piątek, 29 listopada 2013

"Na zdrowie", "Myśl pozytywnie", "Lubię Cię", "Kocham Cię", "Myślę o Tobie" Beata Pawlikowska


Wczoraj informowałem o najnowszej kolekcji Beaty Pawlikowskiej. Dzisiaj osobiście wybrałem się do Empika, żeby sprawdzić, czy aby nie popełniłem błędu pisząc o tej kolekcji.

Ta najnowsza kolekcja to 5 niewielkich objętościowo książeczek. Każda liczy 48 stron. Jeśli odejmiemy stronę tytułową, jedną pustą i jedną z danymi wydawnictwa to zostaje 45. A co na nich znajdziemy? Zdjęcia, zdjęcia, zdjęcia, zdjęcia, zdjęcia, zdjęcia i...odrobinę tekstu. W dodatku spora część fotografii była już publikowana w innych książkach Beaty Pawlikowskiej.

Jeśli chodzi o tę odrobinę tekstu (w całej książeczce nie więcej niż jedna normalna strona) to nie znalazłem w niej nic odkrywczego. Zdania typu: "myśl pozytywnie", "zaprzyjaźnij się ze sobą", "szukaj pozytywów wokół siebie" wielokrotnie już powtarzane w innych publikacjach autorki. Wyjątkiem jest tom "Na zdrowie", który zawiera ogólny wstęp o żywieniu oraz kilkanaście przepisów. Niestety wszystkie pochodzą z "szamańskiej" kuchni pięciu przemian. Według autorki kolejność dodawania poszczególnych składników zmienia działanie potrawy. Nie wspomnę już o klasyfikacji produktów na gorące, ciepłe, neutralne, zimne i jeszcze jakieś. Cóż, nie do wszystkich dotarł jeszcze XXI wiek...

Jedynym plusem jest solidne wydanie. Twarda oprawa, bardzo dobrej jakości papier i zdjęcia o dużej rozdzielczości. W sumie książeczka nadawałaby się na dodatek do jakiegoś prezentu, gdyby nie...cena. Jestem w stanie zapłacić za każdy z tomów nie więcej niż 5-7zł. Tymczasem Empik każe sobie płacić prawie 17. Zastanawiam się, ile osób skusi się na tę nową kolekcję. Gdyby książeczki były zafoliowane to na pewno nabrałaby się na nie część osób poszukujących prezenty świąteczne. Kolekcja pozbawiona folii ochronnej nie rokuje jednak dobrze. Nikt o zdrowych zmysłach, kto zobaczy, co jest w środku nie zdecyduje się na zakup (zwłaszcza, że na tej samej półce znajdziemy "Planetę dobrych myśli", która zawiera podobne zapiski, ale w sumie zapłacimy za nią mniej).

środa, 27 listopada 2013

Dekoracji zimowych ciąg dalszy (oczywiście naturalnych)...

Na wstępie przepraszam za jakość zdjęć. Nie wiem, czy to wina aparatu czy fotografa, ale efekty po raz kolejny są niezadowalające (delikatnie mówiąc).

Wianek zawisł na ścianie. Dodałem do niego sosnowe szyszki malowane na biało. Jak się Wam podoba wianek z nowymi dodatkami?




Odnotowałem spory nadmiar szyszek, więc skorzystał także świecznik:




Zrobiłem także dekorację do pewnego koszyczka, który malowałem w sobotę:



poniedziałek, 25 listopada 2013

Opowieść o pewnym osiołku

Było to daleko stąd, na pewnej farmie. Któregoś dnia osioł farmera wpadł do głębokiej studni. Zwierzę ryczało żałośnie godzinami, podczas gdy farmer zastanawiał się, co zrobić. W końcu farmer zdecydował: zwierzę było stare, a studnię i tak trzeba było zasypać. Nie warto było wyciągać z niej osła. Zwołał wszystkich swoich sąsiadów do pomocy. Wzięli łopaty i zaczęli zasypywać studnię śmieciami i ziemią.

