sobota, 25 lutego 2017

"Lalka i perła" O. Tokarczuk

"Lalka" to jedna z moich ulubionych lektur z liceum. Z tego względu sięgnąłem po "Lalkę i perłę" Olgi Tokarczuk. Słyszałem o tej pozycji dobre opinie i nie zawiodłem się na nich. "Lalka i perła" to bardzo ciekawa publikacja i to nie tylko dla sympatyków Bolesława Prusa. Książka jest raczej zbiorem przemyśleń na różne tematy niż systematycznym opracowaniem. Sprawia wrażenie dziennika z lektury. Zresztą w taki sposób powstała, co zaznacza sama autorka. Nie znajdziemy w niej rysu historycznego środowisk twórczych XIX-wiecznej Polski, dominujących wtedy prądów czy dziejów recepcji powieści. Otrzymujemy za to zbiór rozważań na problemy poruszane w "Lalce". Czy warto? Według mnie jak najbardziej. Pal sześć nowe spojrzenie na znaną wszystkim "Lalkę" Prusa. Dużo bardziej ciekawiły mnie rozmyślania na tematy uniwersalne.

Niektóre zagadnienia poruszane w "Lalce i perle" wydają się oczywiste. Może aż tak oczywiste, że na co dzień nieuchwytne. Nigdy nie doszukiwałem się popularności powieści w ludzkiej chęci do bezkarnego śledzenia ludzi, do zaglądania w ich myśli, osądzania i podążania krok w krok za nimi. Trzeba przyznać, że coś w tym jest. Ciekawie brzmi również proponowana przez autorkę definicja "wielkiego dzieła". Według niej nic nie jest dziełem, dlatego że jest "dobrze zrobione" ale z uwagi na potężne wrażenie, jakie po sobie pozostawia. Niesie ze sobą zawsze potężne przeżycie, co jest kategorią emocjonalną, a nie intelektualną. Emocjonalną, czyli prywatną, a nawet intymną. Szkoda, że autorzy programów nauczania, a zwłaszcza kluczy maturalnych odżegnują się od tej teorii, próbując narzucać swoją interpretację tekstu.

Olga Tokarczuk [źródło]
Autorka ciekawie podchodzi do tematu kryzysu. Wyjaśnia, że w jego wyniku burzy się status quo, w którym jeszcze niedawno mieściliśmy się. Pojawia się coś nowego. Przed człowiekiem odkrywają się nowe możliwości i pragnienia. Waha się jednak nadal między bezpieczeństwem tego, co znane a fascynacją nowym. Kryzys jest niebezpieczny, ale i konieczny dla rozwoju. Wszystko zależy od tego, jak zostanie przeżyty. Można z niego wiele wynieść, ale można skończyć jak Rzecki. Trauma wojenna odebrała mu życiowy rozmach. Rzecki przestraszył się życia. Trudne doświadczenia nie były dla niego okazją do rozwoju. W zamian pogrążył się w pewnego rodzaju letargu. Kryzys wymaga ogromnej mobilizacji sił, aby mógł nastąpić etap budowania kolejnej formy. Co jednak z tymi, którzy nie znajdują w sobie pokładu tak ogromnych sił? Skazani są na żywot starego subiekta?

Wydaje mi się za to, że Olga Tokarczuk nieco przecenia znaczenie literatury (a może to tylko moje odczucie?). Zgadzam się z nią, że psychika ludzka dotknięta przez literaturę zmienia się, ale nie sądzę, że w aż tak dużym stopniu. Bliższe jest mi zdanie Zofii Kossak, która twierdziła, że książki nie zmieniają ludzi (swoją drogą ciekawe, jak tłumaczyła sens swojej pracy pisarskiej, musiała to jakoś głębiej uzasadniać), a zmienia ich jedynie samo życie. Z pewnością jedno przeżyte naprawdę doświadczenie bardziej zmienia człowieka niż setki przeżyć w czasie lektury rozmaitych, nawet najlepszych książek.

Zdecydowanie warte uwagi jest wyjaśnienie, niezwykle aktualnego, "syndromu Wokulskiego". Pozwolę sobie w tym miejscu na dłuższy cytat:
Gdyby poczuć się przez chwilę psychologiem, można by określić na podstawie przypadku bohatera "Lalki" pewną jednostkę diagnostyczną - "syndrom Wokulskiego". Polegałby on na przeświadczeniu, że miłość, przyjaźń, szacunek innych można otrzymać tylko za to, co się robi, a nie za to, kim się jest. Określają mnie moje uczynki; działam, więc jestem. U podstaw takiego przekonania z pewnością leży poczucie niskiej wartości, które musiało powstać bardzo wcześnie, dotyczy bowiem dziecięcego "ja", które  jeszcze nic nie robi - "zaledwie" jest. To tęsknota za miłością bezwarunkową, naturalną i spontaniczną, tęsknota za prostym zachwytem sobą, głębokim fizycznym i psychicznym zadowoleniem z faktu, że się po prostu jest. Gdyby się tego stanu w dzieciństwie doświadczyło, miałoby się potem ogromny zapas samoakceptacji, który powinien wystarczyć na całe życie. W innym przypadku trzeba się wciąż wykazywać, trzeba sobie działaniem i osiągnięciami wyrobić prawo do istnienia. 
Ilu z nas cierpi na "syndrom Wokulskiego"? Czytelnikom, których interesują te i podobne do nich rozważania polecam "Lalkę i perłę". Zaryzykuję tezę, że do świadomej lektury książki Olgi Tokarczuk nie jest potrzebna dobra znajomość "Lalki" Prusa. "Lalka i perła" stanowi zdecydowanie samodzielną publikację. Nie rozpatruję jej jako wyjaśnienia problemów pojawiających się w powieści Bolesława Prusa. Według mnie są one jedynie pretekstem do snucia uniwersalnych rozważań, przekraczających nawet ramy wyznaczone przez autora "Lalki". 

1 komentarz:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...