niedziela, 30 października 2016

"Księżna Dominikowa" Magdalena Jastrzębska

Stali bywalcy zapewne wiedzą, że bardzo lubię biografie. I to nie tylko postaci, które odegrały największą rolę w dziejach, ale także (a może przede wszystkim) osób, o których pamięć zatarł czas. Jedną z moich ulubionych autorek wydobywających wspomnienia o takich ludziach jest Magdalena Jastrzębska. Cenię ją nie tylko za to, że skupia się na kobietach z drugiego czy nawet trzeciego rzędu, nieco zapomnianych, ale także za to, w jaki sposób podchodzi do tematu. Nie ocenia, nie przedstawia człowieka według jednego określonego schematu, pozostawia komentarz czytelnikowi. Docenić należy duży materiał źródłowy, do którego zawsze odnosi się. Dzięki temu jej prace zyskują znacząco na wartości. Nie przepadam za pozycjami, które są jedynie kompilacją opublikowanych już informacji. Jak na tego typu książkę bibliografia jest naprawdę bogata. Duży atut, w porównaniu z poprzednim wydaniem, stanowi materiał ilustracyjny. Jestem zdania, że biografia bez reprodukcji zdjęć czy portretów pozostawia niedosyt. Z kwestii bardziej technicznych zwrócę jeszcze uwagę na szatę graficzną, choć ta uwaga nie odnosi się jedynie do tej pozycji, ale do całej serii wydawnictwa LTW. Bardzo się cieszę, że "Księżną Dominikową" przeczytałem akurat teraz, przed uroczystością Wszystkich Świętych i Dniem Zadusznym. Okazuje się, że biografię można odczytać także pod kątem przemiany moralnej, zerwania z jednym życiem i rozpoczęcia drugiego, nawet jeśli już niewiele go pozostało. 

Ks. Dominik Radziwiłł [źródło]
Tym razem Magdalena Jastrzębska przybliża nam Teofilę z Morawskich Radziwiłłową. Kobietę, którą trudno jednoznacznie ocenić. Początkowo wydawała mi się zepsutą damą biegnącą za hedonistycznie rozumianym szczęściem. Następnie zobaczyłem osobę bardzo zagubioną, niepotrafiącą odnaleźć się w swojej roli, nieumiejącą pogodzić wyznawanych poglądów z podrygami serca. Wreszcie ujrzałem głębię tej osoby. Oczy nie kłamią. Książka jest nagrodą, którą wygrałem w konkursie organizowanym na blogu autorki. Miałem do wyboru jedną z kilku biografii. Wybrałem tę, ponieważ zaciekawiły mnie oczy bohaterki. Patrząc powierzchownie wydają się dobre, nawet pogodne, ale gdy zatrzyma się na nich dłużej wzrok to widać jakieś niespełnienie, smutek, tęsknotę za czymś innym. Biografia Magdaleny Jastrzębskiej wyjaśniła mi przynajmniej w pewnym stopniu tę tajemnicę. 

We wstępie autorka stawia pytanie, kim była Teofila z Morawskich Radziwiłłowa. Czy była "grzesznicą", czy też indywidualistką wiecznie poszukującą szczęścia? Nie obstaję twardo przy żadnej z tych charakterystyk, ale bliższa wydaje mi się druga opcja. Choć "grzesznicą" też oczywiście była. To jednak nie określa jej jako osoby. Teofila wydaje mi się postacią, które nadto zaufała porywom serca, przez co wiele musiała wycierpieć. Trudno zapewne cały czas stosować zimną kalkulację, ale jej z pewnością zabrakło odrobiny chłodnego spojrzenia. Nie wierzę, że w głębi była zła. Poszukując szczęścia deptała jednak czasami po innych. Przychylam się do zdania Wirginii Jezierskiej: Śliczna kobieta, która mimo dużej inteligencji i uczuć religijnych nigdy nie potrafiła opanować swej fantazji i ujarzmić namiętności

