środa, 18 czerwca 2014

"Blondynka na Orinoko" Beata Pawlikowska

Twórczość Beaty Pawlikowskiej wzbudza we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony kilka tygodni temu pojawiło się na rynku nieszczęsne "W dżungli zdrowia", które tylko zmarnowało mój czas. Niedługo później miałem jednak okazję przeczytać całkiem niezłą książeczkę "Planeta dobrych myśli... dla dzieci od lat 7 do 100". Mimo wielu rozczarowań i zawodów zdecydowałem się sięgnąć po "Blondynkę na Orinoko". Już na wstępie zaznaczam, że nie jest to jakaś wielka literatura, ale autorka najwyraźniej wyciągnęła wnioski z poprzednich pozycji, ponieważ najnowsza publikacja Beaty Pawlikowskiej przedstawia trochę wyższy poziom.

Książka jest zapisem wyprawy po niezbyt turystycznych, dość trudnych nawet dla doświadczonego podróżnika bezdrożach Wenezueli. Większość wyprawy odbywa się oczywiście na łodzi, jak wskazuje sam tytuł. Nie brakuje jednak relacji z niewielkich miasteczek. Żeby tradycji stało się zadość, Beata Pawlikowska wplotła w podróżniczą narrację swoje "filozoficzne" rozważania, a także opinie na temat naszej cywilizacji (do tego już zdążyła przyzwyczaić każdego czytelnika) oraz zdrowego odżywiania. O ile byłem przygotowany na dwie pierwsze kwestie, to zaskoczyło mnie wielokrotne roztrząsanie szkodliwości bułki pszennej. Wszystko to autorka zawarła już na kartach "W dżungli zdrowia". Po co więc się powtarzać...? Irytuje mnie powielanie tych samych tez w kolejnych pozycjach (chociaż Beacie Pawlikowskiej i tak daleko do osławionego pod tym względem Sławomira Kopra...) w kolejnych pozycjach. Całość dopełniają przemyślenia na temat ideologii socjalistycznej i generalnie wszelkiej ideologii. Autorka podjęła ten temat, ponieważ Wenezuela w ostatnich latach przeprowadziła wiele "reform" mających podłoże socjalistyczne. Wczoraj GW informowała, że w kraju brakuje niemal wszystkiego: od trumien, poprzez papier toaletowy, aż po wino mszalne. W tej sprawie chyba można zaufać tygodnikowi z Czerskiej. Wątpię, żeby posuwał się do manipulacji w sprawie niezbyt zajmującej Polaków.

Zdecydowanie zaskoczyły mnie poglądy Beaty Pawlikowskiej w kwestii Unii Europejskiej. Wcześniej brała przykład ze strusia - chowam głowę w piasek i udaję, że ta organizacja mnie nie dotyczy. Tymczasem w "Blondynce na Orinoko" określiła się co najmniej jako eurosceptyk (a może nawet radykalny przeciwnik UE?). Zobacz ilu urzędników stoi na straży Unii Europejskiej. I jak tworzy się procedury postępowania, które odbierają ludziom chęć do myślenia. Tak się zabija inspirację, wyobraźnię i wolność. Zniewoleni ludzie niechętnie pracują. Trudno nie zgodzić się z autorką, która w kolejnych rozdziałach powraca do tematu: Mam wrażenie, że na podobnej zasadzie działają urzędy i korporacje w Unii Europejskiej. Z wierzchu wydaje się, że strzegą porządku, ale wewnątrz są pełne chaosu i sprzeczności. A ludzie uczą się obojętnie trzymać litery prawa, bo w gruncie rzeczy przepis zapisany czarnymi literami na białym papieże wydaje się być jedynym stałym punktem zaczepienia. Nawet jeśli jest sprzeczny ze zdrowym rozsądkiem i nieracjonalny. Trzeba wyłączyć racjonalne myślenie i trzymać się przepisów. Prawda? Pstryczki w stronę UE zdecydowanie podniosły moją ocenę "Blondynki na Orinoko". Co by nie mówić o Beacie Pawlikowskiej to jednak jej książki wydawane są w dość pokaźnych nakładach. Może czytelnicy niezainteresowani dotąd tym, co dzieje się w Europie przejrzą na oczy?

Szkoda tylko, że autorka dalej posługuje się egzaltowanym stylem opowiadania. Oczywiście nie cały czas. Co kilka rozdziałów pojawia się jednak szalenie emocjonujący fragment typu: Amazoński upał zbił się w ognistą kulę i usiadł mi na twarzy albo Amazoński upał jest całkiem inny od innych upałów. Jest jak paszcza gigantycznego krokodyla, który oddycha, trzymając cię jednocześnie w zamknięciu, Przydusza, zagarnia, oblepia i nie puszcza. Może niektórzy wierni fani akceptują taki styl wypowiedzi. We mnie wzbudza on irytację. Nie chcę być złośliwy, ale Beata Pawlikowska powinna napisać poradnik dla uczniów na język polski pt. "Jak z dwóch informacji zrobić dwie strony i mieć gotowe wypracowanie". Po przeczytaniu całości "Blondynki na Orinoko" kolejne etapy podróży i fakty mógłbym streścić na kilku, góra kilkunastu stronach. Naprawdę materiał faktograficzny zebrany przez autorkę w tym przypadku jest wyjątkowo ubogi. Czytelnik nie dowie się zbyt wiele o codziennym życiu w Wenezueli. Centrum książki stanowi osoba Beaty Pawlikowskiej. Świat istnieje na tyle, na ile jest z nią związany.

Pewne mankamenty rekompensuje staranne wydanie. Jak zwykle dostajemy elegancki album w twardej oprawie, tekst wydrukowany na kredowym papierze (jak to się ma do postulatów autorki związanych z ochroną lasów i środowiska naturalnego?) i mnóstwo kolorowych zdjęć w bardzo dobrej rozdzielności. Wszystko jest dopieszczone i bardzo estetycznie. Nawet najlepsze opakowanie nie zastąpi jednak wnętrza. Nie odradzam lektury "Blondynki na Orinoko", ani specjalnie do niej nie zachęcam. Ot, takie czytadło. Na wakacje wydaje się jednak niezłą propozycją. A może takie było zamierzenie autorki? Jeśli tak to myślę, że się udało się je spełnić.

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu:

7 komentarzy:

  1. Nie czytałam jeszcze żadnej książki tej autorki, ale z tego co widzę to ma lepsze i gorsze publikacje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i lepiej? Niewiele straciłaś. Typowe, niezbyt angażujące umysł czytadło.

      Usuń
  2. Mi osobiście bardzo przypadła do gustu twórczość Pani Beaty Pawlikowskiej :) Choć książek jest sporo to i tak za każdym razem gdy czytam kolejną szeroko się uśmiecham.

    Pozdrawiam mega pozytywnie

    OdpowiedzUsuń
  3. Dwie pozycje mi wystarczyły, by już nie sięgać po jej książki. Ale zawsze chętnie słucham.

    OdpowiedzUsuń
  4. Starszym mówię tak, bo mama się zachwyca i wiem, że będę się przy nich dobrze bawić. Nowszym mówię nie, bo wiem już czym to pachnie i zdecydowanie mnie to nie kręci. Tak więc podziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Chyba poprzestanę na Twojej recenzji i to wystarczy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wydanie faktycznie ładne, ale nieszczególnie mam ochotę na lekturę :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...