niedziela, 27 października 2013

"Faktura na zabijanie", "Odejdź ode mnie, Szatanie!" i "Kołtun się jeży"

Co jakiś czas będzie pojawiał się post z kilkoma minirecenzjami. Nie zawsze mam ochotę pisać pełną recenzję, a często jednocześnie mi żal, że nie wspomnę o jakiejś książce, którą uznaję za szczególnie wartą przeczytania.
--------------------------------------------------------------------------------------------

Jedna z najmocniejszych książek (jeśli nie najmocniejsza), które czytałem. Szokująca, szczera aż do bólu, fragmentami przerażająca. Autor niezwykle szczegółowo rozlicza poszczególne gałęzie przemysłu śmierci. Okazuje się, że za każdym "pomysłem" lewactwa stoją grube pieniądze. Rynek antykoncepcji? 100 milionów złotych miesięcznie. Tylko tyle w samej Polsce. Ile może być więc wart rynek światowy?... In vitro? W samych stanach zjednoczonych 3 miliardy dolarów. Aborcja w pierwszym trymestrze? 400 dolarów. W drugim? Od 1 do 1,5 tys. dolarów. Przykłady można by jeszcze długo mnożyć.
Pierwsze skojarzenie ze słowem aborcja? Skrobanka? Pudło! Starszym dzieciom (a coraz więcej aborcji dokonywanych jest w późniejszych miesiącach ciąży) wstrzykuje się do serca digoksynę, która wywołuje atak serca (u dorosłych to podobno ból nie do opisana, co więc muszą czuć te maleńkie istoty?), następnie wywołuje się akcję porodową. Większość dzieci rodzi się martwa. Ale co szóste (czyli ponad 15%) jeszcze żyje... Co wtedy robi lekarz?
a) bierze nożyczki i przecina dziecku kręgosłup
b) wrzuca je do wiaderka z wodą
...
Ludzie ludziom gotują ten los...

--------------------------------------------------------------------------------------------

Kompendium wiedzy o egzorcyzmach, posłudze księży egzorcystów i działaniu Szatana dla osób, którym wystarczy zarys wiedzy z tej dziedziny. Książeczka niewielkich rozmiarów (wyłączając rozdział z modlitwami liczy 75 stron). W tym przypadku nie dostajemy szeroko opisanych konkretnych przypadków z posługi doświadczonego ks. Gabriele Amorth (jak to było w poprzednich książkach --> "Atak Złego" czy "Egzorcysta Watykanu"), ale czystą wiedzę teoretyczną. Autor prezentuje podział działania demona na działanie zwyczajne i nadzwyczajne (to zaś dzieli na kolejne kategorie), nakreśla rys egzorcyzmów w historii Kościoła, opowiada co nieco o "pracy" egzorcysty oraz wytłuszcza to, co pomaga chronić się przed działaniem Szatana. Na końcu książki znajdziemy modlitwy, które pomogą nam w tym.
Książeczka na jeden wieczór (i to bardzo krótki), ale wartościowa. Idealna dla tych, którzy chcieliby zdobyć jakąś wiedzę na temat egzorcyzmów, ale nie mają czasu lub ochoty na lekturę większej publikacji.

--------------------------------------------------------------------------------------------

"Łysina budzi u mnie niesmak i oślizgłe skojarzenia:
Towarzysze Mussolini, Gomułka, Oleksy... Te nazwiska brzmią jak nazwy preparatów owadobójczych.
Mężczyzna bez włosów wydaje mi się wybrakowany.
Psychologowie mówią o obsesjach u łysych - oni mają ciągłą potrzebę udowadniania, że niczego im nie brakuje. Najmując łyska na eksponowane stanowisko powinno się to brać pod rozwagę.
Tow. Mussolini był palant. Tow. Gomułka też błyszczał
wszystkim poza inteligencją, no a tow. Oleksy... Ani toto wyglądu nie ma, ani przeszłości chlubnej, ani nie brzmi ładnie, ani na przyszłość nie rokuje. Więc co tu jeszcze robi?" - jeden z moich ulubionych fragmentów. Trafne analizy obecnej sytuacji politycznej i społecznej, inteligentne poczucie humoru i nieprzeciętne pióro - nic więcej mi nie trzeba.

