć do realizacji marzeń nawet jeśli wydają się trudne do zrealizowania i odległe? Że wbrew tradycjom rodzinnym i otoczeniu można osiągnąć wiele w zupełnie innej dziedzinie? Że należy kształtować swoje życie zgodnie z wyznawanymi wartościami i pragnieniami, nawet za cenę łatki ostatniego dziwaka? Brzmi to trochę jak cytaty z motywacyjnych pisemek, ale takie właśnie było życie Simony. "Czwarty Kossak" pozostawił po sobie, poza dorobkiem naukowym, wspomnienie innego życia. Życia zgodnego z wyznawanymi ideałami, idącego pod prąd wszystkim i wszystkiemu. 

1 komentarz:

  1. Przeczytałam tę pozycję z wielkim zainteresowaniem, bo fascynują mnie dzieje tej rodziny.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...