środa, 12 lipca 2017

"Bagienna niezapominajka" Arael Zurli

Po hagiografiach Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej ("Maria i Magdalena", "Zalotnica niebieska" M. Samozwaniec) przyszedł czas na biografię. Książki siostry Lilki czyta się naprawdę świetnie, są pełne anegdot, ale obraz poetki jest wyidealizowany i daleki od rzeczywistości. "Bagienna niezapominajka" ("Bagienne niezapominajki" to ostatni tomik poetki, niestety zagubiony przez wydawcę) choć dotyczy zaledwie kilku ostatnich lat życia Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej (od wybuchu wojny do śmierci), to pozwala inaczej spojrzeć na starszą córkę Wojciecha Kossaka. 

Chciałoby się napisać cokolwiek o autorze, ale w tym przypadku to niemożliwe. Autor bądź autorka ukrywa się pod pseudonimem "Arael Zurli". Znalazłem w sieci jeden wywiad, ale on nie zdradził nawet płci twórcy. Z recenzji poświęconej książce "Szkło i brylanty" dowiedziałem się tylko, że Arael Zurli jest prawdopodobnie kobietą (świadczy o tym podobno "żeńskie postrzeganie świata" i "duch kobiecości" w kreacji Gabrieli Zapolskiej). Może kiedyś dowiemy się czegoś więcej. Ciekaw jestem, kto to może być, bo książka okazała się świetna. Ogromnym plusem jest duży materiał źródłowy. Pawlikowską-Jasnorzewską poznajemy z jej listów i wspomnień. 

Portret autorstwa W. Kossaka [źródło]
Jakże inny portret wyłania się z "Bagiennej niezapominajki", jeśli przypomnimy sobie "Marię i Magdalenę" Magdaleny Samozwaniec. Przy okazji recenzji biografii Wojciecha Kossaka autorstwa Mai Łozińskiej zwróciłem uwagę, że prawdopodobnie był filistrem. Książka Arael Zurli potwierdziła to niestety. Cała rodzina Kossaków (tych od Wojciecha rzecz jasna; Kossak-Szczucka to inna bajka) była dość materialistyczna. Już prolog "Bagiennej niezapominajki" odnoszący się do ostatniego lata spędzonego w Juracie zdradza tę cechę rodziny: "Była to modna wówczas miejscowość wypoczynkowa, najelegantsza i najbardziej snobistyczna na Wybrzeżu, gdzie przyjeżdżało dużo znanych, a co najważniejsze majętnych osób. Na ich portretowaniu można było dobrze zarobić, pieniądze zaś były Kossakom szalenie potrzebne". 

Obie siostry ogromną wagę przykładały do wyglądu i nieustannie naciągały ojca na kosztowne stroje (nawet gdy ten miał ogromne długi). Mimo że były dorosłe Wojciech Kossak wypłacał im co miesiąc po 500 zł, nie wliczając w to oczywiście podarunków. Maria będąc w trudnej sytuacji finansowej w Anglii co rusz wydawała z trudem zaoszczędzone przez męża pieniądze na nowe futra i inne elementy garderoby. Pawlikowska-Jasnorzewska była przyzwyczajona do wygody i luksusu. Pozbawiona zupełnie zmysłu praktycznego. Kłopoty sprawiały jej najprostsze sprawy życia codziennego. Stefan Jasnorzewski przypominał w jednym z listów, żeby nie zostawiała mydła w wodzie, w innych wysłał rysunkową instrukcję nadmuchiwania poduszki oraz włączania radia! Przysyłał jej także pocztą gotowe dania (Maria w pierwszym okresie pobytu na emigracji nie potrafiła ugotować nawet najprostszej potrawy). Poetka była rozpieszczoną i kompletnie niezaradną hipochondryczką. Przekonana o swojej wiedzy medycznej lekceważyła lekarzy. Wydawało się jej, że posiada nadzwyczajne moce. Niesamowicie przesądna, bardzo często zaznaczała w listach "n.p.u.", czyli "na psa urok". Zazdrościła nie tylko powodzenia innym kobietom w relacjach z mężczyznami, ale także sukcesów na polu literackim. Pewnego razu obiecała, jeżeli jedna ze sztuk teatralnych zejdzie szybko z afisza, zaniesie doniczkę z piękną tuberozą na ołtarz w kościele sióstr felicjanek.

