sobota, 31 sierpnia 2013

Współczesna Polska w kadrach "Janosika"


Mój ulubiony fragment to "Polityka względem Rosji" :)

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Różne oszołomstwo

Na początek nowego tygodnia polecam genialny program "WC Kwadrans". Odnajdziecie w nim nie tylko prawdę o fragmencie otaczającej nas rzeczywistości, ale będzie mogli także szczerze się uśmiechnąć :)

niedziela, 25 sierpnia 2013

"Pro publico bono" Lech Makowiecki


"Pro publico bono" to zbiór wierszy, od, fraszek, bajek , dedykacji i ballad napisanych przez Lecha Makowieckiego. Utwory poruszają tematykę patriotyczną, społeczną, religijną, moralną. Krótko mówiąc dotykają ważnych problemów dla współczesnej Polski. Wielu czytelników pewnie zapyta kim jest autor. Przyznam szczerze, że przed lekturą "Pro publico bono" nie był mi znany. Ze skrótowego życiorysu umieszczonego w książce wyłania się wszechstronny umysł, obdarzony wieloma talentami. Lista jego tytułów i doświadczenia zawodowego przedstawia się imponująco (mgr inż. budowy okrętów, muzyk, autor, kompozytor, bard, scenarzysta, felietonista, lider zespołu "Zayazd").

Większość utworów, które znajdziemy w książce wcześniej była publikowana w "Naszym Dzienniku". Dodano jednak wiele nowych (w tym cały dział "Dedykacje"), które nie mieściły się w konwencji katolickiej gazety. Część z nich funkcjonuje już jako ballady. Zainteresowanych odsyłam do portalu YouTube.

Autor słusznie przyznał, że czytelnicy nie powinni szukać w jego utworach geniuszu poetyckiego. W istocie nie odnajdziemy go w zbiorze "Pro publico bono". Jeśli nie skupimy się na treści to rymy częstochowskie mogą trochę kłuć w oczy.

Cenię Lecha Makowieckiego za podejmowanie tematów, które podobno są passe i nikogo już nie interesują. Autor nie przejmuje się poprawnością polityczną i nie przebiera w słowach. Przeczytajcie sami zdanie ze wstępu: "W dobie rugowania ze szkół historii, w czasach modernistyczno-lewackiego demoralizowania społeczeństwa i wasalizacji kraju obie epoki (współczesność i czasy zaborów - moje wtrącenie) zdają się być do siebie łudząco podobne...". Mainstream pewnie już po tym jednym zdaniu uznałby go za oszołoma, którego należy w najbardziej humanitarnym przypadku wykluczyć z debaty publicznej.

Lech Makowiecki postawił sobie za cel krzewienie patriotyzmu. Marzy o Polsce ponownie opartej na Dekalogu oraz zawołaniu: Bóg, Honor, Ojczyzna. Jak sam przyznaje pisze "ku pokrzepieniu serc". Czy moje serce zostało pokrzepione po lekturze "Pro publico bono"? Nie czuję tego. Z tomiku wyłania się raczej gorzki obraz rzeczywistości. Nie mogę jednak winić za to autora. "Pro publico bono" to książka zapadająca w pamięć. Z pewnością w naszym kraju jest wielu autorów, którzy pragną pisać prawdę. Ilu wydawców chce ją jednak wydawać? Niewielu. Reszta pogrążona w politycznej poprawności woli nie wychylać się poza obowiązujące ramy. Zakończę słowami z "Ody do sprzedajnych żurnalistów" Lecha Makowieckiego:
Iluż ludzi zgubicie? Ile przez was błądzi?
Naród kiedyś to przejrzy, a Bóg was osądzi...

niedziela, 18 sierpnia 2013

"Wołaj do Mnie, a odpowiem Ci" o. Józef Witko OFM


"Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam". Ile razy słyszeliśmy słowa Chrystusa zanotowane skrupulatnie przez Ewangelistę Mateusza? Czy potrafimy jednak prosić z głębi serca? Szukać tego, co naprawdę ważne? Kołatać tam, gdzie rzeczywiście warto wejść? Modlitewnik o. Józefa Witko pozwoli nam wejść głębiej w modlitwę i skupić się na tym, za czym warto podążać stosując nie tylko kryteria ziemskie, ale i myśląc o życiu wiekuistym.

