czwartek, 27 sierpnia 2015

"Wiśniowy sad" Antoni Czechow

Ostatni napisany przed śmiercią dramat Czechow poświęcił rozkładowi warstwy ziemiańskiej. Akcja zaczyna się od przygotowań do powrotu po pięcioletnim pobycie w Paryżu dziedziczki Luby Raniewskiej i jej córki Ani. Powracające do ojczyzny kobiety czeka gorzki zawód - Gajewowi (brat Raniewskiej) nie udało się wyprowadzić na prostą majątku. Lada moment ma dojść do licytacji domu oraz wiśniowego sadu. Ten ostatni stanowi punkt zapalny. Wdowa Raniewska nie może się z nim rozstać i nie chce go poświęcić, aby odzyskać choć dwór. W każdym z czterech aktów los sadu jest wyraźnie uwypuklony. W pierwszym akcie rodzina dowiaduje się, że może dojść do jego sprzedaży, w drugim jest to tylko kwestią czasu, w akcie trzecim sad zostaje sprzedany, a w czwartym w ruch idą siekiery...

Do upadku majątku przyczyniła się zapewne rozrzutność Raniewskiej. Nie marnotrawi ona jednak pieniędzy na kosztowne stroje czy biżuterię. Ona po prostu nie potrafi odmówić proszącym o wsparcie ("Mamusia zawsze taka sama, nic się nie zmieniła. Gdyby jej tylko pozwolić, wszystko by rozdała"). Choć zdarza się jej żyć ponad stan. Mimo kłopotów finansowych nie rezygnuje z najdroższych restauracji w Paryżu i daje sute napiwki kelnerom. Na decyzje Raniewskiej próbuje wpływać sprytny kupiec Łopachin. Proponuje on parcelację sadu i sprzedaż działek letnikom. Patrzy on zupełnie pragmatycznie. Sad dla niego nie ma żadnej wartości poza użytkową. Wyraża o nim takie zdanie:
Godne uwagi w nim tylko to, że jest bardzo wielki. Wiśnie rodzą się raz na dwa lata, ale nie wiadomo, co z nimi zrobić, bo nikt ich nie chce kupować.
Raniewska widzi w nim dużo więcej:
Zdumiewający sad! Może białego kwiecia, a nad nim błękitne niebo.
Letniska, letnicy, przepraszam, ale w tym jest coś tak pospolitego.
Przecież tutaj się urodziłam, tu żyli moi rodzice, mój dziadek, kocham ten dom, bez sadu wiśniowego nie rozumiem sensu mojego istnienia i jeżeli już trzeba wszystko wyprzedać, to sprzedajcie i mnie razem z sadem...
Luba Raniewska mimo że jest nieco rozrzutna, nie potrafi trzeźwo ocenić sytuacji i podjąć jakiejkolwiek decyzji, a jedynie biernie czeka na rozwiązanie problemu, to w kontraście z Łopachinem wydaje się zdecydowanie pozytywną postacią. Potrafi ona docenić wartości wyższe. Kupiec zaś, uzależniony od pracy i pomnażania majątku, nie zwraca uwagi na nic, co nie przedstawia wartości materialnej. Wspominając o Łopachinie warto przywołać guwernantkę Szarlotę. Słowa określające jej położenie życiowe mówią zapewne nie tylko o jej samej:
A skąd pochodzę i kim jestem - nie wiem.
Stale sama, nikogo nie mam i nie wiadomo kim jestem i po co żyję.
Ilu dziś jest w podobnej sytuacji? Ile nie wie, kim jest i po co żyje?

Tytuł obdarzono dopiskiem "Komedia w czterech aktach". Słowo "komedia" zostało zapewne dopisane przez Czechowa z przekorą. Utwór w istocie jest dramatyczny. Do śmiechu pobudziły mnie zaledwie trzy fragmenty. 
Prawdę powiedziawszy, to i ja taki sam idiota i bałwan. Nie chciałem się uczyć. 
Hej muzykanci, grajcie, chcę was słuchać! Chodźcie wszyscy zobaczyć, jak Jermołaj Łopachin huknie toporem po sadzie wiśniowym, jak padną drzewa na ziemię!
Tu idzie nowy dziedzic, właściciel wiśniowego sadu!
I taki człowiek przejmuje wiśniowy sad.  Z dramatu płynie dość gorzka lekcja - wpływ na świat przestają mieć ludzi uczeni, ceniący wyższe wartości, a zaczyna się liczyć jedynie przebiegłość. Niestety z ówczesną rosyjską inteligencją, według Czechowa, nie jest lepiej:
Ogromna większość tej inteligencji, którą znam, niczego nie szuka, nic nie robi i nawet nie jest zdolna do żadnej pracy. Sama siebie nazywa inteligencją, do służby mówi "ty", z chłopem obchodzi się jak z bydłem, uczy się licho, nic poważnego nie czyta, absolutnie nic nie robi, o nauce tylko gada, na sztuce się nie zna.
Zastanawia postać niemogącego skończyć studiów (być może trochę z lenistwa) Trofimowa. Mimo że nie ukończył edukacji ma świadomość wyższych celów w życiu, próbuje wysnuwać daleko posunięte wnioski. Sprawia wrażenie, że trochę gardzi tym światem. W rozmowie z Raniewską wykrzykuje: "Nie chcę być pięknym!". Chęć bycia pięknym i podobania się drugiemu człowiekowi nie jest niczym nagannym. Może więc Trofimow nie chcę się podobać, bo uważa, że nie ma nikogo ważnego dla niego w pobliżu, może nie uznaje opinii swojego otoczenia za przedstawiającą jakąkolwiek wartość?

