czwartek, 27 lutego 2014

YOUCAT. Spowiedź


Przyznam szczerze, że nie byłem przekonany do "YOUCAT. Spowiedź", gdy go kupowałem. Nie podobała mi się przede wszystkim cena. Oczywiście znałem ją wcześniej, ponieważ śledzę na bieżąco stronę Edycji św. Pawła. Myślałem jednak, że "YOUCAT. Spowiedź" będzie podobnych rozmiarów, co "YOUCAT. Modlitewnik". Tymczasem niecałe 90 stron kosztuje prawie 16 zł. Po skończonej lekturze wiem, że były to dobrze wydane pieniądze. Zresztą z racji tego, że dość często robię zakupy w Edycji dostałem 5% rabatu.

Warto zainteresować się książeczką zwłaszcza teraz. W końcu lada moment zacznie się okres Wielkiego Postu. Choć oczywiście z "YOUCAT. Spowiedź" można korzystać przez cały rok. Nie jest on w jakikolwiek sposób nakierowany na ten szczególny okres w kalendarzu liturgicznym. Zwracam uwagę od razu na to, że cała seria "YOUCAT" nie jest skierowana dla młodych ciałem, ale dla młodych duchem. Daty w dowodzie nie mają żadnego znaczenia :)

Autorzy wyjaśniają, jak ważny jest sakrament pokuty i pojednania, krótko zarysowują jego historię (od czasów Jezusa) oraz rozpatrują poszczególne warunki spowiedzi. Rozdziałom tym daleko od jakiejkolwiek formalizacji. Rozważania są zwięzłe, konkretne i napisane prostym, przystępnym językiem. Najważniejsza część to oczywiście rachunek sumienia. "YOUCAT. Spowiedź" proponuje nieco inne spojrzenie na ten punkt przygotowania do pojednania z Bogiem. Oczywiście są pytania dotyczące naszych grzechów i zaniedbań, ale w kolumnie obok dodano pozytywne zachowania! Naprawdę spodobał mi się ten pomysł. Lubię optymistyczne publikacje. Zazwyczaj rachunek sumienia w modlitewnikach zamyka się na szeregu punktów pozwalających skrupulatnie przypomnieć sobie własne przewinienia. W przypadku tej książeczki obok części "Nie warto" autorzy zamieścili kolumnę "Warto", która ma inspirować do zmiany i zachęcić, aby po spowiedzi nasze życie rzeczywiście zmieniło się w jakiejś sferze.

Wydawnictwo zadbało o oprawę techniczną nieodbiegającą od poziomu tekstu. Podręczny format, niewielka waga, mnóstwo rysunków i zdjęć zachęcają do często zaglądania do książeczki. Ważnym punktem jest zbiór modlitw. Co kilka stron także zamieszczono cytat, który warto zapamiętać. Poniżej przedstawiam pięć z nich, które uważam za najpiękniejsze:
Rób to, co potrafisz i módl się do Boga, a wtedy Bóg cię wesprze i zrobisz także to, czego nie potrafisz (św. Augustyn).
Nie narzekaj na to, czego zmienić nie możesz, ale zmieniaj to, na co narzekasz (Wiliam Shakespeare)
Pamiętaj o tym, że zanim wejdziesz do Ziemi Obiecanej, musisz przejść przez pustynię i Morze Czerwone (św. Jan Bosko). 
Choćby wasze grzechy były jak szkarłat - nad śnieg wybieleją. Choćby były czerwone jak purpura - staną się białe jak wełna (Księga Izajasza). 
Chwałą nie jest nigdy nie upadać, ale z upadków zawsze się podnosić (św. Augustyn).



wtorek, 25 lutego 2014

Bóg szukający człowieka. Filozofia judaizmu


"Bóg szukający człowieka" to wartościowa i piękna lektura, ale bardzo wymagająca i absorbująca całą uwagę czytelnika. Jest to studium filozoficzno-teologiczne opracowane przez jednego z największych teologów żydowskich XX wieku. Mimo że książka powstała w kręgu judaizmu to pełnymi garściami mogą z niej czerpać także katolicy. W końcu wiele ksiąg z Pisma Świętego mamy wspólnych, a "Bóg szukający człowieka" to nic innego jak zbiór rozważań na temat kolejnych przymiotów Boga i różnych aspektów wiary wraz z domieszką spojrzenia filozoficznego.

Archanioł
Młot na racjonalistów to chyba najlepsze podsumowanie książki. Autor wielokrotnie powtarza, że ludzkie możliwości są ograniczone i nie wszystko człowiek może pojąć, gdyż rozum jest sam w sobie tajemnicą. Oczywiście Abraham Heschel nie neguje rozumowego podejścia do rzeczywistości. W tej kwestii ma podobne poglądy do bł. Jana Pawła II. Czytając niektóre fragmenty miałem wrażenie, że to przedruk encykliki "Fides et ratio". Tak zaczyna się dokument opracowany przez Ojca świętego: "Wiara i rozum są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy". Warto skonfrontować to stwierdzenie ze słowami Abrahama Heschela: "Dlatego konflikt między religią a rozumem nie istnieje, dopóki jesteśmy świadomi właściwych im zadań oraz sfer działania. Posługiwanie się rozumem jest niezbędne dla zrozumienia i czci Boga, bez czego religia po prostu więdnie". Czy tym dwóm stanowiskom naprawdę tak daleko do siebie?

Rozważania okraszono solidną dawką cytatów z Pisma Świętego, co dla mnie jest podstawowym wyznacznikiem oceny książki z dziedziny teologii. Wywód z każdej pozycji religijnej powinien zaczynać się od Biblii, która jest absolutnym fundamentem. Na niej można budować dalsze wątki, odwoływać się do innych dzieł lub dzielić się własnym doświadczeniem, ale nie można jej pomijać w jakichkolwiek rozważaniach.