Książka zainteresowała mnie głównie z powodu niezwykłego tytułu. Wyraża on pewność, że Bóg wysłuchuje naszych modlitw. Czasami jesteśmy źli, że coś nie poszło po naszej myśli. Być może nawet mamy pretensje do Pana, że nie pomógł nam. On jednak zawsze słucha tego, co mówią i o co proszą Jego dzieci. Nie oznacza to, że zawsze spełnia nasze marzenia, pragnienia czy żądania. Ale słucha i nam odpowiada. Odpowiedź może przybierać różne formy. Raz będzie to spełnienie naszej pokornej prośby, a następnym razem zupełnie inny znak, którego często nie potrafimy odczytać i nie rozumiemy jego sensu.

O. Józef Witko OFM
W książce znajdziemy modlitwy, które z pewnością bardzo dobrze znamy m.in. Litanię Loretańską do NMP,  Litanię do Najdroższej Krwi Pana Jezusa czy Litanię do Najświętszego Serca Pana Jezusa. Modlitwy, których znajomość jest już rzadsza np. modlitwa św. Bernarda, modlitwa-egzorcyzm Leona XIII do św. Michała Archanioła czy Duszo Chrystusowa. Na kartach książki znalazły się także modlitwy zupełnie nowe.

Zasadnicza część modlitewnika to droga uzdrowienia zawarta w sześciu etapach. Pozwala ona pogodzić się z przeszłością, wybaczyć swoim bliskim, rodzicom, rodzeństwu, dalszym krewnym, przyjaciołom i znajomym, zerwać z nienawiścią i tlącymi się w nas przez lata urazami, złamać przekleństwa ciążące na rodzinie i zmienić nasz sposób myślenia, oczyścić duszę ze zranień i uwolnić nasz umysł od zniewoleń i demonicznej presji. Ostatni etap to modlitwa o uzdrowienie naszego ciała i ochronę przed ponownym zranieniem i zniewoleniem.

Na uwagę zasługuje wydanie książki. Usztywniona oprawa i tasiemka służąca jako zakładka zwiększają komfort modlitwy (lub lektury). Uroku modlitewnikowi dodaje okładka przypominająca powierzchnię skóry. Brakuje mi tylko jednego - indeksu. Mimo podziału na rozdziały znalezienie jakiejkolwiek modlitwy zajmuje trochę czasu.

"Mod­litwa jest zaw­sze właściwą od­po­wie­dzią, na­wet jeśli nie zaw­sze jest od­po­wie­dzią pełną". Modlitewnik "Wołaj do Mnie, a odpowiem ci" z pewnością sprawi, że nasza odpowiedź będzie pełniejsza. Pozwoli wyciszyć się i skupić uwagę na tym, co naprawdę ważne. Pomoże również zrozumieć, że nie warto pędzić za pokusami tego świata. Wbrew dominującym trendom kulturowym i wbrew medialnym manipulacjom. Na przekór wszystkiemu. Bo chrześcijanin nie może być człowiekiem, który płynie z prądem. Nigdy nie wiadomo, dokąd prowadzi dominujący nurt. Chrześcijanin musi zmierzać pod prąd. Nawet jeśli będzie to wymagało wielu wyrzeczeń, cierpienia czy nawet krwi.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu:

czwartek, 15 sierpnia 2013

"Modlitwy i Boże obietnice" Joan Carroll Cruz


"Po­bożna mod­litwa jest jak­by złotą dra­biną sięgającą do nieba, po której wchodzi się do Boga" - słowa te wypowiedział ponad 750 lat temu mistyk nadreński Eckhart von Hochheim. Pozostają aktualne do dzisiaj. Znaczenie modlitwy przez wieki podkreślało wielu świętych i błogosławionych. Niektórym z nich Bóg przekazał specjalne obietnice związane z konkretnymi nabożeństwami. Niestety dotychczas były rozproszone w różnych miejscach. Joan Carol Cruz postanowiła je zebrać w jednym miejscu. Wykonała ogromną pracę, ale dzięki temu każdy katolik może mieć pod ręką mnóstwo modlitw, które przez 2000 lat Bóg przekazywał swoim umiłowanym dzieciom. 

