niedziela, 21 lutego 2016

Ile sienkiewiczowskiego "Ogniem i mieczem" jest w hoffmanowskim "Ogniem i mieczem"?

Nie tak dawno obejrzałem po raz drugi "Ogniem i mieczem" w reżyserii Jerzego Hoffmana. Minęło już trochę czasu odkąd pierwszy raz zetknąłem się z tą nieszczęsną produkcją i już trochę zapomniałem, czego dopuścił się reżyser. Na forach internetowych poświęconych tematyce filmowej roi się zaś od dyskusji na temat filmowej wersji pierwszej części trylogii (choć co prawda rozmowy dotyczą przede wszystkim konfrontacji Bohuna ze Skrzetuskim). Postanowiłem napisać kilka słów na ten temat. A nuż jakiś fan "Ogniem i mieczem" natknie się na ten wpis i zastanowi, czy rzeczywiście jest nad czym się zachwycać (mam oczywiście na myśli film, a nie powieść).

Film Jerzego Hoffmana to hołd oddany poprawności politycznej, która wbrew faktom stara się za wszelką cenę bronić swojej narracji historycznej. Sienkiewicz musiał przewracać się w grobie podczas premiery. Kontrowersje wzbudza zwłaszcza postać Chmielnickiego. W filmie widzimy go jako bojownika uciemiężonego ludu ukraińskiego w walce z polskimi panami - prześladowcami. Nie ma ani słowa o pijaństwie samozwańczego hetmana, ani przede wszystkim o tym, że chodziło mu o to, o co chodzi wszystkim rewolucjonistom - zniszczyć dotychczasowy porządek, obalić dotychczasowe władze i samemu objąć rządy. W filmie ani razu nie widziałem takiej perspektywy. Nie zdecydowano się pokazać ogromnej buty Chmielnickiego podczas przyjęcia poselstwa, któremu przewodniczył przychylny Kozakom Adam Kisiel. Przemilczano obelgi i upokorzenia doznane przez senatora, który przyjechał przecież aby zadośćuczynić żądaniom kozackim. Obiecano wolność wyznaniu prawosławnemu (choć to Kozaków akurat najmniej frasowało, religii używali do realizacji partykularnych interesów), amnestię dla Kozaków, zwiększenie liczby Kozaków rejestrowych, przywrócenie dawnych przywilejów i buławę dla Chmielnickiego. Co zrobił Chmielnicki i starszyzna? Odrzucili propozycję tym samym stawiając siebie jednoznacznie jako wichrzycieli, łupieżców i morderców podnoszących rękę na Ojczyznę. Tymczasem w filmie to nadal bojownicy o wolność.

Dość jednostronnie pokazano mordy obu stron. Nabitemu na pal Kozakowi poświęcono dłuższą chwilę. Widz widzi ogromny ból posła i nieludzkie metody stosowane przez księcia Wiśniowieckiego. Nie można przejść obojętnie obok takiego cierpienia. Tymczasem Polaków powieszonych przez stronę kozacką nie pokazano z bliska. Widzimy ich jedynie ze znacznego dystansu. Widz oglądający film po raz pierwszy może niekoniecznie zdaje sobie z tego sprawę, ale za drugim razem już na pewno zauważy, że ktoś próbuje grać na jego emocjach. 


Szczytem manipulacji (bo jak to inaczej nazwać?) na powieści naszego noblisty jest filmowa wersja rozmowy Skrzetuskiego z Chmielnickim w obozie kozackim. W powieści husarz przedstawia szereg argumentów i raczej wygrywa rozmowę. Tymczasem w filmie powycinano zręcznie fragmenty oddając rację Skrzetuskiemu. Rozumiem, że pewnych rzeczy w filmie nie można pokazać z racji ograniczonego czasu, ale nie usprawiedliwia to zmieniania intencji autora. Rozmowa ta jest przecież jednym z ważniejszych momentów w powieści. Uważa się, że to sam Sienkiewicz prowadzi wtedy ze sobą rozmowę na temat zasadności argumentów wysuwanych przez powstańców kozackich.

Oczywiste jest to, że film nie może być wierną kopią książki. Dochodziłoby wtedy do absurdów. Musielibyśmy m.in. wymienić większość obsady aktorskiej. Ludzie bowiem w XVII wieku byli dużo niżsi niż teraz. Michał Żebrowski mierzący 188 cm czy Domagarow mierzący dwa centymetry mniej byliby uznawani w epoce baroku za wielkoludów. Mało istotne wydaje się także postarzenie Rzędziana (w książce ma przecież 16 lat, a filmie co najmniej 30), odmłodzenie Zagłoby czy zmiana koloru włosów Heleny. Wszystko to mieści się w dopuszczalnych granicach. Przedstawienie jednak jednego z najistotniejszych problemów książki w krzywym zwierciadle wydaje mi się zwyczajnie nieuczciwe.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...