wtorek, 17 maja 2016

W zagórskich ruinach nocą krąży mnich


Nad Zagórzem, miasteczkiem oddalonym kilka kilometrów na południowy wschód od Sanoka, wznoszą się monumentalne ruiny. Zabudowania osiemnastowiecznego klasztoru karmelitów bosych mimo upływu czasu dalej są świadectwem dawnej świetności. Budowę klasztoru ukończono w 1730 roku. Jako że miał spełniać również funkcje obronne (świadczą o tym wieże i wysokie na 5 m mury obronne) zlokalizowano go na wzgórzu Mariemont (345 m n.p.m.). Wybudowano kościół pw. Wniebowzięcia NMP, klasztor oraz budynki gospodarcze. 

Klasztor przeżywał lata świetności do pierwszego rozbioru. W czasach konfederacji barskiej stał się schronieniem dla tych, którzy nie chcieli "być z królami w aliansach". Pod koniec listopada wojska rosyjskie ostrzelały zagórski klasztor, w wyniku czego część zabudowań uległa spaleniu. Obrona Zagórza to ostatnia bitwa konfederacji barskiej. Karmelitom udało się odbudować klasztor po zniszczeniach. Niestety w 1822 roku wybuchł kolejny pożar. Zagórski klasztor nie miał szczęścia do ognia. Od ostatniej odbudowy minęło jedynie kilkadziesiąt lat. W jednej z książek z księgarni regionalnej (wydanej w zaledwie 30 egzemplarzach) można znaleźć informację, że to jeden z zakonników po kłótni z przeorem przyczynił się do spowodowania pożaru. Inni uważają, że podpalenie nastąpiło z inicjatywy władz zaborczych. W 1831 roku rząd austriacki zniósł klasztor, który niszczał przez ponad wiek. W latach 50. pojawił się pomysł odbudowy. Odgruzowano studnię i otoczenie klasztoru, oczyszczono mury z roślinności, zamurowano wejścia do podziemi (aby uniemożliwić bezczeszczenie krypt, w których pochowano 55 zakonników). Niestety kierujący pracami ojciec po powrocie z kwesty w Stanach Zjednoczonych i USA nagle zachorował i zmarł. Władze PRL cofnęły pozwolenie na odbudowę, a przebywających w Zagórzu zakonników eksmitowano w asyście milicji. 

Mimo deszczu i słońca zachowały się fragmenty malowideł.

Od 2000 roku trwają prace zabezpieczające niszczejący zabytek. Ponownie usunięto roślinność z murów, odbudowano dwie baszty, postawiono na postumencie figurę Matki Bożej z Dzieciątkiem. Pomysł odbudowy całego klasztoru niestety upadł. Zwolennikiem odbudowy miał być Jan Paweł II, który w 1957 roku podczas bieszczadzkich wędrówek odwiedził ruiny. Po pozostałościach dawnego klasztoru nocą krąży podobno mnich. Może jest zdegustowany stanem miejsca, w którym spędził całe życie?

W 2010 roku odsłonięto tablicę poświęconą 55 zakonnikom, którzy zostali pochowani w zagórskim karmelu. Pokój Tobie przechodniu. Wstrzymaj kroki. Kto z pośpiechem doby życia przebiega może iść dalej. Ciebie jednak proszę abyś się zatrzymał. Oto patrz i kolana do modlitwy zginaj bowiem w krypcie tego kościoła spoczywają ziemskie szczątki 55 ojców i braci Karmelitów Bosych, których w XVIII i XIX stuleciu miłość Chrystusa w modlitwie i pracy przywiodła na zagórski Marymont.

Może jeszcze w zagórskim klasztorze zabrzmi głos dzwonów i szept karmelitańskiej modlitwy?

Wszystko niszczeje...
Prezbiterium.

...ale duch klasztoru pozostał.

I tylko bzy nie dają za wygraną. Znalazły miejsce na szczycie.

niedziela, 15 maja 2016

"Kto tu rządzi?" Grzegorz Braun

Demokracja demokracją, ale przecież ktoś tym wszystkim musi rządzić - reguła ta nie dezaktualizuje się. Grzegorz Braun konsekwentnie przypomina ją, zwłaszcza gdy wypowiada się na temat przywrócenia monarchii. Tym razem o monarchii ani słowa. Braun dużo miejsca poświęcił transformacji ustrojowej, obecnym elitom i zagadnieniu, które spaja te dwa elementy - nieprzeprowadzonej lustracji. Nie zabrakło oczywiście, jak już zdążyliśmy się przyzwyczaić, odniesień do masonerii i Żydów. Pojawia się również problem katastrofy smoleńskiej i antypolskiej polityki poprzedniego rządu. Wszystkie tezy poparte przykładami. Rzuca się w oczy erudycja autora i bogaty język, którym się posługuje. 

