środa, 30 grudnia 2015

"Krzyżowcy" Zofia Kossak-Szczucka

Mimo że Zofia Kossak-Szczucka jest moją ulubioną pisarką skłamałbym, gdybym powiedział, że "Krzyżowcy" ujęli mnie od samego początku. Pierwsze spotkanie z monumentalnym dziełem (cztery tomy liczą łącznie prawie 1000 stron) nie poskutkowało odwzajemnioną miłością. Przeczytałem trzydzieści stron i oddałem książkę do biblioteki. Po skończonej lekturze cieszę się, że nie zniechęciłem się trwale i po raz drugi sięgnąłem po pierwszą część trylogii Kossak-Szczuckiej. Wszystkim potencjalnym czytelnikom zalecam uzbroić się cierpliwość. Początkowe rozdziały, przynajmniej w mojej ocenie, nie zapowiadają ani wartkiej akcji, ani tylu nieprzewidzianych zwrotów. Dość powiedzieć, że tytułowi krzyżowcy wyruszają na wyprawę dopiero w okolicach 160 strony. Warto jednak przebrnąć przez tę część.

Akcja powieści obejmuje lata 1093-1099. W pochód krzyżowców wpleciono wątek polskich rycerzy. Co prawda nie znamy szczegółów dotyczących udziału Polaków w pierwszej wyprawie krzyżowej, ale Zofia Kossak przywołuje wygłoszoną na synodzie w Clermont przemowę papieża Urbana II, który błogosławił także Polakom. Wyrusza w sumie kilkunastu Polaków, wraca tylko jeden - Imbram. Śmierć zebrała straszliwe żniwo wśród krzyżowców. Nie dość, że ginęli w drodze do Bizancjum, podczas trudnego oblężenia Nicei i Antiochii, w bitwach z Saracenami, to jeszcze w wyczerpującej wędrówce przez pustynię, z głodu, pragnienia i zarazy. 

Jeden rzut oka na mapę zmusza do zadumy nad zapałem zebranych w Clermont tłumów. Porwali się na wędrówkę na koniec ówczesnego świata! Jak wielka musiała być ich wiara. Motorem pierwszej krucjaty rzeczywiście było wyzwolenie Jeruzalem. Najpierw wyrusza krucjata ludowa. Zupełnie nieprzygotowana, niezaopatrzona należycie. Kończy się oczywiście sromotną klęską. Za nią wyrusza krucjata rycerska, która po niezliczonych trudach osiąga wreszcie cel - Ziemia Święta zostaje wyzwolona z muzułmańskich rąk. Myliliby się ci, którzy wierzyliby w nieustanne zapatrzenie krzyżowców w wyzwolenie Grobu Świętego. Pobożny zapał szybko ustąpił kłótniom (jedna z nich spowodowała bezczynny pobyt w Antiochii i opóźnienie dalszego marszu aż o rok), rozpuście na niesłychaną skalę, okrucieństwu i bezwzględności. Któryś z bohaterów dopiero patrząc wstecz na ostatnie lata spędzone w pochodzie zrozumiał co znaczy, że trudno człowiekowi być człowiekiem. Z krzyżowców wyszły najgorsze instynkty, gdy religijne uniesienie opadło. W posłowiu Zofia Kossak zastrzega, że i tak wygładziła wyobrażenie pierwszej krucjaty z racji, że nie ma w swoim usposobieniu skłonności do sadyzmu. Daje jednak do zrozumienia, że ze źródeł, z którymi zapoznała się wyłania się obraz pochodu, który wyrządził tyle zła, że sam książę ciemności nie powstydziłby się takiego zamętu. Według polskiej pisarki krucjata "była (...) splątanym kłębem cnoty i zbrodni, taranem krwawiącym, bluzgającym ropą grzechu - była straszliwym skrótem ogólnych dziejów ludzkości". 

Zdobycie Jerozolimy [źródło]

Nie ma jednak takiego zła, z którego nie można by wyprowadzić dobra, czemu dowodzi twórczość Kossak-Szczuckiej. Beatum scelus, błogosławiona wina, dotknęła także krzyżowców. Marsz rycerzy, którzy w drodze zapomnieli o moralności, na której opierała się cywilizacja, do której należeli, nieustanne kłótnie, nierząd, wielokrotne spychanie na dalszy tor celu wyprawy poskutkowały ostatecznie wyzwoleniem Jerozolimy na prawie dwieście lat. Umożliwiły wielu pielgrzymom dotarcie do grobu Chrystusa. Przyczyniły się do spadku napięcia w Europie Zachodniej, nawiązaniu wzmożonych kontaktów między Wschodem i Zachodem, do wymiany kulturalnej. Zachód został wzbogacony stojącą na wysokim poziomie nauką Wschodu.

Warto zwrócić uwagę nie tylko na wspaniałe pióro pisarki (po kilku pierwszych może nieco monotonnych rozdziałach akcja płynie wartko), ale i na wierność faktom historycznym. Zofia Kossak-Szczucka przez sześć lat studiowała źródła, monografie, szkice, mapy. Większość postaci pojawiających się w pierwszej części trylogii rzeczywiście istniała i brała udział w pierwszej wyprawie krzyżowej. Autorka starała się także oddać ówczesne realia i mentalność średniowiecznego człowieka, choć to ostatnie niezbyt jej wyszło. Mam wrażenie, że Kossak-Szczucka niewystarczająco zgłębiła epokę pod tym względem. Szkoda, że nie pokusiła się o odczarowanie "mroków średniowiecza".

Piotr z Amiens pokazuje krzyżowcom drogę do Jerozolimy [źródło]

Czytelnikiem podczas lektury targają emocje. Raz podziwia zapał i cnoty bohatera, by zaraz boleć na jego upadkiem. Raz cieszy się z wygranej bitwy, by chwilę później drżeń o postaci, które zdążył polubić. Ogarnia go złość gdy widzi poczynania przebiegłego kanonika (już nie będę wspominać, na jakie męki miałem ochotę go wydać podczas lektury), razi upór baronów, ogarnia zdumienie, gdy ci, którzy przed chwilą mordowali muzułmańskie kobiety i dzieci niebiorące udziału w wojnie, klęczą pobożnie przy Grobie Świętym. 

Jak połączyć w jedno religijny zapał i "krwawiący taran"? Jak żądze targające człowiekiem i słabości, które podlega przedstawić obok heroizmu? Kossak-Szczuckiej udaje się to doskonale. Bo dzieje ludzkości to historia wspaniałych czynów, ale i pasmo zła. Dobry pierwiastek miesza się ze złym. Trylogię Zofii Kossak-Szczuckiej cenię zdecydowanie bardziej niż trylogię Sienkiewicza. Na koniec ostrzeżenie - nie jest to czytadło to ciastka i herbaty. Będziecie patrzeć na bezlitosną rzeź Żydów, umierać z pragnienia na pustyni, zaciskać pięści na przebiegłość Greków. Łatwo nie będzie, ale jak już to wszystko przeżyjecie to zobaczycie owoc swojej wędrówki - Jeruzalem wyzwolone.


Ostatnio zaniedbałem ten skrawek mojego życia. Wstyd mi, bo nawet nie złożyłem czytelnikom życzeń przed świętami Bożego Narodzenia. W kolejnym roku postaram się częściej tutaj zaglądać. Może nawet podejmę się jakiegoś postanowienia noworocznego związanego z blogiem...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...