Tytuł książki to jednocześnie tytuł jednego z rozdziałów, który notabene uważam za jeden z najciekawszych. Powszechnie sądzi się, że Biblia opowiada o poszukiwaniu Boga przez człowieka i próbie nawiązania relacji z Nim. Tymczasem okazuje się, że karty Pisma Świętego zawierają także inną historię - Boga jako miłosiernego Ojca, który wychodzi na spotkanie z człowiekiem. "Każdego ranka On rozbudza me ucho, bym słuchał jak uczeń" - czy nie zapominamy zbyt często o tej prawdzie, którą przekazał nam prorok Izajasz?

Alegoria Starego i Nowego Testamentu Hansa Holbeina, polecam
kliknąć i obejrzeć dzieło w większym formacie.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję:

poniedziałek, 24 lutego 2014

Gdzie św. Antoni postawił swoje stopy


Radecznica to jedyne miejsce na świecie, gdzie objawił się św. Antoni Padewski. Jeśli chodzi o kult portugalskiego doktora Kościoła to z tą niewielką wsią na Lubelszczyźnie nie może konkurować chyba nawet sama Padwa. W tym roku przypada 350 rocznica objawienia świętego. Główne obchody zaplanowano na 8 maja na godzinę 12. Zostanie wtedy odprawiona Msza Święta pod przewodnictwem nuncjusza apostolskiego w Polsce abp. Celestino Migliore. Należy też spodziewać się plejady polskich biskupów. W końcu takie wydarzenie nie zdarza się zbyt często.
Św. Antoni oprócz tego, że jest patronem osób i rzeczy zaginionych (ale to tym wie chyba każdy) to patronuje także dzieciom, małżeństwom i narzeczonym.
Brama prowadząca do sanktuarium
R.P. 1664 dn. 8 maja na "Górze Łysej" objawił się św. Antoni Szymonowi Tkaczowi i powiedział do niego te słowa:
Jam jest św. Antoni mam to z woli Najwyższego Pana, abym tobie opowiedział, iż na tym miejscu Chwała Boga Najwyższego odprawiać się będzie. Przeze mnie chorzy, ślepi chromi i różnymi dolegliwościami utrapieni
znajdować i otrzymywać będą pociechy swoje. Chorzy zdrowie, ślepi wzrok, chromi chód, zgoła wszyscy uciekający się na to miejsce,
bez łaski nie odejdą.
Znamy wszystkim św. Antoni najpierw nazywał się Fernando. Przyszedł na świat pod koniec XII wieku w Lizbonie. Za duchowego mistrza obrał sobie św. Franciszka. W bardzo młodym wieku przystąpił do jego uczniów. Przebywał na misjach w Afryce Północnej, wcześniej zdobywając gruntowne wykształcenie. Pracował jako kaznodzieja i wykładowca teologii niosąc jednocześnie pomoc najuboższym.
Jeszcze tylko 150 schodów i już jesteśmy przed kościołem...
Jego przybrane imię tłumaczy się jako "wysoko grzmiący". Taki też był św. Antoni, gdy mówił o mądrości Bożej i wykładał zebranym prawdy zapisane na kartach Pisma Świętego. Nie zważając na  niezwykły dar głoszenia Słowa Bożego pragnął męczeńskiej śmierci i w tym celu udał się do saraceńskiego Maroka. Bóg przewidział dla niego jednak inną drogę. Zmożony chorobą musiał wrócić do Europy i osiadł w Padwie, gdzie od 1230 roku spełniał się jako kaznodzieja i opiekun ubogich. Zmarł już w kolejnym roku. 13 czerwca 1231 roku (warto zapamiętać datę, gdyż wspomnienie św. Antoniego w Kościele przypada właśnie na 13 czerwca) Pan zabrał go do Swojego Królestwa. Antoni cieszył się takim poważaniem, że od razu przystąpiono do otwarcia procesu kanonizacyjnego, który okazał się najkrótszym w historii. Franciszka ogłoszono świętym 352 dni po śmierci. W 1946 roku włączono go w poczet doktorów Kościoła. Po badaniach szczątków wykryto na kolanach świętego cienkie pęknięcia powstałe prawdopodobnie na skutek częstych modlitw.

Święty w Polsce cieszy się szczególnym kultem w Przeworsku, Leżajsku oraz oczywiście Radecznicy, która jest nazywana lubelską Częstochową.

Barokowa świątynia
Obok figury niewidoczna na zdjęciu kapliczka "na wodzie"

Źródło zdjęć - pozwolenie na publikację otrzymałem od autora. Do stworzenia postu wykorzystałem "Księgę świętych" (s. 57-64). 

niedziela, 23 lutego 2014

Killer myślenia abstrakcyjnego, czyli telewizja


Telewizja to przerażająca strata czasu, a na dodatek killer myślenia abstrakcyjnego, które leży u podstaw naszej cywilizacji - w zasadzie mogę podpisać się pod tym zdaniem. Nie wiem, czy już kiedyś wspominałem o tym, ale nie znoszę telewizji. Nie rozumiem nawet, po co komuś takie urządzenie jeśli ma komputer. Obecnie w sieci można znaleźć wszystko (poprawka: prawie wszystko). W dodatku większość programów, które oferuje nam telewizja jest tak nudnych, że opisy Orzeszkowej wydają się przy nich pełne wartkiej akcji. Zdanie, które zacytowałem na początku to wypowiedź Tomasza Terlikowskiego udzielona dziennikarce w książce "Katol z Warszawy", o której pisałem na początku stycznia.

