czwartek, 30 czerwca 2016

"Wojciech Kossak. Opowieść biograficzna" Maja i Jan Łozińscy

Wstęp z notką biograficzną, jak sądzę, jest absolutnie zbędny. Postaci Wojciecha Kossaka nie trzeba nikomu przedstawiać. Właściwie każdy podręcznik historyczny zawiera przynajmniej jedną reprodukcję dzieła słynnego malarza batalisty. Wszyscy kojarzymy "Olszynkę Grochowską" czy "Grunwald", nie mówiąc już o "Panoramie Racławickiej". Celowość opowieści o życiu takiego człowieka snuta przez małżeństwo Łozińskich jest jak najbardziej uzasadniona. Zastanawiam się jednak, czy zebrano wystarczający materiał na książkę. W tamtym roku wydawnictwo Iskry wydało publikację "Wojciech Kossak. Malarz polskiej chwały". Nie znam tej pozycji, ale już pobieżne zapoznanie się z informacjami z sieci pozwala sądzić, że oparto ją na bogatszym materiale źródłowym. Poza tym ją również reklamuje się jako "lekką i wartką". Może książki dublują się, może świetnie uzupełniają. Cóż, nie mnie to oceniać. Mnie, jako miłośnika rodziny Kossaków, wysyp książek na ich temat zdecydowanie cieszy. 

Praca Mai i Jana Łozińskich nie jest rzecz jasna pozycją naukową. Sam fragment tytułu ("Opowieść biograficzna") sugeruje, że będzie to wciągająca i przyjemna lektura. Tak też jest w rzeczywistości. Lekkie pióro, wyimki z listów Wojciecha Kossaka i niezliczone ciekawostki sprawiają, że książkę czyta się niemal jak powieść. Podzielono ją na dziesięć rozdziałów. Poznamy dzieciństwo słynnego malarza, miłość jego życia i miłostki zdarzające się aż do podeszłego wieku, trudne kontakty z innymi malarzami, wielkie sukcesy i tarapaty finansowe, międzynarodowe kontakty, znajomych i sławę twórcy.

Autoportret z paletą
Życiorys przedstawiono jednak w sposób płytki. Mam wrażenie, że autorzy nie przeanalizowali dogłębnie całego materiału źródłowego. Postać Kossaka po lekturze książki wydaje się nieco mdła. Powinien stanąć przede mną człowiek z krwi i kości, z radościami, ale i z rozterkami i wątpliwościami. Książka wydaje się napisana, przepraszam za kolokwializm, "po łebkach". Z chęcią dowiedziałbym się czegokolwiek o relacjach Kossaka z dalszą rodziną, o kontakcie z bratem bliźniakiem, o reakcjach żony Marii na powtarzające się romanse. Trudno uwierzyć, że człowiek obdarzony takim talentem nie prowadził bogatego życia wewnętrznego. Po tym zawsze zostaje ślad. W notatkach, we własnych wspomnieniach, w wspomnieniach innych ludzi. Z książki wychodzi do nas Kossak-filister. Wyjątkowo uzdolniony, ale jednak filister (a może on taki był w rzeczywistości?). Według mnie pominięto zbyt wiele elementów jego życia, a te które odnajdziemy przedstawiono zbyt pobieżnie. Przyznam szczerze, że nie dowiedziałem się za dużo z książki państwa Łozińskich. Czytelnik, który zna prace, które wyszły spod pióra Kossakówien (choćby "Marię i Magdalenę") będzie mieć wrażenie, że to powtórka z rozrywki. 

Pewnym mankamentem jest też niewystarczająca, w mojej ocenie, liczba reprodukcji. Owszem, znajdziemy wiele czarno białych zdjęć oraz kolorową wkładkę z obrazami, ale to tylko niewielki wycinek twórczości Kossaka i to akurat najbardziej znany. Publikacja, która ma aspiracji jakby nie patrzeć biograficzne powinna być zaopatrzona w zdecydowanie bogatszy materiał ilustracyjny. 
Nie łudźmy się, że dzięki lekturze książki państwa Łozińskich poznamy Wojciecha Kossaka w pełni, jako wybitnego artystę, męża, ojca i przyjaciela (o przyjaźniach praktycznie w ogóle nie wspomniano). Jako plus mogę zaliczyć tematykę oraz wartką narrację. Nie ukrywam swojego zawodu, ale może miałem zbyt wysokie wymagania? Może zbyt wysoko postawiłem poprzeczkę dla pracy, która de facto nie jest przecież klasyczną biografią? Zostawiam te pytania pozostałym czytelnikom. Dzielę się jedynie swoimi wrażeniami z lektury. Wszak "Dwoje ludzi patrzy na to samo, a widzi dwie różne rzeczy – oto niezgłębiona tajemnica ludzkiej duszy" (Wojciech Cejrowski w "Gringo wśród dzikich plemion"). Być może Wy w opowieści biograficznej o Wojciechu Kossaku zobaczycie coś więcej. 

