wtorek, 29 kwietnia 2014

Po co nam historia?

Klio Pierre Mignard
Może liczba recenzji na to nie wskazuje, ale historia to najbliższa mi dziedzina. Uwielbiam życie codzienne w dawnych wiekach, minione tradycje i zwyczaje, przepadam za średniowieczem i wiekiem XVII. Lubię historię wojskowości i dwudziestolecie międzywojenne. Zaczytuję się we wspomnieniach i biografiach słynnych niegdyś osób.

Nie mam złudzeń, że sentencja Historia magistra vitae est sprawdza się w przypadku poszczególnych narodów, nie mówiąc już o całej ludzkości. Nie zmienia to faktu, że sami możemy wyciągać z niej wnioski. Nawet podstawowa znajomość historii pozwala zdystansować się od rzeczywistości i spojrzeć na to, co dzieje się obecnie przez pryzmat wydarzeń, które rozegrały się na przestrzeni wieków. Nie trzeba daleko szukać. Wystarczy przyjrzeć się idei pacyfizmu. Wydaje się, że dwudziesty wiek całkowicie ją skompromitował. Jak jednak wytłumaczyć to, że ma ona nadal swoich licznych zwolenników? Wydaje mi się, że może to wynikać z nieznajomości podopiecznej Klio. Jedną z bardziej znanych polskich autorek opowiadających się na ideologią pacyfistyczną jest Beata Pawlikowska. W książce "Teoria bezwzględności" stwierdziła, że wierzy w pokój za wszelką cenę i dodała arbitralnie, że człowiek, który idzie walczyć w obronie granic ma problem z sobą. Takie myślenie doprowadziło do hekatomby podczas II wojny światowej. Marszałek Piłsudski zakładał możliwość wojny z Niemcami pod koniec lat dwudziestych lub na początku trzydziestych. Próbował przekonać do swojego pomysłu państwa Europy Zachodniej. Te jednak pozostały bierne. Przymykały oczy na łamanie kolejnych postanowień traktatu wersalskiego, byleby tylko nie dopuścić do jakiegokolwiek konfliktu zbrojnego. Nie przeczę, że wtedy nie byłoby ofiar, ale na pewno nie takie jak w latach 1939-45. Niemcy w latach dwudziestych przędły dość nędznie. Atak z dwóch stron lub nawet tylko od zachodniej granicy zgniótłby rodzący się nazizm. Pacyfizm wygrał jednak na zachodzie. Wiemy jak się to skończyło...

Stańczyk, czyli uosobienie zatroskania nad Rzeczpospolitą
Historia pozwala także uzmysłowić sobie, jak wiele zależy od każdego człowieka. Historią rządzą przecież jednostki. I niekoniecznie musi płynąć w nas błękitna krew, żeby zmienić losy regionu, państwa czy świata. Luter był prostym księdzem, a jego jedno wystąpienie wstrząsnęło Kościołem powszechnym. Historia uczy szacunku do każdego człowieka i jego dokonań.

Nigdy nie rozumiałem, dlaczego akurat matematyka jest uznawana za królową nauk. Nie żebym od razu przyznawał ten tytuł historii. Wiem, że bez tych wszystkich słupków i wykresów nie mógłbym pisać teraz tych słów. Można jednak żyć z bardzo podstawową znajomością tej dziedziny i nic nie tracić. Historia tymczasem łączy się z ogromną liczbą dyscyplin. Zagłębiając się w historię Kościoła, volens nolens, poznajemy elementy teologii. Czytając biografie zagłębiamy się w historię kultury materialnej i życie codzienne w dawnych wiekach. Zajmując się barokiem czy renesansem nie możemy nie zahaczyć o historię sztuki. Przykłady można by mnożyć bez końca. Historia pozwala poszerzyć wiedzę o świecie. Prawdą ogólną jest, że nie ma ludzi bez historii, nie ma przedmiotów bez historii i nie ma miejsc bez historii. Od historii uciec się nie da.

Historia pozwala także kształtować swoje poglądy oraz ustosunkowywać się do tego, co dzieje się obecnie. Historia to nie zamknięty etap. Na jej podstawie można wyciągać wnioski (stwierdzenie, że historia uczy myślenia wcale nie jest banałem). Pierwsze, co się nasuwa to polityka i ugrupowania polityczne. Można być zupełnie oderwanym od rzeczywistości i nie interesować się polską sceną polityczną, ale mieć świadomość, do czego odwołują się poszczególne partie, żeby wiedzieć, z której mąki chleba nie będzie. Historia uczy samodzielnego i krytycznego (ale nie krytykanckiego) spojrzenia na rzeczywistość.

Wreszcie historia to wspaniała podróż w przeszłość. Nie każda książka historyczna oczywiście może być teleportem do innych czasów (duża część publikacji stricte naukowych niestety nie nadaje się do tego), ale jeśli na taką trafimy to fantastykę możemy wyrzucić do kąta. Na jawie działy się takie rzeczy, które żadnemu Sapkowskiemu nawet się nie śniły.