Część modlitw z pewnością każdy z nas dobrze zna i praktykuje odmawianie ich. W książce znalazło się jednak także mnóstwo mniej znanych wołań do Boga. Szkoda, że rzadko się o nich wspomina (nawet podczas kazań i homilii). Czy wiesz drogi Czytelniku, że już tutaj na Ziemi możesz uchronić siebie i jedną wybraną duszę od ognia piekielnego?! Niemożliwe? A jednak. Jezus skierował kiedyś do pewnej polskiej duszy słowa, w którym obiecał zbawienie wieczne dla każdego, kto przez trzydzieści kolejnych dni będzie godnie przyjmować Komunię Świętą oraz odmawiać jedno Ojcze Nasz i Zdrowaś Maryjo dla dobra Świętego Kościoła Katolickiego. Obietnica została oczywiście zaaprobowana i potwierdzona przez Kościół.

W książce znajdziemy modlitwy na każdą porę dnia, na każdą okazję i na każdy stan naszego ducha. W "Modlitwach i Bożych obietnicach" natkniemy się na modlitwy dziękczynne, błagalne i przebłagalne za grzechy. Modlitwy poranne i wieczorne. Modlitwy do Boga Ojca, Jezusa Chrystusa, Ducha Świętego i Najświętszej Maryi Panny. Modlitwy, które możemy odmawiać, gdy jesteśmy pogrążeni w smutku i przepełnieni radością. 

W książce znalazłem pewien błąd. W dodatkach zamieszczono wszystkie tajemnice Różańca Świętego (łącznie z tajemnicami światła ogłoszonymi przez bł. Jana Pawła II w 2002 roku). Pod spodem podano, w jakie dni należy modlić się danymi tajemnicami. Nie uwzględniono tajemnic światła przyjmując stary porządek. Obecnie Kościół zaleta następujący porządek: tajemnice bolesne - wtorek, piątek, światła - czwartek, radosne - poniedziałek, sobota, chwalebne - środa, niedziela.
 
Na szczególną uwagę zasługuje okładka. Wydawnictwo Esprit jak zwykle stanęło na wysokości zadania. Wiem, że książki nie powinno oceniać się po okładce. Nie da się jednak ukryć, że okładka jest opakowaniem książki. Od niej często zależy, czy skusimy się na przeczytanie danej pozycji. 

"Modlitwy i Boże obietnice" to wyjątkowy modlitewnik obejmujący słowa Boga kierowane do poszczególnych świętych i błogosławionych na przestrzeni wieków. Modlitewnik, który pozwoli się nam zbliżyć do Wszechmogącego Ojca oraz ułatwi wypraszanie dla siebie i swoich bliskich szczególnych łask. Św. Jan Damasceński mawiał, że "Modlitwa jest wzniesieniem duszy do Boga lub prośbą skierowaną do Niego o stosowne dobra". Książka "Modlitwy i Boże obietnice" ułatwi nam rozmowę z Panem, wzniesienie do Niego naszej duszy i przyniesie ukojenie w trudnym dla nas czasie. Zawsze, gdy wpadniemy w jakieś życiowe zawirowania będziemy mogli do niej sięgnąć i przekonać się, że wszystkie ziemskie problemy i trudności są niczym w porównaniu z wiecznością, która czeka na każdego z nas od tysięcy lat.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu:

środa, 14 sierpnia 2013

"Techniki zapamiętywania" Bartłomiej Boral, Tobiasz Boral


Nie ukrywam, że zawiodłem się na książce. Być może pokładałem zbyt duże nadzieje w "Technikach zapamiętywania",  a moje oczekiwania były wygórowane. Nie wiem, jak było, ale rozczarowałem się.

Pierwsze dwa rozdziały zapowiadały bardzo dobrze dalszą treść. Dotyczą one pamięci, wyobraźni oraz związków łączących te dwa pojęcia. Zostały opracowane przez autorów z dużą starannością i dbałością o rzeczowość. Z lektury tej części wyniosłem dość dużo. Zdecydowanie poszerzyłem swoją wiedzę na temat najbardziej genialnego komputera na świecie - ludzkiego mózgu.

