środa, 23 listopada 2016

Jeżeli porcelana to wyłącznie taka


      Jeżeli porcelana to wyłącznie taka
      Której nie żal pod butem tragarza lub gąsienicą czołgu,
      Jeżeli fotel, to niezbyt wygodny, tak aby
      Nie było przykro podnieść się i odejść;
      Jeżeli odzież, to tyle, ile można unieść w walizce,
      Jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci,
      Jeżeli plany, to takie, by można o nich zapomnieć
      gdy nadejdzie czas następnej przeprowadzki
      na inna ulicę, kontynent, etap dziejowy
      lub świat
      Kto ci powiedział, że wolno się przyzwyczajać?
      Kto ci powiedział, że cokolwiek jest na zawsze?
      Czy nikt ci nie powiedział, że nie będziesz nigdy
      w świecie
      czuł się jak u siebie w domu?

      Stanisław Barańczak

Wpisy z poezją są wprawdzie u mnie rzadkością, ale wiersz Stanisława Barańczaka tak mnie ujmuje, że postanowiłem podzielić się nim. Przynajmniej część czytelników z pewnością ma okazję przeczytać go po raz pierwszy. Zamieszczam w ramach listopadowych rozmyślań (tym bardziej, że aura zachęca do refleksji). 

poniedziałek, 21 listopada 2016

"Młody papież" - serial dla antyklerykała i pobożnego katolika

Jude Law jako Pius XIII [źródło]

Jak nie przepadam za serialami (właściwie oglądam tylko "Ranczo"), to potrafiłem obejrzeć tego samego dnia pod rząd trzy odcinki "Młodego papieża". Dawno nie widziałem tak dobrej produkcji. Serial jest niejednoznaczny, stawia wiele pytań, daje niewiele odpowiedzi, zostawia wiele do swobodnej interpretacji. Kadry są zachwycające. Świetny scenariusz (choć można zauważyć kilka nieścisłości) został zrealizowany w doskonały sposób. 

"Młody papież" to historia pierwszego amerykańskiego kardynała, 47-letniego Lenny'ego Belardo, wybranego na urząd następcy św. Piotra. Kardynał Belardo przyjmuje imię Piusa XIII, co już wskazuje na jego priorytety i poglądy na kształt Kościoła oraz jego posługi. Rzeczywiście Pius XIII jest zafascynowany tradycją. Przejawia się to chociażby w szatach liturgicznych oraz powrocie do dawnych zwyczajów. Zafascynowani stroną "I komu to przeszkadzało?" powinni być urzeczeni tym elementem serialu. Tiara na głowie papieża, pióropusze i sedia gestatoria to tylko niektóre z reliktów przeszłości. Pius XIII jest równie konserwatywny w poglądach i twardo broni doktryny. Jednocześnie zaś sprawia wrażenie nieco wyniosłego, bardzo pewnego siebie, czasami postępuje w arogancki sposób, podkreśla nadmiernie swoją władzę, bywa antypatyczny dla najbliższego otoczenia oraz nałogowo pali. Jest sprawnym politykiem, posuwającym się nawet do łamania tajemnicy spowiedzi. Ciągle poszukuje, ma mnóstwo rozterek, a nawet wątpi w istnienie Boga. To wszystko przedstawiono na tle skorumpowanej kurii rzymskiej, hierarchów posuwających się do przeróżnych podłości i ogólnego zepsucia centrum katolickiego świata. Po takim wstępie wydawałoby się, że "Młody papież" jest paszkwilem na Kościół. Nic bardziej mylnego. Pius XIII jednocześnie poświęca dużo czasu na modlitwę, za jego wstawiennictwem Bóg dokonuje cudów, jest szczerze zatroskany o kurię próbując ją oczyścić, bezwzględnie walczy z pedofilią, podejmuje starania w kierunku podniesienia poziomu seminarzystów i autentycznie chce zmusić katolików do poszukiwania Boga. Metody, które stosuje są czasami może nieco kontrowersyjne. Pius XIII nie pokazuje się wiernym. Po "Habemus papam" kazał wyłączyć oświetlenie papieskiego okna. Wierni zobaczyli jedynie kontur jego postaci. Papież nie pozwala utrwalać swojego wizerunku, rezygnując z zysków płynących dla Stolicy Apostolskiej ze sprzedaży pamiątek. Modlitwę "Anioł Pański" odmawia z papieskiego okna, ale tyłem do wiernych. Wesołość wzbudza papieski strój podczas pielgrzymki do Afryki przypominający arabską burkę. Na to wszystko nakładają się osobiste zranienia młodego Belardo. W dzieciństwie został porzucony przez rodziców i wychował się w sierocińcu. Nigdy nie pogodził się z tym, co się stało. Ciągle liczy na to, że odnajdzie matkę i ojca. Głęboki uraz ma wpływ na kształt jego pontyfikatu. Już po kilku moich zdaniach widać jak złożoną postacią jest Lenny Belardo. W jednym z pierwszym odcinków na pytanie "kim jesteś Ojcze Święty?" odpowiada: "jestem sprzecznością". Trudno o lepszą autoanalizę.

