sobota, 26 marca 2016

Raduj się, ziemio, opromieniona tak niezmiernym blaskiem!

Chrystus Zmartwychwstały [źródło]

Nim złożę życzenia zachęcam po raz kolejny do lektury przepięknego, budującego wstępu z "Homilii paschalnej" Melitona z Sardes.

Wszystkim Czytelnikom życzę:

radości na cały okres wielkanocny.
Bliskości w czasie Świąt.
Zdrowej dawki samotności, ale nie osamotnienia.
Umiejętności dziękowania za to, co się ma. Bo tylko ten, kto jest wdzięczny może otrzymać więcej.

Niech Chrystus Zmartwychwstały Wam błogosławi!

piątek, 25 marca 2016

Oto drzewo Krzyża

Dziś polecam tylko jeden utwór "Oto drzewo Krzyża" Stanisława Moniuszki w wersji polskiej i łacińskiej. Zachęcam także do lektury chociażby fragmentów "Pasji" wg objawień Anny Katarzyny Emmerich.


piątek, 18 marca 2016

"Judeopolonia. Żydowskie państwo w państwie polskim" Andrzej Szcześniak

Ostatnimi czasy wszystko bywa kontrowersyjne. Nawet to, co przynajmniej w moim odczuciu, pozwala na w miarę jednoznaczną ocenę. Z tego względu nie przepadam za tym przymiotnikiem. W tym przypadku trudno jednak od niego uciec. Już sam tytuł jest kontrowersyjny. Niektórym zapewne włos się od niego na głowie jeży. Teoretycznie można dyskutować na przeróżne tematy, ale pewne środowiska chcą usunąć niektóre kwestie z "dopuszczalnych" ram. Za taką kwestię trzeba uznać Judeopolonię i generalnie wszystko co jest związane z narodem wybranym. Parafrazując powiedzenie Chylona ze Sparty: o Żydach wyrażaj się wyłącznie pozytywnie (oryginalnie niejaki Chylon powiadał: De piscibus nil nisi bene! – O rybach wyrażaj się wyłącznie pozytywnie!). W innym wypadku łatwo się narazić na zarzut antysemityzmu. Jako że tenże zarzut jest zupełnie błędnie sformułowany (Semici to przecież nie tylko Żydzi, a jakoś nie słyszałem o ksenofobii którą mieliby być dotknięci Fenicjanie czy Asyryjczycy; jeśli już to można mówić o antyjudaizmie) to przyjrzyjmy się "Judeopolonii". Bezkrytycznym tropicielom rzekomego antysemityzmu dedykuję zaś cytat Bolesława Prusa, który zadziwia swoją aktualnością: Kwestii żydowskiej prawie niepodobna dotknąć bez wywołania hałasów i kwasów. Wszystko wolno krytykować, nawet pewniki matematyczne, ze wszystkiego można żartować, tylko kwestię żydowską głaskać z włosem i to jeszcze bardzo delikatną ręką w bardzo aksamitnej rękawiczce (1889).

Autor, jako doktor historii, jest wyposażony w umiejętności i wiedzę pozwalającą na zajęcie się tym tematem. Andrzej Szcześniak ma na swoim koncie ponad trzydzieści książek i podręczników o tematyce historycznej. Na początku muszę zaznaczyć, czym zapewne wielu zawiodę, że "Judeopolonia" Szcześniaka jest książką HISTORYCZNĄ i nie dotyka współczesności. Zainteresowani rolą osób pochodzenia żydowskiego w III RP będą zawiedzeni. Jednakże spodziewam się, że tymi czasami autor zajął się w swojej kolejnej książce "Judeopolonia II. Anatomia zniewolenia Polski" (choć tej pozycji nie miałem jeszcze w rękach).