W kolejnych rozdziałach przedstawiono poszczególne mnemotechniki. Oprócz ogólnego opisu danej metody znajdziemy także konkretne przykłady i ćwiczenia dla nas. Niestety nie przekonały mnie one do siebie. Metody skojarzeniowe są dla mnie zbyt żmudne. Ponadto wymagają ogromnego wkładu pracy przed rozpoczęciem właściwej nauki. Wydaje mi się, że już dość dobrze wypracowałem własny system przyswajania wiedzy. Nie wykorzystuje co prawda technik opracowanych przez starożytnych Greków, ale jest skuteczny.

W dalszej części książki odwoływano się do map myśli. Przeczytałem już kilka pozycji dotyczących tego tematu, więc nie dowiedziałem się nic nowego. Dla czytelnika, który po raz pierwszy spotyka się z tematem ten fragment "Technik zapamiętywania" będzie niewątpliwie przydatny. Tym bardziej, że temat notowania za pomocą map myśli autorzy wyjaśnili "łopatologicznie".

Cenię wydawnictwo Samo Sedno za bardzo praktyczne poradniki. Przed każdym z rozdziałów zamieszczono informację o tym, czego możemy dowiedzieć się z danej części książki. Na końcu każdego rozdziału znajdziemy zaś krótkie podsumowanie, które może służyć za szybką powtórkę przyswojonych treści.

Formę poradnika zdecydowanie oceniam na plus. Sama treść nie przemówiła jednak do mnie. Metody przedstawione w "Technikach zapamiętywania" są dla mnie zbyt mozolne. Poświęcony na nie czas nie przynosi (w moim przypadku) proporcjonalnie dużych efektów. Mimo to nie skreślam tej książki. Każdy ma inną pamięć i do każdego przemawiają inne metody. Dla Ciebie drogi Czytelniku "Techniki zapamiętywania" mogą okazać się genialną pozycją. Czy tak będzie? Niczego nie gwarantuję.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję:


wtorek, 13 sierpnia 2013

"Maria" Barbara Iskra Kozińska


"Maria" Barbary Iskry Kozińskiej to kontynuacja losów bohaterów książki "Czerwone niebo nad Wołyniem". Bohaterowie ocaleli z ludobójczych pogromów na dawnych Kresach Wschodnich wracają do Polski w nowych granicach. "Maria" opowiada o trudnych początkach w nowym miejscu zamieszkania, powolnym aklimatyzowaniu się i pokonywaniu codziennych przeszkód. Chwile radosne przeplatają się ze smutnymi. Narodziny kolejnych dzieci ze śmiercią przedstawicieli starszego pokolenia. Lata tłuste z latami chudymi.

Tytułowa Maria jest kilkunastoletnią dziewczyną (w chwili rozpoczęcia akcji), która przygarnęła dzieci swojej zmarłej siostry. Obdarzona ogromnym sercem i nieprzeciętną wrażliwością stara się jak najlepiej zaopiekować przybranymi synami. Mimo trudności finansowych udaje się jej zapewnić  godny byt całej rodzinie. Pomaga także swoim rodzicom, którym braknie już sił do pracy. Maria nosi cechy Matki Polki. Jest samodzielna, samowystarczalna i niezwykle skora do poświęceń.

Autorka na podstawie faktów przekazanych przez rodzinę stworzyła powieść historyczno-obyczajową . Główna bohaterka to mama Barbary Iskry Kozińskiej. Dlatego też książka trochę traci na autentyczności. Maria jawi się jako kobieta idealna, pozbawiona wszelkich wad i słabości. Kobieta - anioł. Być może rzeczywiście taka była, ale każdemu zdarzają się przecież chwile słabości. Trudno uwierzyć, że nawet na chwilę nie straciła nadziei. Rozumiem jednak autorkę. Zazwyczaj jeśli piszemy o rodzinie (zwłaszcza najbliższej) to zwracamy uwagę na jej zalety, a wady i niedoskonałości umniejszamy lub wręcz pomijamy.

Książka uwrażliwiła mnie na pewne obawy ludzi żyjących tuż w powojennej Polsce. Zawsze wydawało mi się, że osoby ocalałe z wojennej zawieruchy uznały, że III Rzesza definitywnie upadła, a wojna (przynajmniej na razie) nie przyjdzie zza Odry. Tymczasem okazuje się, że mieszkańcy zachodnich rubieży kraju obawiali się tego. Strach przed powrotem niemieckich dywizji był codziennością.