--------------------------------------------------------------------------------------------

Czy któraś z książek zainteresowała Was?

sobota, 26 października 2013

"Cierpiące dusze" ks. Marcello Stanzione


Poruszająca, nietuzinkowa i niezapomniana. Te trzy słowa, moim zdaniem, najtrafniej charakteryzują najnowszą książkę ks. Marcello Stanzione. "Cierpiące dusze" pokazują realne wydarzenia, w których udział brały dusze czyśćcowe, przypominają o naszych obowiązkach względem nich i wreszcie proponują konkretne modlitwy za Kościół cierpiący. 

Lwią część książki zajmują opowieści o nawiedzeniach dusz czyśćcowych. Gdyby nie prawdziwe świadectwa uznane przez Kościół lub materialne dowody (a takich jest niemało) to aż trudno byłoby mi uwierzyć w niektóre historie. Jednocześnie podczas lektury tego rozdziału zastanawiałem się, co bym zrobił, gdyby to mnie wybrała jakaś dusza czyśćcowa, aby nieść jej pomoc. Zasadniczą część książki poprzedzają rozważania na temat czyśćca w świetle wiary katolickiej oraz relacja z odwiedzin Muzeum Dusz Czyśćcowych. Znajdują się w nim m.in. książeczka do nabożeństwa z odciskami palców zmarłej trzy miesiące wcześniej Marii Zaganti i poduszka z wypalonym śladem palca innej duszy czyśćcowej. 

W aneksie autor proponuje konkretne modlitwy za zmarłych. Właściwie tylko jedna była mi wcześniej znana ("De profundis"). Wśród reszty znajdziemy m.in. modlitwę za zmarłych rodziców, modlitwy za zmarłych na każdy dzień tygodnia i modlitwę za zmarłego nagłą śmiercią. W przypadku "Cierpiących dusz" muszę zwrócić uwagę na okładkę. Teoretycznie nie powinno się oceniać książki po okładce, ale przecież niejednokrotnie pod jej wpływem decydujemy się na przeczytanie danej pozycji (lub jej zakup). Okładka "Cierpiących dusz" przykuwa uwagę. Uschnięte drzewo na tle pochmurnego nieba przypomina mi maksymę, którą dawniej wykuwano na grobach - "Hodie mihi, cras tibi".

Warto sięgnąć po "Cierpiące dusze" szczególnie teraz. Zbliża się Dzień Zaduszny. Od 1 do 8 listopada możemy uzyskać odpust zupełny i ofiarować go za duszę zmarłej osoby. Jest to także czas wzmożonej modlitwy za naszych bliskich, którzy tworzą teraz Kościół cierpiący. Może włączymy się w modlitwę przy pomocy aneksu z modlitwami najnowszej książki ks. Marcello Stanzione? 

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu:

czwartek, 24 października 2013

"Praktykujący ale czy...wierzący?" O. Lech Dorobczyński


Spędza sen z oczu kolejnym papieżom, kardynałom, biskupom, kapłanom i szeregowi osób świeckich. Jest tematem gorącej dyskusji (czasami nawet burzliwej) od czasów II soboru watykańskiego. Najtęższe teologiczne umysły zapisały na jej temat tysiące kartek papieru. Mowa oczywiście o Nowej Ewangelizacji. Pytanie, jak trafić ze Słowem Bożym do młodych ludzi jest nieobce katechetom i wielu rodzicom (choć Nowa ewangelizacja to nie tylko kwestia młodzieży). Temat nie tylko aktualny, ale i niezwykle ważny. Ojciec Lech Dorobczyński postanowił napisać książkę skierowaną do samych zainteresowanych.

Franciszkanin w jedenastu rozdziałach rozprawia się z pytaniami najczęściej zadawanymi przez młodych ludzi. Porusza najróżniejsze tematy. Od codziennej lektury Pisma Świętego, poprzez ogromne znaczenie sakramentu pokuty i pojednania, aż po zobowiązanie, że każdy z nas jest powołany do świętości. Ogromną zaletą jest język książki. O. Lech Dorobczyński nie użył ani jednego skomplikowanego określenia teologicznego! Zakonnik przedstawia tematy ważne dla młodzieży (chociaż nie tylko dla niej, ale o tym później) językiem przystępnym, trafiającym do serca każdego czytelnika.