Jest jednak kilka programów, które lubię i cenię. O Ranczu pisałem kilka dni temu. Wojciech Cejrowski to zaś temat na osobny wpis. Dziś chciałbym polecić "Kościół, w którym żyjemy". Prowadzi go Tomasz Terlikowski. W każdym z odcinków gości inna osoba, które w mniejszy lub większy sposób związana jest z chrześcijaństwem. Rozmowy nie dotyczą jednak osobistych świadectw czy dogmatów. Raczej dominuje tematyka okołokościelna np. historia Kościoła w Polsce, nowości wydawnicze. W jednym z ciekawszych odcinków swoimi przemyśleniami dzielił się poseł dr Zbigniew Girzyński. Zasłynął on ostatnio wyjątkowo szczerymi wypowiedziami. Tak ocenił reakcję SLD na wieść o uhonorowaniu płk. Kuklińskiego:
Źródło
Putin zadzwonił i nakazał. Dzisiaj SLD, niestety widać, że jest sterowane przez Putina i przez Rosję, tak jak kiedyś była PZPR przez Breżniewa, czy wcześniej przez jego poprzedników. Nie raz odnoszę wrażenie, że Leszek Miller ciągle spłaca odsetki od kredytu moskiewskiego, który kiedyś w imieniu PZPR jechał do Moskwy w walizce oddawać. SLD brnie w prezentowanie rosyjskiego stanowiska, obronę postaci, które są haniebne dla naszej historii jak Urban, czy Jaruzelski i brnie na ochotnika w to, żeby być elementem rosyjskiej agentury wpływu dzisiaj w Polsce.
I dalej:
Reprezentujecie tę opcję polityczną, która płk. Kuklińskiego skazała na śmierć. Czy to wam się dzisiaj podoba, czy nie, ale premier Kaczyński, premier Tusk reprezentują tę część sceny politycznej, dzięki której mamy dzisiaj wolną Polskę
Wpis miał dotyczyć programu "Kościół, w którym żyjemy", więc wrócę do niego. Dotychczas gośćmi byli m.in. Ewa Czaczkowska (dziennikarka, publicystka, autorka książek "Faustyna. Biografia świętej" i "Ksiądz Jerzy Popiełuszko"), Grzegorz Górny, Paweł Lisicki i Tomasz Rowiński. Audycję, która mi się szczególnie spodobała możecie obejrzeć tutaj. Program jest emitowany w Telewizji Republika. Na szczęście wszystkie odcinki są dostępne w internecie.        

sobota, 22 lutego 2014

Zguby w bibliotecznych książkach

Beata Pawlikowska radziła kiedyś, aby każdego dnia otworzyć przypadkową książkę i przeczytać w niej dowolne zdanie, a następnie spróbować odnieść je do swojego życia. Stosowałem tę technikę rozpoczynania nowego dnia, ale tylko w odniesieniu do Biblii. Nie wydaje mi się, żeby porada podróżniczki przynosiła jakiekolwiek efekty w przypadku innych książek. Ale nie o tym chciałem dziś napisać. Beata Pawlikowska twierdzi także, że życie stawia przed nami różne sytuacje, aby zwrócić naszą uwagę na coś ważnego. Kilka dni temu wypożyczyłem zbiór opowiadań Borowskiego. Nie miałem niestety czasu na lekturę, ale udało mi się w tak zwanym międzyczasie przejrzeć nowy nabytek. Okazało się, że między kolejnymi stronami zawieruszyła się zguba - zakładka z cytatem z 1 Listu św. Jana:
A któż zwycięża świat, jeśli nie ten, kto wierzy, że Jezus jest Synem Bożym?
Nie wierzę w przypadki. 

piątek, 21 lutego 2014

Słowa mocy, które dają ochronę


Bądźcie mocni w Panu – siłą Jego potęgi. Obleczcie pełną zbroję Bożą, byście mogli się ostać wobec podstępnych zakusów diabła (Ef 6,10-11)

Św. Patryk
Skarbiec z tradycjami Kościoła to dla mnie wciąż ogromna zagadka. Im więcej czytam książek dotyczących historii Kościoła, tym bardziej uświadamiam sobie, że modlitw związanych ze szczególnymi obietnicami jest multum. Bardzo duża część z nich została niestety zapomniana i wegetuje na granicy odejścia w mroki historii. Henryk Bejda odkurza jedną z nich podając nam na tacy niezawodną broń w walce z hetmanem ciemności.

Podczas lektury "Pancerza św. Patryka" przypominał mi nieustannie fragment Hymnu o Krzyżu (swoją drogą warto odświeżyć sobie tekst, ponieważ Wielki Post zbliża się wielkimi krokami). "Tobą mury rozwalać, Tobą się osłonić" - ten urywek refrenu idealnie współgra z modlitwą proponowaną przez apostoła Irlandii.

Autor wychodzi od pobieżnego nakreślenia historii Kościoła w Irlandii. Dla mnie część ta jest zbyt uboga. Choć rozumiem, że intencje twórców były inne i zasadniczy cel książki to propagowanie codziennego odmawiania Pancerza św. Patryka. Kilka rozdziałów poświęcono biografii św. Patryka, cudom, których dokonał oraz innych nadzwyczajnym wydarzeniom związanych z jego życiem i działalnością. Nie rozumiem tylko jednej rzeczy. Autor książki podaje jako pewnik, że św. Patryk otrzymał od Boga pewną obietnicę związaną z Irlandią. Zgodnie z nią ta na 7 lat przed Sądem Ostatecznym zostanie pochłonięta przez fale morskie tak, aby nie doświadczyć prześladowań, które przyniesie Antychryst. Czy nie jest to sprzeczne z zasadą "nie znacie dnia ani godziny"?

Kluczowa część to ostatnie dwadzieścia stron, na których Henryk Bejda rozpatruje sens kolejnych fragmentów modlitwy św. Patryka. Autor zaznacza, że bezwzględnie związane z nią musi być duchowe zaangażowanie. Pancerz nie działa jak magiczne zaklęcie.