Z początku osioł zorientował się, co się dzieje i zaczął ryczeć przerażony. Nagle, ku zdumieniu wszystkich, osioł uspokoił się. Kilka łopat później farmer zajrzał do studni. Zdumiał się tym, co zobaczył. Za każdym razem, gdy kolejna porcja śmieci spadała na ośli grzbiet, zwierzę robiło coś niesamowitego. Otrząsało się i wspinało ku górze. W miarę, jak sąsiedzi farmera sypali śmieci i ziemię na zwierzę, ono otrzepywało się i wspinało coraz wyżej. Niebawem wszyscy ze zdumieniem zobaczyli, jak osioł przeskakuje krawędź studni i szczęśliwy oddala się truchtem!

Życie będzie zasypywać cię śmieciami, każdym rodzajem brudów. Sposób, aby wydostać się z dołka, to otrząsnąć się i zrobić krok w górę. Każdy z naszych kłopotów to jeden stopień ku wolności...

Jest to opowieść Jeffa Bridgesa. Pod nią znalazło się 5 zasad szczęśliwego życia:
1. Uwolnij swoje serce od nienawiści.
2. Uwolnij swój umysł od zmartwień.
3. Żyj prosto.
4. Daj więcej.
5. Oczekuj mniej.

sobota, 23 listopada 2013

Wianek adwentowy

Do rozpoczęcia Adwentu został jeszcze tydzień, ale nie mogłem już się doczekać. Do wykonania użyłem białego wiklinowego wianka z Pepco i gałązek iglaków. Jest skromny, ale taki właśnie miał być :)



piątek, 22 listopada 2013

"Wałęsa. Człowiek z teczki" Sławomir Cenckiewicz


Wizerunek Lecha Wałęsy występujący w opinii publicznej to jeden z najtrafniejszych przykładów potwierdzających prawdziwość deklaracji Goebbels'a: "Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą". Niestety wpajane przez lata kłamstwa mainstream'u przyniosły skutek w postaci zmanipulowania większości Polaków. Przeciętny widz po obejrzeniu filmu "Wałęsa. Człowiek z nadziei" nie potrafi skonfrontować przedstawionej w nim rzeczywistości z prawdą historyczną. Skrzętnie wykorzystują to autorzy filmu i śmietanka III RP. Dlatego też wszystkie prace próbujące podważać zasługi "naszej ikony" (tak o Lechu Wałęsie wyraża się obecnie urzędujący premier) są bezwzględnie spychane na margines i wyśmiewane. Mimo to są ludzie, którzy prawdę przedkładają nad akceptację elit III RP i własną wygodę. W ich imieniu głos zabrał Sławomir Cenckiewicz w książce o tytule bezpośrednio nawiązującym do filmu.

Jakże prawdziwe oblicze Wałęsy różni się od wizerunku "elektryka, który obalił komunizm" serwowanego przez postkomunistów i ludzi, którym zależy na tym, aby III RP wyglądała, jak wygląda. Próbują oni wymazać z oficjalnej biografii Wałęsy lata współpracy z SB, donoszenie na kolegów i  ślepe posłuszeństwo bezpiece. "Był bezwzględny wobec kolegów. Śledził ich, podsłuchiwał, dostarczał bezpiece ich rękopiśmienne notatki, by mogła porównać charakter pisma z kolportowanymi ulotkami" - tak Sławomir Cenckiewicz charakteryzuje pierwsze lata współpracy Wałęsy z SB. Donosicielstwo lat siedemdziesiątych to początek równi pochyłej, której koniec znajduje się w kompletnej degeneracji moralnej człowieka, bezrefleksyjnie noszącego Matkę Boską w klapie marynarki.

Z książki wyłania się postać bufona i egoisty (sam Lech Wałęsa zresztą wielokrotnie przechwalał się, ile udało mu się zarobić na "Solidarności"). Bezwzględnie oczernia on prawdziwe gwiazdy "Solidarności", które nigdy nie schyliły karku, do końca stojąc z podniesioną głową przed prawdziwymi interesami Polski. Ujawnia się tu kolejna cecha Wałęsy - prostacki język. To tylko niektóre słowa, którymi określał śp. Annę Walentynowicz: "kretynka", " polityczny brudas", "sługus bezpieki". "Nasza ikona" nigdy zresztą nie okazywała szczególnych względów dla dawnych kolegów. Wałęsa jako Prezydent RP nie zrobił absolutnie nic, aby wyjaśnić śmierć swojego "przyjaciela" Tadeusza Szczepańskiego, który został prawdopodobnie zamordowany przez SB. W obojętności i zniekształcaniu rzeczywistości nie ustępuje mu Janusz Głowacki (autor scenariusza do filmu
Wałęsa na spotkaniu przy nalewce z Jaruzelskim i jego żoną
"Wałęsa. Człowiek z nadziei"), przedstawiając Annę Solidarność jako histeryczkę i wariatkę.