Wydaje mi się, że opis z tyłu książki jest odrobinę mylący. Nie przedstawia rzeczywistej treści "Marii". Przypatrzmy się temu fragmentowi: "Świat, znany nam z filmowych komedii, ożywa w powieści ciepłej, pełnej scen komicznych i sentymentalnych, ale też dramatycznych i porażających życiowym realizmem". Powieść ciepła - zgoda. Sceny sentymentalne - jak najbardziej. Sceny dramatyczne - oczywiście są. Ale sceny komiczne? Nie odnalazłem ich w książce. Albo ich nie ma, albo to ja nie mam poczucia humoru.

Pod względem językowym książka przedstawia się bardzo dobrze. Barbara Iskra Kozińska obdarzona jest nieprzeciętnym piórem. Powieść wciąga w świat przesiedlonych Kresowiaków i nie pozwala się od niego oderwać.

Koniec książki przyszedł bardzo szybko. Zdecydowanie za szybko. Żal mi było rozstawać się ze światem Kozińskich i Romaniewiczów. Ale wszystko, co dobre szybko się kończy. Spędziłem trochę czasu nad nieprzeciętną prozą oraz bardziej zrozumiałem powoli odbudowywany świat ludzi, którym załamał się on 1 września 1939 roku. Wolter kiedyś powiedział, że "Z książkami jest tak, jak z ludźmi: bardzo niewielu ma dla nas ogromne znaczenie. Reszta po prostu ginie w tłumie". Wiem jednak, że "Maria" nie zginie w tłumie czytanych przeze mnie książek. Czuję, że "coś" z tej książki we mnie zostało. A to jest chyba największa nagroda dla autora. Barbara Iskra Kozińska nie przepadnie w otchłaniach mojej pamięci.

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

"Wyznaję" Jaume Cabre


 

Książka „Wyznaję” Jaume Cabre'a zyskała miano wielkiej powieści na skalę europejską. Przez rzeszę krytyków uznawana jest za swoisty przełom w literaturze, utwór ambitny i nakłaniający czytelnika do refleksji. 

Na łamach książki przedstawione zostaje kilkaset lat akcji, wielu bohaterów. Możemy także znaleźć mnóstwo odwołań do historii i filozofii, a także bogactwo elementów obcojęzycznych. Katalońsko pisarz przedstawia dzieje hiszpańskiej rodziny, do której trafiają zabytkowe skrzypce. Feliks, ojciec rodziny, kolekcjoner dzieł sztuki nabył je od ukrywającego się lekarza z Auschwitz.
   
Jego syn, odziedziczył po nim zarówno zdolności do nauki języków, jak i zamiłowanie do sztuki.  Dorasta on w zamożnym domu położony  w sercu Barcelony. Jego rodzic stronią od okazywania mu uczuć, ich głównym zadaniem jest stawianie wymagań Adrianowi. Matka planuje dla syna karierę skrzypka, natomiast ojciec pragnie, aby Adrian został językoznawcą, światłym humanistą. Pomimo wygórowanych oczekiwań i wymagań, Adrian nie buntuje się przeciwko woli rodziców, chętnie uczy się i czyta książki. Jedyną jego bolączką są lekcje gry na skrzypcach. Jednak  to dzięki nim spotyka przyjaciela, z którym utrzymuje kontakt przez całe życie.

Czytelnik poznaje Adriana jako chłopca mającego mentalność i wiedzę osoby dorosłej, którego przyszłość została już dokładnie zaplanowana, przy czym nikt nie brał pod uwagę marzeń chłopca. Jednocześnie obok jego historii przedstawione zostały dzieje wielu innych bohaterów, a także przedmiotów pana Feliksa.

Niezwykłą rolę w powieści odgrywają zabytkowe skrzypce, których dźwięk przenosi czytelnika w miejscu i w czasie, Akcja rozgrywa się w Rzymie w okresie pierwszej wojny światowej, Barcelonie (40. i 50. lata), Katalonii, Paryżu, Cremonie, a także w czasie drugiej wojny światowej.