Mimo, że książka jest skierowana przede wszystkim do młodych ciałem to myślę, że korzyść z tej lektury mogą wynieść także starsi czytelnicy. Jednocześnie zwracam uwagę, że "Praktykujący..." to publikacja przeznaczona nie tylko do "żółtodziobów religijnych". Wydaje się, że tematy poruszane w książce to podstawy chrześcijaństwa i głęboko wierzący i praktykujący katolik nie rozwinie swojej wiary dzięki niej. Nic bardziej mylnego! O. Lech Dorobczyński poprzez swoje rozważania na nowo pozwala spojrzeć na Kościół i sakramenty święte. Czasami popadamy w rutynę i zapominamy, Kto jest najważniejszy w naszej wierze.

Święty Justyn Męczennik mawiał, że "świat został stworzony ze względu na Kościół". Coraz mniej ludzi pamięta jednak o Nim, a coraz więcej oddala się od jego nauczania. Powiększa się także stale grupa przeciwników, a nawet prześladowców. Warto więc sięgać po dobrą literaturę, aby pogłębiać swoją wiarę i wiedzę o chrześcijaństwie. Książka "Praktykujący ale czy...wierzący?" na pewno spełnia te kryteria i zadowoli nawet najbardziej wymagających czytelników. Jej wartość tkwi w prostocie.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję:

czwartek, 17 października 2013

"Niebo w kolorze indygo" Anna Jaklewicz


Wojciech Cejrowski bardzo trafnie zauważył kiedyś, że „Dwoje ludzi patrzy na to samo, a widzi dwie różne rzeczy – oto niezgłębiona tajemnica ludzkiej duszy.” "Niebo w kolorze indygo" świetnie mi się czytało porównując relację Anny Jaklewicz z "Blondynką w Chinach" Beaty Pawlikowskiej, którą niedawno miałem przyjemność czytać. Dwie podróżniczki dogłębnie zapoznawały się z Państwem Środka. Ich relacje są jednak zupełnie inne. Dwie kobiety patrzyły na to samo państwo, ale każda z nich zwróciła uwagę na coś innego i przywiozła do Polski inny obraz Chin. W efekcie te dwie relacje z podróży diametralnie się różnią.

Ciekawym pomysłem, który należy niewątpliwie uznać za sukces Anny Jaklewicz jest dobór opisywanych miejsc. Większość relacji podróżniczych (a także wycieczek) nie wykracza poza schematy typu Pekin-Wielki Mur Chiński-Terakotowa Armia. Autorka proponuje podróż poprzez chińskie wioski i bezdroża. Noce pod krystalicznym niebem w kolorze indygo i spokojne ryżowe pola. Ludowe tradycje i kulturę grup etnicznych. 
Poza niebanalną tematyką warto zatrzymać się na chwilę przy języku, którym posługuje się autorka. Niewiele znajdziemy w nim ekspresji, emocjonalnych uniesień czy dygresji (które czytelnicy mogą kojarzyć ze stylem chociażby Beaty Pawlikowskiej). Relacja Anny Jaklewicz jest rzeczowa i konkretna. Nie twierdzę oczywiście, że jest to jednoznaczna zaleta czy wada. Każdy czytelnik powinien zdecydować, który styl bardziej do niego przemawia. Doskonałym uzupełnieniem tekstu jest kolekcja bardzo dobrej jakości fotografii. Pewna część jest w dużej rozdzielczości, drukowana na dwóch stronach. 

Zachęcam do lektury książki Anny Jaklewicz chociażby po to, aby porównać go z obrazem Chin ukazanym przez Beatę Pawlikowską w "Blondynce w Chinach". Spojrzenie na to samo państwo, ale z dwóch różnych punktów widzenia jest rozwijające i pozwala wyrobić sobie własną opinię na temat Państwa Środka. Poza tym "Niebo w kolorze indygo" jest wciągającą pozycją, dzięki której można nie tylko dowiedzieć się co nieco o kulturze mniejszych grup etnicznych Chin, ale zwyczajnie odprężyć się i przenieść się w świat, w którym człowiek zasypia się i budzi pod niezwykłym niebem w kolorze indygo. 

Za egzemplarz do recenzji dziękuję:

środa, 16 października 2013

"Jezus mówi do ciebie" Sarah Young


Osiem milionów sprzedanych egzemplarzy, tłumaczenia na 25 języków świata, otrzymanie od Wall Street Journal tytułu najlepiej sprzedającej się książki roku - nie, Drogi Czytelniku, to nie rekomendacja kolejnej powieści obyczajowej czy kryminału. To zbiór rozważań, w których narratorem jest sam Jezus. Niemożliwe? A jednak. Książka Sarah Young odniosła niesamowity sukces. Z czystym sumieniem mogę przyznać, że jest to niezwykła pozycja, która ma moc zmieniania ludzkiego życia.