Mądrością życiową zaskakuje Ania, która nie poddaje się rozgoryczeniu i melancholii po stracie sadu jak jej matka:
Wiśniowy sad sprzedany... nie ma go... ale ty nie płacz, mamo, jeszcze mamy nowe życie w jasnej przyszłości, została nam twoja dobra, czysta dusza - to przecież większy skarb. Chodź ze mną, chodźmy stąd. Założymy nowy sad, ładniejszy od tego, zobaczysz, zrozumiesz... i radość... spokojna, głęboka radość wstąpi na twoją duszę, jak słońce wieczorem i uśmiechniesz się, mamo! Chodź kochana chodź!
Drugim postacią w wyraźny sposób przejawiającą pozytywne cechy w dramacie jest już wspomniany przedstawiciel młodego pokolenia - Trofimow. Z godnością nie poddaje się on wpływowemu Łopachina:
Zostaw, zostaw... gdybyś mi dał nawet 200 tysięcy, nie wezmę. Jestem wolnym człowiekiem. To wszystko, co wy, bogacze i nędzarze, cenicie bardzo wysoko, nade mną nie ma żadnej władzy, jak ten puch, co się unosi w powietrzu. Mogę się obejść bez was, mogę przejść obok was, silny jestem, dumny jestem. Ludzkość dąży do wyższej prawdy, do najwyższego szczęścia, jakie tylko jest możliwe na ziemi i ja idę w pierwszych szeregach!
Ujęły mnie słowa Ani z ostatniego aktu:
Będziemy czytały razem książki... prawda? Będziemy czytały całymi wieczorami w jesieni, przeczytamy dużo książek i otworzy się przed nami prześliczny nowy świat.
Dom przejęty, topory stukają po drzewach, wiekowe wiśnie padają na ziemię, przebiegły Łopachin tryumfuje, ale nie wszystko stracone. Młode pokolenie nie poddało się marazmowi. Wystarczy przecież dostać się do biblioteki i zaraz zarysuje się przed nimi nowe życie.

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

W muzeum Kraszewskiego w podlaskim Romanowie


Tytuł wpisu jest nieco mylący. Rzeczywiście odwiedziłem przedwczoraj Romanów, ale nie udało mi się wejść do muzeum. Niestety było zamknięte. Mimo to nie żałuję, że zajrzałem do tego miejsca.

Aby trafić do Romanowa należy zjechać w prawo z trasy Radzyń Podlaski - Sławatycze. Do siedziby Kraszewskich prowadzi przerzucony przez fosę (dziś nie ma w niej wody) most z drewnianą balustradą, zakończony bramą z 1870 roku. Park otwierany jest codziennie o 8, a zamykany o zmierzchu. Otacza on dwór, w którym wychowywał się Ignacy Józef Kraszewski (do piętnastego roku życia przebywał z dziadkami). Budynek postawiono na początku XIX wieku w stylu klasycystycznym. Przez lata zamieszkiwał w nim jeden z najpłodniejszych polskich autorów. Romanów opuścił w 1827 roku, ale później powracał do niego jako gość.

Choć los daleko mnie odpędził, serce moje tam zostało i chodzi po starej ścieżce od domu do kaplicy, od kaplicy do oficyn i po szumiącej alei jodłowej. Nie widzicie go tam, ale jakże często z piersi mi ucieka i włóczy się koło Was.
Książka jubileuszowa dla uczczenia pięćdziesięcioletniej działalności literackiej J. I. Kraszewskiego, Warszawa 1880, s. 39.

Każdy szum drzew przypomina mi romanowskie jodły, każdy klekocący bocian tamtejszych bocianów, i myślę,  patrząc na lecącego: może on rodem stamtąd? Każda cicha olcha przywodzi mi na myśl stare nad kanałami rosnące. Mój Boże! Wszystko minęło, wszystko minęło; ludzie poszli do niebios, czas mignął i nie wróci: jam postarzał!
Szkoła bialska i czteroletni w niej pobyt J. I. Kraszewskiego (1822-1826). Wspomnienie kolegi szkolnego napisał Jan Gloger, Biała Podlaska 1928, s. 21.


Przed dworkiem typowy element polskich dworków - gazon. Szkoda, że nieobsadzony roślinami.


Ciekawe, ilu ważnych gości wożono bryczką ustawioną w pobliżu gazonu...


Obok dworku biegnie ścieżka prowadząca do parku, w którym na szczególną uwagę zasługuje włoski, kwaterowy układ. Poszczególne kwatery oddzielają szpalery grabowe.


Brak nasadzeń przed frontem rekompensują rabaty z drugiej strony budynku.


Strudzeni spacerem po alejach parkowych mogą przysiąść się do pana Kraszewskiego.


W lewej części parku znajduje się kaplica w kształcie rotundy, w której co niedzielę (przynajmniej w okresie letnim) odprawiana jest msza dla mieszkańców. Ławki umieszczono pod chmurką.



Korzystałem z informacji zamieszczonych na stronie www.muzuemkraszewskiego.pl 
Zdjęcia są mojego autorstwa.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...