czwartek, 3 kwietnia 2014

"Pasja" - według objawień Anny Katarzyny Emmerich

Łzy podczas lektury nie pojawiły się jeszcze u mnie nigdy. Miałem kontakt z wieloma przejmującymi książkami (choćby "I boję się snów" Wandy Półtawskiej czy "Bunt w Sobiborze"), ale żadna z nich nie wzbudziła we mnie takich emocji. Słowa jednej z pieśni wielkopostnej "To nie gwoździe Cię przebiły lecz mój grzech" nabrały zupełnie nowego znaczenia. Wcześniej były w pewnym sensie puste. Teraz są pełne życia. Przyjmuję je nie tylko rozumem, ale i sercem. Do czasu przeczytania "Pasji" uważałem, że pierwszą książką po Piśmie Świętym jest dla mnie "Dzienniczek" św. siostry Faustyny Kowalskiej. Po lekturze dzieła niemieckiej mistyczki nie jestem już tego pewny. "Pasja" to antidotum na duchową oziębłość. Opisy męki Pańskiej są przejmujące, łatwe do wyobrażenia, miejscami wręcz drastyczne. Relacje Ewangelistów przy nich wydają się wygładzone. W przypadku "Pasji" załzawione oczy podczas lektury to nic nadzwyczajnego...

O Annie Katarzynie Emmerich już pisałem, więc nie będę się powtarzać. Przypomnę tylko, że od 1816 roku do końca życia miała wizje. Na ich podstawie powstało monumentalne dzieło "Żywot i bolesna męka Pana naszego Jezusa Chrystusa", "Życie Maryi", "Niebieski kwiat wiary" i właśnie "Pasja". Zwracam uwagę, że żadna z pozycji nie ma nihil obstat (niektóre wydania są opatrzone imprimatur, ale to o niczym nie świadczy), co nie zmienia faktu, że lektura objawień niemieckiej mistyczki może być najlepszym lekarstwem na tzw. duchową letniość.

Scena, która wydaje się jedną z najmniej drastycznych w czasie Drogi Krzyżowej Jezusa - pojmanie go w Ogrodzie Oliwnym (bo czym może być samo uwięzienie jeśli za chwilę zacznie się męka na krzyżu?) zmieniła na zawsze mój obraz tego, co się działo dwa tysiące lat temu. Taki obraz ukazał się niemieckiej błogosławionej: Następnie opasali Go szerokim pasem nabijanym kolcami i przymocowali Mu jeszcze raz ręce do pierścieni z łyka czy też z prętów, przyczepionych do pasa. Na szyję założyli Mu naszyjnik, także nabijany z wewnątrz kolcami i innymi raniącymi przedmiotami; od naszyjnika biegły dwa rzemienie, krzyżujące się na piersi jak stuła; te, naciągnąwszy mocno, przywiązali także do pasa. U pasa zadzierzgnęli w czterech miejscach cztery długie powrozy, którymi mogli według upodobania okrutnie szarpać Jezusa na wszystkie strony.

Bł. Anna Katarzyna Emmerich
Zapewne większość z Was śledziła informacje na temat Dni Ateizmu w Warszawie. Jan H. wziął udział w inscenizacji ścięcia Kazimierza Łyszczyńskiego. Zabłysnął on komentarzem, że siedemnastowieczny szlachcic nie cierpiał mniej niż Jezus Chrystus. Nie neguję cierpienia Łyszczyńskiego, ale Jan H. oderwał się zupełnie od rzeczywistości. Gdyby kiedykolwiek zadał sobie trud przeczytania choćby kilku stron "Pasji" to nie wygłaszałby tego typu bzdur.

Tak niemiecka stygmatyczka i wizjonerka przedstawia scenę przybicia do krzyża: Wtedy jeden ukląkł na świętej piersi Jezusa, przytrzymując kurczącą się rękę, drugi zaś przyłożył do dłoni długi, gruby gwóźdź, ostro spiłowany na końcu i zaczął gwałtownie bić z góry w główkę gwoździa żelaznym młotkiem. Słodki, czysty, urywany jęk wydarł się z piersi Pana. Krew trysła dokoła, obryzgując ręce katów. Ścięgna dłoni pozrywały się, a trójgraniasty gwóźdź wciągnął je za sobą w wąską, wywierconą dziurę. Liczyłam uderzenia młota, ale w tym strasznym rozstrojeniu zapomniałam, ile ich było. Najśw. Panna jęczała cicho; Magdalena odchodziła prawie od zmysłów z boleści. 

"Pasja" (nawet jeśli wizje są nieco zniekształcone przez poetycką wrażliwość Clemensa Brentano) pozwala sobie uzmysłowić, co tak naprawdę oznacza dogmat, że na krzyżu cierpiał nie tylko prawdziwy Bóg, ale i prawdziwy człowiek, który nie był pozbawiony zdolności odczuwania bólu, cierpienia i zwykłego strachu. Człowiek, który dzień przed męką pocił się krwią (zjawisko to jest potwierdzone przez medycynę, możliwe w przypadku ogromnego stresu), a następnego dnia dopełnił proroctwa Starego Testamentu, składając najwyższą ofiarę.

4 komentarze:

  1. Właśnie biorę Pasję do czytania. Nabyłam ją sobie z Gościem niedzielnym.
    Czyta ją również moja córka.
    Film "Pasja", który dopiero w ubiegłym roku oglądnęłam zrobił na mnie ogromne wrażenie.

    Przejmujący jest Twój post.

    A co do marszu ateistów. Uważam, że najlepiej go nie komentować. Ci ludzie są po prostu biedni i nie wiedzą co czynią.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem w trakcie lektury... Poruszająca, jednak z piękniejszych książek religijnych, jakie w życiu czytałam. Mam wydanie, które dołączone było do tygodników 'Wsieci" i "Niedziela". Ma ono imprimatur, a to chyba dobrze, bo ta formuła jest, jak mi się wydaje, ważniejsza niż nihil obstat... Nie wiem, nie znam się na tym. W Wikipedii (oczywiście to nie do końca wiarygodne źródło wiedzy) pisze tak: Po uzyskaniu statusu "nihil obstat" autor książki może ubiegać się o "imprimatur", czyli pozwolenie na druk, wydawane przez miejscowego biskupa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mam wydanie dołączone do tygodnika "W sieci" :)
      Co do imprimatur to wydaje mi się, że można go uzyskać bez nihil obstat. Nihil obstat to potwierdzenie, że w danej publikacji nie ma absolutnie nic co byłoby niezgodne z doktryną Kościoła, a imprimatur to tylko pozwolenie na druk. Można więc chyba pozwolić coś drukować nie będąc pewnym, że książka jest w 100% zgodna z nauczaniem Kościoła. W takim wypadku nihil obstat wydaje się ważniejsze od imprimatur. Ale to tylko moje domysły. Zresztą nie jest to chyba aż tak ważne. Nawet bez nihil obstat "Pasja" to jedna z najlepszych książek religijnych jakie czytałem.

      Usuń
    2. Tak, to zupełnie nieistotne:) Ważne, że książka pomaga pogłębić wiarę.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...