poniedziałek, 22 lipca 2013

"Może (morze) wróci" Bartek Sabela


"Może (morze) wróci" to nie jest zwykła książka podróżnicza. W centrum zainteresowań autora nie leży tylko sama wyprawa do Uzbekistanu i bezrefleksyjne obejrzenie pozostałości Morza Aralskiego. "Może (morze) wróci" to opowieść o ludzkiej pysze, o cierpieniu spowodowanym przez głupotę i egoizm rządzących oraz nieodwracalności niektórych ludzkich decyzji. Książka jest także ostrzeżeniem przed podobnymi działaniami, które są niebezpieczne dla środowiska naturalnego i milionów ludzi, a pojawiają się na arenie politycznej Rosji.

Bartek Sabela relacjonuje swoją podróż do Uzbekistanu. Do połowy książki relacja nie różni specjalnie się od innych tego typu publikacji. Choć już wtedy pojawiają się wzmianki o poczynaniach ekipy dyktatora rządzącego odwiedzanym krajem. Historia zaczyna się zmieniać gdy autor dochodzi do meritum książki, czyli opisu tego, co stało się z Morzem Aralskim.

A co się stało? Kłopoty zaczęły się na początku lat sześćdziesiątych. Wtedy Nikita Chruszczow zachwycony ogromnymi uprawami kukurydzy, które zobaczył podczas swojego wyjazdu w Stanach Zjednoczonych postanowił rozwinąć w Związku Radzieckim uprawę bawełny na wielką skałę. Tereny, które wybrano do uprawy bawełny były jednak dość suche. Konieczna stała się więc budowa kanałów nawadniających. Zaczęto realizować kolejne plany pięcioletnie. Liczyły się tylko wyrabiane normy, nikt nie patrzył na jakość. W efekcie 70% wody z kanałów nie docierała do upraw! Należy odliczyć także bezsensownie zmarnowaną wodę, które przepływała przez nieużywane już i porzucone kanały. Nikt nie troszczył się o zasypanie tych kanałów. W efekcie ilość wody niesionej do Morza Aralskiego przez dwie wielkie rzeki: Amu-daria i Syr-daria dramatycznie się zmniejszyła. Morze Aralskie (a właściwie Jezioro Aralskie, ze względów na swoje dawne rozmiary i znaczenie nazywane morzem) nigdy nie było jednak głębokie. Każde obniżenie się poziomu wody skutkowało więc natychmiastowym zmniejszeniem powierzchni. W latach sześćdziesiątych poziom morza obniżał się o 20 cm rocznie, w latach osiemdziesiątych już 80 cm rocznie, a w dziewięćdziesiątych nawet o metr rocznie!

Zniszczono życie tysięcy ludzi, dla których Morze Aralskie było wszystkim. Tutaj wychowywali się, dorastali, zarabiali na życie. Stopniowo ich świat zmieniał się, aż w końcu odszedł bezpowrotnie. Zniszczono także kilkadziesiąt gatunków zwierząt i tysiące hektarów lasów. Co pozostało? Jałowa pustynia.

Tytuł książki daje jeszcze jakąś nadzieję. Pojawia się przecież słowo "może". Niestety na powrót Morza Aralskiego nie ma już żadnych szans. Władze Uzbekistanu są niechętne wszelkim pomysłom pomocy ginącemu zbiornikowi. Wystarczy wspomnieć, że pod dawnym dnem morza odnaleziono duże pokłady gazu i ropy naftowej. Więcej chyba nie muszę dodawać. Teraz liczą się tylko perspektywy zysku materialnego.

Tak teraz wygląda dawne dno Morza Aralskiego...
"Może (morze) wróci" jest także ostrzeżeniem przed podobnymi metodami. Wydaje się, że tylko komuniści mogli wpaść na coś takiego i w obecnych czasach takie rozwiązania na pewno nie znajdą zwolenników. Jest to jednak złudne myślenie. Mer Moskwy wielokrotnie wypowiadał się pozytywnie o pomyśle skierowania wód rzek syberyjskich na południe. Na Syberii nic przecież nie rośnie, więc po co tam woda? Poza tym obniży się poziom Oceanu Arktycznego (a przed podwyższeniem go tak bardzo ostrzegają ekolodzy). Ludzie w Azji Środkowej z kolei wreszcie będą mieć wodę. Cudowne rozwiązanie, prawda? Nikt oczywiście nie wspomina o tym, że wtedy państwa Azji Środkowej całkowicie byłyby uzależnione od Rosji. Nie zgadzacie się na nasze rozwiązanie? Zakręcamy wam kurek z wodą! O ile gaz ziemny można zastąpić innym surowcem, to w przypadku wody nie ma już takiego wyboru. Wszystko rozbija się o wielką politykę.

Książka jest nieprzeciętna. Autor niewątpliwie ma duży talent i potrafi go wykorzystać. Narracja jest płynna, przez kolejne strony mknie się bardzo szybko. Czytelnik nie tylko przeżywa w wyobraźni podróż do Uzbekistanu, ale zostaje także uczulony na pewne kwestie. "Może (morze) wróci" bez żadnej przesady ukazuje, do czego prowadzi ludzka pycha. Jednocześnie podkreśla naszą małość. Nie każdą decyzję możemy odwrócić i nie każdy błąd da się naprawić. W przypadku Morza Aralskiego nie ma żadnego "może". Ono już nie wróci. Ono umarło bezpowrotnie. Przez ludzką pychę, głupotę, nieliczenie się z życiem milionów ludzi i przez wielką politykę. Nie wszyscy wyciągnęli jednak wniosku z tej sytuacji, vide mer Mokswy. Boże chroń nas przed takimi ludźmi!

Za egzemplarz do recenzji dziękuję:

Helion

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...