Grzegorz Braun to jeden z nielicznych polityków, których cenię. Imponuje mi jego wiedza, oczytanie i ogromna precyzja w wyrażaniu myśli (Chodzi mi o to, aby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa: a czasem był jak piorun jasny, prędki, a czasem smutny jako pieśń stepowa - czy ktoś lepiej od Brauna w sferze publicznej realizuje ten program?). Nie wszystko co mówi przekonuje mnie, ale w wielu kwestiach przyjmuję jego punkt widzenia. "Kto tu rządzi?" jest zbiorem poglądów autora na najważniejsze kwestie życia społecznego toczącego się nad Wisłą. Prognozy autora nie są optymistyczne. Przestrzega przed oddaniem resztek naszej suwerenności. Groźby wiszące nad Polską streszcza w wielokrotnie powtarzanych słowach: kondominium rosyjsko-niemieckie pod żydowskim zarządem powierniczym. Gdy się słyszy po raz pierwszy ten skrót myślowy może wzbudzać on mieszane uczucia, od delikatnego zdziwienia po przekonanie o niepoczytalności autora słów. Warto jednak zapoznać się z uzasadnieniem. Grzegorz Braun jest bardzo ostrożny w ocenach. Jeśli coś tak wyraźnie artykułuje to musi być do tego przekonany. 

Nawet nie tyle odpowiedź na pytanie "kto tu rządzi" jest istotna (kto zna na nie odpowiedź?), ale samo postawienie sobie tego pytania, przyjęcie do wiadomości, że tych którzy pociągają za sznurki nie zobaczymy na szklanym ekranie. Czarne chmury wisiały i wiszą nad Polską. Wczoraj podano do wiadomości informację o zmianie perspektywy kredytowej ze stabilnej na negatywną przez jedną z agencji. Trzeba bardzo dużo naiwności, aby uwierzyć, że na decyzji zaważyły względy gospodarcze. Może spełnia się to, o czym już od dawna mówi Braun? Ostrzegał on wielokrotnie, że wszyscy ci, których jesteśmy dłużnikami w jednym momencie mogą zażądać zapłaty tego, co im jesteśmy winni.

Zachęcam do lektury książki "Kto tu rządzi?". Obraz sytuacji, w jakim znalazł się nasz kraj nie jest optymistyczny, ale podobno tylko prawda może nas wyzwolić...

piątek, 13 maja 2016

"Zmysłowe życie roślin" Daniel Chamovitz

"Zmysłowe życie roślin" jest jednym z najlepszych przykładów, na jaki trafiłem w swojej niezbyt długiej karierze czytelniczej, na zniechęcenie potencjalnego czytelnika do promowanej pozycji przez reklamodawców. Kilka tygodni temu na stoisku z tanimi książkami rzuciła mi się w oczy zielona, wyrazista okładka. Tytuł okazał się dla mnie zachęcający jako że bardzo lubię rośliny. Lektura tekstu z ostatniej strony okładki skutecznie zniechęciła mnie jednak do zakupu, mimo że książka kosztowała niecałe 8 zł. Uznałem, że nawet kilku złotych szkoda mi na coś, co nic nie wniesie do mojego życia, a ponadto jest  opracowaniem nierzetelnym. Dopiero przeczytanie kilku opinii w internecie skłoniło mnie to ponownego zainteresowania się "Zmysłowym życiem roślin". Pracy Daniela Chamovitza nie było już na stoisku (samego stoiska zresztą przez pewien czas również; stoisko widmo pojawia się i znika), pozostał mi zatem egzemplarz z biblioteki. Wydawnictwu radzę zatrudniać bardziej kompetentne osoby, bo tylko na tym traci.

