środa, 23 kwietnia 2014

A morał tej historii mógłby być taki, mimo że cukrowe, to jednak buraki

Rzadko decyduję się na wpis muzyczny, ponieważ nie lubię pisać o czymś, na czym kompletnie się nie znam. Z racji liczby czytanych książek niewiele czasu pozostaje mi na inne zainteresowania (zwłaszcza muzykę). Tym bardziej, że nie potrafię czytając robić coś innego. Kiedy czytam nie istnieje dla mnie nic oprócz opowieści, w którą się przenoszę. Nie znoszę wtedy żadnych hałasów. Jedyne, co toleruję to spokojne barokowe brzmienia.

Nie kupuję często płyt, ale i nie uznaję ściągania w internetu (choć nie wrzucam wszystkiego do jednego worka - czym innym jest pobranie książki, której ostatnie 5 egzemplarzy znajduje się w malutkim stacjonarnym sklepiku w Kurozwękach, a czym innym ściąganie najnowszego bestsellera). Zawsze wtedy myślę, jak czułbym się, gdybym poświęcił mnóstwo swojego czasu na jakiś projekt, a nikt tego nie doceniłby, ograniczając się do ściągnięcia mojej pracy z internetu. W uznaniu dla Luxtorpedy zakupiłem ich najnowszą płytę. Decyzję ułatwił fakt, że jeden ze sklepów oferował ją w promocji. Co prawda i tak nie była tania, ale 15 zł, które udało mi się zaoszczędzić piechotą nie chodzi.

Zarówno w przypadku książek (widać to chyba w większości moich opinii dotyczących przeczytanych pozycji), jak i płyt dużą wagę przykładam do oprawy graficznej. Często decydując się na zapoznanie się z jakąś pozycją kluczowej roli nie odgrywa tytuł (choć jest ważny), recenzje w internecie czy opis wydawniczy, ale okładka. Trzeba przyznać, że wydanie krążka "A morał..." zasługuje na uznanie. Płyty imitują winyle, a książeczka, koperta na CD i opakowanie są bardzo estetyczne.
Siłą napędową "A morał..." miał być/ma być utwór "Mambałaga". Zdążyły się już pojawić głosy krytyki, że Luxtorpeda sprzedała się za komercję. Rzeczywiście tekst "Mambałagi" nie zachwyca. Jest chyba najbardziej płytki spośród trzynastu kawałków, które znalazły się na płycie. Nie ferowałbym jednak od razu takimi wyrokami. "Mambałagę" można po prostu potraktować jako przerywnik między utworami podejmującymi trudniejsze tematy.

Wspominałem już kiedyś, że niektórzy zaliczają Luxtorpedę do nurtu muzyki chrześcijańskiej. Jestem ostrożny w takich stwierdzeniach. W końcu w żadnej z piosenek nie pojawia się bezpośrednie odniesienie do Jezusa Chrystusa. Oczywiście jako osobie wierzącej nasuwają mi się od razu interpretacje odwołujące się do mojej wiary. Nie oznacza to oczywiście, że "A morał..." jest skierowany tylko do chrześcijan. Ile ludzi, tyle interpretacji. Rzadko można do jakiegoś utworu z tej płyty przypisać jedno konkretne przesłanie. Zazwyczaj to, co zrozumiemy z danego kawałka zależy od naszych doświadczeń, poglądów i aktualnego stanu ducha.

Cenię Luxtorpedę za to, że podejmuje tematy, które są rzekomo passe. Sukces zespołu ("A morał tej historii mógłby być taki, mimo że cukrowe, to jednak buraki" zdążył się już pojawić na szczycie listy najchętniej kupowanych płyt) potwierdza, że mnóstwo osób oczekuje od muzyki czegoś więcej. Celowo nie piszę nic o warstwie muzycznej utworów, gdyż jest ona dla mnie mniej ważna. Na drugiej płycie Luxtorpeda umieściła wszystkie kawałki w wersji instrumentalnej. Przyznaję się szczerze, że jeszcze nie zajrzałem do nich. Dużo większe znaczenie przykładam do tekstu i tego, jakie przesłanie zawiera on. Jako że mam spokojny charakter i czytam może mało emocjonujące książki (oczywiście wciągają mnie, ale faktem jest, że trupów w nich nie ma - Olga Rudnicka twierdzi, że nic tak nie ożywia powieści jak trup) to czasami potrzebuję mocniejszych brzmień.

Jeśli chodzi o promowane wartości, o których wspomniałem to najlepiej oddaje je "Hymn" z płyty "Robaki":
Wiara, siła, męstwo -
to nasze zwycięstwo!

Kiedy duch i serce jest silniejsze niż ciało
to ból wśród nieszczęść uczynił Cię skałą.
Tylu już przegrało, zabiła ich słabość,
Ty wśród nich wyciągasz dłoń po wygraną.
W każdym moim zwycięstwie jest pot i krew poświęceń.
Chcę ubrudzić ręce, by wybudować szczęście,
ubrudzić ręce, by wybudować szczęście.
W jednym z utworów pojawiła się ostra krytyka aborcji:
Rano zlinczowali pracownika rzeźni
Brutalnie kroił mięso na porcje
A już nocą ci sami dobroczyńcy
Legalizowali dla ludzi aborcję.
Odniesienia religijne, o których wspomniałem mimo że niewyeksponowane rzucają się w oczy:
Synu bądź spokojny
Nie będzie żadnej wojny
Oprócz tej która jest
Na życie wieczne i śmierć
Wszystkie utwory dają niesamowitą ilość energii. Pokazują, że w świecie zachodniej cywilizacji, w którym dla większości ważny jest stan konta, metka na ubraniu i model samochodu są ludzie, którzy nie poprzestają na tym, którzy dążą do czegoś innego, którzy kierują się w życiu wyższymi wartościami i których nadrzędny cel życiowy przekracza sferę doczesności. W dodatku przedstawiają to w atrakcyjny, przyjemny dla ucha sposób. "A morał tej historii mógłby być taki, mimo że cukrowe, to jednak buraki" wzbudził we mnie tak pozytywne emocje, że zamierzam zapoznać się z pozostałymi dwiema płytami Luxtorpedy.


2 komentarze:

  1. Piszesz ciekawie.
    Rzeczywiście tekst jest bardzo ważny, a wiele osób nie zwraca na niego uwagi skupiając się jedynie na brzmieniu!

    OdpowiedzUsuń
  2. Luxtorpeda będzie występować w Oświęcimiu na Life Festival w czerwcu :) ależ się cieszę, że mam bilety :D

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...