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu:

12 komentarzy:

  1. "Wojciech Kossak. Malarz polskiej chwały" przeczytaj koniecznie :) O Łozińskich niedługo napiszę.
    pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już uporam się z tym, co chcę przeczytać to z chęcią sięgnę po tę książkę :)
      Jestem bardzo ciekawy Twojej opinii o Łozińskich. Może niesprawiedliwie ich oceniłem?
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Nie, poszedłeś w bardzo dobrym kierunku :)

      Usuń
  2. Przeczytaliśmy pańską recenzję ze smutkiem. Zrozumieliśmy, że dla czytelników, którzy tak jak Pan są wielbicielami sztuki Kossaka i są przyzwyczajeni do myśli o jego wielkości, nasza książka będzie ogromnym rozczarowaniem ponieważ nie potwierdzi ich wyobrażeń. Napisaliśmy o Kossaku ponieważ uznaliśmy, że fenomen jego popularności jest bardzo interesujący, a nie powstała o nim żadna książka biograficzna ( na pomysł ten wpadliśmy najwyraźniej równocześnie z autorem „Malarza polskiej chwały”. Jego praca ukazała się, kiedy my już kończyliśmy swoją). My, inaczej niż Arael Zurli, nie przepadamy za tym rodzajem malarstwa jakie uprawiał Kossak, a po lekturze tysięcy stron jego korespondencji i pamiętników odnieśliśmy wrażenie , że nie był to człowiek wewnętrznie bogaty i skomplikowany. Zauważyliśmy także, że nie był traktowany zbyt poważnie i głęboko przez swoich przyjaciół i znajomych– prawie nie ma wzmianek o nim, co nas bardzo zaskoczyło, we wspomnieniach innych. Lubiano go, owszem, był z niego idealny kompan –wesoły, przystojny, elegancki, dowcipny, kochał dobre, przyjemne życie. Był też ogromnie pracowity. Miał ogromną łatwość malowania, ale w sztuce nie interesowało go „poszukiwanie”. Malował to co lubił – wojsko, konie i kobiety – i co, jak sądził, przyniesie mu dobre dochody. Malował coraz więcej, coraz szybciej i coraz gorzej (czasem sam zdawał sobie z tego sprawę, choć zwykle zaślepiała go próżność). Jego wyjątkową łapczywość na pieniądze można usprawiedliwiać koniecznością utrzymania rodziny, którą szczerze kochał, za która czuł się aż za bardzo finansowo odpowiedzialny, i którą lekkomyślnie przyzwyczaił do luksusowego życia. Jego stosunek do rodziny był zresztą szalenie patriarchalny, a związek z żoną podszyty kompleksem „mezaliansu”. To właśnie sława i pieniądze, powodzenie u kobiet, stały się dla niego tym, co budowało jego własne poczucie wartości. Zastanawia się Pan czy Kossak był filistrem? Wydaje nam się, że w dużym stopniu tak, choć to nie łatwo oceniać innego człowieka. Świadomie unikaliśmy podobnie kategorycznych stwierdzeń. Chcieliśmy aby nasza książka, taki a nie inny wybór wydarzeń z życia Kossaka, taki a nie inny wybór fragmentów jego listów i wspomnień odbrązowiły nieco tę postać i skłoniły czytelników do zastanowienia się nad źródłami jej ogromnej popularności. Dla nas, niestety król okazał się może nie tyle nagi, co jednak nie całkiem ubrany.
    Jeśli chodzi o skromny materiał ilustracyjny też jesteśmy niepocieszeni, ale taka była decyzja Wydawcy.
    Z pozdrowieniami
    Maja i Jan Łozińscy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za komentarz. Moim celem nie było absolutnie umniejszenie Państwa pracy. Uwielbiam Pani książkę "W ziemiańskim dworze", którą czytałem dwukrotnie i zamierzam przeczytać ją po raz kolejny.

      Co do ilustracji to jest tak jak myślałem. Decyduje o tym wydawnictwo. Mój pstryczek nie był wymierzony w Państwa pracę. Wydawnictwo PWN powinno zastanowić się, czy nie warto zainwestować większych środków (zapewne większa liczba reprodukcji to wyższe koszty, tak?), bo to naprawdę jest doceniane przez czytelników. Czasem naprawdę żałuję świetnych pozycji, którym wydawnictwo nie dało należnej im oprawy.