Wydawnictwo pokusiło się o dodanie bransoletki z wyimkiem z Pancerza św. Patryka. Trudno mi to komentować. Koń jaki jest, każdy widzi. Nie noszę takich rzeczy, więc dla mnie ten dodatek nie ma większego znaczenia. Nie znam powodów, które przyświecały jego twórcom. Rozumiem noszenie poświęconych medalików, krzyżyka czy szkaplerza. Ale bransoletka z wyjątkiem z modlitwy? Nie przemawia do mnie ten pomysł. Popracowałbym też nad okładką, które w żaden sposób nie jest związana z treścią książki. 

Lektura nie zajmuje dużo czasu. Pozycja po odjęciu bibliografii liczy 100 stron. W dodatku jest wydana w niewielkim formacie. W porównaniu do nakładu czasu koniecznego na przeczytanie "Pancerza" korzyści, które wyniesiemy z książeczki są ogromne. Autor Listu do Efezjan otwarcie przypomina nam, czym jest nasze życie: "Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich". Nie trzeba kończyć szkoły oficerskiej lub studiować historii wojskowości, żeby wiedzieć, że bez broni wszelka walka skazana jest na porażkę. Kościół nie pozostawia nas jednak bez oręża. Istotnym uzupełnieniem jego może stać się Pancerz św. Patryka, do czego zachęcam.

czwartek, 20 lutego 2014

Wśród lektur też są perełki


Wśród lektur też są perełki. Jedną z nich jest dla mnie "Granica". Nie wiem, dlaczego nie przeczytałem jej wcześniej. Zatrzymałem się gdzieś w okolicach dwudziestej strony. Wydawała mi się wtedy nieciekawa. Okazuje się jednak, że z każdym rozdziałem książka zyskiwała w moich oczach. Po skończonej lekturze już rozumiem, dlaczego "Granicę" uznaje się za jedną z najlepszych polskich powieści.

Przed omówieniem walorów językowych i przesłania płynącego z powieści warto zatrzymać się na tak banalnej rzeczy, jak przyjemność z czytania. "Granica" nawet bez zwracania uwagi na tę całą otoczkę psychologiczną to zwyczajnie dobra książka. Akcja jest dość wartka, narracja nie nudzi czytelnika, a opisy mimo że często są dość rozbudowane (chociaż to i tak nic w porównaniu z "Nad Niemnem") to nie wywołują uśpienia u czytelnika.

Zofia Nałkowska
Omawiając "Granicę" rzadko zwraca się uwagę na taką kwestię jak wpływ aborcji na kondycję fizyczną matki. W czasach, gdy część celebrytek szczyci się tym, że zabiła swoje dziecko i biega z tą informacją od programu do programu, od gazety do gazety to ważny głos w dyskusji o mordowaniu nienarodzonych dzieci. Jedna z bohaterek "Granicy" po dokonaniu aborcji popada w obłęd i chorobę psychiczną. Według osób zajmujących się takimi kobietami aborcja zostawia ślad w psychice kobiety do końca życia. Zofia Nałkowska świetnie przedstawiła to, co dzieje się z matką po pozornie normalnym "zabiegu".

Trochę rażą wtłaczane czytelnikowi poglądy socjalistyczne. Autorka krytykuje jednego z przedsiębiorców, który zamknął fatalnie prosperującą hutę. Cóż w tym dziwnego? A co miał zrobić? To chyba jedyne rozsądne wyjście w tej sytuacji. Nie podoba mi się także jednostronne ukazanie arystokracji. Każda grupa ma swoje wady i zalety. Demonizowanie jednej z nich przeczy prawdzie historycznej.

"Granica" ukazuje związek między środowiskiem, z którego wywodzi się i w którym dorasta człowiek a jego tożsamością i wyborami życiowymi. Nałkowska nie przypisuje decydującej roli w życiu jednostki pochodzenia. Uważa, że zawsze ostatnie słowo należy do nas i to my decydujemy o tym, co jest dla nas najważniejsze i czemu możemy się poświęcić.

Dużo do myślenia daje obraz mieszczaństwa przedstawiony przez autorkę, które pozbawione jest jakichkolwiek szerszych horyzontów umysłowych. Jego mentalność podpowiada mu, że odnalezienie się w społeczeństwie można utożsamiać z robieniem kariery i powiększaniem stanu posiadania. Nałkowska ukazuje także upadek moralny (czy nawet ogólnie upadek) inteligencji, która dla doraźnych korzyści materialnych i zachowania pozycji społecznej rezygnuje ze swoich idei. Czy i dzisiaj nie spotykamy się z analogiczną sytuacją? Przesłanie "Granicy" jest ponadczasowe. W końcu to książka o władzy. A ta istnieje od kilku tysięcy lat i nic nie wskazuje na to, żeby w najbliższym czasie miało się coś zmienić. Warto więc poznać mechanizmy, które rządzą u jej szczytów.

środa, 19 lutego 2014

Ranczo w formie powieści


Nie czytałem książki. Przyznaję się uczciwie. Strzał w stopę? Nie wypada przecież pisać opinii na temat pozycji, z którą się dogłębnie nie zapoznało. Ale jednocześnie mogę zadeklarować, że znam doskonale treść (pewne fragmenty nawet na pamięć). Jak to możliwe? Jestem fanem serialu Ranczo, a pierwsza seria to moja najukochańsza część. Odcinki 1-13 oglądałem po siedem, osiem czy nawet dziewięć razy. Po takim wstępie powinna zacząć się oda pochwalna na cześć książki. Przykro mi, że nie mogę wcielić tego planu w życie...

