czwartek, 22 maja 2014

"Resortowe dzieci. Media", czyli kto za kim stoi

Przez media przetoczyła się już potężna fala na temat "Resortowych dzieci". Do księgarń docierają kolejne zamówienia, a łącza suma zarobiona przez autorów przekroczyła już milion złotych! Nie bez znaczenia jest świetna reklama zrobiona przez Gazetę Wyborczą i podobne jej media. Nie wiem, czy ci dziennikarze zdają sobie z tego sprawę, ale sami nakręcili popyt na "Resortowe dzieci". Gdyby nie ta nagonka medialna to bardzo możliwe, że nie zdecydowałbym się na sięgnięcie po tę pozycję. Po skończonej lekturze wiem, że byłaby to duża strata. Pierwszy raz jestem więc wdzięczny chórkowi mediów śpiewających jednym głosem.

Trójka autorów omówiła dziesiątki postaci, które należą do owego chórku, a wywodzą się ze środowisk komunistycznych. W ich domach nie śpiewało się kolęd, nie chodziło na pasterkę, nie wywieszało się flagi na 11 Listopada, a dziadek nie opowiadał przy kominku o swoim udziale w wojnie przeciwko bolszewikom (chyba że po przeciwnej stronie) - według autorów jest to jedną z przyczyn jednorodności tego środowiska. Wbrew temu, co niektórzy insynuują autorzy nie obwiniają dziennikarzy zaprezentowanych w książce za winy przodków. Gdyby tak było to omówiliby wszystkie osoby, także te należące do niezależnego nurtu dziennikarstwa. Tymczasem w "Resortowych dzieciach" odnajdziemy biogramy tylko tych postaci, którzy mogą się poszczycić przynależnością do tzw. salonu.

Włos się na głowie jeży, gdy czyta się kolejne rozdziały. Diagnozy autorów są nadzwyczaj trafne. Charakteryzując środowisko GW trafiono w samo sedno: Kierownictwo "Gazety Wyborczej" od początku jej istnienia miało jeden cel: wychować i ukształtować nowe pokolenie Polaków. Dlatego, tworząc redakcję, sięgnięto głównie po psychologów i socjologów. Niestety cel postawiony przez GW został w dużej mierze zrealizowany. Wystarczy spojrzeć na otumanionych Gazetą Wybiórczą "młodych, wykształconych, z dużych miast". Zresztą nie ma co się dziwić. Ich guru uznał kiedyś gen. Kiszczaka (tfu!) i gen. Jaruzelskiego (tfu!) za ludzi honoru! Czegóż więc można spodziewać się po czytelnikach tego pana? Chylę czoło przed Zbigniewem Herbertem, który już dawno poznał się na zaletach Michnika. Tak o nim powiedział: Michnik jest manipulatorem. To jest człowiek złej woli, kłamca. Oszust intelektualny. Choć trzeba przyznać, że czołowy propagandzista III RP przynajmniej raz miał rację np. wtedy, gdy ocenił Wałęsę: on jest głupi jak but z lewej nogi [...] wspaniały ludowy demagog z bożej łaski.

O zmarłych nie wypada źle mówić. Tadeuszowi Mazowieckiemu (niech mu ziemia lekką będzie) poświęcę tylko jeden cytat: ponad 90 proc. archiwów Służby Bezpieczeństwa zostało zniszczonych w czasie, gdy premierem był Tadeusz Mazowiecki. Warto za to zatrzymać się na dłużej przy Jacku Żakowskim. Tak się oburzył na umieszczenie swojej podobizny na okładce (czyżby towarzystwo mu nie odpowiadało?), że złożył pozew sądowy. Tymczasem cała jego działalność w pełni kwalifikuje go do grona "resortowych dzieci".

Najpoważniejszym błędem, którego dopuścili się autorzy było niesprecyzowanie pojęcia "resortowe dzieci". Szybko podchwycili to salonowi dziennikarze. Niestety, ale mają trochę racji. Z pozycji niezorientowanej osoby może wyglądać to tak, że Dorota Kania, Jerzy Targalski i Maciej Marosz wzięli na tapetę tylko swoich ideologicznych przeciwników, pomijając osoby o komunistycznych rodowodzie, które utożsamiają się obecnie z prawą stroną sceny politycznej. Wystarczyło we wstępie wyraźnie zaznaczyć, że aby zostać zaliczonym do "resortowych dzieci" nie wystarczy ojciec w MO czy stryj w UB. Można nie mieć absolutnie żadnych powiązań rodzinnych z komunistycznym aparatem władzy, a błąkać się jak "resortowe dziecko". Tym, co łączy postaci zaprezentowane przez trójkę publicystów wcale nie jest jedynie pochodzenie, ale także żywe przywiązanie do ideałów PRL, sprzeciw wobec rozliczenia komunizmu i stała obecność w liberalno-lewicowym dziennikarskim, chórku niezachowującym nawet pozorów niezależności.

W czasie lektury cały czas przez moje myśli przewijała się "Oda do sprzedajnych żurnalistów" Lecha Makowieckiego. Ostatnia zwrotka idealnie mogłaby służyć za dedykację "osobistościom" pojawiającym się na kartach książki:
Iluż ludzi zgubicie?
Ilu przez was błądzi?
Naród kiedyś to przejrzy,
A Bóg was osądzi...
Zazwyczaj powstrzymuję się przed otwartym zachęcaniem do zakupu. Zwłaszcza, gdy dostaję egzemplarz recenzyjny od wydawnictwa. Wolę nie stwarzać nawet pozorów nieuczciwości. W tym przypadku muszę odstąpić od mojej reguły i gorąco zachęcić do przeczytania "Resortowych dzieci". Ta książka otwiera oczy na wiele spraw. Nawet jeśli macie świadomość, jaka sytuacja panuje na rynku medialnym to warto po nią sięgnąć. Na pewno nie wiecie o wszystkim. Autorzy wykonali kawał solidnej roboty. Jeśli choć jedna osoba za przyczyną tej pozycji zmieni swoje preferencje medialne to myślę, że Dorota Kania, Jerzy Targalski i Maciej Marosz będą mogli uznać, że odnieśli sukces. Mam nadzieję, że prawda przebije się do szerszych mas, bo... poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli (J 8, 32).

 Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu:

1 komentarz:

  1. Świetna recenzja.
    Książka jeszcze przede mną.
    Żal, że to tak wygląda i że tacy ludzie urabiają opinie publiczną.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...