Słynąca z nieprzeciętnej urody Teofila wzbudzała zainteresowanie wielu mężczyzn. Miała trzech mężów, wielu kochanków i jeszcze więcej adoratorów. Czy przewróciło jej to w głowie? Trudno powiedzieć, choć ta wersja wydaje się raczej mało prawdopodobna. Pewne jest to, że ufała swoim uczuciom. Nie wahała się porzucić pierwszego męża, gdy zakochała się w Radziwille. Sielanka z bajecznie bogatym magnatem nie trwała długo. Serce Teofili zwróciło się szybko ku innemu. Romans z nim oczywiście nie trwał długo. W jej życiu powtarza się pewien schemat: zauroczenie, zakochanie w kimś, wielkie emocje (czasami uwieńczone ślubem o ile ku temu była okazja, czasem nie), gwałtowny spadek zainteresowania i przelanie uczuć na innego mężczyznę. Być może nigdy nie zaznała miłości, zatrzymując się zawsze na etapie zakochania. Poszukując szczęścia może właśnie szukała miłości? Niestety poza zakochaniem nie doświadczyła raczej niczego więcej. Rozalia Rzewuska twierdziła, że w ostatnich latach życia Teofila nigdzie nie zatrzymywała się na dłużej, bo wciąż szukała szczęścia, nie mogąc go znaleźć. 

Zamek w Nieświeżu, w którym mieszkała Teofila [źródło]

Teofila nie pochodziła ze szczególnie bogatej rodziny. Stała się posiadaczką fortuny dopiero dzięki związkowi z Dominikiem Radziwiłłem. Warto zwrócić uwagę, że pieniądze i wpływy nie przewróciły jej w głowie. Podpisywała się zawsze jako Teofila Radziwiłłowa, nigdy nie poprzedzając podpisu tytułem "księżna". Każdy, kto się do niej zwrócił, mógł liczyć na jej pomoc. Interesowała się również życiem zwykłych włościan, troszczyła się o powierzone jej dobra i utrzymywała przyjacielskie stosunki z biedniejszymi sąsiadami, pozytywnie odpowiadając na ich prośby. Jednocześnie jednak praktycznie nie interesowała się córką Stefanią, pozostawiając ją w 1810 roku pod opieką obcych ludzi (jednakże trzeba przyznać, że pod koniec życia zauważyła swój błąd i chciała nawiązać przyjacielskie relacje z dzieckiem). Potrafiła zaskakiwać. Cara Aleksandra ugościła... kapustą. Chodziła także pieszo na pielgrzymki, co było ewenementem wśród arystokracji. A prosto z pielgrzymki jechała na bal, na którym kokietowała wszystkich przedstawicieli brzydszej płci. 

Gabriela Puzynina [źródło]
Uwielbiała zabawy i towarzystwo mężczyzn, ale jednocześnie była bardzo religijna. Nie potrafiła jednak pogodzić wyznawanych poglądów z osobistym szczęściem. Wydaje mi się, że to było jej największym dramatem. Życie jej będąc ciągłą walką między złym a dobrym aniołem, to pchało ją ku światu, to rzucało do stóp ołtarzy i konfesjonałów - tak pisała o niej Gabriela Puzynina. Przyznać trzeba, że zwyciężyło w niej dobro. Dokonała rozrachunku z własnego życia, zrozumiała swoje błędy i postarała się naprawić, to co mogła. Sama przyznała, że ciężko się przepłaca błędy młodości. Pod koniec życia bardzo cierpiała, ale potrafiła mądrze to przeżyć. Nie załamała się, nie rozpaczała, wyciągnęła wnioski, pogodziła się z tym co jej zostało. Do znajomej pisała: nigdym lepiej nie czuła, że nasza święta Religia jest wszystkim, jaką spokojność daje ona nawet gdy się ma pewność, że wszystko się tu skończyło. Podobno umierała w przekonaniu, że jest grzesznicą, a całej jej życie było pasmem złych uczynków. Z pewnością przesadziła, bo wielu doznało od niech dużo dobra. Może i była "grzesznicą", ale taką w rodzaju Marii Magdaleny. Sama Puzynina zauważyła podobieństwo: Ksiądz Bogdanowicz, wizytator od księży misjonarzy powołany do łoża umierającej, tej nowej Magdaleny, odchodził rozrzewniony i zbudowany jej skruchą, co więcej swoją chorobę użyła dla pojednania się z Bogiem. Żal jej, skrucha, pokora stały się tak głośnymi, jak było głośnym jej życie gorszące.

Ironią losu jest, że kobieta za życia adorowana przez tylu mężczyzn, brylująca w salonach europejskich, żyjąca w bogactwie nie pozostawiła po sobie praktycznie nic materialnego. Nie zachował się nawet jej grób na wileńskim cmentarzu. Pozostał za to czytelny przykład, że na przemianę nigdy nie jest za późno. "Księżna Dominikowa" to dla mnie biografia nowej Marii Magdaleny.


Za egzemplarz książki dziękuję Autorce prowadzącej bloga "O biografiach i innych drobiazgach", na którym zorganizowała konkurs. Jedna z nagród szczęśliwie przypadła mi, za co jestem bardzo wdzięczny.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...