piątek, 11 kwietnia 2014

"Dobre maniery w przedwojennej Polsce" Maria Barbasiewicz

Spodziewałem się nostalgii, tęsknoty za zwyczajami, które nie są już kultywowane, może nawet odrobiny melancholii. W końcu większość książek dotyczących życia codziennego w XIX wieku i dwudziestoleciu międzywojennym wzbudzała we mnie, w mniejszym lub większym stopniu, te uczucia. Tymczasem Maria Barbasiewicz zwróciła uwagę na kwestie, które są często pomijane. W ostatnich latach próbuje się przywracać godność ziemiaństwu, z którego odarło je PRL. Czasami jednak przybiera to formę apoteozy i w efekcie praca historyczna może zmienić się w panegiryk (nie mam na myśli żadnej konkretnej publikacji).

"Dobre maniery w przedwojennej Polsce" były kubłem zimnej wody na moją fascynację tym okresem. Oczywiście dalej go uwielbiam i na pewno będę zaczytywać się książkach dotyczących międzywojnia w Polsce. Książka pozwoliła mi jednak spojrzeć bardziej obiektywnie na ziemiaństwo. Wcześniej jego życie wydawało mi się niemal idealne. Rauty, oficjalne spotkania, nieustanne przyjmowanie gości i piękne tradycje, które już zanikły, bądź właśnie zanikają na naszych oczach - na to głównie zwraca się uwagę w publikacjach historycznych podejmujących losy tej warstwy społecznej w dwudziestoleciu. Tymczasem rzadko wspomina się, że życie spętane było konwenansem, który mógł utrudnić przyszłość (vide: historia pary, która przez 15 lat musiała zbierać pieniądze, aby się pobrać - oficer, który zamierzał się pobrać musiał dysponować odpowiednią sumą umożliwiającą mu jeżdżenie wagonami tylko pierwszej klasy, jadanie w restauracjach na odpowiednim dla swojego stopnia wojskowego poziomie itp.). Co więcej, pewne normy nie przestawał obowiązywać nigdy. Nawet chwila pogrzebu nie była wystarczającą przesłanką, aby je przełamać. Najbliższa rodzina, przyjaciele i znajomi musieli wtłoczyć się w odpowiednie ramy. Jeśli ktoś nie mógł pohamować żalu podawano mu odpowiednio wysoką dawkę środków uspokajających. Płacz i zgrzytanie zębów podczas ceremonii pośmiertnej były bowiem niedopuszczalne.

Powyżej omówionemu zagadnieniu poświęcono jednak tylko jeden rozdział (opatrzono go bardzo trafnym tytułem "Z konwenansem przez życie"). Reszta zaś wypełniona jest nostalgicznymi wspomnieniami, anegdotkami oraz charakterystyką życia towarzyskiego i należytego zachowania między dwiema wielkimi wojnami. Autorka omawia szeroko maniery wojskowe, zwraca uwagę, na co mogła pozwolić sobie kobieta, arbitralnie stwierdza, jak należało zachować się w kawiarni, w lokalu i na balu, a nie zabrakło też opowieści o gafach i kłopotach wynikających z dość sztywnego konwenansu. Przyjemnym dodatkiem jest rozdział o wychowaniu dzieci. Zawsze zastanawiam się przy tego typu lekturze, które dzisiejsze dziecko wytrzymałoby takie zabiegi wychowawcze... Trudno jednak nie pochwalić ich, gdyż czasy II wojny światowej pokazały, że przyniosły efekty.

Maria Barbasiewicz nie ogranicza się tylko do sfery ziemiańskiej. Zagląda także m.in. do sklepu, gdzie subiekci uwijają się, aby zadowolić swoich klientów. Niejednemu czytelnikowi zakręci się łezka w oku, gdy porówna ich ze współczesnymi sprzedawcami, których w większości żadnym sposobem nie można uznać za spadkobierców swoich przedwojennych kolegów po fachu. Dawni kupcy świetnie rozumieli tę zasadę i całą duszą stosowali się do niej: "A więc grzeczność i przyzwoitość podnoszą człowieka w szacunku u publiczności, wyjednywają mu renomę i dobre imię u ludzi i podnoszą jego dobrobyt".

Język jest bardzo plastyczny, w trakcie lektury przed oczami stają kolejne szczegółowo przedstawione kadry z życia w dwudziestoleciu międzywojennym. Maria Barbasiewicz nie stroni on anegdotek. Przytacza także sporo wyimków z publikacji na temat savoir-vivre z tamtego okresu, dzienników i pamiętników. Bardzo lubię, gdy w tego typu pozycjach autor nie waha się od czasu do czasu oddać głos ludziom z epoki. Doskonałe opracowanie uzupełnia kolekcja czarno-białych fotografii. W połączeniu ze specyficznym, wyglądającym na lekko pożółkły, papierem pomagają one przenieść się w inny świat. Wraz z ostatnią stroną ogarnął mnie żal, że muszę go opuścić. A na to uczucie jest tylko jedno remedium - kolejna rzetelnie opracowana książka mogąca teleportować mnie do przedwojennego świata.

7 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, co piszesz ma swoją logikę. Historia podana przeze mnie przedstawiała się jednak trochę inaczej. Kobieta była z dobrego domu, ale zubożałego. Bardzo się kochali. Brakowało im tylko jednego - posagu. 15 lat swojego życia poświęcili na zebranie wymaganej sumy. Trochę smutne...

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Trzeba jeszcze mieć zdolność kredytową ;)

      Usuń
  2. Rzeczywiście porównanie dzisiejszych sprzedawców do tych sprzed lat, to wielka przepaść. Teraz tylko w filmach możemy zobaczyć prawdziwego sprzedawcę, z manierami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety dotyczy do także części księgarzy. Wchodzę np. do taniej książki, jeszcze nie zdążę zamknąć drzwi, a już słyszę głos "co szukamy?". A ja naprawdę rzadko wiem, co chcę kupić, gdy wchodzę do księgarni. Zresztą chyba każdy lubi samodzielnie przejrzeć półki.

      Usuń
  3. Chętnie czytam książki, które przenoszą mnie w minione lata. Nawet powieści sprawiają, że wyobrażam sobie tamto życie i tamten świat!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...