Na każdy dzień przeznaczono krótkie słowo życia, uzupełnione odpowiednimi parametrami z Pisma Świętego. Oczywiście rozważania nie zostały wymyślone przez autorkę. Ona tylko przelała na papier to, co usłyszała w swoim sercu, a co pochodziło od samego Jezusa. Za sprawą słów Chrystusa zaczęło zmieniać się jej życie. Postanowiła się więc podzielić nimi z czytelnikami. I tak oto dzięki wydawnictwu Esprit w tym roku rozważania te mogą trafić do naszych serc.

Są dwie "książki", które trafiają prosto do mojego serca i mają moc zmieniana mojego życia. Pierwszą z nich jest oczywiście Pismo Święte. Drugą "Dzienniczek" św. s. Faustyny Kowalskiej. Dziś dołączyła do nich trzecia pozycja - "Jezus mówi do ciebie". Książkę tę można przeczytać od deski do deski od razu. Ale nie polecam tej metody. Wtedy nasze życie nie ulegnie większej przemianie. Zachęcam do czytania codziennie jedynie krótkiego fragmentu na dany dzień. Już po kilku dniach poznamy niezwykłą moc płynącą z tej codziennej praktyki.

Rozważania są uniwersalne. Dzięki temu każdy czytelnik (niezależnie od wieku, swojej więzi z Kościołem czy sytuacji życiowej) ma wrażenie, że słowa skierowane są bezpośrednio do niego. "Jezus mówi do ciebie" jest w stanie zmienić nasz sposób patrzenia na świat, stosunek do problemów pojawiających się w naszym życiu, naszej wiary i więzi z Jezusem. Pozwala także uzmysłowić sobie, że Jezus jest zawsze tuż obok nas.

"Ufaj Mi, choćby poruszyła się ziemia, choćby góry przeniosły się do mórz" - to mój ulubiony fragment rozważań z tej książki. I nim właśnie zakończę recenzję. Myślę, że świetnie oddaje istotę książki "Jezus mówi do ciebie". Nasza relacja z Jezusem musi być przecież oparta na zaufaniu, co powtarza się w wielu rozważaniach, które mają rzeczywistą moc przemieniania życia ludzkiego.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu:

wtorek, 15 października 2013

"Kurs szczęścia" Beata Pawlikowska


Stali czytelnicy być może pamiętają moją czerwcową recenzję "Księgi kodów podświadomości". Była ona niejednoznaczna. Zwróciłem wtedy uwagę na niewątpliwe zalety książki, ale nie mogłem przymknąć oczu na to, co mnie w niej irytuje. Tym razem nie mam dylematów, jak ocenić najnowszą publikację Beaty Pawlikowskiej. Jest genialna!

Najważniejsze dla mnie jest to, że rzeczywiście wierzę w skuteczność ćwiczeń, które proponuje autorka. Jak tylko będę mieć nowy kalendarz to wpiszę je do harmonogramu tygodniowego. Przedstawione w książce ćwiczenia są bardzo proste. Może w tym właśnie tkwi ich skuteczność! "Księga kodów podświadomości" to właśnie zbiór takich ćwiczeń z wyjaśnieniami. W książce znajdziemy także "tradycyjne rozważania" Beaty Pawlikowskiej. Nie zmienia to jednak faktu, że to ćwiczenia praktyczne stanowią lwią część tej książki i są jej głównym punktem.

Czytając kolejne rozdziały miałem wrażenie, że autorka kieruje je specjalnie do mnie. Dowodzi to tylko temu, że książka ma rzeczywistą moc zmieniania naszego życia. Pod warunkiem oczywiście, że wykażemy odrobinę własnej inicjatywy i silnej woli. Autorka podkreśla to w wielu rozdziałach. Samo przeczytanie książki nic nie zmieni. Konieczne jest wykonywanie ćwiczeń, które proponuje autorka. Osoby, które kupiły "Kurs szczęścia" (zamiast np. pożyczając go od znajomych) mają ułatwione zadanie, ponieważ Beata Pawlikowska przygotowała w książce specjalne strony do wykonywania zadań.

