wtorek, 9 lipca 2013

"Blondynka w Londynie" Beata Pawlikowska


Niedawno czytałem "Blondynkę na Jawie", która nie przypadła mi szczególnie do gustu. Pamiętam, że napisałem wtedy w recenzji o moim pragnieniu, aby Beata Pawlikowska wróciła do stylu "Blondynki wśród łowców tęczy". Z całą odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że niniejszym uczyniła to w "Blondynce w Londynie". Dawno nie czytałem tak dobrej książki tej autorki. Może o tym świadczyć to, że nie znalazłem w książce nic, co by mnie irytowało! Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale wszystko mi się w niej podobało (może poza ceną, ale o tym później).

Pewnie niejedna osoba zastanawia się, skąd u Beaty Pawlikowskiej pomysł na napisanie książki związanej z Londynem. Większość kojarzy pewnie autorkę z Ameryką Południową (zwłaszcza Amazonią). Otóż w młodości Beata Pawlikowska przebywała przez rok w Londynie. Pracowała tam jako sprzątaczka zbierając pieniądze na daleką podróż. Dwadzieścia lat temu różniła się nie tylko jej sytuacja materialna, ale i nastawienie do życia, swoich marzeń i samej siebie. I o tym jest ta książka. O sile marzeń, o pasji, o tym, że warto za nią podążać. "Blondynka w Londynie" nastraja pozytywnie. Ukazuje, że walka o marzenia ma sens. Autorka nie zagłębia się w jakieś teoretyczne rozważania, ale uzasadnia swoją tezę na podstawie własnego przykładu.

Książka została napisana lekkim i przyjemnym językiem. W sam raz na wakacje. Kilka momentów skłaniało do szczerego śmiechu. Mnóstwo powodowało uśmiech na twarzy. Autorka wiele spraw potraktowała z przymrużeniem oka. Ciekawy jest komentarz na temat korony Elżbiety II: "No, przyznaję, był tam jakiś czerwony kamień i były niebieskie, ale jakieś małe i niezbyt rzucające się w oczy. I do tego ta fioletowa czapka. I futerko na dole. Słowo daję, gdybym była angielską królową, to zrobiłabym sobie fajniejszą koronę".

Na uwagę zasługuje strona techniczna. Twarda oprawa, ciekawa okładka, grubszy papier i bardzo dobrej jakości zdjęcia uzupełniają tekst Beaty Pawlikowskiej.

Jedyne, co mi się nie podoba w książce to cena. Samego tekstu nie jest wiele. Po odliczeniu stron z rysunkami autorki zostaje ich 87. Dodano do nich 64 strony z samymi zdjęciami. Mimo to uważam, że prawie 32 zł za taką książkę to zdecydowanie za dużo.

Cieszę się, że autorka na siłę nie promuje jakiegoś miejsca. Zawsze przedstawia miejsce tak, jak czuje. Beata Pawlikowska nie zawahała się wyrazić niepochlebnego zdania o londyńczykach. Cenię w książkach podróżniczych szczerość i bezkompromisowość. Autorka nie zawiodła mnie pod tym względem.

"Blondynka w Londynie" to jedna z najlepszych pozycji Beaty Pawlikowskiej. Uważam, że można ją porównywać nawet do jej pierwszych książek (choćby "Blondynki w dżungli"), które uważam za najbardziej wartościowe. "Blondynka w Londynie" nie jest zwyczajną książką podróżniczą. Autorka opisuje oczywiście miasto i swoje obserwacje na temat mieszkańców. Większe znaczenie mają jednak jej przemyślenia na temat marzeń i podążania za swoją pasją. Opis danego miejsca z pewnością przeciętny czytelnik po kilku miesiącach czy latach zapomni. Rozważania na temat życia, uczciwości czy marzeń zaś pozostaną na długo w naszej pamięci.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu:


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...