środa, 9 kwietnia 2014

"Niebieskie migdały", czyli dzieje pychy

Poszedłem do Saturna tylko po pendrive'a. Ale oczywiście musiałem zahaczyć o dział z książkami (bieda w nim taka, że aż piszczy), a także skusiłem się na przejrzenie nowości muzycznych. Zdziwiłem się, gdy w dziale wyprzedaży zobaczyłem "Niebieskie migdały" Beaty Pawlikowskiej za (UWAGA) 10 zł. A jeszcze kilka miesięcy temu płyta kosztowała 40 zł. Oktawian August miał rację mówiąc "spiesz się powoli"...

Nie byłoby w tym nic dziwnego (w końcu wyprzedaż to normalna sprawa), gdyby nie zawartość płyty. Składa się ona z 16 ulubionych piosenek słynnej podróżniczki. Nie wiem, jaki sens ma wydawanie czegoś takiego. Równie dobrze Beata Pawlikowska mogłaby opracować książeczkę z ulubionymi bajkami z dzieciństwa. Niby wszystkim znany "Czerwony kapturek", "Dziewczynka z zapałkami" i kilka podobnych im, ale do tego wielkie zdjęcie pisarki i podpis "Polecam. Beata Pawlikowska".

Beata Pawlikowska ma chyba coraz mniej szacunku do czytelnika. Czytając jej pierwsze książki byłem zachwycony. Tyle tylko, że do tamtych rzeczywiście się przykładała. Obecnie woli się zaś zajmować wydawaniem książek do nauki języków, których nie zna, przygotowywaniem fikuśnych fiszek i pisaniem bajek dla dzieci. Coś mi się wydaje, że komuś zaczyna brakować funduszy na spełnianie kolejnych marzeń... Nie chcę być złośliwy. Nie uważam, że nastawienie twórcy na zysk jest czymś złym. Przykładem może być chociażby Cejrowski. Jego książki musiały przynieść rekordowe przychody (tylko "Gringo wśród dzikich plemion" sprzedało się w ponad pół milionie egzemplarzy, a gdzie reszta?), ale reprezentują coś sobą. Niestety nie mogę napisać tego samego o Pawlikowskiej. Niby zarzeka się, że pisanie jest jej pasją, że nie wyobraża sobie bez niego życia. Ale jak ma mi przyjść do głowy inny wniosek, gdy czytam po raz kolejny ten sam morał albo gdy widzę na sklepowej półce "Niebieskie migdały"?

Na płycie znalazło się, tak jak już wspominałem, szesnaście utworów:
1. Dinah Washington - What A Difference A Day Makes
2. Sting - Brand New Day
3. Robbie Williams – The Road To Mandalay
4. A.R. Rahman - Jai Ho
5. Justin Timberlake - What Goes Around Comes Around
6. Coldplay – Clocks
7. Seal - Kiss From A Rose
8. Norah Jones - Sunrise
9. Babyface - For The Cool In You
10. Prince – Money Don't Matter Tonight
11. Vanessa Paradis - Your Love Has Got A Handle On My Mind
12. Panjabi Mc – Jogi
13. Akon - Channaj Challo (Z Filmu Ra.One)
14. Maroon 5 - She Will Be Loved
15. Robbie Robertson – Somewhere Down The Crazy River
16. Jose Feliciano – Light My Fire
Nie rozumiem, według jakiego klucza autorka wybierała piosenki. Chociaż to wyjaśnia chyba okładka płyty, na której znalazło się sformułowanie "Moje ulubione piosenki". Przepraszam, ale dla mnie nie jest to żadna rekomendacja. Co mnie obchodzą ulubione piosenki jakiegokolwiek pisarza? Przecież może się on podzielić swoim gustem muzycznym w jakimś wywiadzie. Ale żeby od razu wydawać płytę?

Wydaje mi się, że słynna podróżniczka uznała, że wszystko, co jest firmowane jej nazwiskiem rozejdzie się jak ciepłe bułeczki. Musiała się zawieść skoro nawet EMPiK sprzedaje "Niebieskie migdały" za nieco ponad 6 złotych. A ten sklep nie jest taki skory do szalonych wyprzedaży. Płyty musiały więc naprawdę tylko zbierać kurz i zalegać w magazynach. Pycha została poskromiona. Zakończenie twórczości pozostaje otwarte. Albo Beata Pawlikowska zacznie pisać o tym, na czym się naprawdę zna (nikt nie neguje jej dwudziestoletniego doświadczenia w podróżach do dżungli amazońskiej), albo popłynie w projekty podobne do "Niebieskich migdałów". Naprawdę liczę, że podróżniczka opamięta się i powróci na właściwe tory. Jeśli wybierze drugą drogę to mogę zacytować jedynie słowa króla Salomona: "Pycha poprzedza upadek".

6 komentarzy:

  1. Tak samo jest z książkami Beaty Pawlikowskiej- nie powiem, można znaleźć w nich coś wartościowego dla siebie, ale jeśli chodzi o książki "rozwojowe" jej autorstwa, to tematy się powielają. W każdej zawarte jest często to samo, napisane innymi słowami. Nic dziwnego, że jest tak płodną autorką. Ja jednak wolę jakość przełożoną nad ilość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak samo ja. Tymczasem Beata Pawlikowska wydaje po 5, 6 publikacji rocznie. Nie jest to normalne tempo. Musi się to odbijać na jakości. Książki podróżnicze jeszcze nie są takie złe (te pierwsze nawet dobre). Rozwojowe natomiast ciągle powtarzają te same tezy ubrane w inne słowa.

      Usuń
  2. Na pewno nie kupiłabym tej płyty, nawet za 6 złotych. Dzięki za ostrzeżenie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo wielu pisarzy ma jedną, dwie dobre książki, nawet świetne, a potem jadą na nazwisku i odstawiają " bylejakość"...

    OdpowiedzUsuń
  4. Co do nachalnego marketingu bezwstydnie jadącego na znanych nazwiskach, by tylko cokolwiek - najczęściej rzecz bez większej wartości - sprzedać... zgoda.
    Pani Pawlikowska, aczkolwiek wydaje mi się być osobą sympatyczną, do wielki podróżników moim zdaniem nie należ.

    Ale płytkę, zwłaszcza za taką cenę ;) - bym kupił. Jest tam naprawdę kilka świetnych piosenek.
    I ucieszyłem się, bo zobaczyłem tam coś, co też bardzo lubię, a o czym myślałem, że wszyscy zapomnieli: "Somewhere Down the Crazy River" Robbiego Robertsona.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się zastanawiałem, czy za 10 zł nie kupić, ale nie dałem się złamać ;) Gdybym się skusił na zakup jakiejś płyty to tylko Luxtorpedy :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...