Pius XIII [źródło]

Moja opinia o Piusie XIII zmieniała się dosłownie z odcinka na odcinek. Praktycznie w każdym odcinku poznajemy papieża z innej strony. W pierwszych kilku odcinkach może wzbudzać niechęć. Pierwsze wystąpienie do zebranego tłumu na Placu św. Piotra i przemowa do kardynałów zmieniły moją ocenę tej postaci. Kolejne odcinki potwierdzały, że jest to osoba szczerze zatroskana o Kościół. Naprawdę jeśli po jednym lub dwóch odcinkach uznacie, że nie odpowiada wam ten serial to nie zniechęcajcie się. Bez żadnej przesady powiem, że ósmy odcinek wywarł na mnie ogromne wrażenie. Modlitwa papieża na parkingu przed tirami jest czymś mistycznym. W tym samym odcinku papież wygłasza przejmujące przemówienie podczas swojej pielgrzymki do Afryki. Ósmy odcinek dosłownie powala na kolana. Powala przed Bogiem, który prowadzi ludzi do doskonałości w tak różny sposób. 

Mimo, że pierwsza seria liczy zaledwie dziesięć odcinków to trudno zebrać tutaj wszystkie przemyślenia na temat serialu oraz problemów w nim poruszanych. "Młodego papieża" polecam wszystkim. Naprawdę wszystkim. Zacięci antyklerykałowie zobaczą w nim bagno kurii rzymskiej. Tradycjonaliści zachwycą się częścią decyzji Piusa XIII. Kościelni liberałowie zwrócą uwagę na negatywne aspekty konserwatywnej rewolucji. Letni katolicy co nieco zapewne przemyślą. Ci, którzy uważają się za głęboko wierzących dokonają zapewne rewizji stanu swojej wiary i być może zawstydzą się. Wreszcie zawiedzeni nie będą ci, którzy chcą po prostu obejrzeć dobry serial. To jest dokładnie taka produkcja, jakie ubóstwiam. Widz zamiast wyłączać myślenie (jak to się dzieje w przypadku większości seriali) jest zmuszony do nieustannego roztrząsania tego, co widzi na ekranie. Myśli tych nie da się zagłuszyć nawet po odłożeniu pilota czy zamknięciu komputera. 

niedziela, 20 listopada 2016

"Księża wobec bezpieki" Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski

Kapłan niezłomny. Zarówno w okresie PRL, kiedy urzędy marionetkowego państwa próbowały skłonić do do współpracy, był zastraszany, a nawet został dwukrotnie pobity przez tzw. "nieznanych sprawców", jaki i w "wolnej Polsce". Nie wiem, czy to co go spotkało w III RP (i to ze strony duchowieństwa) nie jest gorsze od trudności przeżywanych w latach osiemdziesiątych. Ks. Isakowicz-Zaleski po zapoznaniu się z materiałami zgromadzonymi w IPN-ie, dotyczącymi współpracy krakowskich księży z bezpieką, zwrócił się do władz kościelnych z prośbą o zajęcie stanowiska i pomoc w opracowywaniu materiałów. Pierwszy list pozostał bez odpowiedzi. W drugim hierarcha odpisał lakonicznie, polecając go opiece Matki Bożej. Po kolejnej próbie uzyskania odpowiedzi usłyszał w kurii, że lepiej będzie jeśli da sobie z tym spokój. Ks. Isakowicz-Zaleski nie zaniechał działań, uznając że wierność prawdzie jest ważniejsza. Metropolita krakowski zabronił mu wtedy zajmować się tą sprawą. Kilka miesięcy później otrzymał zakaz wypowiedzi publicznych dotyczących współpracy i kontaktów duchownych ze Służbą Bezpieczeństwa. Mówi się, że św. Jan Paweł II nie miał szczęścia w polityce personalnej. Osoba kard. Dziwisza zdaje się najlepiej o tym świadczyć... Co kierowało kardynałem kneblując usta duchownemu zajmującemu się infiltracją środowiska księżowskiego przez SB? Jak wierni świeccy mają darzyć szacunkiem takiego "pasterza"? 