Książka jest także zwyczajnie sympatyczna dla ludzkiego oka i nastraja pozytywnie. Co którąś stronę wydrukowano na żółtym papierze. Tekst tradycyjnie uzupełniają (chyba już kultowe) rysunki autorki. Całość dopełnia twarda okładka, dzięki czemu książka będzie nam służyć na długo.

Część czytelników zapewne zorientowała się, że zawsze staram się naświetlić książkę z różnych stron. Są jednak pozycje "oporne", które nie poddają się temu. Jedną z nich jest właśnie "Kurs szczęścia". Szczerze przyznaję, że żadnych słabych stron nie znalazłem.

Na pewno powrócę jeszcze na blogu do tej książki. Po wykonaniu większości ćwiczeń opiszę efekty. Już jednak mogę z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że inaczej patrzyłem na świat i moje życie przed lekturą "Kursu szczęścia", a inaczej patrzę teraz. A o to chyba chodzi w literaturze. Oczywiście literaturze najwyższych lotów, do której bez wahania zaliczam najnowszą książkę Beaty Pawlikowskiej.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję:

poniedziałek, 14 października 2013

"Józef Piłsudski. Fakty i tajemnice" Sławomir Koper


Ojciec dwóch córek, mąż dwóch kobiet, kochanek kilku i adresat wzdychań tysięcy przedstawicielek płci pięknej. Do tego człowiek kompletnie niezainteresowany podstawami materialnymi domu i jego prowadzeniem, uwielbiający siadywać przed domem i patrzeć jak żona pracuje w ogrodzie (!). Przyzwyczailiśmy się, że Józefa Piłsudskiego przedstawia się jako polityka i wodza. Sławomir Koper proponuje zaś inne spojrzenie na tę postać. Odbrązawia go i ukazuje jako zwykłego człowieka. Co nie znaczy oczywiście, że w książce nie odnajdziemy elementów typowej biografii. Autor wziął, rzecz jasna, pod lupę działalność konspiracyjną Marszałka, dowództwo w wojnie polsko-bolszewickiej czy kierowanie drużynami strzeleckimi. Sławomir Koper nie poprzestał jednak na tym. Dodał rozdziały dotyczące życia uczuciowego i życia codziennego Marszałka oraz mnóstwo anegdot. 

Cieszę się, że Sławomir Koper nie stronił od faktów obciążających sumienie Marszałka czy po prostu błędnych decyzji. Zdecydowana większość czytelników nie ma chyba ochoty czytać hagiografii znanych osób. Z książki wyłania się postać Józefa Piłsudskiego jako genialnego stratega, człowieka bez którego II Rzeczpospolita wyglądałaby zupełnie inaczej (o ile w ogóle powstałaby) i ulubieńca szeregu wojskowych, którzy byli gotowi dla niego zrobić wszystko. Ale poznamy także sylwetkę człowieka oskarżanego o przelewanie bratniej krwi, twórcę nieludzkiego obozu w Berezie Kartuskiej oraz inspiratora mordu gen. Włodzimierza Zagórskiego.
Jadwiga Piłsudska (ur. 1920) - córka Marszałka

Czytelnicy dowiedzą się nie tylko o poglądach Piłsudskiego dotyczących demokracji parlamentarnej czy kształtu wschodniej granicy, ale także poznają ulubiony napój Marszałka, dowiedzą się jaki miał stosunek do przyrody ojczystej, gdzie znajdowało się jego ulubione uzdrowisko i jak wyglądało jego  życie uczuciowe.

Brakowało mi jednego elementu, a mianowicie stosunku do Kościoła. Nie rozumiem, dlaczego autor pominął tę kwestię. Tym bardziej, że jest ona jak najbardziej aktualna. Pewna partia niedawno ogłosiła "tydzień apostazji". Na patrona wybrała ku zaskoczeniu wielu Józefa Piłsudskiego. Dlaczego? Niektórzy zwyczajnie nie rozumieją różnicy między apostatą i konwertytą. 

Po raz kolejny Sławomir Koper powtórzył część anegdotek z innych książek. Dla czytelnika, który po raz pierwszy sięga po publikację tego autora nie przeszkadza to pewnie w lekturze. Mnie to jednak irytuje. Czuję się trochę oszukany, gdy lwią część opowieści dotyczących życia osobistego Piłsudskiego już znam i to z innych publikacji tego samego autora. 