 Zaskakująca jest również rola Wałęsy w 1980 roku. Mimo nachalnej propagandy niektórych środowisk teoria, zgodnie z którą Wałęsa porwał tłumy do walki z komunizmem jest nie do przyjęcia. Władze PRL już od dłuższego czasu współpracowały z nim. Co więcej cieszyły się, że to akurat on stanął na czele strajku. Łatwiej jest przecież sterować swoim człowiekiem. "Wałęsa to karta polityczna. My go jeszcze wykorzystamy" - takie słowa zanotował sowiecki gen. Wiktor Anoszkim relacjonujący nastroje w ekipie Jaruzelskiego w pierwszych godzinach stanu wojennego. Wałęsa zajmował się m.in. czyszczeniem "Solidarności" z radykalnych działaczy.

Tak Sławomir Cenckiewicz wyraża się o filmie Wajdy: "Wałęsa. Człowiek z nadziei jest w całości jawnym, bezwstydnym, zdumiewającym swoją bezczelnością kłamstwem". Szkoda tylko, że ta opinia obecnie nie ma możliwości, aby przebić się do masowej świadomości. Szkoły posłusznie maszerują do kin, uczniowie wychodzą z dużą dawką propagandy w głowach, a Lech Wałęsa może się cieszyć, że przyjęta przez niego strategia przynosi efekty. "Wałęsa. Człowiek z nadziei" to dalszy etap kampanii propagandowej podjętej w ostatnich latach na nowo, której początkiem było wydanie przez żonę noblisty miernej książeczki "Marzenia i tajemnice".

Książka Sławomira Cenckiewicza opisując losy Wałęsy obnaża słabość III RP, jej bierność w dochodzeniu do prawdy i społeczne przyzwolenie na kult kłamstwa. "Wałęsa. Człowiek z teczki" to nie tylko biografia. To także ukazanie fundamentów III RP i jej prawdziwego oblicza. W normalnym kraju wydanie takiej publikacji o tak ważnej osobie wywołałoby medialną burzę. U nas nic się takiego nie stało. Być może postkomunistyczne elity zmieniły taktykę. Zamiast bezmyślnie powtarzać, że dana publikacja jest nieprawdziwa (nie podając oczywiście żadnych logicznych argumentów) udają, że nic się nie dzieje. Wierzę jednak, że kiedyś się to zmieni. Wałęsa spadnie ze świecznika, a prawdziwym bohaterom "Solidarności" zostanie przywrócony należny szacunek i cześć. Prawda w końcu obroni się. Nawet Goebbels dopuszczał to do swojej świadomości ("Pewnego dnia kłamstwa zawalą się pod własnym ciężarem, a prawda powstanie"). Zastanawiam się tylko, ile jeszcze musi się ukazać takich publikacji, aby ziściło się to...  

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu:

czwartek, 21 listopada 2013

Targi książki w Lublinie

Przez trzy dni trwały w Lublinie Targi Wydawców Katolickich zorganizowane po raz XVI przez Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II. Udało mi się na nie zajrzeć ostatniego dnia. W tym roku swój asortyment prezentowało ponad 30 wydawnictw.

Zdjęcia pochodzą ze strony: http://lublin.gosc.pl/gal/spis/1784859.Targi-Wydawcow-Katolickich-na-KUL
Na sam początek jedno z moich ulubionych wydawnictw - Esprit :)
Nowości wydawnictwa Esprit w całej okazałości.
Nie brakowało książek dla młodszych stażem czytelników...


Nie mogłem oczywiście nie skorzystać z kuszących promocji. Niektóre sięgały nawet 50%. Oto moje najnowsze nabytki:


  1. "Księga świętych" - udało mi się ją kupić za połowę ceny.
  2. "Zobaczyłem twarz diabła"
  3. "Etos dworu szlacheckiego"
  4. "Kształcąca funkcja książki" - tę dostałem gratis.

wtorek, 19 listopada 2013

"W dżungli życia" Beata Pawlikowska


Anoreksja, bulimia, gwałt, alkohol, papierosy, narkotyki - to wszystko spotkało autorkę książki. Aż trudno czasami uwierzyć, że podniosła się i miała siłę zmienić swoje życie tak, że teraz uważa się za jedną z najszczęśliwszych osób na Ziemi. Beata Pawlikowska dzieli się doświadczeniami ze swojej drogi do szczęścia, ku przestrodze opisuje swoje błędy i zachęca do wzięcia życia w swoje ręce oraz systematycznego zmienia go krok po kroku. 