Znajomość historii pozwala także oprzeć się manipulacjom, które na co dzień serwują nam media. Sztandarowym przykładem jest zaliczanie nazizmu do skrajnej prawicy. Widocznie niektórzy uznali, że nie może tak być, że tylko lewica miała swoje wynaturzenia. Stalinowi i podobnym mu trudno było przypiąć nacjonalistyczną łatkę. Zabrano się więc za Hitlera. Tymczasem faszyzm i nazizm to ideologie mające swoje korzenie w skrajnej lewicy. Mussolini w młodości należał do lewicowej bojówki, a nawet bardzo pobieżne przejrzenie programu wyborczego Hitlera pozwoli uzmysłowić sobie, że był to człowiek lewej strony politycznej. Podstawową różnicą dzielącą go z komunizmem stanowi odrzucenie hasła proletariusze wszystkich krajów łączcie się. Hitler w przeciwieństwie do komunistów uważał, że pochodzenie narodowe ma znaczenie. Ograniczył się więc do realizowania skrajnie lewicowych haseł tylko w obrębie narodu niemieckiego. Świetnie wyjaśnia to książka "Lewicowy faszyzm", o której pisałem kilka miesięcy temu.

Rzadko też mówi się, gdzie są korzenie inżynierii społecznej. Pierwszym państwem, które zalegalizowało aborcję był ZSRR i to komuniści jako pierwsi rozpoczęli walkę z rodziną. Po kilku latach osłabiania naturalnych więzi i represji wymierzonych w podstawową komórkę społeczną poddali się. Okazało się, że nagle w Związku Radzieckim znajduje się bez opieki kilka milionów sierot. Przerosło to możliwości komunistycznego aparatu władzy. Zarzucono więc ten pomysł. Pomysłodawcy odwołujący się do Marksa i Lenina zaznaczyli jednak, że w czasach ich wnuków poszczególne narody na pewno powrócą do realizacji tych założeń. Wystarczy spojrzeć na to, co dzieje się teraz na zachodzie Europy, żeby przyznać im rację. Niestety nie mylili się.

Alegoria historii na obrazie Nikolaosa Gyzisa
Znajomość historii pomaga także chociażby w podróżowaniu. Znajomość trendów w dawnej sztuce i realiów historycznych pozwala na zdecydowanie głębsze poznanie poszczególnych zabytków, miejsc, miast czy całych państw. Wracając jeszcze do współczesności warto przyjrzeć się mapie pokazującej poziom praktyk religijnych, wyniki ostatnich wyborów czy aktywność gospodarczą. Wszystkie podziały na tych mapach pokrywają się z granicą rozbiorów.

Można by jeszcze długo wymieniać powody, dla których warto znać historię. Pełne wyczerpanie tematu, o ile w ogóle jest możliwe, nie było moich celem. Chciałem tylko podać kilka przykładów, które pozwolą sobie uzmysłowić, jak ważna jest znajomość tej pięknej nauki. Władza (nie mam na myśli żadnego konkretnego rządu) generalnie boi się jej. Bo nie tylko uczy ona myśleć i patrzeć z boku na to, co dzieje się w teraźniejszości, ale i oprzeć się nachalnej propagandzie. Każdy system totalitarny zaczynał przecież od wykorzeniania tożsamości i tradycji (czyli pośrednio historii). W Polsce pod tym względem ostatnimi laty też nie jest kolorowo, co pokazuje radykalne ograniczenie lekcji historii w szkołach, zamykanie kolejnych konkursów i olimpiad historycznych, podcinanie ekonomiczne IPN i wyjątkowe udziwnienie programu nauczania. W zamian za to proponuje się programy typu równościowe przedszkole. Nie zważając na to sami powinniśmy pogłębiać swoją wiedzę historyczną. Cyceron mawiał, że historia jest światłem prawdy...

10 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Po zmianie wyglądu bloga zrezygnowałem z niego. Ale widzę, że jest potrzebny :) Zaraz więc go dodam.
      Mam nadzieję, że się obroni...

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. Dzięki :) Ciągle nie mogę zrozumieć, że o wszystkim decyduje promocja... Naiwnie wydaje mi się, że wystarczy przyłożyć się do tekstu...

      Usuń
  2. Od zawsze kochałam historię. Po ukończeniu kl IV SP kupiłam podręczniki i natychmiast, na początku wakacji "przerobiłam" podręcznik do historii do kl V i byłam zafascynowana. Tę fascynację nosze w sobie do dziś...
    A matematyka jest królową, bo kto umie matematykę, ten umie całą resztę:-)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałem nigdy problemów z matematyką, ale zdecydowanie za mało czasu na nią poświęcałem :) Zawsze nudziło mnie rozwiązywanie tych samych zadań przed sprawdzianami :)
      Kolejne zainteresowanie mamy wspólne :)

      Usuń
  3. O historii można zapomnieć, można ją ignorować i odrzucić...
    Nie zmienia to jednak faktu, że dzięki niej wiemy bardzo dużo o ludzkiej naturze i o sobie samych :-) dlatego WARTO się nią interesować.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytelniku, świetny, potrzebny wpis. Jestem historykiem z wykształcenia, przez 5 lat uczyłem jej w szkole. Niestety życie u mnie wymusiło "przebranżowienie".

    OdpowiedzUsuń
  5. Historia bywa niedoceniana, na szczęście nie przez wszystkich. To nauka, która właściwie jest niesamowicie interdyscyplinarna. Zresztą sam bardzo dobrze to opisałeś. Znajomość historii jest potrzebna i pomaga zrozumieć otaczającą nas rzeczywistość.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...