"Księża wobec bezpieki" to bardzo rzetelna praca, oparta na szerokim materiale źródłowym. Autor charakteryzuje jedynie te postaci, co do postępowania których nie ma cienia wątpliwości. Informacje wstydliwe, dotykające nawet już nieżyjących kapłanów, ks. Isakowicz-Zaleski pominął. Problem współpracy duchowieństwa z bezpieką został potraktowany w sposób bardzo życzliwy dla duchowieństwa. Nie ma zatem podstaw, aby w tym zakresie stawiać autorowi jakiekolwiek zarzuty. "Bohaterowie" książki powinni cieszyć się, że sprawą nie zajął się człowiek posiadający mniej wyczucia i wyrozumiałości (nie mówiąc już o zapiekłym przeciwniku Kościoła). 

Opracowania dotyczy inwigilacji Kościoła krakowskiego przez UB i SB. Uwagę czytelnika skupiają zapewne księża współpracujący z bezpieką. Autor przedstawia jednak panoramę postaw duchowieństwa wobec działań komunistów. Charakteryzuje przebieg działań operacyjnych, doniesienia, kapłanów którzy oparli się werbunkowi (często mimo stosowanego szantażu i idących za tym poważnych konsekwencji), księży zrywających współpracę oraz problem pozornej współpracy. Owszem, rozdział dotyczący rzeczywistej współpracy jest najdłuższy, ale nie można uznać go za główny wątek książki. Trzeba pamiętać, że duchowieństwo było jedną z najbardziej inwigilowanych grup w PRL-u. W kolaborację zaplątało się ok. 10 % księży. Trudno uznać to za wysoki odsetek. Wśród apostołów też trafił się jeden kolaborant, co stanowiło 8,5 % całości, a zatem jak widać to stała wartość;) 
Ks. Isakowicz-Zaleski [źródło]

Motywy podjęcia współpracy były różne: materiały obciążające (groziły sankcjami administracyjnymi lub sądowymi), materiały kompromitujące (najczęściej natury moralnej), tzw. uczucia patriotyczne  (pobudki ideologiczne) lub, najbardziej gorszące, pobudki materialne (paszport, pieniądze, markowe alkohole itd.). O pomstę do nieba woła sporządzanie przez niektórych księży raportów na podstawie informacji zdobytych podczas spowiedzi. Jednym z najbardziej znaczących duchownych z III RP współpracujących z bezpieką był ks. Juliusz Paetz (pseudonim "Fermo"), późniejszy arcybiskup poznański. Tak, ten sam od zatuszowanej afery związanej z molestowaniem kleryków poznańskiego seminarium. Arogancja tego człowieka nie zna granic. Ks. Isakowicz-Zaleski wysłał do każdego duchownego pojawiającego się na kartach książki list z prośbą o zajęcia stanowiska i ustosunkowanie się do zebranych materiałów. Część księży odpowiedziała, część nie. Paetz musiał się oczywiście wyróżnić (szkoda, że zawsze na minus). Nawet nie otworzył listu. Odesłał go nadawcy w innej kopercie. Cóż, Pan Bóg nierychliwy...

Warto przypomnieć bezkompromisową postawę kard. Wojtyły w stosunku do księży należących do "Caritasu". Ostrzegał, że wszyscy duchowni należący do tej organizacji będą ukarani, włącznie z suspendowaniem. Nazywał ich księżmi, którzy są na usługach państwa ateistycznego.

Kościół polski odniósł w XX wieku moralne zwycięstwo. Zdecydowana większość kapłanów mimo tak trudnych czasów pozostała wierna Ewangelii i ofiarnie służyła katolikom. Z Kościoła wyszedł impuls do przemian najpierw w Polsce, a następnie w całej Europie Środkowo-Wschodniej. Niestety III RP (choć nie wiem, czy nadal w niej żyjemy; była już przecież IV RP, złośliwi twierdzą że teraz jest już w pół do V) rozleniwiła duchowieństwo. Po raz kolejny sprawdza się zasada, że im lepiej Kościołowi w ziemskim aspekcie, tym gorzej dla jego duchowości. Przez pierwsze trzy stulecia chrześcijaństwo było najbardziej prześladowaną religią, a jednocześnie najdynamiczniej rozwijającą się. Dziś wielu hierarchów nie chce stanąć w prawdzie. Zachowują się jakby słowa św. Grzegorza I Wielkiego z VI wieku przestały obowiązywać: Nawet jeśli prawda może powodować zgorszenie, lepiej dopuścić się zgorszenia, niż wyrzec się prawdy.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...