Nawet, gdyby w książce nie było żadnych rad dla czytelnika oceniłbym ją bardzo wysoko. Sama biografia Beaty Pawlikowskiej jest niezwykle inspirująca. Z biednej i zakompleksionej nastolatki zmieniła się kobietę wytrwale spełniającą marzenie po marzeniu. Możemy się z nią nie zgadzać, ale nie można odmówić jej zadowolenia z życia i tego, że droga do szczęścia, którą opisuje okazała się celna. Gdy myślę o optymizmie to zawsze przed oczami staje mi wizerunek Beaty Pawlikowskiej. 
A oto program Beaty Pawlikowskiej w najkrótszej możliwej wersji:
  1. Bądź dobrym człowiekiem.
  2. Bądź uczciwy.
  3. Bądź życzliwy.
  4. Kochaj siebie i wszystkie żywe istoty.
  5. Nie rań nikogo bez potrzeby.
  6. Nie zrywaj bezmyślnie kwiatów ani liści z drzewa.
  7. Bądź łagodny dla zwierząt.
  8. Bądź życzliwy wobec ludzi. 
    Książka nie jest wolna od wad. Niektóre fragmenty były naprawdę irytujące, przy innych opadały ręce. Nie zmieniają jednak one znacząco ogólnej oceny książki. Zaznaczyłem strony, z którymi się nie zgadzam i które uważam, że nie powinny się znaleźć "W dżungli życia". Na 335 jest ich zaledwie 4!

    Opinia autorki, że wydanie III napisała w połowie na nowo jest nie do końca prawdziwa. Owszem, pojawiło się wiele nowych stron, ale na nich są tylko rysunki i zdania wyciągnięte z poszczególnych rozdziałów. Liczba stron rzeczywiście nowatorskich w stosunku do I wydania nie przekracza kilkunastu. Zazwyczaj są to drobne wtrącenia. Doszedł jeden krótki rozdział (który de facto jest jednym z najsłabszych w całej książce) oraz przepis na zdrową owsiankę z owocami. 

    "Nikt nie potrafi wyjaśnić cudów, jakie się zdarzają, tajemniczych wydarzeń, magicznych przypadków, nadprzyrodzonych zdolności i innych podobnych rzeczy". Naprawdę? Myślę, że co najmniej kilka milionów ludzi w tym kraju zna źródło tych "przypadków". 

    "Dobry chrześcijanin to taki człowiek, który nosi w sercu dobro. (...) nie zajmuje się polityką". A dlaczego? Zajmowanie się polityką to właśnie obowiązek każdego chrześcijanina. Arcybiskup Józef Michalik przypominał o tym niedawno w artykule specjalnie napisanym dla tygodnika "Do rzeczy".

    "(...) do Boga, istoty nierealnej, nieosiągalnej i dalekiej". Autorka nie zdaje sobie nawet sprawy, w jakim jest błędzie. Ma oczywiście prawo do swojej opinii, ale czy musiał się ten fragment znaleźć akurat w tej książce? Nie służy on niczemu. Psuje tylko pozytywne odczucia płynące z lektury "W dżungli życia".

    "Kościół jest wynalazkiem ludzi". W zasadzie mógłbym powtórzyć komentarz z poprzedniego akapitu. Zdanie nic nie wnoszące do książki, a irytujące część czytelników. Poza tym nie jest to prawda objawiona, a jedynie stwierdzenie autorki. Powinno się przed nim więc znaleźć sformułowanie typu: według mnie, wydaje mi się itp. 

