czwartek, 16 lutego 2017

"Świat równoległy" Tomasz Michniewicz

Tytuł może zaskakiwać. Znajomi, którym podawałem tytuł obecnie czytanej książki byli zazwyczaj bardzo zdziwieni. Spodziewali się zapewne, że "Świata równoległego" musieliby szukać na półkach w dziale mistyka/ezoteryka. Tymczasem jest to zbiór ośmiu bardzo dobrych reportaży. Przyznam, że pierwszy raz zetknąłem się prozą Tomasza Michniewicza, ale ujął mnie już tą jedną książką, pokazującą jego spojrzenie na świat. Nie wymądrza się, nie udaje znawcy danej kultury po spędzeniu w niej kilku tygodni (ile książek podróżniczych powstaje na bazie dwu czy trzytygodniowej wycieczki...), nie daje jednoznacznych odpowiedzi, stawia więcej znaków zapytania niż kropek. Opisuje miejsca i ludzi, którzy teoretycznie są nam znani. Michniewicz pokazuje jednak, że prawda nie jest taka prosta, jak by się wydawało. Zwraca uwagę na motywy, którymi kierują się ludzie, stara się ich zrozumieć, nie osądza, nie wydaje pochopnych opinii i wyroków. Zderzenie tego, co mamy wdrukowane w głowach z rzeczywistością zdaje się dowodzić, że naprawdę istnieją światy równoległe.

"Świat równoległy" to zbiór reportaży z różnych, bardzo daleko położonych od siebie miejsc na kuli ziemskiej. Pojawiają się relacje z Polski, Pakistanu, Zimbabwe, Iraku, Afganistanu, Stanów Zjednoczonych, RPA, Egiptu, Tajlandii, Indii, Malediwów i Słowenii. W każdym z miejsc autor widzi jakieś drugie dno. Muzułmanie to terroryści? Tak, wielu terrorystów to muzułmanie, ale jednocześnie 80% ofiar wszystkich zamachów terrorystycznych to wyznawcy islamu. 20% mieszkańców Pakistanu to wyznawcy sufizmu głoszącego miłość do wszystkich ludzi. Sufi brzydzi się przemocą i nie przywiązuje wagi do pieniędzy. Liczą się dla niego inni ludzie, rodzina, miłość i szczęście. Sufiści są prześladowani przez radykalnych islamistów. Wydawałoby się, że sufizm to biała plama w islamskiej czerni. Tymczasem duchowi przywódcy sufistów częstokroć są zwykłymi hochsztaplerami, którzy do swoich skromnych samotni podjeżdżają drogimi samochodami. Gdzie leży zatem prawda? Może obok tych naciągaczy są "święci" (jak nazywają ich sufiści) rzeczywiście oddani drugiemu człowiekowi? Więcej tu szarości niż czarno-białego spojrzenia.

Zaznaczone najciekawsze fragmenty - sporo ich jak widać.
Migawka druga - Malediwy. Wakacje dla europejskich turystów w "egzotyce". Ile jest prawdy w tym miejscu? Przed rejsem na jedną z rzekomo dziewiczych wysp należącą do Malediwów przejeżdża serwis sprzątający, zbierający to co zostawili poprzedni turyści. Teatr zorganizowany dla naiwnych turystów. Migawka trzecia - więzienie w Kalifornii o najostrzejszym rygorze. Teoretycznie najgroźniejsi przestępcy odseparowani od społeczeństwa. W praktyce po zamknięciu ich za więziennymi murami nie zmienia się dosłownie nic. Zza krat kontrolują grupy przestępcze, którymi kierowali na wolności. Nie spadają nawet o jeden stopień w hierarchii. Jak zatem wygląda bezpieczeństwo skoro nawet po zamknięciu hersztów mafii nic się nie zmienia, a zorganizowane struktury działają jakby nic się nie stało? W statystykach policji wszystko się zgadza, w świecie realnym nie za bardzo.

Zaskakuje pokora autora i samokrytycyzm. Już na samym początku potrafi przyznać się, że kiedyś wyjeżdżał na trzy tygodnie do Etiopii, a po powrocie czuł się znawcą Afryki. Zastanawia się też nad sensem swojej pracy: Przyjechaliśmy kręcić dokument, nic innego nas nie obchodzi. Wrócę, puszczę materiał w  eter, książkę napiszę. Będą spotkania autorskie, gratulacje, uściski dłoni. W klimatyzowanej sali pokazywać będę zdjęcia z odległego Pakistanu, niczym ordery za bohaterstwo. A tutaj dach nadal będzie ciekł. Michniewicz doskonale zdaje sobie sprawę, jak trudno dociec prawdy. To co widzi przybysz z innego kraju często jest jedynie przedstawieniem teatralnym. A nawet jeśli uda się tego uniknąć, to przecież sama obecność dziennikarza zmienia zastaną rzeczywistość. Nic z nim nie jest takie samo, jak bez niego. Ilu z tych, którym wydaje się, że dotykają prawdziwego świata unikając zorganizowanych wycieczek jedynie pogrąża się w swoich złudzeniach? Może obserwują nieco większy i lepiej zorganizowany, ale nadal teatr?

K. Carter, Dziewczynka i sęp [źródło]
W zakończeniu autor odnosi się do zdjęcia Kevina Cartera nagrodzonego nagrodą Pulitzera. Wychudzona dziewczynka, umierająca z głodu, a obok czyhający na nią sęp. Sto metrów dalej mieściła się stacja żywienia, do której dziewczynka próbowała się dostać, ale nie wystarczyło jej siły. Reporter zrobił zdjęcie i odszedł. Michniewicz: Uczą nas na studiach, że dziennikarstwo to obiektywizm, że mamy opisywać rzeczywistość, nie zmieniając jej, bo to już manipulacja. Że mamy tam być, ale jakby nas nie było. Pieprzyć to. Ja bym zaniósł tę dziewczynkę na miejsce. 


Skojarzyło mi się z dzisiejszym wpisem:

2 komentarze:

  1. Zainteresowałeś mnie tą książką swą jak zwykle świetną opinią.
    Zapisuję sobie autora. Mało czytam reportaży, ale ciekawa jestem spojrzenia na świat tych, którzy widzieli to czego ja nigdy nie zobaczę.

    A śpiewającego Edwarda Stachurę sama dzisiaj odkryłam przy okazji szukania piosenki urodzinowej. A Życie to teatr" bardzo prawdziwe.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Ja też rzadko czytam reportaże. Jakoś nie wpadają mi w ręce. Poza tym nie jest łatwo trafić na naprawdę dobrze napisany.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...