poniedziałek, 30 września 2013

"Wpływ Księżyca 2014" Witold Czuksanow


Postaci Witolda Czuksanowa nie muszę nikomu przedstawiać. Chyba każda osoba zafascynowana ogrodnictwem przynajmniej kojarzy go z programu "Rok w ogrodzie" nadawanego w sobotnie poranki w TVP1. Z poradnikiem ogrodniczym jego autorstwa stykam się po raz pierwszy. Aż chciałoby się dodać "niestety", gdyż książka jest naprawdę wartościowa.

Poradnik podzielony jest oczywiście zgodnie z poszczególnymi miesiącami roku. Na początku każdej części znajdziemy krótkie wprowadzenie, dalej kalendarz księżycowy na dany miesiąc, porady dotyczące czynności ogrodniczych w danych dniach danego miesiąca, a na końcu przepisy kulinarne, ciekawostki oraz porady niezwiązane bezpośrednio z miesiącem.

Witold Czuksanow
Podoba mi się podejście Witolda Czuksanowa to kalendarza księżycowego. Zawsze widząc kilkanaście oznaczeń przy jednym tygodniu dostawałem zawrotu głowy. Kwiatek, jabłko, marchewka, sałata, konewka. Do tego jeszcze różne dni zaznaczone na różny kolor. Autor słusznie zauważa, że stuprocentowe trzymanie się kalendarza ogrodniczego praktycznie paraliżuje prace w ogrodzie osobom, które nie mogę poświęcić mu całego życia. Witold Czuksanow zaleca więc stosowanie się jedynie do koloru poszczególnych dni. W dni zaznaczone na niebiesko powinniśmy sadzić, w dni brązowe przekopywać i użyźniać, a w dni białe odpoczywać (jest to nieodpowiedni czas do wszelkich prac w ogrodzie). Oczywiście działania w ogrodzie zgodnie ze szczegółowymi oznaczeniami są zalecane, ale nie oszukujmy się, że większość ogrodników - hobbystów ma na to czas.

Zaglądanie od czasu do czasu do poradnika w dużej mierze zwalnia nas od myślenia o pracach ogrodowych. W każdym miesiącu autor przypomina, co możemy zrobić w danych dniach. Oczywiście nie ujmuje wszystkich czynności. Tym niemniej jednak prace przy tych najbardziej popularnych roślinach zostały ujęte. Początkujący ogrodnicy właściwie nie muszą w ogóle planować żadnych działań, gdyż niemalże wszystkie rady przeznaczone dla nich znajdą w poradniku.

Stosowanie się do porad Witolda Czuksanowa pozwala na stworzenie ekologicznego ogrodu. Autor wychodzi z założenia, że natura daje nawozy i opryski dla każdych roślin. W poradniku nie znajdziemy więc żadnych odwołań do chemicznych substancji.

Poradnik jest naprawdę ciekawy. Zwracam także uwagę na stosunek jakości do ceny. Za 14 zł otrzymujemy 160 stron porad na bardzo dobrej jakości papierze z licznymi fotografiami. Książka sprawdzi się niewątpliwie jako prezent dla osób zafascynowanych ogrodnictwem i ekologicznymi uprawami.

niedziela, 22 września 2013

"Otwarty umysł, wierzące serce" papież Franciszek


To już moje trzecie spotkanie z dłuższą publikacją papieża Franciszka. Za sobą mam już "Zepsucie i grzech" oraz encyklikę "Lumen fidei". Do książki "Otwarty umysł, wierzące serce" podszedłem z dużą nadzieją, że poznam rzeczywiste poglądy 266. następcy Świętego Piotra dotyczące naszej wiary. Można się z nimi zapoznać tylko poprzez sięgnięcie do źródeł. Nie mam już złudzeń, że środki masowego przekazu przekażą nam obiektywną prawdę. Tego typu publikacje w dobie opanowywania większości mediów (zwłaszcza tzw. mainstream'u) przez propagandę lewacką są niezwykle cenne.

Z książki wyłania się wizerunek papieża Franciszka różniący się od tego z obiegowej opinii. "Otwarty umysł, wierzące serce" ukazuje Franciszka jako teologa niestroniącego od głębokich rozważań. To, co wyróżnia publikacje papieża Franciszka to jasność i przejrzystość w przekazywaniu treści dotyczących wiary. Choć nie ukrywam, że publikacje Benedykta XVI zdecydowanie bardziej trafiają do mnie.