    "W dżungli życia" to książka inspirująca, motywująca i zachęcająca do zmiany. Choć nie jest wolna od wad to mogę ją z czystym sumieniem polecić wszystkim, którzy nie są zadowoleni ze swojego obecnego życia i chcieliby je zmienić. Wolter mawiał, że "Z książkami jest tak, jak z ludźmi: bardzo niewielu ma dla nas ogromne znaczenie. Reszta po prostu ginie w tłumie". Dla mnie "W dżungli życia" ma ogromne znaczenie (zresztą czytałem już wcześniej kilkukrotnie poprzednie wydanie i ręczę, że się nie nudziłem przy lekturze III wydania!). A czy w Twoim przypadku okaże się podobnie, Drogi Czytelniku, to już sam musisz przeczytać i ocenić.

    Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu:

    niedziela, 17 listopada 2013

    "Poślub ją i bądź gotów za nią umrzeć" Constanza Miriano


    "Poślub ją i bądź gotów za nią umrzeć" to przykład książki, która w "bezbolesny" i prawie niewidoczny przekazuje sporą dawkę wiedzy. Autorka obdarzona dużym poczuciem humoru przedstawia swoje poglądy na temat roli kobiety w małżeństwie, zadaniach męża i ojca oraz relacjach między nimi.

    Niejednokrotnie podczas lektury śmiałem się do książki Constanzy Miriano. Są rozdziały, w których niemalże na każdej stronie znalazła się anegdotka lub inne zabawne zdarzenie z życia rodzinnego autorki. Constanza Miriano ma duży dystans do siebie, Przez "Poślub ją.." mknie się jak burza. Co nie znaczy, że nic z tej lektury nie wynosi się. Te 230 stron to właściwie szybki kurs idealnego małżeństwa, które może mieć upadki, ale cały czas idzie w dobrym kierunku.

    Constanza Miriano promuje małżeństwo oparte na konserwatywnych wartościach. Opowiada się także za tradycyjnym podziałem ról. Choć książka skierowana jest głównie dla mężczyzn to nie zabrakło porad dla kobiet, które zdaniem autorki powinny wspierać mężów w odkrywaniu zadań, do których są stworzeni. Mężczyźni dowiedzą się zaś, czym jest ojcowski autorytet, jakie mają zadania w odniesieniu do córek, a jakie w odniesieniu do synów i co powinno należeć do tradycyjnego pola ich zainteresowań jeśli chodzi o dom i rodzinę.

    Nie polecam książki feministkom i innym "postępowcom", gdyż lektura "Poślub ją i bądź gotów za nią umrzeć" w najlepszym przypadku skończy się dla nich rozstrojem nerwowym. Nie ręczę również za reakcję wyżej wymienionych osób na stwierdzenie, że kobieta odpoczywając nigdy nie powinna obarczać swoimi obowiązkami męża. Dla własnego bezpieczeństwa zdrowotnego powinni omijać tę książkę szerokim łukiem. Całej reszcie czytelników, nie tylko tej katolickiej, szczerze mogę polecić "Poślub ją i bądź gotów za nią umrzeć". Ta publikacja to rara avis wśród tego typu poradników. 

    Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu:

    sobota, 16 listopada 2013

    "Tysiąc darów" Ann Voskamp


    Tysiąc darów, tysiąc powodów do szczęścia, tysiąc miłych rzeczy, które spotykają nas na co dzień, a nie zauważamy ich - na to wszystko otwiera oczy książka Ann Voskamp. Choć "Tysiąc darów" nie jest wolne od wad to z czystym sumieniem mogę polecić publikację każdemu, kto nie potrafi cieszyć się z tego, co ma i wydaje mu się, że będzie szczęśliwy dopiero wtedy, gdy zrealizuje jakieś marzenie czy osiągnie konkretny cel. 

    Inspiracją do napisania książki była propozycja znajomej autorki, aby ta zaczęła pisać listę tysiąca darów. Miały się na niej znaleźć wszystkie rzeczy, z których autorka jest zadowolona i które ją cieszą na co dzień. Ann Voskamp zrealizowała swój cel, ale nie poprzestała spisywać darów na 1000. Robi to do dziś. Dlaczego? Odkryła, że oddala to od niej wszystkie zmartwienia, pozwala spojrzeć z perspektywy na swoje życie i zbliża ją do Boga. 

    Ann Voskamp nie zachęca wprost czytelnika do stworzenia własnej listy tysiąca darów. Po przeczytaniu całości czytelnik nie potrzebuje jednak takiej zachęty. Sam widzi, że praktykowanie wdzięczności do Boga i cieszenie się drobnymi rzeczami ma moc zmieniania ludzkiego życia. Pozwala inaczej spojrzeć na przeciwności losu, które nas spotykają.

