piątek, 22 listopada 2013

"Wałęsa. Człowiek z teczki" Sławomir Cenckiewicz


Wizerunek Lecha Wałęsy występujący w opinii publicznej to jeden z najtrafniejszych przykładów potwierdzających prawdziwość deklaracji Goebbels'a: "Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą". Niestety wpajane przez lata kłamstwa mainstream'u przyniosły skutek w postaci zmanipulowania większości Polaków. Przeciętny widz po obejrzeniu filmu "Wałęsa. Człowiek z nadziei" nie potrafi skonfrontować przedstawionej w nim rzeczywistości z prawdą historyczną. Skrzętnie wykorzystują to autorzy filmu i śmietanka III RP. Dlatego też wszystkie prace próbujące podważać zasługi "naszej ikony" (tak o Lechu Wałęsie wyraża się obecnie urzędujący premier) są bezwzględnie spychane na margines i wyśmiewane. Mimo to są ludzie, którzy prawdę przedkładają nad akceptację elit III RP i własną wygodę. W ich imieniu głos zabrał Sławomir Cenckiewicz w książce o tytule bezpośrednio nawiązującym do filmu.

Jakże prawdziwe oblicze Wałęsy różni się od wizerunku "elektryka, który obalił komunizm" serwowanego przez postkomunistów i ludzi, którym zależy na tym, aby III RP wyglądała, jak wygląda. Próbują oni wymazać z oficjalnej biografii Wałęsy lata współpracy z SB, donoszenie na kolegów i  ślepe posłuszeństwo bezpiece. "Był bezwzględny wobec kolegów. Śledził ich, podsłuchiwał, dostarczał bezpiece ich rękopiśmienne notatki, by mogła porównać charakter pisma z kolportowanymi ulotkami" - tak Sławomir Cenckiewicz charakteryzuje pierwsze lata współpracy Wałęsy z SB. Donosicielstwo lat siedemdziesiątych to początek równi pochyłej, której koniec znajduje się w kompletnej degeneracji moralnej człowieka, bezrefleksyjnie noszącego Matkę Boską w klapie marynarki.

Z książki wyłania się postać bufona i egoisty (sam Lech Wałęsa zresztą wielokrotnie przechwalał się, ile udało mu się zarobić na "Solidarności"). Bezwzględnie oczernia on prawdziwe gwiazdy "Solidarności", które nigdy nie schyliły karku, do końca stojąc z podniesioną głową przed prawdziwymi interesami Polski. Ujawnia się tu kolejna cecha Wałęsy - prostacki język. To tylko niektóre słowa, którymi określał śp. Annę Walentynowicz: "kretynka", " polityczny brudas", "sługus bezpieki". "Nasza ikona" nigdy zresztą nie okazywała szczególnych względów dla dawnych kolegów. Wałęsa jako Prezydent RP nie zrobił absolutnie nic, aby wyjaśnić śmierć swojego "przyjaciela" Tadeusza Szczepańskiego, który został prawdopodobnie zamordowany przez SB. W obojętności i zniekształcaniu rzeczywistości nie ustępuje mu Janusz Głowacki (autor scenariusza do filmu
Wałęsa na spotkaniu przy nalewce z Jaruzelskim i jego żoną
"Wałęsa. Człowiek z nadziei"), przedstawiając Annę Solidarność jako histeryczkę i wariatkę.

 Zaskakująca jest również rola Wałęsy w 1980 roku. Mimo nachalnej propagandy niektórych środowisk teoria, zgodnie z którą Wałęsa porwał tłumy do walki z komunizmem jest nie do przyjęcia. Władze PRL już od dłuższego czasu współpracowały z nim. Co więcej cieszyły się, że to akurat on stanął na czele strajku. Łatwiej jest przecież sterować swoim człowiekiem. "Wałęsa to karta polityczna. My go jeszcze wykorzystamy" - takie słowa zanotował sowiecki gen. Wiktor Anoszkim relacjonujący nastroje w ekipie Jaruzelskiego w pierwszych godzinach stanu wojennego. Wałęsa zajmował się m.in. czyszczeniem "Solidarności" z radykalnych działaczy.

Tak Sławomir Cenckiewicz wyraża się o filmie Wajdy: "Wałęsa. Człowiek z nadziei jest w całości jawnym, bezwstydnym, zdumiewającym swoją bezczelnością kłamstwem". Szkoda tylko, że ta opinia obecnie nie ma możliwości, aby przebić się do masowej świadomości. Szkoły posłusznie maszerują do kin, uczniowie wychodzą z dużą dawką propagandy w głowach, a Lech Wałęsa może się cieszyć, że przyjęta przez niego strategia przynosi efekty. "Wałęsa. Człowiek z nadziei" to dalszy etap kampanii propagandowej podjętej w ostatnich latach na nowo, której początkiem było wydanie przez żonę noblisty miernej książeczki "Marzenia i tajemnice".

Książka Sławomira Cenckiewicza opisując losy Wałęsy obnaża słabość III RP, jej bierność w dochodzeniu do prawdy i społeczne przyzwolenie na kult kłamstwa. "Wałęsa. Człowiek z teczki" to nie tylko biografia. To także ukazanie fundamentów III RP i jej prawdziwego oblicza. W normalnym kraju wydanie takiej publikacji o tak ważnej osobie wywołałoby medialną burzę. U nas nic się takiego nie stało. Być może postkomunistyczne elity zmieniły taktykę. Zamiast bezmyślnie powtarzać, że dana publikacja jest nieprawdziwa (nie podając oczywiście żadnych logicznych argumentów) udają, że nic się nie dzieje. Wierzę jednak, że kiedyś się to zmieni. Wałęsa spadnie ze świecznika, a prawdziwym bohaterom "Solidarności" zostanie przywrócony należny szacunek i cześć. Prawda w końcu obroni się. Nawet Goebbels dopuszczał to do swojej świadomości ("Pewnego dnia kłamstwa zawalą się pod własnym ciężarem, a prawda powstanie"). Zastanawiam się tylko, ile jeszcze musi się ukazać takich publikacji, aby ziściło się to...  

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu:

3 komentarze:

  1. Przeczytałam w styczniu i właśnie biedzę się nad recenzją. Trochę się jej bałam, ale okazuje się, że jest napisana tak zrozumiałym językiem, że bardzo dobrze się mi ją czytało i nie miałam problemu ze zrozumieniem tego co Cenckiewicz czytelnikowi zaprezentował. Szczególnie dzisiaj, gdy Okrągły Stół jest upamiętniany i dziękuje się jego uczestnikom a więc również Kiszczakowi ta książka powinna być lekturą obowiązkową.
    Książka to nie tylko prawdziwy obraz Lecha Wałęsy, ale kopalnia wiedzy o systemie, który niestety nie odszedł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z chęcią przeczytam Twoją recenzję :) Jeśli chodzi o system, które nie odszedł to została ostatnia wydana głośna książka pt. "Resortowe dzieci". Niestety nie mam na razie czasu, żeby ją przeczytać.

      Usuń
    2. "Resortowe dzieci" też mam. Na razie czyta mąż.
      A ja polecam Ci jeszcze "Szwy" Holewińskiego. Pisałam o nich. Też miałam ją ze Zysk i S-ka.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...