Biografia jest nietuzinkowa. Niewątpliwie warto po nią sięgnąć. Nawet jeśli czytaliśmy już inne książki Sławomira Kopra i pojawiały się w nich już rozdziały dotyczące Marszałka. "Józef Piłsudski. Fakty i tajemnice" nie jest przecież powtórzeniem innych publikacji. Widać to chociażby porównując liczbę stron poświęconą Piłsudskiemu w pozostałych książkach Kopra (było to ok. kilkadziesiąt stron) z objętością najnowszej książki (bez bibliografii 328 stron). Myślę, że po skończonej lekturze każdy będzie mógł odpowiedzieć na pytanie "kim jesteś Marszałku?" i wyrobić sobie zdanie (jeśli do tej pory było niesprecyzowane) o jednym z najbardziej kontrowersyjnych polityków w dziejach naszego kraju.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję:


wtorek, 8 października 2013

"Ojciec Pio i Aniołowie" Marcello Stanzione


Z tematem angelologii spotykam się nie po raz pierwszy. Czytałem m.in. "Niewidzialny świat aniołów" wydany również przez wydawnictwo Esprit. Nie spodziewałem się jednak książki tak oddziałującej na moje wyobrażenia na temat świata niematerialnego. Człowiek po przeczytaniu książki "O. Pio i Aniołowie" pragnie tylko jednego - kontaktu ze swoim Aniołem Stróżem i zawierzenia się jemu.

Wywód rozpoczyna krótkie wprowadzenie do świata aniołów. Dowiemy się z niego podstawowych informacji na temat wszelkich istot duchowych stworzonych przez Boga, a niewidzialnych dla przeciętnego człowieka. Autor proponuje nam całą gamę parametrów Pisma Świętego, w których poruszane są zadania, natura i rola aniołów.

Książka jest w zasadzie biografią św. Ojca Pio, ale z wyszczególnieniem epizodów z życia świętego dotyczących kontaktów z jego Aniołem Stróżem. Historie z kart tej książki są niezwykłe! Ojciec Pio pozostawał w takich relacjach ze swoim Aniołem Stróżem, że pozwalał sobie nawet na żarty z niego! Anioł Stróż był jego sekretarzem (dosłownie), tłumaczem (w książce znajdziemy wiele sytuacji, w których ojciec Pio odpowiadał np. po niemiecku, podczas gdy nigdy nie uczył się tego języka) i posłańcem.

Doskonałym uzupełnieniem są modlitwy do aniołów. W tej części znajdziemy m.in. modlitwę do świętego Michała Archanioła, gorące błaganie do aniołów, koronkę anielską, modlitwę do Anioła Stróża, litanię do świętego Michała Archanioła i wezwanie do dziewięciu chórów anielskich. Podsumowaniem biografii ojca Pio jest dość szczegółowe kalendarium życia.

Co tydzień powtarzamy w nicejsko-konstantynopolitańskim wyznaniu wiary: "Wierzę w (...) wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych". Czy aby na pewno wymawiając słowa "rzeczy niewidzialnych" wiemy o kogo chodzi? Część z nas robi to pewnie trochę nieświadomie. Książka "O. Pio i Aniołowie" pozwoli to zmienić. Otworzy oczy na niematerialny świat znajdujący się tuż obok nas. Uzmysłowi także, że nigdy nie jesteśmy sami. Nawet w chwilach największej (pozornej) samotności jest obok nas nasz duchowy stróż. Czasami wystarczy krótka modlitwa i wezwanie jego, aby przyszedł nam z pomocą. Dlaczego z tego nie korzystamy?

Za egzemplarz do recenzji dziękuję:


sobota, 5 października 2013

Jesień w domu

Ostatnio na blogu pojawiały się tylko posty z recenzjami. Czas więc to zmienić :) Miałem trochę wolnego czasu, więc dodałem do pokoju pokoju kilka jesiennych dodatków.

Wianek zrobiony z jarzębiny, owoców śnieguliczki i trzmieliny pospolitej. Później dodałem do niego jeszcze trochę owoców trzmieliny, więc wygląda dużo lepiej. Nie mam niestety zdjęć przestawiających obecny stan wianka.




Owoce dzikiej róży zagościły na drewnianym kufrze i skrzyni:



A na koniec lawendowy bukiecik (niestety w tym roku jeszcze nie z własnej uprawy):


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...