piątek, 10 lipca 2015

"Podróżnik WC" Wojciech Cejrowski

Sobotni spacer po Gdyni zaowocował spotkaniem z Wojciechem Cejrowskim. Udało mi się zrobić z nim zdjęcie (oczywiście musiałem za to odmówić "Ojcze nasz" w intencji autora) oraz dostać autograf. "Podróżnika WC" już niegdyś czytałem. Wydanie z roku 2010 różni się jednak znacząco od tego z lat 90. W oczy rzuca się przede wszystkim staranna oprawa. Miękką, broszurową okładkę z pierwszego wydania zastąpiono twardą z grafiką z serii "Biblioteka Poznaj Świat". Dodano sporo bardzo dobrej jakości zdjęć (nie kojarzę, czy w pierwszym wydaniu były jakiekolwiek). Całość wydrukowano na papierze kredowym. "Podróżnik WC", w przeciwieństwie do kolejnych książek Wojciecha Cejrowskiego "Gringo wśród dzikich plemion" i "Rio Anacondy", nie jest zapisem jednej wyprawy, ale zbiorem wspomnień z kilkunastu lat podróżowania.

Zmiany w stosunku do pierwszego wydania nie są widocznie jedynie w oprawie graficznej, ale także w samym tekście. Pamiętam, że już wydanie z lat 90. bardzo dobrze się czytało. Wszystkie rozdziały zostały jednak przez autora przejrzane i poprawione. Zmienił się przede wszystkim sposób relacjonowania wypraw do dżungli amazońskiej. Wcześniej Wojciech Cejrowski zwracał uwagę czytelnika głównie ku niedogodnościom podróży, jadowitym wężom i pająkom, tropikalnym chorobom i wszelkim innym przeciwnościom. W pewnym momencie można było się zapytać, po co szanowny autor właściwie ciągle powraca do Amazonii, skoro miejsce to jest takie straszne. Po latach autor zreflektował się. Taką opinię wyraził przed pięciu laty: Odparzenia zdarzają się w czasie każdej pielgrzymki do Częstochowy, ale nie interesują nas, gdy ktoś nam o pielgrzymce opowiada, prawda? Podobnie nieinteresujące wydają mi się opisy odparzeń czy skaleczeń z egzotycznej wyprawy do Amazonii (W. Cejrowski, Podróżnik WC, Pelplin 2010, s. 80). Nowe wydanie zdecydowanie zachęca do podróży i to w specyficznym stylu: bez przygotowania, bez towarzyszy, z bardzo ograniczonym bagażem i bez martwienia się z powodu słabej znajomości czy wręcz całkowitej nieznajomości języków obcych.

Moja zdobycz.
Okładka pierwszego wydania.

Wydanie "Podróżnika WC" jest właściwie nie tyle swobodną decyzją autora, lecz jak sam pisze obowiązkiem. Wielokrotnie w wywiadach Cejrowski podkreślał, że jeśli potrafi zrobić dobry program to po prostu musi nagrywać kolejne odcinki. Podobnie podchodzi do literatury. Jako że sam stoję przed rozpoznaniem mojego powołania życiowego uderzył mnie ten fragment:
 -Poznaję ten głos. Występujesz w radiu, prawda? - usłyszałem w konfesjonale w czasie spowiedzi. - Bardzo pięknie opowiadasz i byłoby grzechem zaprzepaścić ten dar. On nie należy do ciebie. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie. Ten dar nie powinien zostać zakopany. W ramach pokuty proszę sobie przeczytać i przemyśleć przypowieść o talentach.
Przeczytałem. Przemyślałem. I dlatego teraz czytają Państwo moje książki (s. 84).
Ze szczególnym zainteresowaniem czytałem podrozdział poświęcony Niemcom. Tak się składa, że dzień przed przeczytaniem go byłem w Katedrze Oliwskiej. Przede mną siedziała grupka niemieckich turystów. Nie kojarzę bardziej hałaśliwej grupy. Obecność w Domu Bożym najwyraźniej nie budziła w nich żadnych wyższych uczuć. Fragmenty "Podróżnika WC" z pierwszego wydania poświęcone tej nacji przyjmowałem raczej z rozbawieniem. Wydawało mi się, że Wojciech Cejrowski jest uprzedzony do naszych zachodnich sąsiadów. Dziś muszę mu przyznać trochę racji (a może całą?). 
Żeby oni łaskawie zechcieli pamiętać, co uczynili światu w czasie dwóch wojen, to być może usiedliby cicho, jak myszy pod miotłą, ale nie, oni wszędzie muszą szwargotać na cały regulator (s. 225).
Dosłownie wszędzie. Nawet w katedrze...

Nie lubię pustych książek, które nic nie wnoszą do mojego życia, a jednocześnie potrzebuję od czasu do czasu czegoś lżejszego, co można poczytać do poduszki, co można poczytać w pociągu, co pozwoli pośmiać się i wciągnie w inny świat. Wszystkie te warunki spełnia "Podróżnik WC". Różnie można patrzeć na osobę autora, ale nie można zaprzeczyć, że jest on obdarzony lekkim piórem. "Podróżnik WC" to książka z rodzaju tych, które się "połyka". Autor zapewne obraził by się za to porównanie, ale zaryzykuję. "Podróżnik WC" jest taki, jaka miała być w założeniu socjalistyczna szkoła: uczy, bawi, wychowuje.


Za książkę dziękuję mojemu Przyjacielowi.

8 komentarzy:

  1. Cejrowski to barwna postać! Lubię jego programy, teraz przyszedł czas na książki.
    Postaram się ją zdobyć. Dobrze, że się uaktywniłeś- pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uaktywniłem się, bo wreszcie mam więcej czasu. Bardzo mi miło, że komuś brakowało moich wpisów :)
      Jeśli chodzi o programy to szczególnie polecam odcinki z Jerozolimy.

      Usuń
    2. Dziękuję, mam tyle planów, a czasu ciągle zbyt mało:-)

      Usuń
    3. Przyznaję rację odcinki z Jerozolimy są wyjątkowe i również serdecznie je polecam. Niestety ostatnio pan Cejrowski bardzo mnie rozczarował pewną wypowiedzią , nie zmienia to jednak faktu że jego programy podróżnicze należą do jednych z najlepszych jakie oglądałam.

      Usuń
  2. Lubię oglądać programy Cejrowskiego, ale książki jeszcze nie czytałam. Muszę nadrobić te zaległości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam ostatnią (nie najnowszą, bo autor by Cię zgromił) pt. "Wyspa na prerii".

      Usuń
  3. Już w kolejne wakacje planuję zacząć WC czytać, najlepiej hurtem (to jest połykiem ;) Ale od czego zacząć, oto jest pytanie?
    Jak zacznę zbierać opinie i robić wykres słupkowy, to tymczasem autor spłodzi następną dziesiątkę książek, meh.
    ps. Rozważ w swoim sumieniu czy twoim powołaniem nie jest pisać recenzji częściej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziesiątek książek raczej nie spłodzi, spokojnie :) Wydaje on jedną książkę raz na kilka lat. Żeby napisać kilkadziesiąt musiałby być aktywny zawodowo do setki :) Myślę, że warto zacząć od "Gringo...".
      Rozważę :) Dziękuję za miłe słowa :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...