„Wyznaję” jest powieścią mającą w sobie wiele do odkrycia. Od czytelnika wymaga dużego skupienia podczas czytania, gdyż przepełniona jest zmianami narracji, przeskokami w czasie i przestrzeni. Liczne, obcojęzyczne cytaty są dodatkowym utrudnieniem. Minusem może być brak ich tłumaczenia na język polski.

Intrygująca okładka, a także liczne zabiegi literackie z pewnością zainteresują czytelnika. Książka skłania do refleksji. Przedstawia istotę zła, a także marzenia, które nie zawsze można zrealizować. Tytuł „Wyznaję” odnosi się do wyznania miłości człowieka do… Myślę, ze każdy po przeczytaniu tej lektury będzie wiedział, w czym tkwi jej głębia.

niedziela, 11 sierpnia 2013

"Lech Kaczyński. Biografia polityczna" Sławomir Cenckiewicz


"Szydzą ze mnie wszyscy, którzy na mnie patrzą. Wykrzywiają wargi i potrząsają głowami" - słowa psalmu 22 najlepiej chyba oddają sposób, w jaki przedstawiano postać śp. Lecha Kaczyńskiego. Oczerniane, fabrykowanie fałszywych dowodów, kłamstwa i zwyczajne pomówienia zarówno przed rozpoczęciem prezydentury, jak i w jej trakcie były na porządku dziennym. Niewiele mediów ukazywało prawdziwe oblicze wybitnego prawnika i polityka. Lech Kaczyński nie doczekał się sprawiedliwości przed śmiercią. Książka pod redakcją Sławomira Centkiewicza jest próbą odkłamania wizerunku prezydenta i pokazania, że nie wszyscy działacze polityczni są tacy sami.

Pierwsze, co mi się rzuciło w oczy to nieprzeciętne przygotowanie Lecha Kaczyńskiego do pełnionych funkcji. W porównaniu z tym, co dzieje się obecnie to rzecz niezwykła. Doktorat i habilitacja z prawa to niewątpliwe doskonała podstawa do sprawowania najwyższych urzędów państwowych. Rzadko podkreślano to w mediach. A szkoda. Doktorat Lecha Kaczyńskiego powstawał na przestrzeni wielu lat. Także z powodu ogromnego zaangażowania Lecha Kaczyńskiego w działalność opozycyjną. Na to również rzadko zwracano w głównym nurcie przekazu społecznego. Są osoby, które zostały wykreowane (czasami niesłusznie) na gwiazdy ruchu antykomunistycznego i są osoby pozostające w cieniu, których zasługi próbuje się zamieść pod dywan.

Książka obejmuje życie Lecha Kaczyńskiego do 2005 roku (do wygranych wyborów prezydenckich). Pierwotnie Sławomir Cenckiewicz zamierzał sam napisać biografię. W trakcie pracy doszedł jednak do wniosku, że szybko nie podoła temu zadaniu, a materiał faktograficzny jest ogromny. Zaproponował więc współpracę Adamowi Chmieleckiemu, Januszowi Kowalskiemu i Annie Piekarskiej. Grupa planowała wydanie biografii politycznej obejmującej całą działalność Lecha Kaczyńskiego. Zdecydowano się jednak na jej podział na dwie części (ze względu na objętość; i tak książka z przypisami liczy 962 strony...). Druga część prawdopodobnie ukaże się na przełomie grudnia i stycznia.

Autorzy wbrew obowiązującemu w pewnych sferach przekazowi idą pod prąd. Dowodzą, że nie warto być letnim. Nie warto zgadzać się na bylejakość. Że własne myślenie jest w cenie i stanowi dużą wartość. I wreszcie, że prawdy nie da się zagłuszyć. Zawsze znajdą się ci, którzy nie dadzą wtłoczyć sobie pewnych schematów, których hegemonia jest marzeniem wielu mediów.

Po lekturze książki nasuwa mi się myśl, że Lech Kaczyński nie mógł być ulepiony z tej samej gliny, co większość polityków zasiadających obecnie w sejmie. Do ukształtowania jego osobowości niewątpliwie przyczynił się dom rodzinny i środowisko, z którego pochodził. Sam jednak wykonał także ogromną pracę. Był politykiem z wartościami.