Termin "Judeopolonia" odnosi się do próby utworzenia z ziem zaboru rosyjskiego politycznego tworu pod kuratelą Niemiec. Działo się to w czasach I wojny światowej. Snuto wizję satelickiego państwa, które definitywnie miałoby uniemożliwić odrodzenie się niepodległej Polski. Granice tego państwa wyznaczono między Bałtykiem a Morzem Czarnym. W jego skład weszłoby ok. 6 milinów Żydów z ziem polskich i Rosji; 1,8 mln Niemców (dwie najbardziej uprzywilejowane grupy), 8 milionów Polaków, 5-6 milionów Ukraińców, 4 miliony Białorusinów i ok. 3,5 miliona Litwinów i Łotyszów.

Koncepcja ta wyrosła z ruchu syjonistycznego, który podzielił się na dwie grupy:
  • syjonistów ścisłych (uważali, że siedzibą narodu powinna stać się Palestyna)
  • terytorialistów (dążyli do stworzenia niewielkich państw żydowskich w krajach diaspory).
Oczywiście Judeopolonia wyszła z drugiego ugrupowania. Zwiastunów prądu można doszukiwać się już w końcówce XVIII wieku. Rozwija się on w wieku XIX (w drugiej połowie tego stulecia na ziemiach polskich zamieszkiwała 1/3 światowej populacji żydowskiej), a apogeum osiąga w czasie I wojny światowej. Żydzi postulowali utworzenie buforowej monarchii z księciem niemieckim na czele, niemieckim korpusem oficerskim w armii, niemiecką kulturą i językiem. Niemcy nie połakomili się jednak na tę propozycję i ogłosili akt 5 listopada. Zrezygnowali z utopijnej wizji Judeopolonii na rzecz konkretnych korzyści (głównie możliwości poboru świeżego rekruta spośród Polaków). Nie zamyka to jednak tematu antypolskiej polityki twórców Judeopolonii. Odradzającemu się państwu polskiemu starano się podstawiać nogi na każdym kroku, upokarzać na arenie międzynarodowej i wysuwać co rusz absurdalne żądania. Oczywiście nie wszyscy Żydzi ulegli propagandzistom, którzy nakazywali wzgardzić kilkuwiekową gościną i wbijać sztylet w piersi swojego dobroczyńcy. Szereg patriotów pochodzenia żydowskiego wspierał Rzeczpospolitą.

Tak temat przedstawia autor. Zainteresowanych odsyłam do książki (całość jest dostępna w wersji pdf w internecie). Na uwagę zasługuje oczywiście ciekawa tematyka, poruszanie przemilczanych kwestii, wartka narracja oraz pokaźna liczba odwołań do źródeł. Brakuje natomiast przypisów. Nie powiem, że to dyskwalifikuje całkowicie "Judeopolonię" w moich oczach, ale w przypadku tematów, które wzbudzają takie emocje i dyskusje, przypisy są dla mnie koniecznością.

poniedziałek, 14 marca 2016

"Kwiatki św. Franciszka" w nowym, pięknym wydaniu

Dziś nieco inny wpis. Nie ośmieliłbym się porywać na recenzję "Kwiatków św. Franciszka". Wartości tego dzieła nikt, kto zapoznał się z epoką i utworem, nie kwestionuje. Zapewne większości (o ile nie wszystkim) "Kwiatki..." są bardzo dobrze znane. Myślę jednak, że warto do nich sięgnąć po raz kolejny. Nie tylko żeby zapoznać się z umysłowością ludzi średniowiecza i choć trochę zbliżyć się do ich spojrzenia na świat. "Kwiatki św. Franciszka" to najkrócej mówiąc zbiór opowieści o dobru. O dobru wyświadczanym  zarówno bliźnim, jak i naszym braciom mniejszym. 

