sobota, 14 czerwca 2014

"Warszawa. Perła Północy" Maria Barbasiewicz

Niejeden czytelnik zastanawia się pewnie nad adekwatnością użycia określenia "Perła Północy" w odniesieniu do Warszawy. No bo jak tu uznać komunistyczne molochy dominujące w wielu dzielnicach naszej stolicy za perełki? Jak dostrzec piękno i grację w budynku PKiN? Już wyjaśniam - książka dotyczy oczywiście przedwojennej Warszawy. Maria Barbasiewicz to specjalistka od życia codziennego w dwudziestoleciu międzywojennym. Jest autorką m.in. świetnego opracowania dotyczącego obyczajowości polskiej w międzywojniu pt. "Dobre maniery w przedwojennej Polsce". W najnowszej publikacji zajmuję się wizerunkiem stolicy i życiem jej mieszkańców od odzyskania niepodległości, aż po wybuch II wojny światowej.

Efekt akcji "Warszawa w kwiatach"
Czasami można natknąć się na określenie "Paryż Północy", mające rzekomo charakteryzować przedwojenną Warszawę. Niestety to pewna przesada. Rzecz jasna w ciągu dwudziestolecia władze miasta zdołały zrealizować mnóstwo projektów. Warszawa w 1918 roku i Warszawa 1939 roku to dwie różne miejscowości. Nie da się jednak ukryć, że ciągle byliśmy daleko w tyle za zachodnioeuropejskimi stolicami. To oczywiście nie nasza wina, ale raczej skutek fatalnego położenia geopolitycznego i wynikających z tego konsekwencji. Mimo wszystko trudno nie pochwalić osiągnięć II Rzeczypospolitej w nadrabianiu tego typu braków. W ciągu zaledwie kilkunastu lat wzniesiono mnóstwo domów, wyremontowano wiele ulic, wybudowano dość dużo nowych, systematycznie rozciągano sieci wodociągowe i podłączano prąd elektryczny do kolejnych budynków. Siedziby ministerstw i innych ważnych obiektów państwowych uzyskały nowy wygląd. Z tego okresu pochodzi m.in. gmach obecnego Sejmu. Wcielano w życie wiele projektów. Jedne z nich były obliczone na lata, drugie udało zrealizować się jeszcze przed wojną. Najbardziej spodobała mi się akcja ukwiecania miasta. Pochłaniała niezbyt wysokie sumy, a efekt przekraczał oczekiwania. Wkrótce pojawiły się kamienice obsypane donicami z kolorowymi kwiatami. Tego typu przedsięwzięcia można by z powodzeniem wznowić dzisiaj. Centrum wypełniały luksusowe restauracje i kawiarnie na czele ze słynną "Ziemiańską", w której stałymi bywalcami byli skamandryci. Ulice miasta wprost świeciły barwnymi neonami. Mówiło się, że dla przybysza we Wschodu Warszawa jest pierwszym zachodnioeuropejskim miastem. Nie należy jednak zapominać o drugiej części tej anegdotki... Otóż podróżnik z Zachodu Warszawę uznawał za pierwsze wschodnioeuropejskie miasto.

Nieskończona syrenka przed wojną stanowiąca dla nas ponury symbol - po pierwsze brakuje jej jeszcze miecza, a po drugie ma twarz młodej warszawskiej poetki Krystyny Krahelskiej, która zginęła w powstaniu warszawskim.

Obok reprezentacyjnych dzielnic, które zamieszkiwała bohema artystyczna, wysocy urzędnicy, ludzie interesu i oficerowie Wojska Polskiego istniały regiony biedy, w których średnio w jednej izbie mieszkało 6 osób! A nie brakowało pokoi zamieszkiwanych przez dziesięciu, a nawet trzynastu warszawiaków! Kamienice w najbiedniejszych dzielnicach rzadko zaopatrzone były w bieżącą wodę. Nieco lepiej przedstawiała się sprawa elektryfikacji, ale i tutaj istniała ogromna przepaść.

Maria Barbasiewicz poza przestrzennym wyglądem stolicy podjęła się także ogólnej charakterystyki mieszkańców, ich codziennego życia oraz rozrywek. Każdą z tych kwestii omawia dwukrotnie. Raz charakteryzując wyżej wymienione punkty w stosunku do bogatszych warstw. Drugi raz bierze pod lupę biedotę. Warszawiaków można było podzielić grubą kreską na dwie główne grupy. Podział ten pokrywał się z granicami terytorialnymi. Najubożsi nie zamieszkiwali w dzielnicach opanowanych przez warszawską śmietankę towarzyską, a ta z kolei nie mieszała się z pospólstwem. Można więc powiedzieć, ż istniały więc dwie Warszawy. Jedna, która we wspomnieniach pozostała jako "Perła Północy" i druga symbolizująca raczej przedwojenne zacofanie.

Al. Jerozolimskie i Marszałkowska w 1933 r. i dziś
"Warszawę. Perłę Północy" opracowano oczywiście z taką samą starannością, jak pozostałe tomy serii dotyczącej życia w międzywojennej Polsce. Twarda oprawa, mnóstwo ilustracji (niestety znowu większość z NAC) i szyty grzbiet dodają książce uroku. Wiem, że to może nie pora na tego typu uwagi (w końcu cały nakład został już wydrukowany), ale liczę na to, że błąd będzie poprawiony w kolejnych wydaniach (mam nadzieję, że dojdzie do tego) - na niektórych stronach cytowane tytuły napisano zwykłą czcionką, a autorów lub inne słowa kursywą (m.in. strony 188-189).

Najnowsza pozycja Marii Barbasiewicz to piękna i ciekawa lektura. Żaden mól książkowy pasjonujący się życiem codziennym w dawnych wiekach, historią kultury materialnej i międzywojniem czy po prostu czytelnik nostalgicznie patrzący w przeszłość nie powinien jej ominąć. Warto poznać ten świat, ponieważ on już przeminął i nigdy do niego nie wrócimy. Zawsze jednak można wyciągnąć wnioski z przeszłości i przynajmniej spróbować uczyć się na błędach naszych przodków.

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu:

3 komentarze:

  1. Liczę właśnie na to, że to będzie lektura, która przeniesie mnie w czasie. Tyle ostatnio pięknych książek się pojawia, tyle kusi. Z wielką chęcią przeczytam i obejrzę. Mam na liście "do zdobycia".

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się, że z przeszłości warto wyciągać wnioski. Ciekawa publikacja, którą będę miała na uwadze.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...