    Niezbyt podobała mi się narracja książki. Jest dość monotonna, fragmentami nawet nużąca. Mam wrażenie, że niektóre tezy autorka wielokrotnie powtarza. Wydaje mi się, że tekst mógłby być o co najmniej połowę krótszy, a nic nie straciłby na wartości. Uważam, że warto było jednak przebrnąć przez te trzysta stron, nawet jeśli czasami miałem ochotę zamknąć książkę i już do nie nigdy nie wracać. Cieszę się, że nie zrobiłem tego. "Tysiąc darów" niewątpliwie zostawiło we mnie jakiś ślad. Czy może być większy komplement dla książki niż to, że zmieniła czytelnika?

    Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu:

    piątek, 8 listopada 2013

    "Listy w niebieskich kopertach" Grzegorz Sokołowski


    Nikt mi nie wmówi, że okładka i tytuł nie mają znaczenia. Treść jest oczywiście najważniejsza. Ale często o sięgnięciu do niej decyduje chwila, impuls. Tak było w przypadku książki Grzegorza Sokołowskiego. Najpierw zwróciłem uwagę na przepiękny tytuł. A później na równie udaną okładkę. Wiedziałem, że muszę ją przeczytać. Po skończonej lekturze z czystym sumieniem mogę przyznać, że to nie jedyne zalety książki. Treść nie odstaje w tym przypadku od opakowania.

    "Listy w niebieskich kopertach" to zbiór korespondencji człowieka z Aniołem Stróżem. Listy są oczywiście wytworem wyobraźni Grzegorza Sokołowskiego. Poruszają tematy związane m.in. z przemijaniem, codziennością, cierpieniem, pośpiechem, nieosiągniętych sukcesach czy ciągłym powracaniem do wspomnień. Ta "niebiańska korespondencja" skłania do refleksji i zwolnienia tempa życia. Tego też dotyczy jeden z moich ulubionych fragmentów (nota bene umieszczony na okładce): "Drogi Człowieku - cóż po wspomnieniach, skoro nawet najpiękniejsze się nie powtórzą? Cóż po planach i marzeniach, skoro nie ma gwarancji realizacji? W przemijaniu człowieka chodzi o to, by wykorzystać to, co JEST".

    Książka jest napisana przystępnym i lekkim językiem. Miejscami bardzo zabawnym. Dzięki temu świat aniołów wydaje się bardziej przystępny i bliższy nam. "Anioł to bardzo przyjacielskie stworzenie. Lubi się czasem przytulić skrzydłem do ramienia, oprzeć aureolę o ludzką głowę, wymienić doświadczenia zmysłów i podfruwać radośnie podczas wspólnych spacerów, zataczając koła wokół kroczącego człowieka" - tak autor charakteryzuje Anioła Stróża.

    "Listy w niebieskich kopertach" to lektura na najwyżej dwie godziny. Warto po nią sięgnąć. Nie poświęcimy jej zbyt dużo czasu, a w zamian możemy wiele zyskać. Poza przybliżeniem świata aniołów ogarnie nas na pewno refleksja o przemijalności i wiecznym pośpiechu. "Kto się śpieszy...ten nigdzie nie dojdzie, gubiąc drogę" - to fragment jednego z moich ulubionych listów.  Już sama okładka z wizerunkiem śpiących, kamiennych aniołków skłania do zatrzymania się. Treść inspiruje zaś do głębszego zastanowienia się nad tym, co nas teraz trapi i zaprząta nasz umysł. Czy naprawdę jest to takie ważne? Kto przeczyta "Listy w niebieskich kopertach" ten zrozumie, dlaczego na to pytanie jest możliwa tylko jedna odpowiedź - przecząca.

    Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu:

    czwartek, 7 listopada 2013

    "Różaniec. Duchowa broń Ojca Pio" Marek Balon


    "Już mam dosyć tego klepania. Klepiemy już nie wiem który raz od rana. Dla mnie takie klepanie to nie jest modlitwa" - taki komentarz o modlitwie różańcowej usłyszałem w tym roku w Częstochowie od pewnej przypadkowej kobiety. Niestety oddaje on to, jak większość katolików postrzega tę modlitwę. Często pojawiają się głosy, że do różańca należy dojrzeć. Że różaniec nie jest dla każdego. Życie św. o. Pio przeczy temu, co podkreśla Marek Balon w swojej najnowszej książce. "Różaniec. Duchowa broń Ojca Pio" to nie tylko biografia niezwykłego stygmatyka, ale i zachęta do zawierzenia się Matce Bożej poprzez jedną z najpiękniejszych modlitw Kościoła.
     