Dużą zaletą książki jest ogromny materiał źródłowy, do którego odwołują się autorzy. Wykorzystano zasoby kilkunastu archiwów, dwa biura terenowe IPN, niezliczoną liczbę gazet, książek i stron internetowych, a także relacje świadków (w tym Jarosława Kaczyńskiego, Marty Kaczyńskiej, Jadwigi Kaczyńskiej, Elżbiety Kruk i Antoniego Macierewicza).

Sławomir Cenckiewicz
Zastanawiam się, ile osób krytykujących postać śp. Lecha Kaczyńskiego sięgnie po tę pozycję i zada sobie trud przeczytania jej do końca. Obawiam się, że niewiele. Dużo łatwiej powtarzać jest przecież utarte hasła. Potencjalnych czytelników zachęcam, aby się tym nie zrażali. Nie ma sensu łudzić się, że porządna publikacja z przypisami, oparta na faktach zmieni obraz byłego prezydenta. Ci, którzy opluwali go przed śmiercią w większości robią to do dziś. Zresztą wątpię, by autorzy stawiali sobie takie zadanie. Z pewnością nie mieli wątpliwości, że zmienią obraz prezydenta przedstawiany w tzw. mainstream'ie (choć po katastrofie smoleńskiej trochę się zmieniło, na pewien czas ataki całkowicie ustąpiły, teraz wydaje się, że są słabsze niż za jego życia). Książka może jednak bezsprzecznie dużo zmienić w pojedynczych umysłach. Pozwoli odkryć czytelnikowi prawdziwe oblicze Lecha Kaczyńskiego, poznać kim był ten człowiek, jakimi wartościami się kierował i do czego dążył przez całe swoje życie. Dziękując autorom za ich ogromną pracę, która przyniosła zaskakujące dzieło na rynku wydawniczym z niecierpliwością czekam na drugą część biografii. Ufny, że nie warto zgadzać się na bylejakość i pozostawać letnim. Są osoby, które swoim życiem dowodzą lub dowiodły, że tak nie jest. Z książki Lech Kaczyński jawi się właśnie jako jedna z takich osób. Człowiek z duszą i wartościami. Człowiek, który wiedział, do czego warto dążyć i czemu można poświęcić nawet życie.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu:


poniedziałek, 5 sierpnia 2013

"Gwiazdy Drugiej Rzeczypospolitej" Sławomir Koper


Kartezjusz powiedział kiedyś, że "Czytanie dobrych książek jest niczym rozmowa z najwspanialszymi ludźmi minionych czasów". Opinia ta zdecydowanie pasuje do najnowszej książki Sławomira Kopera "Gwiazdy Drugiej Rzeczypospolitej". Podczas lektury czułem się tak, jakby najwybitniejsze i najbardziej znane osobistości świata sztuki i kultury dwudziestolecia międzywojennego były tuż obok mnie.

Sławomir Koper
"Gwiazdy Drugiej Rzeczypospolitej" (podobnie jak całą serię książek dotyczących międzywojnia napisanych przez Sławomira Kopra) cechuje lekkość narracji i przystępny język. Zainteresowany tematem czytelnik mknie przez kolejne strony z bardzo dużą szybkością. Każdy rozdział poświęcony jest innej "gwiazdce" II RP i każdy rozdział jest osobną przygodą, która rozgrywa się w wyobraźni czytelnika. Niewątpliwie Sławomir Koper obdarzony jest dużym talentem pisarskim. Zgromadzić źródła to jedno, a przystępnie przekazać wiedzę historyczną to drugie. Autorowi świetnie udały się oba zadania. Myślę, że nawet czytelnik, który nigdy nie był specjalnie zainteresowany historią ciekawie spędzi czas przy lekturze "Gwiazd Drugiej Rzeczypospolitej".

Podoba mi się mnogość odniesień do pamiętników i wspomnień opisywanych osób lub ich znajomych. Dzięki temu możemy poznać świat wybitnych osób Drugiej Rzeczypospolitej z relacji naocznych świadków.

Drobne zastrzeżenia mam tylko do pierwszego rozdziału, który jest wstępem do całej książki. Część ciekawostek pojawiła się już w innych publikacjach. Dla czytelnika, który po raz pierwszy spotyka się z twórczością Sławomira Kopera nie jest to problemem. Ale ja jestem wiernym fanem autora. Czytanie po raz drugi czy nawet trzeci tej samej anegdoty zwyczajnie mnie irytuje.