Portret autorstwa Witkacego [źródło]
Można by przymknąć oko na jej niezaradność życiową. Artystom wiele wybacza się na tym polu. Gorszący jest za to jej stosunek do innych ludzi. Wywyższała się w co drugim liście (nie mówiąc już o prywatnych notatkach), pogardzając nawet osobami które jej pomagały: "Jakaś brudna, rzewna rusińska półidiotka", "Obdarte tapety np. łatwo było przykleić i łańcuszek od zatyczki w umywalni doczepić, nic łatwiejszego, ale takie bydlę nie wpadnie na to". Ostrze krytyki wymierzyła w kobiety. Mężczyzn oceniała łagodnie, o ile byli nią zainteresowani jako kobietą. W przeciwnym razie nie mogli liczyć na jakiekolwiek ciepło słowo. W mężczyznach widziała głównie wygląd. "Lubiła mężczyzn przystojnych i dobrze ubranych, pochodzenie i fach były jej obojętne, byle adorator wyglądał tak, aby się przyjemnie było z nim pokazać, ku zazdrości bab" - pisała siostra.

Poetka nie lubiła Polski. Pisała: "...czekam na chwilę, w której zacznę pisać po francusku. Pożegnać Polskę na zawsze było moim marzeniem i planem. Ale małżeństwo stanęło mi w drodze do realizacji". Język z listów do męża jest niechlujny, pełen błędów. Humor pojawiający się korespondencji mało wyszukany i jakby niegodny poetki... Polega głównie na przekręcaniu słów: "dupełko" zamiast "pudełko", "penis" zamiast "pens", "duper" zamiast "puder". W listach do męża pisała jedynie o sprawach życia codziennego (zwłaszcza o strojach). Korespondencja nie zdradza jakichkolwiek poważniejszych zainteresowań. Aż nadto dowodzi za to zwyczajnemu braku kultury.

Ojciec malował dla pieniędzy, córka pisała dla pieniędzy. Nie tworzyła dla własnej satysfakcji albo dla zadowolenia czytelników. "Pisać nie warto, bo nie płacą nigdzie" - krótko skwitowała wiosną 1942 roku. Wspominałem wcześniej o Wojciechu Kossaku. W "Bagiennej niezapominajce" i o nim znajdziemy trochę informacji: "Tatko lubił świetność, zdrowie, doskonałość i piękno. Los zaś zmusił go do wielbienia córki, która nie była doskonałą fizycznie" (Maria miała wystającą łopatkę i chodziła w gorsecie ortopedycznym). Poetka miała z pewnością kompleksy na punkcie swojego wyglądu. Jej zdaniem lekarz powinien "mówić pacjentce, że jest ładna, że ma oczy i nos, i to i owo w porządku, że jej ubiór mu się podoba, że żałuje, iż jego żona w łóżku tak nie wygląda".

Maria i Magdalena jako dzieci, ok. 1905 [źródło]

Godne pochwały zachowania poetki przytoczone przez Arael Zurli można policzyć dosłownie na palcach jednej ręki. Pawlikowska-Jasnorzewska była hojna, chętnie dzieliła się zawartością paczek otrzymywanych przez męża. Raz coś ją tknęło i została pomysłodawczynią zbiórki na zabawkę dla dziecka, które zamieszkało wraz z rodzicami w tym samym hotelu w Anglii. Jeszcze w Krakowie z kolei jako prezenty dla służby nie wybierała przyjętych zwyczajowo tanich, ciemnych i praktycznych rzeczy, ale "cienkie pończochy, pachnące mydełka i kolorowe jedwabie".

Nie uwierzyłbym, że taka była Pawlikowska-Jasnorzewska gdyby nie tyle dowodów w postaci listów. Trudno kłócić się z charakterystyką poetki stworzoną przez Arael Zurli, bowiem wszystkie tezy poparto fragmentami z korespondencji Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. "Bagienna niezapominajka" jest arcyciekawą książką. Według mnie zasługuje na najwyższą ocenę. Oparta na źródłach, z bogatą bibliografią, lekko napisana, a co najważniejsze odkłamująca jednostronny i wyidealizowany obraz Lilki wykreowany przez Magdalenę Samozwaniec. Z przyjemnością sięgnę po kolejne pozycje Arael Zurli. Przede wszystkim po biografię ojca poetki "Wojciech Kossak. Malarz polskiej chwały".


Za polecenie książki dziękuję Autorce bloga Archiwum Mery Orzeszko :) Wspomniała o niej ponad rok temu w komentarzu pod moją opinią na temat biografii Wojciecha Kossaka.

Osobowość i podejście do życia Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej były dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Dwa tygodnie temu zamieściłem wpis, w którym przytoczyłem jeden z jej wierszy. Czytam go jeszcze raz i nie mogę uwierzyć, że autorka mogła być tak nieprzyjazna ludziom...