"Otwarty umysł, wierzące serce" składa się z czterech części: "Rozmowy Jezusa", "Epifania - objawienie Pańskie", " Listy do siedmiu Kościołów" i "Ciało w modlitwie". Każda z nich to zbiór kilkunastu dość krótkich refleksji. Dzięki takiemu podziałowi fragmenty książki można z powodzeniem wykorzystywać jako materiał do codziennych rozważań czy pomoc w modlitwie. Na uwagę zasługuje zakończenie każdego podrozdziału w części pierwszej. Pojawia się w nich dodatek "Do dalszych rozważań i modlitwy". Czytanie książki "od deski do deski", bez przerw na własne przemyślenia, mija się więc z celem. W drugiej części na zakończenie każdego podrozdziału otrzymujemy zaś modlitwę lub psalm z liturgii godzin.

"Otwarty umysł, wierzące serce" jest niezwykle wymagającą lekturą. Wymaga od czytelnika nie tylko otwarcia się na przesłanie papieża Franciszka, ogromnego skupienia i uwagi, ale także szczerej chęci do rozmyślań nad refleksjami Ojca Świętego i ochoty do dalszych rozważań. Tym razem już we własnym sercu. Tylko wtedy najnowsza książka przygotowana osobiście przez papieża Franciszka będzie mogła zmienić coś w naszym życiu, uczynić naszą wiarę dojrzalszą i sprawić, że nasz umysł otworzy się na Słowo Boże, a serce zatopi się w wierze.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję:

niedziela, 15 września 2013

"Odkryj życie na nowo" Anthony de Mello


"Przywiązanie jest główną przyczyną braku satysfakcji" - pięćset lat przed narodzinami Jezusa Chrystusa słowa te wyrzekł Budda. Co nauki duchowego mistrza Wschodu mają wspólnego z przesłaniem Mesjasza z Nazaretu? Ojciec Anthony de Mello, jezuita z Indii, starał się to wyjaśnić słuchaczom podczas jednej ze swoich konferencji. Książka "Odkryć życie na nowo" jest jej zapisem.

Jezuita zaznacza na wstępie, że należy uświadomić sobie prawdziwy stan naszego życia. Dopiero,  gdy uznamy, że jest ono w nieładzie będziemy mogli zacząć je zmieniać. Ile czasu to nam zajmie? Mogą to być dwie minuty, a może być to także dwadzieścia pięć lat. Wszystko zależy od nas. Tak długo jednak, jak będziemy upierać się, że w naszym życiu wszystko jest w jak najlepszym porządku, tak długo nie rozpocznie się w nas proces przemiany. I tak długo nasze życie będzie zamknięte w klatce ograniczeń i strachu.

Ojciec de Mello posługuje się prostym językiem trafiającym do serca każdego czytelnika. Swoje tezy podpiera wieloma przypowieściami i prawdziwymi historiami z życia. Przez całą książkę przewija się postać Ramchandry - rikszarza, który dowiedział się, że zostało mu sześć miesięcy życia. Nie, nie załamał się on i nie szukał usilnie sposobów na przedłużenie swojego życia. Po prostu żył. Cieszył się każdą chwilą, tak że krótko przed śmiercią mógł wyznać, że ostatnie pół roku to był najszczęśliwszy okres w jego życiu. Niemożliwe? Ojciec Anthony zachęca właśnie do takie radości: szczerej i nieskażonej przywiązaniem. 

Szczególnie zapadła mi w pamięć przypowieść o ubogim człowieku, który w nocy miał sen. Zgodnie z nim miał spotkać wędrowca, który podaruje mu drogocenny kamień. Gdy wyszedł z domu rzeczywiście natknął się na człowieka, od którego otrzymał diament. Uradowany postanowił odpocząć chwilę pod drzewem. Całe popołudnie spędził na rozmyślaniach. Wieczorem wrócił do wcześniej spotkanego człowieka z prośbą: "daj mi te bogactwa, które pozwoliły ci tak łatwo oddać mi ten kamień".