Pretekstem do przypomnienia o tym bardzo dobrze znanym dziele jest nowe wydanie. Wiem, wiem - niektórzy pewnie będą się zarzekać, że treść jest najważniejsza. Nie wierzę jednak, że dla prawdziwego miłośnika książek wydanie nie jest ważne. Kto nie lubi pięknie wydanych książek? W tym przypadku wydawnictwo naprawdę się postarało (z jednym, ale dość poważnym minusem, o którym powiem później). Bardzo dobrej jakości papier imitujący papier czerpany, szyte strony, twarda oprawa z przewagą żywej, optymistycznej zieleni i dziesiątki pięknych ilustracji. Przyznam, że czasami otwieram książkę tylko po to, żeby pooglądać ilustracje. Może było to zamierzone? Pięknem przyciąga się czytelnika, który zawsze skusi się do przeczytania chociażby fragmentu. Świątynia barokowa też miała przyciągać pięknem. A przecież zarówno w przypadku siedemnastowiecznego kościoła, jak i średniowiecznego dzieła nie chodzi o samo skuszenie pięknem, ale o to, co się później stanie z odbiorcą. Taką "manipulację" na odbiorcy można zatem wybaczyć.


Szkoda, że nie zdecydowano się dodać tasiemki. Idealnie pasowałaby do tak wydanej książki. Chociaż z drugiej strony... Może to i lepiej? Prawie zawsze prują mi się te tasiemki. Nie jest to jednak ten minus, o którym wcześniej wspomniałem. Zasadnicza wada tego wydania to brak wstępu. Nie każdy czytelnik musi mieć wiedzę o czasie powstania utworu, o okolicznościach które mu towarzyszyły, o pewnych wskazówkach interpretacyjnych. Dobra przedmowa w przypadku tego typu utworów to podstawa. Czy wobec tego zniechęcam do tego wydania? Nie! Zwracam tylko uwagę na bardzo niekorzystny trend, któremu ulega coraz więcej wydawnictw. Rozumiem, że wszędzie tnie się koszty, ale z pewnych rzeczy nie można rezygnować bez istotnej straty dla czytelnika.



Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu:

sobota, 12 marca 2016

"Rachunek" Jonas Karlsson

Już u samych początków cywilizacji grecko-rzymskiej próbowano odnaleźć odpowiedź na pytanie, jak zdefiniować szczęście. Według stoików szczęściem jest stan równowagi, w którym człowiek wyzbywa się nadmiernych pragnień, lęków i wzruszeń. Arystoteles szukał szczęścia w działaniu zgodnym z naturą. Jako że myślenie i tworzenie organizacji politycznej uznawał za najważniejszy element natury człowieka, to najszczęśliwsze życie kojarzył z działalnością męża stanu i filozofia. Dla chrześcijan absolutnym szczęściem jest bezpośredni kontakt z Bogiem. Dla buddystów... Można by jeszcze długo mnożyć stworzone przez wieki definicje. Szczęście było i jest tematem ludzkich dociekań. W ten nurt wpisuje się "Rachunek" Jonasa Karlssona.

Nie czytuję zbyt wielu powieści współczesnych. Karlsson jest mi zupełnie nieznany. Wydawnictwo Znak zamieściło na swojej stronie wywiad z autorem, który mnie na tyle zaciekawił, że postanowiłem sięgnąć po książkę. Skoro już przywołałem wydawnictwo to muszę ponarzekać na cenę. Książka liczy 189 stron. Marginesy są bardzo duże, interlinia spora, a zagęszczenie liter wydaje się mniejsze niż w innych pozycjach. Krótko mówiąc ten sam tekst można by spokojnie "upchnąć" na stu kilkunastu stronach. Tymczasem wydawca sztucznie zwiększa objętość i każe płacić prawie trzydzieści pięć złotych. Dobrze, że przynajmniej książka jest warta swojej ceny.

