czwartek, 9 stycznia 2014

"Kot Dalajlamy" David Michie


"Kot Dalajlamy" to książka nie tylko o życiu codziennym duchowego przywódcy kilkuset milionów ludzi, ale także o buddyzmie i dalekowschodnim podejściu do życia (a może nawet głównie o nim). Narratorem autor uczynił..kotkę (pers himalajski) przygarnięta przez mnichów.

Niestety wizerunek buddyzmu przedstawiony w książce jest trochę skrzywiony. Z lektury wyniesiemy obraz Dalajlamy jako miłego starszego pana ubranego na pomarańczowo. Generalnie książka powtarza stereotypy. Niewiele mówi o prawdziwej doktrynie buddyzmu. Zgadnijcie, kto odmawia codziennie taką modlitwę:
Ty, który otworzyłeś usta i pokazałeś kły,
Ty, który masz  troje oczu na strasznej twarzy,
Ty, który założyłeś na siebie wieniec z czaszek,
Ty, obdarzony twarzą, na którą nie da się patrzeć, Ciebie uwielbiam.
Tak, zgadliście. Ten sam człowiek, który jest laureatem Pokojowej Nagrody Nobla. Niestety autor nie poświęcił w książce na to ani jednej strony. Generalnie David Michie stroni nie tyle nawet od niewygodnych kwestii, co od jakiejkolwiek rzetelnej wiedzy. Z "Kota Dalajlamy" nie dowiemy się właściwie, w co wierzą buddyści, jak wygląda ich życie religijne. Co zostaje? Zbiór utartych formułek typu "buddyzm to najbardziej pokojowa religia świata", "musisz wyrzec się pożądania" czy "skupiaj się bardziej na dobru innych".

Kwiat lotosu - symbol buddyzmu
Autor do niczego nie zachęca wprost. Nie nawołuje do wprowadzania zaleceń buddyjskich do swojego życia, choć w trakcie lektury można wyczuć pewną presję. Exemplum? Kotka opowiada o ogromnym zadowoleniu Dalajlamy z powodu listu, który otrzymał od pewnego profesora z Wielkiej Brytanii. Po rozmowie z przywódcą narodu tybetańskiego postanowił on już więcej nie pryskać róż przeciw ślimakom. W zamian zbiera je do pojemniczka i przenosi za ogrodzenie... Przez kilka stron kotka relacjonuje radość Dalajlamy. Na tym przykładzie najlepiej chyba widać, że filozofia buddyzmu jest całkowicie odległa od naszego kręgu kulturowego (w większości nawet kompletnie niezrozumiała).

Książka broni się właściwie tylko z jednej strony - narracji. "Kot Dalajlamy" to niezbyt wymagająca lektura, pozwalająca oderwać się od codzienności. Opowieści z perspektywy kotki są zaś tak sympatyczne, że chyba na twarzy każdego powinien pojawić się uśmiech (przynajmniej w przypadku kilku rozdziałów). 

Nie zgadzam się z większością tez przedstawionych w książce, ale nie oznacza to, że czas przeznaczony na lekturę "Kota Dalajlamy" uważam za stracony. Poznałem odrobinę bardziej buddyzm (choć trochę w nieobiektywnej wersji) oraz przekonałem się, że filozofia Dalekiego Wschodu jest mi zupełnie obca. Część rad Dalajlamy może znaleźć zastosowanie w naszym życiu. Historie przedstawiane w książce (choćby przemiana kucharki, miłośnika książek Sama - choć ta wyszła dość naiwnie - czy pracownika technicznego) są inspirujące i zachęcają do zmiany swoich nawyków oraz sposobu patrzenia na siebie i świat.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję:

8 komentarzy:

  1. A propos tej modlitwy, która została zacytowana, to polecam zapoznać się z tym artykułem (w Gościu Niedzielnym zresztą) http://gosc.pl/doc/1106770.Buddysci-nie-czcza-demonow/2

    Powiem szczerze - mówiąc, że Dalajlama ją odmawia piszesz z pogardą, a co najmniej sarkazmem. Przykre jest to, że nie sprawdziłeś nawet jakie jest znaczenie cytowanych przez Ciebie słów. To tak samo jakby jakiś dalekowschodni bloger pisał, że chrześcijanie to kanibale, bo jedzą ciało i krew swojego Boga. Zanim się weźmiesz do komentowania obcej kultury najpierw zapoznaj się z nią trochę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za link, ale artykuł bardzo dobrze znam. Z tymże Cejrowski posługuje się rzetelną wiedzą. Korzystał z encyklopedii Britannica oraz rozmów z mnichem i "teologiem" buddyjskim (ma nawet nagrania).

      Pogarda? Sarkazm? Raczej przerażenie, że ktoś modli się do Szatana. Diabeł nie jest dla mnie baśniową postacią, ale rzeczywistą istotą duchową. Osoba kierująca do niego swoje modły wzbudza we mnie strach.

      Usuń
  2. Wiesz co jest najlepsze - mieszasz dwa różne wątki - filmu Cejrowskiego i książki. Przy moim słabym posługiwaniu się językiem polskim wiem, że tego się nie robi. Z drugiej strony: dlaczego wierzysz na słowo jednemu człowiekowi (Cejrowskiemu - przyp. autora)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie twierdziłem, że piszę profesjonalne recenzje. Blog jest zbiorem moich subiektywnych opinii na temat książek, które czytam. Poza tym nie mieszam wątków. Piszę wyłącznie o "Kocie Dalajlamy". Czy poświęciłem chociażby jeden akapit programowi Cejrowskiego? Zacytowałem tylko warty poznania, według mnie, cytat.

      Wierzę na słowo jednemu człowiekowi, ponieważ generalnie ufam ludziom. Nie doszukuję się kłamstwa we wszystkim, co mówią.

      Usuń
    2. Obyś z czasem nie pożałował - patrz sytuacja z apokalipsy i fałszywym prorokiem...

      Usuń
    3. Jeśli chcesz podyskutować ze mną na temat "Kota Dalajlamy" (w ogóle czytałeś tę pozycję?) to odnieś się rzeczowo do tego, co napisałem.

      Usuń
  3. A co dziwnego w wynoszeniu ślimaków? Sama tak robię. Nie chodzi o religię ani system filozoficzny, ale o empatię i bycie "człowiekiem".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli ten, który pryska róże nie ma empatii i nie jest "człowiekiem"?

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...