Jezuita zachęca nas, żeby odkryć, co jest naprawdę ważne w życiu i czemu można się poświęcić. Zwraca także uwagę na ogromną rolę szczerej radości. Nie oznacza to, że nie będzie spotykać nas nic złego. Nie ma przecież życia bez cierpienia. Krzyż jest drabiną do nieba. Ważne jest to, aby zachowywać pogodę ducha mimo trudności. Zza chmur zawsze wychodzi przecież w końcu słońce.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu:


czwartek, 5 września 2013

"Samoa" Martyna Wojciechowska


Stwierdzenie, że zawiodłem się okrutnie na książce nie oddaje mojego rzeczywistego stanu po przeczytaniu "Samoa" Martyny Wojciechowskiej. Dotychczas uważałem, że autorka zajmuje się przygotowywaniem programów telewizyjnych, literaturą podróżniczą i ukazywaniem życia kobiet (zwłaszcza znajdujących się w trudnej sytuacji życiowej) w dalekich krajach. Okazało się, że ma jednak ważniejsze zadania i istotniejsze cele. W najnowszej książce rzetelnie przygotowaną relację zastąpiły ody na cześć dewiacji mających miejsce na niewielkiej wyspie znajdującej się w Oceanii.

Nowością w przypadku "Samoa" jest to, że główny bohater to mężczyzna. Mimo to książka ukazała się w serii "Kobieta na krańcu świata". Kuriozum! A jak to tłumaczy autorka? Mężczyzna, który uważa się za kobietę według niej de facto nią jest. Logika Martyny Wojciechowskiej... A co jeśli ktoś się z tym nie zgadza? To znaczy, że brakuje mu tolerancji i dorastał w ciemnogrodzie.

Uderza też to, że autorka nie potrafi przyznać się do swoich przekonań religijnych. Zapytana, czy jest katoliczką odpowiada wymijająco, że w Polsce bardzo wielu ludzi wierzy w Boga. Czy naprawdę potrzeba tyle odwagi, że powiedzieć o wyznawanym światopoglądzie? Dla niektórych jest to jak widać ciężar nie do udźwignięcia.

Dotychczas uważałem Martynę Wojciechowską za osobę niezwykle wrażliwą na ludzkie problemy. W końcu zjeździła pół świata z kamerą, aby polskim widzom pokazać nieszczęście kobiet mieszkających na drugiej półkuli. Zawsze wyczuwałem, że szczerze im współczuwa. Tym razem albo pokazała swoje prawdziwe oblicze, albo beznamiętnie poddała się obowiązującej poprawności politycznej. Sam nie wiem, co jest dla mnie trudniejsze do zrozumienia. Martyna Wojciechowska nawet nie próbuje pomóc mężczyznom mającym problemy ze swoją osobowością. A o kim mowa? O zjawisku fa'afafine. Są to mężczyźni, którzy uważają się za kobiety zamknięte w męskim ciele. Nie należy mylić ich z transseksualistami. Nie dopuszczają oni bowiem operacji próbujących "zmieniać płeć".

Zdecydowanie odradzam lekturę tej pozycji. "Samoa" to książka o zabarwieniu ideologicznym. Właściwie niewiele ma wspólnego z podróżowaniem i poznawaniem obcych kultur. Raczej wpaja konkretne sposoby myślenia i próbuje wykorzeniać zdroworozsądkowe myślenie. O tempora, o mores! - aż chce się wykrzyczeć kończąc tę książkę.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu:


środa, 4 września 2013

"Meksyk" Martyna Wojciechowska


Meksyk - kolejny kraj odwiedzany przez Martynę Wojciechowską wraz z jej ekipą i kolejna historia niezwykłej kobiety. Tym razem główna bohaterka to Hilda Tenorio - dwudziestoczteroletnia matadorka, jedna z najbardziej znanych w Ameryce Środkowej. Myślę, że czytelnicy serii "Kobieta na krańcu świata" przyzwyczaili się do bohaterek nieszczęśliwych, zmagających się z przeciwnościami losu czy zawikłanych życiowo. W przypadku tej książeczki jest inaczej. Hilda Tenorio to bogata i popularna kobieta dążąca wytrwale do spełnienia swoich planów i marzeń.

Historia rozwoju kariery Hildy staje się kanwą do przedstawienia corridy z punktu widzenia autorki. Martyna Wojciechowska wolna od przyzwyczajeń i uprzedzeń kulturowych (czego nie można powiedzieć o Hiszpanach i Latynosach wypowiadających się przecież o swojej tradycji kultywowanej przez wieki) patrzy na dość osobliwy zwyczaj z obiektywnej strony. Wynikiem tego mogła być tylko negatywna ocena. Autorka z niechęcią uczestniczy w krwawym widowisku, aby dokończyć nagranie programu. Ktoś może zapyta, po co Martyna Wojciechowska zdecydowała się na ten odcinek. Otóż ma ona nadzieję, że dzięki przedstawieniu prawdziwego oblicza corridy przynajmniej część potencjalnych widzów nie zdecyduje się na obejrzenie rytualnej walki z bykiem na żywo, przez co dochody osób organizujących ją ulegną uszczupleniu.