    Książka składa się z dwóch części. Pierwsza to, tak jak już wspomniałem, biografia Ojca Pio. Autor zwraca szczególnie uwagę na epizody z życia świętego związane z modlitwą różańcową. Okazuje się, że kapucyn potrafił go odmawiać nawet 30 razy dziennie! Druga część to wyszczególnione tajemnice różańca. W każdej tajemnicy znajdziemy myśl św. O. Pio, pytania do rachunku sumienia i modlitwę. Przepiękne rozważania poruszające serce ułożył Wojciech Jaroń. Pozwalają rzeczywiście zastanowić się nad swoim życiem i odnieść je do przesłania płynącego z danej tajemnicy.

    Do publikacji dołączono różaniec z relikwiami Ojca Pio. Na łączniku znajduje się napis "ex indumentis" ("z ubrań"), co sugeruje, że relikwią jest fragment przedmiotu, z którym styczność miał święty. 

    Życie chrześcijanina jest nieustanną walką o swoją duszę. W walce tej mamy jednak bardzo potężną broń. Przypominała o niej wielokrotnie siostra Łucja z Fatimy. Mawiała, że "Różaniec jest najpotężniejszą bronią, jaką możemy się bronić na polu walki". Książka Marka Balona jest "instrukcją", jak używać tej broni, aby była nam pomocna i miała rzeczywistą moc zmieniania naszego życia.

    Za egzemplarz do recenzji dziękuję:


    piątek, 1 listopada 2013

    "Podpis Maryi" o. Livio Fanzaga


    "Imię Twe, Mario, litością słynie" - często śpiewamy w kościele tę frazę, ale na co dzień chyba niezbyt często zastanawiamy się, gdzie imię Maryi jest szczególnie wysławiane. Kult Bożej Rodzicielki rozwinięty jest oczywiście w całym Kościele, co nie zmienia faktu, że są miejsca, które Matka Boża szczególnie umiłowała i w których obficie udziela łask wiernym. Okazało się, że jeśli połączymy te z nich, w których Królowa Pokoju ukazywała się przez ostatnie dwieście lat to otrzymujemy fantazyjną literę M. Właśnie o tych miejscach traktuje książka "Podpis Maryi".

    Ojciec Livio Fanzaga prowadzi nas przez jedenaście miejsc, w których objawiała się Matka Boża. Część z nich jest bardzo dobrze znana wśród większości katolików (i nie tylko) np. Medjugorie, Lourdes czy Fatima. O części słyszy się zaś rzadziej. Wśród nich są Banneux, Syrakuzy, Pontmain i Beauraing.

    Książkę napisano w formie dialogu ojca Livio Fanzaga z Saverio Gaeta (znany we Włoszech katolicki dziennikarz). Forma niebyt mi odpowiada. Zdecydowanie wolę opracowania w klasycznej formie. Najważniejsze jest jednak to, że "Podpis Maryi" w rzeczywisty sposób ukazuje, że Maryja jest tuż obok nas i jeśli tylko będziemy przyzywać jej pomocy w trudnych chwilach to na pewno nie pozostawi nas z naszymi problemami.

    "Katolicy świeccy powinni umacniać się w wierze i na wszelkie sposoby dawać jej świadectwo w społeczeństwie, które - pozbawione Boga - dąży w otchłań" - to chyba najlepsze podsumowanie książki. O. Livio Fanzaga wielokrotnie podkreśla, że Maryja zawsze prowadzi nas do swego Syna i nieustannie jest gotowa wypraszać u Niego łaski dla tych, którzy uciekają się do niej. "Podpis Maryi" to nie tylko kompendium wiedzy o ostatnich objawieniach Matki Kościoła, ale także wezwanie do nawrócenia i uświadomienie, że ludzkość znajduje się nad przepaścią. Albo powrócimy do wartości chrześcijańskich, albo Jeźdźcy Apokalipsy przybędą szybciej niż nam się wydaje.

    Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu:

    Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...