Książka naprawdę mnie rozczarowała. Spodziewałem się, że może (czy nawet musi) mieć dużo elementów wspólnych z serialem, ale liczyłem na odrobinę kreatywności i jakiś powiew świeżości w stosunku do tego, co widziałem na ekranie telewizora. Tymczasem KSIĄŻKA JEST KOPIĄ SCENARIUSZA. Co prawda nie wierną, ale jednak. Autorzy nie przystosowali nawet języka do powieści. Trudno nawet mówić o narracji. "Lucy wstaje" czy "Wójt podchodzi do okna" to typowe frazy skierowane do autorów tłumaczące to, w jaki sposób mają grać. Można przynajmniej było dostosować je tak, aby pasowały do wersji książkowej.

Powieść wydaje mi się zwykłym skokiem na kasę wiernych fanów serialu. Najwyraźniej twórcy uznali, że ranczersi kupią wszystko byleby tylko miało to związek z "Ranczem". Wymagania stawiane serialowi muszą niestety różnić się od oczekiwań pokładanych w książce. Autorzy nie stanęli na wysokości zadania. A szkoda. Ranczo to jeden z najlepszych polskich seriali i potencjał jest naprawdę ogromny.

Książka dotyczy tylko pierwszej serii. Nie będę opowiadać fabuły, bo większość z nas widziała już wersję telewizyjną. A jeśli ktoś jeszcze nie spotkał się z Ranczem to szczerze polecam nadrobić zaległości. Sezon 8 rusza drugiego marca. Radzę jednak zacząć od serii pierwszej. Dla mnie te trzynaście pierwszych odcinków to najlepsza odskocznia od rzeczywistości (oprócz książek oczywiście).

wtorek, 18 lutego 2014

Styczniowe nabytki

  1. "Bóg szukający człowieka" - egzemplarz recenzyjny od wydawnictwa Esprit. Recenzja wkrótce.
  2. "Inkwizycja papieska w Europie Środkowo-Wschodniej" - egzemplarz recenzyjny od Esprit.
  3. "Lubię Cię", "Kocham Cię", "Myślę o Tobie" - egzemplarze recenzyjne od Burda Książki.
  4. "Kot Dalajlamy" - egzemplarz recenzyjny od Sensus.
  5. "Między chmurami a niebem" - zakup własny.
  6. "Rozważania o wojnie domowej" - zakup grudniowy, ale czas na przeczytanie znalazłem dopiero w styczniu.
  7. "Państwo bez stosów" - zakup grudniowy.
  8. "Wskrzeszenia" - egzemplarz recenzyjny od Gloria24
  9. "Kręgi modlitwy" - z wymiany.
  10. "Czy warto jeszcze rozmawiać?" - znalezione tanio na tablicy.
  11. "Od Smoleńska po Dzikie Pola" - z wymiany.
  12. "Ziemia Boga w 20 tajemnicach" - z wymiany,
  13. "Ryba ludojad" - znalezione tanio na tablicy.
  14. "Klasztor i kobieta. O miłości romantycznej. Pod urokiem zaświatów" - egzemplarz recenzyjny od wydawnictwa Iskry. Recenzja wkrótce.
Książki z biblioteki:
  1. "Królowa Jadwiga między epoką piastowską i jagiellońską" Jerzy Wyrozumski
  2. "Mieszko Pierwszy" Jerzy Strzelczyk
Łącznie przeczytałem w styczniu 11 książek (nie liczę tomików z wierszami i dobrymi myślami).

poniedziałek, 17 lutego 2014

Pączek dla Afryki


Pewien Gall Anonim zarzucił mi, że zamiast promować rzetelne organizacje i rzeczywiście skuteczne akcje charytatywne narzekam tylko i krytykuję. Cóż, wydawało mi się, że w dobie internetu mamy taki dostęp do informacji, że tego typu posty nie są potrzebne. Ale może rzeczywiście w komentarzu owego Anonima jest trochę prawdy. Od czasu do czasu planuję więc zamieszczać notatki o wartych zainteresowania akcjach. Czy uważacie cykl takich postów za potrzebny?
Moi kochani zbliża się tłusty czwartek. W tym dniu chciałbym WAS zaprosić do pomocy dla moich misji i osób będących pod moją opieką w Republice Środkowoafrykańskiej. Razem z moim przyjacielem Piotrem Gajdą przygotowujemy akcje pomocy dla naszych misji. W ostatnich dwóch tygodniach byliśmy narażeni na utratę życia. Już kilkakrotnie musieliśmy uciekać z naszej misji, chroniąc się z trawach naszej miejscowości. Seleka (ugrupowanie muzułmańskie) dwukrotnie napadło na naszą misję z bronią, z wyrzutniami granatowymi. Ukradziono nam 2 samochody, pieniądze, telefony, komputery, żywność oraz ubrania.

Od marca 2013 roku po zamachu stanu w tym kraju - trwa wojna domowa. Po naszych apelach do służb OZN oraz MSZ - jak dotąd nie udało nam się uzyskać ochrony dla naszej obecności w przygranicznej miejscowości z Czadem i Kamerunem. Nasze władze oraz władze ambasady francuskiej w Bangui (stolica kraju) zalecają nam ewakuacje. Nie chcą wysłać wojska aby nas chronili. Ta propozycja została przez nasz odrzucona, postanowiliśmy zostać razem z naszymi podopiecznymi, ponieważ "Pasterz nie opuszcza swoich owiec" ale "oddaje swoje życie za swoje owce". Taka jest nasza misja tutaj w Nagaoundaye.
Tak o pomoc apeluje br. Benedykt.

Jak można pomóc?