Chciałoby się zacząć od "głównym bohaterem jest...". W tym przypadku nie znamy jednak personaliów czołowej postaci. Wiemy, że ma 39 lat. Pracuje w wypożyczalni filmów na pół etatu. Mieszka w wynajętym mieszkaniu. Nie ma własnej rodziny, jego rodzice już nie żyją. Nie zarabia zbyt wiele, ale nie ma też szczególnych potrzeb. W życiu osobistym na pierwszy rzut oka też mu się niespecjalnie powodzi. Nie ma zbyt wielu przyjaciół (z wyjątkiem jednego naprawdę zaufanego), przeżył kilka nieszczęśliwych miłości. Może nie określa siebie jako człowieka szczęśliwego, ale też nie uważa swojego życia za pasmo nieszczęść. Życie płynie mu spokojnie. Dni są podobne do siebie. Nie wydaje się jednak, żeby bohater odczuwał z tego powodu przygnębiającą monotonię. W chwili gdy go poznajemy przegląda korespondencję. Wśród wielu niechcianych reklam zauważa coś, co zmieni jego życie - rachunek opiewający na wiele milionów. Wokół niego autor osnuł akcję książki.

Jonas Karlsson [źródło]
Pierwsza reakcja to oczywiście niedowierzanie. Przecież nie można kupić czegoś za 5 milionów i zapomnieć o tym! W dodatku na rachunku widnieje tajemnicze, niewiele mówiące logo jakiegoś W.R.D. Firmy windykacyjnej oczywiście nie interesują zapewnienia delikwenta, który jak zwykle nie ma żadnych zaległości, a wszystko jest zwykłym nieporozumieniem. Pozostaje porozumieć się z nieszczęsnym W.R.D. Okazuje się, że należność naliczono prawidłowo. Przyszło zapłacić za całe szczęście jakiego doświadczyło się w życiu. No dobrze, jak trzeba to trzeba - myśli nasz bohater - ale czemu aż tyle? Kiedy niby doświadczyłem takiego szczęścia? Wynajmuję niewielkie mieszkanie, pracuję na pół etatu bez jakichkolwiek nadziei na awans i rozwój, jestem sam. Czemu zatem aż 5 milionów koron?!

W trakcie zamieszania bohater poznaje Maud pracującą w W.R.D., do której zaczyna się coś czuć. Znajomość z nią uświadamia mu, że rachunek wystawiony za szczęście, które doświadczył w życiu jest jak najbardziej poprawie naliczony. Można mieć większy rachunek niż milionerzy? Można! Bo szczęście w niewielkiej mierze zależy od czynników obiektywnych, a w większej od nastawienia. Bohatera cieszyły promienie Słońca i krople deszczu, dzieci bawiące się na ulicy i zrzędliwy przyjaciel, wygnieciona kanapa i wygodne poduszki oraz smak czekoladowo-malinowych lodów.

Bohater "Rachunku" zdecydowanie nie pasuje do współczesnej cywilizacji zachodnioeuropejskiej, której niespecjalnie podobają się jej korzenie i nieszczególnie chce się do niej przyznawać. Bo jak tu nie uznać za wariata greckiego mędrca, który głosi, że odcięcie się od nadmiernych pragnień może przynieść szczęście? Jak przyjąć respektowanie Dekalogu za bramę nie tylko do niebieskiego szczęścia, ale i ziemskiego? Bohater powieści Karlssona w żadnej mierze nie odpowiada wizji człowieka tworzonej przez tych, którym rzeczywiste dobro człowieka niekoniecznie leży na sercu. Nie porównuje się on z innymi, nie uczestniczy w wyścigu szczurów, konsumentem jest raczej marnym. Cieszy go zaś to, co powszechnie dostępne, darmowe i na wyciągnięcie ręki. Po skończonej lekturze czas zrobić własny rachunek...

 

Polecam wywiad z autorem. To właśnie on skłonił mnie do sięgnięcia po książkę. Dla tych, którzy podobnie jak ja po raz pierwszy słyszą o Karlssonie kilka słów o nim ze strony wydawnictwa:
Jonas Karlsson to człowiek wielu talentów. Jeden z najlepszych szwedzkich aktorów, laureat prestiżowych nagród za świetne role w kinie i telewizji. Dramaturg, którego sztuki wystawiane są przez najlepsze sztokholmskie teatry. Pisarz, którego debiutancki zbiór opowiadań zyskał status jednej z najlepszych szwedzkich książek w 2007 roku.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...