16 komentarzy:

  1. Ze wszystkich Kossaków najbardziej cenię Zofię. Może dlatego, że była tak inna i nie przypominała w niczym - na szczęście - Marii Jasnorzewskiej.
    Z biografii wyłania się rzeczywiście zaskakujący obraz poetki. Nie lirycznej damy, ale mało kulturalnej zazdrośnicy, która nie lubiła chyba nikogo poza sobą.
    Poszukam w mojej bibliotece, może jest egzemplarz, z chęcią przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magdalena Samozwaniec napisała kiedyś, że Maria kochała siebie miłością wielką. Może dla innych już nie wystarczyło uczuć.
      Ja jestem bardzo ciekawy książki o Zapolskiej, ale w mojej bibliotece jeszcze jej nie ma.

      Usuń
    2. A jaką biograficzną książkę o Zofii Kossak byście polecili? Rzetelną.

      Usuń
    3. Ja polecam książkę "Zofia Kossak. Opowieść biograficzna" Joanny Jurgały-Jureczki. Opinię o niej znajdziesz na moim blogu.
      Dłuższych prac o życiu Zofii Kossak nie ma zbyt wiele. Jest jeszcze biografia M. Pałaszewskiej.

      Usuń
    4. Ja jeszcze mam biografię-album "Zofia Kossak" pióra Anny Fenby Taylor - wnuczki pisarki oraz Bogumiły Bittner-Burkot. Kupiłam w Krakowie, w Księgarni Pod Globusem.
      Pisałam o książce rok temu na moim blogu: http://bioggraff.blogspot.com/2016/09/zofia-kossak-szczucka-szatkowska-1889.html

      Usuń
    5. Szkoda tylko, że jest dostępna w tak niewielu miejscach. Jeśli tylko będę w Krakowie to muszę zajrzeć do Księgarni pod Globusem.

      Usuń
  2. Zachęciłeś mnie do przeczytania. Poprzednie pozycje znam dobrze. Niestety wielu " wielkich" już dawno spadło z pomników!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z rodziny Kossaków zawsze pozostanie nam kryształowa Zofia :)

      Usuń
    2. Zofia faktycznie wciąż jest kryształowa. Chyba, że znajdzie się jakiś złośliwiec z tych tam różnych nowoczesnych genderów, co jej szpilę wbije. Obawiam się tego, znając tamtą stronę i obserwując, do robią.
      Jeśli chodzi o Zofię, to można sobie darować jej powieści. Na ważne miejsce w historii literatury polskiej zapracowała sobie jedną tylko, skromną książeczką, to jest "Pożogą". Za to ją kocham.

      Usuń
    3. Z tym ostatnim nie zgadzam się. Bardzo lubię "Krzyżowców".

      Usuń
    4. Czytałam "Krzyżowców" trzy razy. Za pierwszym razem niewiele zrozumiałam, bo byłam jeszcze dzieckiem. Za drugim - pochłonęłam, tym bardziej, że leżałam w wakacje ze skręconą kostką sama w domu. To było na studiach, lektura na 4 roku.
      A za trzecim razem niedawno -i nic. Zero zachwytu, jakby nie ta sama powieść. Znudziła mnie, nawet chyba nie dobrnęłam do końca. Z tym, że mam na myśli cały cykl, to znaczy "Krzyżowców" i następne części. Albo ja wyrosłam z takiej literatury, albo się ta literatura zestarzała?

      Usuń
    5. Pozostałe części rzeczywiście są na niższym poziomie. "Bez oręża" i "Król trędowaty" to takie trochę czytadła. Krótkie, przyjemne, z miłosną historią w tle. "Krzyżowcy" za to dobrze przedstawiają klimat wypraw. Polecał je nawet mój profesor od historii starożytnej :)

      Usuń
  3. Och, cieszę się bardzo, że podobało Ci się ta książka! Ja ją po prostu pochłonęłam! Dobrze napisana, znakomicie udokumentowana i - co najważniejsze - bez lukru, jaki obficie wkładała w swoje wspominki o siostrze Madzia Samozwaniec. Artyści są przeważnie trudnymi, skomplikowanymi ludźmi i trudno z nimi obcować na codzień. Lilka mogła być uduchowiona i poetyczna, a do tego mieć ten paskudny charakter i brak praktycznego pojęcia o życiu, o którym pisze Arael Zurli.
    Też bym chętnie przeczytała coś jeszcze tej Autorki (Autora?). Kimkolwiek jest, pisze świetnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale za to jak się dobrze czyta Madzię Samozwaniec :) Podoba mi się bardzo tytuł, który nadała swoim wspomnieniem - "Maria i Magdalena". Można poczytać dla przyjemności. A potem od razu Arael Zurli jako odtrutka :)
      Ja się na pewno skuszę na biografię Kossaka.

      Usuń
    2. A "Zalotnicę niebieską" znasz? to jest jeszcze jedna ksiażka Madzi, tylko o Lilce.

      Usuń
    3. Znam, ale jak ją czytałem to miałem wrażenie, że to powtórka z rozrywki. Bardzo dużo anegdot powtarza się.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...