1. Pączkuj z Nami.
Źródło
Chcesz pomóc, dołącz do nas. Wszyscy w tym roku jemy pączki afrykańskie. Na najbliższy tłusty czwartek smażymy pączki. Zabieramy do pracy, zapraszamy znajomych, rodzinę i częstujemy tymi pączkami. Jednocześnie prosimy o przekazanie ofiary za te pączki. Pieniądze przelewamy na specjalne konto Fundacji Kapucyni i Misje.
2. Cukiernie.
Akcja też będzie miała miejsce w cukierniach. Mamy przygotowaną specjalną umowę. Jeśli cukiernia chce się włączyć do akcji podpisujemy umowę, publikujemy logo i adres cukierni na stronie i promujemy cukiernię w mediach. Mówimy: Dzisiaj nie kupuj zwykłych pączków!
Idź do cukierni gdzie możesz kupić pączka afrykańskiego i tam kup pączki. Każdy pączek to pomoc potrzebującym.
Cukiernie, które włączyły się do akcji w ten tłusty czwartek sprzedają pączki afrykańskie. Są one o 1 zł droższe niż zwykłe pączki. 1 zł to koszt utrzymania dziecka przez jeden dzień w RCA.
3. Szkoły.
Akcja odbędzie się także w szkołach. Zaprzyjaźnieni nauczyciele pytają dyrektora o pozwolenie, następnie zbierają kilku uczniów wolontariuszy, w przeddzień tłustego czwartku smażą pączki, które w tłusty czwartek sprzedają w szkole. Wcześniej robią w szkole akcję informacyjną. Mówią że będzie takie wydarzenie przez radio węzeł, wieszają w szkole plakaty itd. Sprzedają pączki ( za 1 zł, 1,50 zł, 2 zł… do ustalenia – dla przykładu w Kleszczowie nasi ludzi w trzech szkołach będą sprzedawać pączki po 2,50 zł)
4. Możesz też przelać darowiznę bezpośrednio na konto:
Fundacja Kapucyni i Misje
Ul.Korzeniaka 16
30-298 Kraków
PKO S.A. o/Kraków 26 1240 4533 1111 0010 5274 9794
Z dopiskiem: Pączek dla Afryki
Taki internetowy pączek to dobrowolna ofiara na pomoc misjom: 10, 20, 30 zł które możesz przekazać a które mogą być, kto wie, może najlepiej wydanymi pieniędzmi w twoim życiu. Bo przez ręce misjonarzy trafią bezpośrednio do potrzebujących.

Źródło: fronda.pl

niedziela, 16 lutego 2014

Przedpoście - może warto wrócić do Tradycji?

Ecce Homo autorstwa św. brata Alberta
Wiem, że karnawał trwa w najlepsze i pewnie niewielu z nas wybiega myślami do Wielkiego Postu, ale zachęcam dziś do pewnej refleksji. Jak dziś wygląda przejście od okresu zwykłego do okresu Wielkiego Postu? Praktycznie z dnia na dzień musimy zmienić swój nastrój, nastawienie. We wtorek teoretycznie nie myślimy ani o postanowieniach, ani o nadchodzącym wyjątkowym czasie, ani o umartwianiu się. Już następnego dnia mamy zaś posypać głowy popiołem. Dość radykalna zmiana, prawda? Dlatego do 1970 roku istniał okres przedpościa. Zaczynał się w niedzielę przypadającą na 9 tygodni przed Wielkanocą. W tym czasie można było oczywiście uczestniczyć w zabawach. Kapłani przywdziewali jednak fioletowe ornaty, a czytane Słowo Boże powoli zaczynało nas wprowadzać w klimat pokuty i nawrócenia. Przedpoście padło niestety ofiarą posoborowych zmian w kalendarzu liturgicznym.

Mimo to może na 9 tygodni przed Wielkanocą pomyśleć o nadchodzącym czasie? Nie namawiam do nieuczestniczenia w karnawałowych zabawach, do umartwiania się czy jakichkolwiek innych wyrzeczeń. Wielu z nas co roku przyjmuje jakieś postanowienie/postanowienia wielkopostne. Myślę, że warto w czasie dawnego przedpościa przemyśleć je i odpowiedzieć na pytanie: czy na pewno przyniosą one nam korzyść duchową? Zachęcam do zastanowienia się nad nimi i powolnego wprowadzania ich. Dzięki temu łatwiej nam będzie wytrwać w okresie Wielkiego Postu. Jeśli na przykład postanawiamy, że nie będziemy jeść słodyczy to warto w okresie przedpościa przez kilka dni powstrzymać się od słodkich przyjemności. Możemy wtedy poobserwować swój organizm i naszą reakcję. To oczywiście tylko dość infantylny przykład, ale chodzi o sens.

Sąd Ostateczny według wyobrażeń Hansa Memlinga
W tym roku niedziela siedemdziesiątnicy rozpoczynająca dawne przedpoście wypada właśnie dzisiaj. Mamy więc całe 17 dni na rewizję naszych postanowień.

Z przymrużeniem oka mogę dodać, że przedpoście miało także inny (bardziej pragmatyczny) wymiar. Zarówno szlachta polska, jak i wywodzące się z niej ziemiaństwo, delikatnie mówiąc, nie liczyło kalorii podczas karnawału. W okresie Wielkiego Postu do wszelkich wyrzeczeń pochodzono natomiast bardzo rygorystycznie. Nagła zmiana żywieniowa mogła się więc szybko zakończyć sensacjami żołądkowymi. Te dwie rzeczywistości rozgraniczał jednak zbawienny czas przedpościa przygotowujący organizmy na poważne ćwiczenia duchowe...

piątek, 14 lutego 2014

Youcat raz jeszcze


Mój post dotyczący "Modlitewnika" z serii "Youcat" doczekał się kilku przychylnych komentarzy. Część z komentatorów zapowiadała nawet, że zamierza zakupić polecaną przeze mnie książkę. Mam dla Was dobrą wiadomość. Edycja św. Pawła przygotowała promocję. Trwa ona od wczoraj do 19 lutego (przyszła środa). Dostępne są następujące zestawy:

1. "Youcat. Spowiedź" i "Youcat. Terminarz" w cenie 20 zł (zamiast prawie 34).
2. "Youcat. Modlitewnik" i "Youcat. Terminarz" w cenie 30 zł (zamiast prawie 43).
3. "Youcat. Katechizm" i "Youcat. Terminarz" w cenie 35 zł (zamiast prawie 48).