Świetny tekst dopełniają czarno-białe zdjęcia. Nie powiem, że jestem zaskoczony książką. Czytałem wiele książek Sławomira Kopra, więc spodziewałem się, że trafię na kolejną niezwykłą publikację. Po skończonej lekturze z radością mogę przyznać, że nie zawiodłem się. Autor po raz kolejny przeniósł mnie do barwnego świata Drugiej Rzeczypospolitej, do którego tak często tęsknię. Oprócz miłego spędzenia wolnego czasu książka przyniosła mi solidną porcję wiedzy o czołowych postaciach międzywojennej Polski. Wdzięczny autorowi za podróż w czasie do niezwykłych czasów i nieprzeciętnych ludzi czekam z niecierpliwością na kolejną tom z tej serii.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu:

niedziela, 4 sierpnia 2013

"Biblijne czarne charaktery" Thomas Craughwell


Myślę, że Thomas Craughwell jest znany wielu czytelnikom z cieszącej się dużą popularnością książki "Święci nie-święci". Niektórzy być może zastanawiają się, dlaczego autor podejmuje trudne (okazuje się, że tylko z pozoru) dla Kościoła tematy. Zwłaszcza, że wielu ludzi obecnie odwraca się od Chrystusa, szerzy się krytyka Jego Oblubienicy, a wszelkie przejawy religijności w wielu krajach są bezwzględnie tępione.

Nie oszukujmy się - znajomość Pisma Świętego w naszym kraju nie wypada najlepiej (delikatnie mówiąc). Ile osób czyta regularnie Biblię? Niewielki procent katolików. Czy przedstawienie więc postaci spod ciemnej gwiazdy występujących w Piśmie Świętym nie wpłynie negatywnie na wiarę czytelników? Część z nas, którzy nie czytali jeszcze książki "Biblijne czarne charaktery" być może myśli w ten sposób. Nic bardziej mylnego! "Biblijne czarne charaktery" nie są atakiem na Kościół. Pozwalają pogłębić naszą wiarę i ukazują Biblię jako niezwykle bliską ludziom i ich życiu księgę.

Thomas Craughwell skupił się na młodych postaciach występujących na kartach natchnionych ksiąg. Przedstawił sylwetki rozpustników i zbrodniarzy. Osób ogarniętych ślepą zawiścią i młodzieńców zadufanych w sobie. Czcicieli pogańskich bożków i prześmiewców starszych. Po każdym rozdziale znajduje się jednak dodatek "Czego może nauczyć nas historia...". Myślę, że jest on kluczowy w całej książce. Sam autor stwierdził, że te rozważania mogą służyć za codzienną modlitwę. Dobrze się dzieje, że Thomas Craugwell nie unika ciemnych postaci występujących w Biblii. Dzięki temu ta Księga jest nam bliższa. Pokazuje, że Pismo Święte to nie tylko wizje i proroctwa natchnionych proroków czy Ewangelie. To także zbiór ksiąg historycznych. Z historii własnego kraju wiemy, że nie wszyscy władcy byli idealni. Wielu nosiło na swoim sumieniu ciężary. Dlaczego więc gorszą nas postawy grzeszników przedstawione w Biblii?

"Biblijne czarne charaktery" nie są pustą książką. Niewątpliwie wpływają na obraz Biblii w oczach czytelników, ukazują ją z innej strony, a refleksje umieszczone pod koniec każdego rozdziału skłaniają do przemyśleń i zastanowienia się nad swoim życiem. Monteskiusz kiedyś powiedział, że "Pisząc nie trzeba tak wyczerpywać przedmiotu, aby nic nie pozostało dla czytelnika. Nie chodzi wszako o to, aby ludzie czytali, ale aby myśleli". Thomas Craughwell działa zgodnie z tą myślą. Nie wyczerpał tematu postaci spod ciemnej gwiazdy występujących z Biblii. Resztę pozostawił samodzielnym poszukiwaniom. Czytelnik po skończonej lekturze "Biblijnych czarnych charakterów" ma, poruszony ciekawością, sięgnąć do całości Pisma Świętego. Gdyby to była jedyna zaleta książki (a tak nie jest) to już warto byłoby po nią sięgnąć.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...