      Bardzo lubię sztukę Kossaka, a do niego samego również żywię pewną sympatię. Choć to jest raczej spowodowane zainteresowaniem nim jako przedstawicielem rodziny Kossaków niż nim samym. Zofia Kossak-Szczucka pozostaje jedną z moich ulubionych pisarek. Stąd też przelewam pochlebne uczucia na innych członków tej rodziny.

      Podtrzymuję natomiast jeden zarzut. Brakowało mi opracowania niektórych aspektów życia np. stosunku do wiary, relacji z resztą rodziny. Dla mnie są to dość istotne elementy.

      Jeszcze raz dziękuję za Pani komentarz. Jak Pani zauważyła użyłem wielokrotnie trybu przypuszczającego. Trudno było mi uwierzyć, że Wojciech Kossak jako uzdolniony artysta mógł mieć cechy sytuujące go blisko postawy filistra. Nie byłem pewien, czy to książka w takim świetle go przedstawiła, czy on taki naprawdę był. Pani komentarz wiele wyjaśnia. Nie rozumiem postawy reprezentowanej przez Wojciecha Kossaka i nie kryję swojego zawodu. Teraz wiem, że ten zawód nie jest spowodowany przez Państwa książkę, ale przez szczątki prawdy o tym człowieku, do których udało się dotrzeć.

      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Po Twoim opisaniu i komentarzu p. Łozińskiej, mam wielka ochotę przeczytać tę publikację. Czytałam to co napisały Siostry Kossakówny, ale chciałabym znać spojrzenie innych ludzi. Nie wiem czy zdobędę tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Recenzja, która zawiera negatywny element jest zawsze dla mnie trudna. Nie mogę przedstawiać w samych superlatywach książki, co do której nie jestem w pełni przekonany. Wchodzę czasami na niektóre blogi i bywam zdumiony postawą ich autorów. Często są to naprawdę uczciwe, rzetelne wpisy. Czasem się jednak zdarzają opinie przedstawiające w pozytywnym świetle daną publikację tylko dlatego, że blogger dostał ją "za darmo". Nigdy nie pisałem i nie piszę tzw. "laurek". Staram się podejść z dystansem do każdej kolejnej książki. Wtedy pojawia się jednak wątpliwość, czy nie byłem zbyt krytyczny... Trudno jest zrównoważyć przyjazne nastawienie do ogromnej pracy danego człowieka a szczerą opinią. Nigdy nie wiem, czy mi się to udaje. Takie sytuacje potwierdzają to.

      Usuń
  4. No, no, napracowałeś się, ładnie napisałeś, a autorzy marudzą. Tak to już jest, zawsze kłopot z tymi żywymi autorami ;))) Lepiej pisać o nieboszczykach!
    Powiem tak: ja to już nawet do rąk nie biorę książek państwa Łozińskich, Koprów, Kienclerów i innych popularyzatorów historii atakujących masowo współczesnego czytelnika, bo tam nie znajdę tego, czego szukam w biografiach.
    A szukam ciekawostek niedostępnych gdzie indziej, głębszych analiz i tak dalej. I tak, także ploteczek, ale rzadkich i niepowtarzalnych...
    Jeśli chodzi o rodzinę Kossaków to przeczytałam wiele, ale to wszystko made in Madzia Samozwaniec ;))) Miło się czyta, ale raczej jest to literatura hagiograficzna.
    Objawieniem w pisaniu o Kossakach był (była?) dla mnie Arael Zurli i książka "Bagienna niezapominajka" o 'świętej" Lilce Jasnorzewskiej, która jak się okazuje, taka święta wcale nie była.
    Polecam "Bagienną niezapominajkę"!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do filisterstwa - to mam wrażenie, że cała rodzina była filisterska i dla kasy zrobiliby wszystko. Co, oczywiście, nie umniejsza klasy Kossaków jako artystów (malarzy i pisarzy).
      A z całej rodziny najporządniejsza była Zofia z Kresów. Całkiem inna klasa człowieka!

      Usuń
    2. Dziękuję za komentarz :)
      "Bagienną niezapominajkę" postaram się wypożyczyć (razem z książką o Wojciechu Kossaku tego samego autora, którą polecała Montgomerry).
      Trudno mi się pogodzić z filisterstwem w przypadku wyjątkowo uzdolnionych ludzi i u ludzi wierzących (niekoniecznie katolików). Od tych grup oczekuję więcej. Zawód jest zawsze podwójny.
      Zofię z Kresów uwielbiam. Ja bym ją ogłosił błogosławioną;))

      Usuń
    3. "Zofia Kossak błogosławioną" :)))
      Jakiś evencik na Fejsiku?
      Jestem ZA!

      Usuń
    4. W sumie to dziwię się, że jeszcze nikt nie podjął kroków, żeby wszcząć proces ;)
      Ciekawe, czy ktoś by zwrócił uwagę na taki oddolny ruch czytelników-wiernych :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...