W każdym zestawie upust wynosi ok. 13/14zł. Nie wiem tylko, czy promocja obowiązuje w księgarniach stacjonarnych. Bardzo możliwe, że jest dostępna wyłącznie w przypadku zakupów internetowych. Gdyby tak się zdarzyło to przypominam, że w Edycji św. Pawła darmowa dostawa obowiązuje już od 55zł.

PS. Nie współpracuję z Edycją św. Pawła i nikt mnie nie prosił o ten wpis ;) Po prostu zaciekawiła mnie ta promocja i postanowiłem podzielić się informacją z Wami. Powyższe zdjęcia pochodzą z wiadomości otrzymanej od Edycji św. Pawła (newsletter).

czwartek, 13 lutego 2014

Pismo ludzi wolnych


Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć - tymi słowami ostrzegał nasz św. Piotr. Niestety o osobowym źródle zła, jakim jest Szatan w Kościele mówi się dość rzadko. Lukę w tym zakresie postanowił wykorzystać miesięcznik "Egzorcysta". Na pytanie, czy udało mi się spełnić to zadanie odpowiem w dalszej części.

Być może duża część z czytających te słowa zna to pismo. W końcu ukazuje się ono już  półtora roku. Dotychczas nie interesowałem się nim m.in. dlatego, że czytałem dość dużo na temat egzorcyzmów, egzorcystów i opętań. Recenzje niektórych książek związanych z tą tematyką umieściłem na blogu ("Atak Złego", "Egzorcysta Watykanu", "Egzorcysta i prorok Boga", "Walka z demonem"). Wydawało mi się, że niewiele może mnie zaskoczyć w tego typu gazecie. Niedawno miałem jednak przyjemność uczestniczyć we Mszy Świętej w sanktuarium w Radecznicy (jest to jedyne miejsce na świecie, w którym objawił się św. Antoni Padewski!). Zwykle nużące ogłoszenia tym razem przykuły moją uwagę. Bernardyn z ambony zrobił mini przegląd prasy katolickiej. Polecał m.in. "Egzorcystę". 

Spotkałem się z opinią, że "Egzorcysta" jest nieodpowiednim pismem dla katolików, ponieważ fascynuje się tylko złem, Szatanem itp. To prawda, ale czego mają dotyczyć artykuły w takim czasopiśmie? To trochę tak jakby zarzucać miesięcznikowi komputerowemu, że jego autorzy ciągle piszą o komputerach. "Egzorcysta" nie ma co prawda imprimatur, ale w radzie programowej trzy z czterech osób są duchownymi. Myślę więc, że można im zaufać. 

Ogromną przewagą "Egzorcysty" w stosunku do książek poświęconych tej tematyce jest to, że magazyn podejmuje najbardziej aktualne tematy. Wiedza niestety ciągle się dezaktualizuje. Nie twierdzę oczywiście, że starsze książki dotyczące egzorcyzmów i działania złych duchów nie przedstawiają już swojej dawnej wartości. Oczywiście tak nie jest. Tym niemniej jednak warto uzupełniać swoją wiedzę o najnowsze informacje. 

Przyznam się szczerze, że po ukazaniu się pierwszego numeru pomyślałem, że "Egzorcysta" jest tylko kolejnym sposobem na wyciąganie pieniędzy z naszych kieszeni. Zwłaszcza, że tematyka opętań jest ostatnio dość głośna. Po zapoznaniu się z aktualnym numerem wstydzę się swoich podejrzeń. Były najzupełniej bezpodstawne. Teraz trochę żałuję, że nie czytałem poprzednich numerów. Cóż, może kiedyś uda mi się je jeszcze kupić. Tylko kiedy to wszystko przeczytam? 

Pismo może nie jest tanie (koszt to 10 zł), ale myślę, że warto się nim zainteresować. Będą to na pewno dobrze wydane pieniądze.


Poniżej przedstawiam spis treści z aktualnego numeru:
  1.  Artur Winiarczyk, Ojciec czeka zawsze.
  2. Grzegorz Kasjaniuk, W mroku idąc do Boga. Lider heavymetalowego zespołu Megadeth spotkał Boga.
  3. Poszedłem za Jezusem O swojej historii mówi dziennikarz muzyczny Grzegorz Kasjaniuk.
  4. Jeśli nie żyję w prawdzie, to już przegrałem. Z ks. dr. Przemysławem Sawą, teologiem i egzorcystą rozmawia Adam Barnaba.
  5. A serce jak księżycowa pustynia... Myślała, że muzyka satanistyczna to niewinne dźwięki... – świadectwo Marty.
  6. Grzegorz Fels, Jak tu nie ufać słowom anioła? Na niego zawsze możemy liczyć.
  7. Dr Wincenty Łaszewski, Objawienie w Pontmain Widzę prześliczną Panią!
  8. Wojciech Łapiński, Matka Boska nie może płakać. Łzy Maryi w Lublinie.
  9. Dr Hunter Baker, Socjalizm i sekularyzm. Bliźniacze ideologie.
  10. Przegląd mediów.
  11. Dr Małgorzata Nieszczerzewska, Muzyczna otchłań Satanistyczne inspiracje w muzyce metalowej i ambientowej.
  12. Roman Zając, Imiona złego ducha Co się za nimi kryje?
  13. Ks. prof. Marek Chmielewski, Ekstaza.
  14. Dr Tomasz Teluk, Busola papieża Franciszka. Sumienie źródłem ładu światowego.
  15. Juliusz Gałkowski, Św. Cecylia. Czy patronka muzyki grała na jakimś instrumencie?
  16. Ludwika Filipowicz, Porady psychologa. Dziecko a ciężka muzyka.
  17. Ks. dr hab. Krzysztof Guzowski Kim jest człowiek wolny?
  18. ks. Andrzej Grefkowicz, Magiczny przedmiot czy uroki?
  19. Nowe książki. Jak dyskutować z „nowym ateizmem"? (Sławomir Zatwardnicki, „Ateizm urojony”).