Książeczka mimo niewielkiej objętości (łącznie ze zdjęciami liczy 140 stron) przekazuje dużą porcję wiedzy. Nie tylko przedstawia corridę w nieuprzedzony i rzeczowy sposób, ale zwiera także dość dużo informacji o Meksyku i traktowaniu kobiet w tym kraju. Tekst uzupełnia kolekcja bardzo dobrej jakości fotografii. Styl Martyny Wojciechowskiej uważam za przyzwoity. Nie porywa, ale nie męczy i nie doprowadza do irytacji (jak to się dzieje w przypadku niektórych książek innej znanej podróżniczki).

Nie ukrywam, że "Meksyk" Martyny Wojciechowskiej to jakaś wielka literatura. Nie oczekujcie od niej zbyt wiele, bo możecie okrutnie się zawieść. Książka przeznaczona jest na jeden wieczór (i to nie cały). Mimo to polecam ją. Pozwala oderwać się od rzeczywistości i poznać argumenty przeciwników corridy. Przeniesienie się do słonecznego Meksyku na dwie godziny (zwłaszcza podczas jesiennej pogody) to chyba niezła propozycja dla każdego mola książkowego.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję:


niedziela, 1 września 2013

"Walka z demonem" ks. Gilles Jeanguenin


"Walka z demonem" to książka nieszablonowa, znacząco różniąca się od większości wydanych w naszym kraju publikacji dotyczących egzorcyzmów i egzorcystów. Po lekturze pozycji choćby ks. Gabriele Amorth (skądinąd świetnych) ogarnął mnie lęk przed Szatanem, jego pokusami i zasadzkami. Ks. Gilles Jeanguenin inaczej podszedł do tematu. Nie zostawia czytelnika z obawami, ale zachęca do zaufania Bogu i dalszej walki o swoją duszę.

Św. Franciszek - patron m.in. poetów
"Walka z demonem" ukazuje św. Franciszka Salezego z innej strony. Poznajemy odmienne oblicze wybitnego teologa, biskupa i doktora Kościoła. Nieczęsto wspomina się, że był on także egzorcystą. Uwolnił ze zniewolenia demonicznego ponad 400 osób.

Główna myśl książki zawiera się w ostatnim zdaniu: "Zwycięstwo Chrystusa jest pewne - jeśli chcemy pokonać zło razem z Nim, Szatan nie potrafi temu zapobiec!". "Walka z demonem" to próba rozprawienia się z mitem potęgi Szatana. Ks. Jeanguenin przekonuje, że książę ciemności nic nie może zrobić bez zezwolenia Boga. Każde zło, które czyni ma pewne granice, których nie wolno mu przekroczyć. Doświadczamy pokus, ale zawsze takich, którym możemy się oprzeć i które nie wykraczają poza nasze siły i możliwości.

Książkę uzupełniono dość szczegółowym kalendarium życia św. Franciszka Salezego oraz zbiorem modlitw. Znajdziemy w nim litanię do św. Franciszka Salezego oraz modlitwy autorstwa wybitnego doktora Kościoła m.in. "Do dziewicy Maryi", "Do świętego Józefa", "Do pokornej Służebnicy Pańskiej".

Św. Franciszek Salezy napisał w pewnym liście do baronowej de Chantal następujące słowa: "Dopóki możemy powiedzieć NIECH ŻYJE JEZUS, nie musimy się niczego obawiać". Ks. Gilles Jeanguenin postanowił wrócić do przesłania świętego biskupa, aby na nowo ukazać potęgę Boga i uspokoić wiernych. Po lekturze "Walki z demonem" rzeczywiście czuję się podbudowany. Szatan nie jawi się już jako niezwykle groźny przeciwnik. Czyha on co prawda nieustannie na nasze dusze, ale jak głosił św. Franciszek Salezy jest wielkim przegranym. Walka z demonami została bowiem rozstrzygnięta już na początku buntu upadłych aniołów.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu:


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...