sobota, 2 sierpnia 2014

"To ja, papież Franciszek" Grzegorz Polak

Papież Franciszek od pierwszych chwil zaskakuje. Niestety nie zawsze, według mnie, pozytywnie. Część komentatorów zachwycała się pierwszym wystąpieniem, w którym Ojciec Święty przywitał się z tłumem zebranym na Placu św. Piotra słowami "dobry wieczór". Dotychczas każdy nowo wybrany zastępca Chrystusa na Ziemi zaczynał swój pontyfikat od pozdrowienia Jezusa Chrystusa. Może jestem w tym osamotniony, ale marzę o powrocie do czasów, w których papieża w tiarze po uroczystej koronacji niesiono na lektyce... Skoro jednak Duch Święty wybrał argentyńskiego kardynała na przywódcę Kościoła to na pewno potrzebny jest nam taki papież. W końcu On (Duch  Święty) nigdy się nie myli. Po wielkim teologu przyszedł czas na pasterza skromnego i uśmiechniętego. Książka "To ja, papież Franciszek" to zbiór anegdot o Najwyższym Kapłanie (dziwnie brzmi ten tradycyjny tytuł znajdujący się w tytulaturze papieskiej w odniesieniu do Franciszka...).

Dużym zaskoczeniem była dla mnie wiadomość, że Jorge Bergoglio stał się taki pogodny dopiero po wyborze na Stolicę Piotrową. Dotychczas myślałem, że argentyński duchowny ma po prostu taki charakter. Tymczasem podczas pełnienia swojej posługi biskupiej w Buenos Aires był poważny i nigdy się nie śmiał. Sam zainteresowany twierdzi, że ta przemiana to skutek działania Ducha Świętego, w co trudno nie uwierzyć (zwłaszcza, że wśród owoców Ducha Świętego znajduje się radość).

Książka składa się z około stu anegdot. Dotyczą one różnych sfer życia Ojca Świętego. Dowiemy się m.in. jak papież zareagował na genialny polski "lek" na serce ("Miserikordyna"), dlaczego wybrał akurat takie imię, do kogo zadzwonił z okazji urodzin i co nosi w swojej czarnej teczce (dotychczas  żaden z następców św. Piotra nie wnosi l na pokład samolotu bagażu podręcznego). Najpierw znajdziemy zawsze krótkie wprowadzenie, a później szersze wyjaśnienie. Autor często oddaje głos Franciszkowi. Większość anegdot jest naprawdę ciekawa i wzbudza uśmiech na twarzy, a niektóre prowokują nawet do szczerego śmiechu. Niestety część niepokoi mnie, a nawet zatrważa. Otóż Franciszek zanim odprawił swoją pierwszą Mszę świętą polecił w Kaplicy Sykstyńskiej odsunąć ołtarz od ściany i odprawiał twarzą do zebranych. Kompletnie nie rozumiem, po co to zrobił. Wierni wcale nie oczekują od Kościoła podążania za "duchem czasu" i ciągłych zmian. Wystarczy spojrzeć na statystyki z Ameryki Południowej. W jednej z tamtejszych bardzo tradycyjnych diecezji niemal w każdym Kościele odprawia się mszę w rycie trydenckim (obok oczywiście także mszy posoborowej, a nie zamiast). Liczba seminarzystów w tamtejszym seminarium diecezjalnym dochodzi do 250 osób. Tymczasem w Buenos Aires czy Montevideo zaledwie 30. Cieszę się, że Stolica Apostolska zarządziła kontrolę w tej diecezji. Może cały Kościół podąży za niewielką diecezją na końcu świata?

Nie podoba mi się także to, że Franciszek udzielił dyspensy od wymogu cudu w przypadku Jana XXIII. To było dla mnie duże zaskoczenie. Dotychczas myślałem, że zanotowano jakieś uzdrowienie za przyczyną tego papieża. Dlaczego życie i działalność jednych kandydatów na ołtarze bada się bardzo skrupulatnie (i słusznie), a drugich nie? Czyżby była jakaś nagła potrzeba "uświęcenia" soboru?

Przypadki, o których wspomniałem to na szczęście mniejszość. Książka "To ja, papież Franciszek" nadaje się więc idealnie na wakacyjną lekturę. Nie jest to oczywiście wybitna pozycja, ale sprawdzi się jako oderwanie od poważniejszych i trudniejszych pozycji. Przeczytanie jej nie zajmie więcej niż 1-2 godziny. Warto chyba poświęcić tak niewiele, aby poznać codzienność duchowego przewodnika ponad miliarda ludzi na świecie.

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu:

6 komentarzy:

  1. A ja wolała bym, gdyby się witał z nami i żegnał jak Paweł, a nie tak świecko.
    I nie wiem czy to dobry pomysł, by przedstawiać Papieża, głowę kościoła w sposób, jak na okładce. Czego się nie robi dla komercji.
    Mam wrażenie, że to może mieć kiedyś fatalny skutek. To moim skromnym zdanie w jakiś sposób uwłacza powadze stanowiska.
    A później traktuje się nas chrześcijan niepoważnie i przestają się z nami liczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do przywitania się z wiernymi mam podobne odczucia (tak jak napisałem w pierwszym akapicie marzą mi się czasy, w których papieży się koronuje i nosi na lektyce).
      Zdecydowanie wolę Benedykta XVI, który próbował powracać do dawnych zwyczajów także poprzez proste gesty np. w zimie podczas audiencji generalnej pokazał się w od dawna nieużywanym przez papieży camauro.

      Usuń
  2. A do mnie bardziej przemawia postać obecnego Papieża, niż jego poprzednika, który kompletnie do mnie nie trafiał. Czasy niedostępnych zwierzchników Kościoła się skończyły, i bardzo mnie to cieszy. Ciekawa książka, może zajrzę do niej w wolnej chwili.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam cykl "Jezus z Nazaretu" Benedykta. Wspaniałe książki. Przeczytaj koniecznie w wolnej chwili. Na pewno zmienisz wtedy zdanie o tym genialnym papieżu-teologu.

      Usuń
  3. Nigdy nie ukrywałam, że pontyfikat Benedykta XVI jest dla mnie okresem bardzo ważnym, aczkolwiek to o Franciszku postanowiłam napisać pracę magisterską. Być może dzięki temu zrozumiem te rzeczy, które są dla mnie niezrozumiałe i nieprzystające do Ojca Świętego. Jak na razie Franciszek zbiera wokół siebie mnóstwo sympatyków, jeżeli tylko będzie to owocować także związaniem się z Kościołem to będę musiała zacząć wycofywać się z krytyki :)

    A tego typu książki to dobry pomysł, szkoda tylko, że wielu poprzestaje na anegdotach, pomijając to co papież przedstawia jako swoje główne nauczanie...

    OdpowiedzUsuń
  4. Każdy z Papieży wiedzie nas inną drogą ku świętości.
    Są tacy, którzy oczekują od Papieża, przede wszystkim uśmiechu i radości...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...