niedziela, 1 czerwca 2014

"Moje pory roku" Laura Jurga

"Moje pory roku" to historia kobiety, która wydaje się być zbudowana ze stali. Laura Jurga urodziła się z czterokończynowym niedowładem na skutek dziecięcego porażenia mózgowego. Mimo przeciwności nie zrezygnowała z marzeń. Ukończyła studia, wzięła kredyt, kupiła mieszkanie w Warszawie, podjęła niejedną pracę, podróżuje po świecie (szczególnie po Włoszech), a ponadto przygotowuje się do obrony pracy doktorskiej (trzymam kciuki!). "Moje pory roku" jest zapisem zmagań nie tylko z problemami zdrowotnymi, ale także ze swoimi przekonaniami na temat niepełnosprawności i barierami wewnętrznymi. Bo przeszkody fizyczne to jedno, a granice psychologiczne to drugie. Nie wiem, czy ta druga kwestia nie jest nawet ważniejsza...

"Moje pory roku" to niezwykle motywująca książka. Jeśli autorce udało się tyle osiągnąć mimo wielu przeciwieństw (nie oszukujmy się – wyrównywanie szans to w dużej mierze fikcja, sam dojazd do pracy czy na uczelnię osobie niepełnosprawnej zajmuje nieporównywalnie większą ilość czasu) to i my możemy wiele zdziałać. Życie Laury Jarugi dowodzi, że ciężka praca połączona z motywacją nie może dać innego wyniku niż sukces. Przyznam, że autorka trochę mnie zawstydziła . Mam sporo planów, których od pewnego czasu nie mogę zrealizować, zasłaniając się brakiem czasu. Po lekturze „Moich pór roku” wszystkie wymyślane przeze mnie powody wydają mi się zwykłymi wymówkami. Szczególnie zmotywował mnie ten fragment: Nauka języka obcego nie była dla mnie łatwa. Musiałam znaleźć własną metodę, by zrozumieć i przyswoić reguły gramatyczne, które chwilami po prostu mnie przerastały. Jeśli autorka mogła opanować w bardzo dobrym stopniu włoski (a trzeba wiedzieć, że osoby z jej schorzeniami mają pewne trudności w nauce języków obcych) to dlaczego moje postępy w hiszpańskim przedstawiają się zaledwie miernie?

"Moje pory roku" to nie tylko historia zmagania się ze słabościami, ale także zawierzenia Bogu i kroczenia Jego ścieżkami. Autorka, jak sama stwierdza, zawsze była wierząca. Doświadczenie choroby pogłębiło jednak jeszcze bardziej jej wiarę. Wydaje się, że cierpienie jest darem to tylko utarty slogan. Tymczasem to rzeczywisty mechanizm działający w ludzkiej duszy. W Księdze Hioba pojawia się przecież przepiękne stwierdzenie, zgodnie z którym cierpienie doświadcza wiarę tak, jak ogień hartuje stal. Wszystkim zwolennikom źle pojętego "postępu" dedykuję ten fragment książki: Bo życie jest darem. I choć bywa także niełatwym zadaniem, czasem wręcz wyzwaniem - warto żyć. Autorka przepięknie opisuje swoje "spotkanie" z Całunem Turyńskim. Oddam jej głos: Wyjazd do Turynu. Dopiero później zrozumiałam, że ten wyjazd był najważniejszym wydarzeniem podczas całej mojej wyprawy. Dane mi było doświadczyć niezwykłego spotkania. Spotkania z moim Bogiem, którego oblicze ujrzałam na Całunie Turyńskim (...). Łzy płynęły mi po policzkach. Nie mogłam stać. Musiałam klęczeć. Miałam świadomość swojej małości, małości człowieka niegodnego i grzesznego, któremu pomimo wszystko dane jest klęczeć przed Jedynym Bogiem. Fragment nie wymaga komentarza.
 
W każdej beczce miodu jest jednak łyżka dziegciu. Laury Jurgi nie ominęły tragiczne sytuacje. Siostrzeniec, z którym świetnie się dogadywała zginął razem z narzeczonym siostry w wypadku samochodowym. Planowany związek małżeński nie doszedł do skutku, a problemy finansowe spowodowały, że jej rodzina musiała przeprowadzić się z przestronnego domu do dwupokojowego mieszkania. Na pewno każde z tych doświadczeń było trudne dla autorki. Żadne z nich nie wywołało jednak u niej załamania. Wracając do dziegciu to Laura Jaruga trochę miejsca poświęciła wyrównywaniu szans oraz stosunkowi do niepełnosprawnych. Ostatnie rozdziały są bardzo pouczające. 

Autorka obdarzona jest nieprzeciętnym piórem. Mimo dość trudnej tematyki książkę czyta się bardzo szybko. Mniej więcej w połowie akcja na chwilę zwalnia, by gwałtownie przyśpieszyć w kolejnych rozdziałach. Z przyjemnością mogę dziś dopisać "Moje pory roku" do listy moich ulubionych książek. Niezwykła kobieta podjęła się napisania nieprzeciętnej książki. Wydawnictwo Esprit również podołało zadaniu, dodając bardzo optymistyczną okładkę. Efekt jest piorunujący. 

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu:

6 komentarzy:

  1. Mam już tę książkę i niebawem będę ją czytać. Jestem jej niezmiernie ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Takie książki motywują, uczą pokory, wiele wyjaśniają i często stają się drogowskazem...

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzę podobne refleksje po przeczytaniu książki.
    Zgadzam się z opinią dotyczącą okładki - tutaj wielki plus dla projektanta i grafika :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książki wydawnictwa Esprit generalnie mają ciekawe okładki. Najpiękniejszą ma, moim zdaniem, "Zobaczyć Boga".

      Usuń
  4. Własnie jestem w trakcie lektury tej książki i wczoraj z ogromnym żalem musiałam przerwać, żeby iść spać :) Coś pięknego :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...