środa, 12 lutego 2014

Pasja miłości


Znacie Beatę Bednarz? Szczerze polecam zainteresować się jej twórczością. A dziś szczególną uwagę zwracam na płytę "Pasja miłości". Zwłaszcza, że wielkimi krokami zbliża się okres Wielkiego Postu. A album ten składa się właśnie z pieśni pasyjnych (zarówno tych klasycznych, jak i kilku bardziej współczesnych).

"Pasja miłości" to dźwiękowa opowieść o najdoskonalszej miłości, które nie bała się cierpienia. Utwory wykonywane przez Beatę Bednarz są przejmujące i głębokie. Zachęcają do przemyślenia jednego z najpiękniejszych okresów liturgicznych w Kościele i zrewidowania stanu swojej wiary...

Poniższe utwory znajdziemy na płycie:
1. Pasja Miłości.
2. Droga krew.
3. Ludu mój ludu.
4. Ludu mój ludu 2 [classic].
5. Golgota.
6. Chrystus Pan.
7. Tam na wzgórzu.
8. O głowo coś zraniona.
9. Gdy Jezus na Golgotę szedł.
10. Przy Twym krzyżu.
11 Prawda jedyna.
12. Pieśń pielgrzyma.
13. Nowa rodzę się (ten utwór wykonuje Monika Kuszyńska).

Moje faworyty:

1. Golgota


2.  O głowo coś zraniona...

poniedziałek, 10 lutego 2014

Blaski i cienie baroku

Bartłomiej Strobel Ukrzyżowanie
W czwartek pisałem o moim stosunku do baroku, czyli dla mnie najpiękniejszej epoki w polskiej kulturze. W związku z tym dziś chciałbym polecić książkę "Blaski i cienie baroku" Michała Rożka. Pozycja ukazała się jako 36 tom serii "Dzieje narodu i państwa polskiego". Zaznaczam, że nowej już nie znajdziecie w żadnej księgarni. Jedynym wyjściem w tej sytuacji jest dobrze zaopatrzona biblioteka.

Niestety okazało się, że w moim egzemplarzu brakuje 10 stron. To już druga taka sytuacja w przeciągu ostatnich dwóch tygodni. Niedawno kupiłem "Rybę ludojad" Macieja Rybińskiego, w której po stronie 40 nastąpiła 70... W przypadku "Blasków i cieni baroku" miałem szczęście w nieszczęściu. Okazało się bowiem, że brakujące 10 stron to wkładka ze zdjęciami. Nie straciłem więc ani jednego akapitu z genialnego tekstu. Tym niemniej jednak jest mi przykro, że niektórzy nie szanują książek wypożyczanych z biblioteki.

Cieszę się, że udało mi się zdobyć tę książkę, bo okazało się, że mam duże braki w kulturze baroku. Dowiedziałem się sporo ciekawych rzeczy. W tej epoce kultura polska najbardziej zbliżyła się do światowej czołówki! Nigdy wcześniej ani nigdy potem nie mieliśmy podobnych osiągnięć. Barok to także najdłużej trwająca epoka zaraz po średniowieczu. Za początek przyjmuje się rok 1600, a za umowny koniec 1760. Dzielimy go na trzy części. Te zaś dzielą się na różne kierunki. Wszystkie autor skrupulatnie opisał dodając przykłady budowli, obrazów oraz rzeźb. Zeszyt jest bogato ilustrowany. Znajduje się w nim ponad 100 zdjęć. Oczywiście "Blaski i cienie baroku" są tylko zarysem tematu. Seria "Dzieje narodu i państwa polskiego" nie pozwala na więcej. Mimo to warto sięgnąć po tę pozycję. Może być wspaniałym wstępem do przygody z kulturą barokową.

Poniżej "Pożegnanie Ojczyzny" na barokowych organach ze Świętej Lipki. Polecam obejrzeć filmik w dużym formacie, bo ponieważ organy te mają ruchome elementy.

niedziela, 9 lutego 2014

Buddyjskie zabobony w podręczniku Agnieszki Drummer

W recenzji "Codzienników" Agnieszki Drummer wspomniałem o pewnym mankamencie. Z powodu objętości tamtej opinii zdecydowałem, że napiszę o nim innym razem. Zaznaczam, że publikacje Agnieszki Drummer uważam za naprawdę dobre i rzeczywiście przydatne. Nie wiem tylko, w jakim celu wtrąca ona do książek językowych buddyjski zabobon. Jeśli w nie wierzy to jej sprawa. Ale czy nie może pisać o swoich wierzeniach na blogu lub wydać osobną publikację na ten temat?

Zarówno w "Codzienniku angielskim", jak i w "Codzienniku niemieckim" umieściła bliźniacze artykuły dotyczące mundr. Mundry to joga palców. Teoretycznie pomagają w myśleniu, nauce, koncentracji. Rzekomo działają nawet na różne schorzenia, problemy i kłopoty. W rzeczywistości są gestami otwierającymi na obce bóstwa, czyli de facto Szatana. Pomijam już tutaj kwestię zdrowego rozsądku i logiki (czy odpowiednie ułożenie palców może nas uleczyć...?). Zalecam szczególną ostrożność, a autorce wystawiam żółtą kartkę. Mogła przynajmniej zaznaczyć, że część artykułów nie jest przeznaczona dla wszystkich. Przemycanie buddyjskich zabobonów pod płaszczykiem pomocy w opanowaniu języka obcego jest nieeleganckie i nieuczciwe.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...