poniedziałek, 16 lutego 2015

"Ułani, poeci, dżentelmeni. Męski świat przedwojennej Polski" Maja i Jan Łozińscy

Stali czytelnicy bloga wiedzą zapewne, że uwielbiam książki dotyczące życia codziennego w XIX wieku i dwudziestoleciu międzywojennym. Do najnowszej publikacji Mai i Jana Łozińskich podszedłem więc z pozytywnym nastawieniem. Jedna z ich książek, "W ziemiańskim dworze", należy do grona moich ulubionych pozycji. Spodziewałem się więc kolejnej zajmującej opowieści o egzystencji w przedwojennej Polsce. Niestety zawiodłem się. "Ułanów, poetów, dżentelemenów" nie ratuje niemalże nic. Jedynym plusem jest piękna oprawa graficzna. Ale co komu z opakowania jeśli zawartość przynosi ogromny zawód?

Tytuł książki oraz blurb sugerują, że najnowsza książka pary historyków dotyczy zwykłych mężczyzn dwudziestolecia międzywojennego. Może z wyższych warstw, ale nie jedynie śmietanki towarzyskiej. Tymczasem o osobach, które nie pojawiały się na pierwszych stronach gazet w międzywojniu znajdziemy śladowe informacje. Autorzy skupiają się jedynie na najbardziej znanych przedstawicielach każdej z grup, którą opisują (a są to kolejno: kawalerzyści, poeci, gwiazdorzy i amanci, sportsmeni i dyplomaci). Właściwie książka powinna nosić tytuł "Słynni faceci w przedwojennej Polsce". Jeśli komuś znane są publikacje Sławomira Kopra (przy czym nie twierdzę, że jest to jakiś wyznacznik jakości) to zdecydowanie nie powinien sięgać po "Ułanów...". O najbardziej znanych mężczyznach w dwudziestoleciu miałem jakąkolwiek wiedzę. Liczyłem więc na przedstawienie świata zwykłych ziemian, przedsiębiorców, drobnych biznesmenów. Dobór tematyki zdecydowanie zaskoczył mnie negatywnie.

Mógłbym jeszcze przełknąć to, co serwują autorzy, gdyby zrobili to w odrobinę bardziej oryginalny sposób. Tymczasem większości anegdotek, które przytaczają nie przeczytałem do końca, bo już znałem zakończenie. Może nie rozumiem rynku księgarskiego, ale każda kolejna publikacja naukowa czy nawet popularnonaukowa (jak jest w tym przypadku) powinna dotyczyć tematu, który nie został jeszcze opracowany lub zrobiono to w niewystarczający sposób. Maja i Jan Łozińscy powtarzają to, co już opisano w niejednej książce. Nie wnoszą praktycznie nic twórczego. Zawodzi także warsztat. Każdy rozdział to zbiór luźnych opowieści o kilku wybitnych przedstawicielach. Brakuje wizji całości. "Ułani, poeci i dżentlemeni" pisani chyba byli na kolanie, na krótko przed terminem oddania rękopisu do wydawnictwa. Jako czytelnik odnoszę takie wrażenie. Ostatnio zapanowała moda na publikacje dotyczące przedwojennej Polski. Każdy więc, kto może pisze "cokolwiek" i wydaje. W końcu trzeba wykorzystać moment. Być może za kilka lat zainteresowanie tą tematyką spadnie i kto kupi tego typu pozycję? Tylko garstka zapaleńców zafascynowanych tym okresem. Na pewno będą oni w stanie docenić porządną publikację, ale nie zapewnią jej sukcesu finansowego...

Książki nie ratują nawet zdjęcia. Powtarzałem to już wielokrotnie w przypadku PWN i powtórzę jeszcze raz - dobieranie większości fotografii z Narodowego Archiwum Cyfrowego jest zwyczajnie nieprofesjonalne. Przecież w każdej chwili mogę wejść na stronę tej instytucji i odnaleźć interesujące mnie materiały. W pozycji książkowej powinny znaleźć się reprodukcje, do których przeciętnemu czytelnikowi trudniej dotrzeć.

Zdecydowanie nie polecam lektury "Ułanów, poetów, dżentelmenów". Osoby nie mające wcześniej styczności z tematyką życia codziennego w dwudziestoleciu międzywojennym, które jest niesamowicie zajmującym tematem, mogą się do niej szybko zniechęcić, bo książka nie zachwyca ani lekkością pióra, ani szczególnie ciekawym sposobem przedstawienia zebranego materiału. "Starzy wyjadacze", którzy siedzą od dłuższego czasu w temacie, będą kompletnie zawiedzeni. Lekturę zastąpi pobieżne przejrzenie tekstu w poszukiwaniu tego, czego jeszcze nie znają lub gdzieś im to umknęło, a znali to już z innej publikacji.

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu:

9 komentarzy:

  1. Szkoda, że to tak słaba publikacja. Spodziewałabym się czegoś lepszego.

    OdpowiedzUsuń
  2. Napisanie czegoś nowego, odkrywczego wymaga dużo czasu. Taką wiedzę zdobywa się ślęcząc w archiwach, przekopując stare dokumenty, ewentualnie dawne roczniki gazet. Podobnie z ilustracjami - to wymaga nie tylko szerokich kwerend w muzeach, archiwach, bibliotekach, ale często niestety... wysokich opłat za prawo do ich reprodukcji.
    Wszystko zależy od tego, co autor chce osiągnąć i po co wydaje książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka dla mnie musi być odkrywcza i wnosić coś nowego. W innym przypadku po co ją czytać? A jeśli nie ma sensu jej czytać to po co ją wydawać?
      Szkoda, że nie każdy autor jest tak sumienny jak Ty.

      Usuń
  3. Kopra uwielbiam czytać!
    "W ziemiańskim..." mam pod ręką.
    A co do powyższego- polegam na recenzji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórzy strasznie narzekają na Kopra, ale ja też go lubię poczytać do poduszki. A "W ziemiańskim dworze" uwielbiam!

      Usuń
  4. Namnożyło się ostatnio książek o 20-leciu międzywojennym i częstotliwość ich wydań sugeruje, że materiał jest wykorzystywany kilkakrotnie z drobnymi uzupełnieniami tematycznymi. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda tylko, że wszystko odbywa się pod znakiem PWN, który powinien być wyznacznikiem jakości...

      Usuń
    2. Już od jakiegoś czasu PWN to jedno z wielu wydawnictw prywatnych...

      Usuń
    3. Czyli jednak nie wszystko, co państwowe jest takie złe...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...