wtorek, 5 sierpnia 2014

"Arystokracja. Polskie rody" Marcin Schirmer

Od pewnego czasu zajmuje mnie tematyka życia codziennego ziemiaństwa w wieku XIX i w dwudziestoleciu międzywojennym. Na szczęście materiałów niezbędnych do rozwijania tego zainteresowania mam pod dostatkiem. Wystarczy przyjrzeć się nowościom wydawniczym z ostatnich kilku lat, żeby przekonać się o istnieniu swoistej mody na tego typu pozycje. Nie tylko wydawane są nowe publikacje, ale i wznawiane starsze (choćby genialne "W salonie i w kuchni" Elżbiety Koweckiej). Mimo że przeczytałem już niejedną książkę na ten temat, to miałem lukę dotyczącą magnaterii. Wszystko, z czym zapoznałem się wcześniej, dotyczyło uboższej szlachty zamieszkującej niezbyt obszerne, wiejskie majątki. Cieszę się więc, że udało mi się przeczytać "Arystokrację...", która uzupełniła moje braki.

Książka składa się z dwóch części. Pierwsza z nich dotyczy dziejów najznamienitszej warstwy społeczeństwa od I Rzeczypospolitej aż po czasy współczesne. Marcin Schirmer wyjaśnia proces powstawania arystokracji oraz jej kształtowanie w wiekach średnich. Następnie przechodzi o opisu awansu magnaterii we wczesnych okresie nowożytnym ze szczególnym zwróceniem uwagi na tworzące się ordynacje. Historia nie kończy się jednak wraz z upadkiem państwa polskiego. Autor snuje opowieści o czasach zaborów i dwudziestolecia międzywojennego, by następnie przejść do najbardziej zatrważającego rozdziału. I nie mam tu na myśli czasów wojny, ale PRL. II wojna światowa osłabiła oczywiście ziemiaństwo (nie tylko pod względem liczebności - arystokraci byli tak samo mordowani w obozach koncentracyjnych i łagrach, ale i materialnym), jednakże nie w takim stopniu, żeby nie było możliwe odbudowanie strat po jej zakończeniu. Niestety czerwona dzicz ze Wschodu ostatecznie przypieczętowała los tej warstwy. Niezwykle ciekawy jest przedostatni rozdział pierwszej części, w którym Marcin Schirmer odnosi się do obecności potomków sławnych rodów we współczesnej Polsce. Z pewnością każdy kojarzy aktorkę Beatę Tyszkiewicz czy prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej Konstantego Radziwiłła, ale to nie jedyni spadkobiercy najzamożniejszych ziemian żyjący wśród nas.

O ile pierwsza część jest bardziej ogólna, to w drugiej na scenę wychodzą ludzie z krwi i kości. Czytelnicy mają okazję zapoznać się z całą plejadą barwnych postaci reprezentujących szesnaście rodów magnackich. Każdy rozdział to historia jednej rodziny (razem z gałęziami bocznymi). Rzecz jasna nie omówiono nawet znikomego ułamka przedstawicieli arystokracji. Praca musiałaby wtedy przybrać monumentalne rozmiary. Poza tym autor nie rości sobie praw do stworzenia naukowej publikacji. Celem książki "Arystokracja. Polskie rody" jest popularyzacja wiedzy o polskiej magnaterii, nie zaś kompleksowe opracowanie jej dziejów (zresztą losy większości rodzin pojawiających się w tej części zostały już dość dobrze opracowane przez zawodowych historyków).

Każdy ród to osobna historia. Jego protoplaści inaczej zdobyli majątek i wpływy, w różny sposób uzyskali decydujący wpływ na losy kraju i w odmienny sposób zorganizowali swoje fortuny. Najzamożniejsi byli posiadaczami ponad sześciuset wsi i kilkunastu miast! Nierzadko dobra ziemskie magnata przewyższały pod względem powierzchni niewielkie państewka włoskie czy niemieckie! Nie bez powodu kresowych magnatów nazywano "królewiętami". W każdym z rodów przewijają się zarówno wybitne, jak i tragiczne postaci. Zdarzali się tak zdolni i zaradni szlachcice, że w ciągu jednego pokolenia potrafili opuścić szeregi średniej szlachty i wejść do grona magnaterii. Nie ze wszystkimi los obchodził się jednak łaskawie. Nie mam na myśli zaplecza materialnego. Kto raz zdobył fortunę raczej trudno było mu ją stracić. Przyczyna była bardziej prozaiczna - brak męskiego potomka. W ten sposób wiele rodów na zawsze odeszło z kart dziejów. Na ich miejsce przychodziły nowe. Historia jednak uczy, że ci, którzy wybili się w XVII wieku utrzymali swoje znaczenie do końca I Rzeczypospolitej. Średnio dzieje magnackiego rodu nie przekraczały kilkuset lat. Wyjątkiem są Radziwiłłowie, o których wspomina się już na początku XV wieku. Aż do upadku państwa polskiego zajmowali czołową rolę.

Trochę obawiałem się, czy autor poradzi sobie z telegraficznym przedstawieniem kilkunastu rodów w taki sposób, aby nie zanudzić czytelnika. W końcu każdy rozdział drugiej części to zbiór kilku czy kilkunastu biogramów przedstawicieli danej rodziny. Marcin Schirmer poradził sobie jednak z zadaniem i stworzył publikację, która powinna przekonać do podopiecznej Klio nawet dyletantów historycznych. Całość opatrzono bibliografią, która ma dla mnie w tym przypadku kolosalne znaczenie. To prawdziwy skarb dla ludzi zainteresowanych historią życia codziennego, pamiętnikami i wspomnieniami. Na dwóch stronach mamy tyle lektur, że wystarczy na co najmniej pół roku.

Książkę "Arystokracja. Polskie rody", tak jak inne pozycje dotyczące tematyki ziemiaństwa z PWN, wydano ze szczególną starannością. Kredowy papier, mnóstwo doskonałych reprodukcji zdjęć, przejrzystość, twarda oprawa i dbałość o detale dodają publikacji uroku. Na usta cisną się słowa "ozdoba biblioteczki", ale nie lubię tego sformułowania (traktowanie książek jako ozdoby to dla mnie niemal barbarzyństwo). Wszystko to w połączeniu z bardzo dobrą treścią zasługuje na najwyższą ocenę. Nie piszę tzw. laurek i kiedy trzeba to krytykuję otrzymane pozycje. Jeśli coś chwalę, to tylko dlatego, że jestem do tego przekonany. Zaznaczam jednak, że historia to dziedzina najbliższa mojemu sercu. To, co dla mnie jest szalenie ciekawe może nie spełnić oczekiwać drugiego czytelnika.

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu:

5 komentarzy:

  1. Bardzo bym chciała zdobyć tę książkę ponieważ moje zainteresowania są bardzo podobne, pozdrawiam i dziękuję za tę recenzję!

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna recenzja, na pewno sięgnę po tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę, że druga część bardziej przypadałby mi do gustu. Arystokracja to zajmujący i obszerny temat. Podziwiam więc Twoje zainteresowanie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Książka smakowicie wydana. Mam w swoich zbiorach. Wydanie zasługuje na najwyższą ocenę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam takie książki! Im bardziej bogato ilustrowana, tym do większej liczby czytelników trafi.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...