Pomimo że moje zainteresowania koncentrują się wokół dziedzin humanistycznych to zawsze fascynował mnie świat roślin. Cenię florę i przywiązuję do niej duże znaczenie, ale są pewne granice. Nie podzielam zdania autora tekstu z okładki, według którego między roślinami a zwierzętami istnieją właściwie jedynie niewielkie różnice. Nie zadał on sobie trudu nawet, żeby przeczytać sam wstęp. Zacytuję tekst z okładki, żebyście sami mogli przekonać się, jakimi uproszczeniami posługuje się autor blurbu:
Wyobraź sobie, że twoje kwiaty doniczkowe wiedzą, że się do nich zbliżasz. Ba! One nawet dostrzegają, jaki kolor ma twoja bluzka albo spodnie. Zwrócą uwagę na każde zasłonięcie okna czy nowego sąsiada na parapecie. Umieją wywąchać zagrożenie ze strony pasożytów, a także potencjalne smakołyki w postaci drobnych insektów. W dodatku doskonale pamiętają, kiedy nadejdzie wiosna i wreszcie warto będzie zakwitnąć. I wbrew pozorom wcale nie jest im wszystko jedno, czy słuchasz Led Zeppelin czy Beethovena. Potrafią być wybredne i niełatwo je zadowolić.
Kończę już zżymanie się na dział promocji wydawnictwa WAB. Lepiej zająć się samą książką, która jest arcyciekawa. Daniel Chamovitz analizuje, czy można mówić o pewnych podobieństwach między zmysłami człowieka a życiem roślin. Okazuje się, że tak! Praca jest oparta na badaniach naukowych dobranych w sposób krytyczny (wszak autor jest naukowcem; "Zmysłowe życie roślin" nie jest jednak pracą naukową, a popularnonaukową). Wcześniej nie miałem pojęcia, że życie roślin może być tak skomplikowane! Co prawda informacje jakoby muzyka klasyczna (czy jakakolwiek inna) wpływała na wzrost roślin są wyssane z palca, ale szereg innych ciekawostek popartych badaniami może zaskakiwać. Rośliny potrafią "wyczuwać" zapachy. Przeprowadzano eksperymenty z kanianką - pasożytniczym pnączem - trzymaną pod kloszem. Z jednej strony ustawiono sadzonkę pomidora, a z drugiej w dużo bliżej odległości inną, mniej "smaczną" roślinę. Za każdym razem pnącze rozrastało się w kierunku dalej postawionego pomidora! Mówienie o szczątkach powonienia u roślin nie jest zatem pozbawione podstaw. 

Wiedzą doskonale, kiedy zakwitnąć...

Rośliny mogą "przekazywać" sobie informację o zagrożeniu. Wierzby znajdujące się w otoczeniu zaatakowanej koleżanki wydzielają specjalną substancję, która sprawia że ich liście stają się niesmaczne i ciężkostrawne. Wierzby niemające żadnego kontaktu z zaatakowanym przedstawicielem gatunku są już niestety narażone na szkodniki. Rośliny potrafią także rozpoznawać różne rodzaje światła.

Podałem tylko kilka przykładów pozwalających wysnuwać podobieństwa między zmysłami człowieka a roślinami. Zachęcam do lektury książki Daniela Chamovitza. To bardzo ciekawa i rzetelna praca. Widać, że autor jest zafascynowany roślinami, ale fascynacja ta nie przesłania mu logicznego myślenia i odpowiedniego dystansu do prowadzonych badań. Niestety nie brak takich, którzy te i inne ustalenia chcą wykorzystywać do rozwiązywania urojonych problemów i to na płaszczyźnie politycznej. W 2008 roku rząd Szwajcarii powołał komitet etyczny, którego zadaniem miała być ochrona "godności roślin"...

Autor konkluduje, że rośliny są świadome (oczywiście Chamovitz nie sugeruje nawet, że jest to poziom świadomości podobny do ludzkiego). Są w pełni świadome otaczającego je świata. Rozróżniają kilka barw (niebieską, czerwoną, daleką czerwień i ultrafiolet) i reagują na nie. Podobnie reagują na unoszące się wokół nich zapachy. Są świadome przyciągania ziemskiego. Wiedzą, kiedy są dotykane oraz pamiętają przebyte infekcje i katastrofy. Zbiór badań prezentowany przez Daniela Chamovitza zmienia sposób patrzenia na świat roślin. Spacer po parku czy łące po lekturze "Zmysłowego życia roślin" nie będzie już taki sam jak poprzednio.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...