niedziela, 28 kwietnia 2013

"Canoandes. Na podbój kanionu Colca i górskich rzek obu Ameryk"

Bardzo dużo osób, zapytanych o najgłębszy kanion świata, robi wielkie oczy i mówi Colorado. Kanion Colca wciąż jest szerzej nieznany. A jego odkrywcami byli przecież Polacy! Dlaczego tak się dzieje? Na pewno przyczynił się do tego komunizm panujący w Polsce. Władze nie pozwoliły nagłaśniać tego wielkiego wyczynu! Paczka podróżników nie mogła wrócić do ojczyzny, rozdzieliła się więc i poszukała szczęścia w innych państwach. Część z nich osiedliła się w Stanach Zjednoczonych, a część w Peru. Ich wyczyn znalazł się w Księdze Rekordów Guinnessa. Na okładce wydania z 1984 roku umieszczono zdjęcie Piotra Chmielińskiego wpływającego w najgłębszą część kanionu Colca.

Podczas lektury nasuwał mi się nowocześnie pojęty patriotyzm. Podróżnicy zastanawiali się nad zakończeniem wyprawy i powrotem do kraju, aby wesprzeć to, co działo się w Polsce w 1980 roku. Zdecydowali jednak, że więcej pożytku naszej Ojczyźnie przyniesie realizacja ich planu. I rzeczywiście tak się stało. Andrzej Piętkowski i jego koledzy stali się szeroko znani w Peru, a wraz z nimi zaczęto przypominać innych Polaków, kórzy działali na rzecz państwa ze stolicą w Limie i przyczynili się do jego rozwoju.

"Canoandes" to relacja o przezwyciężaniu własnych ograniczeń, granicy bólu i zmęczenia oraz pokonywaniu trudności, które stają na naszej drodze. Książka to także opowieść o spełnianiu swoich marzeń mimo wszystko. Wyjazd za granicę w czasach PRL nastręczał przecież mnóstwo trudności. Dodatkowo podróżnicy zmagali się z brakiem środków finansowych, nie posiadali sprzętu, który dziś powszechnie wykorzystują wszyscy kajakarze, a mapy kanionu Colca były delikatnie mówiąc trochę nieadekwatne do stanu rzeczywistego.

Książkę podzielono na 8 rozdziałów poświęconym poszczególnych krajom, w których przebywali podróżnicy (Meksyk, Gwatemala, Honduras, Nikaragua, Kostaryka, Panama, Ekwador, Peru). Dziewiąty rozdział dotyczy samego spływu przez kanion Colca. Całość uzupełniono kolekcją fotografii oraz dwiema mapami.

Książkę czyta się bardzo przyjemnie i szybko (liczy ok. 180 stron). Pozwala oderwać się od rzeczywistości i zrozumieć, że marzenia są na wyciągnięcie ręki. Potrzeba "tylko" mnóstwo samozaparcia i chęci do realizacji swoich celów. Oceniam tę lekturę jako dobrą. Nie jest to książka wybitna, do której będę wracać wielokrotnie, ale spędziłem z nią miło czas i coś z niej wyniosłem.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu:

czwartek, 25 kwietnia 2013

"Niebieski kwiat wiary. Wizje i proroctwa Anny Katarzyny Emmerich"

"Niebieski kwiat wiary" to książka bardzo krótka (właściwy tekst liczy 122 strony), ale niezwykle treściwa. Jest to wybór najistotniejszych wizji i proroctw bł. Anny Katarzyny Emmerich, uzupełniony jej biografią, historią kultu błogosławionej oraz świadectwami osób, które zmieniły swoje życie po spotkaniu z nią. 
 
Kim była Anna Katarzyna Emmerich? Urodziła się 1774 roku w Westfalii. Przez całe życie doznawała widzeń Kościoła tryumującego, świętych (m.in. św. Augustyna), aniołów, Niebios, a także poznawała proroctwa dotyczące czasów przyszłych. 28 sierpnia 1812 r. pojawił się na jej klatce piersiowej krwawiący krzyż. Niemiecka mistyczna i stygmatyczka zmarła w ogromnych cierpieniach w 1824r. W roku 2004 została beatyfikowana przez papieża Jana Pawła II.
Zadziwiająca jest lista mistycznych darów, których dostąpiła. Przytoczę ją tutaj, ponieważ ich liczba jest zdumiewająca: widzenia niebieskie, poznanie ludzkich serc, zjednoczenie ze wszystki świętymi i męczennikami, rozpoznawanie prawdziwości relikwii świętych, łączność z biednymi duszami czyśćcowymi, mistyczne zaślubiny z Jezusem Chrystusem, proroctwa o niektórych papieżach, przeżywanie zjednoczenia ze światem pozaziemskim, czynna obecność w sercach osób cierpiących i wierzących, uzdrowienie chorych na odległość, duchowa mądrość i widzenie przyszłych wydarzeń z Bożego natchnienia, rozpoznawanie dobrych i złych ziół, żywe i pełne pasji relacji duchowe oraz głębokie poznanie biblijnego świata, zarówno Starego, jak Nowego Testamentu mimo braku lektur na ten temat. Zaskakujące, prawda? W sąsiednim państwie żyła osoba, która dostąpiła tylu łask, a ciągle jest tak mało znana (nie tylko w naszej Ojczyźnie, ale i w całym Kościele).
Niezwykle interesująca jest historia z otwarciem grobu Anny Katarzyny Emmerich. Kilka tygodni po jej pogrzebie zaczęła rozchodzić się wieść, że nieznane osoby zabrały jej ciało z grobu. Poeci Bretano i Luise wraz z pewnym młodym duchownym otworzyli grób błogosławionej. Ciało Emmerich znajdowało się na swoim miejscu, ale nie wydawało żadnego nieprzyjemnego zapachu!
Książka składa się z dwóch części: spotkanie i kult oraz widzenia. Widzenia są podzielone na pięć części:
  • Męka Jezusa Chrystusa.
  • Ubogie życie Zbawiciela.
  • Życie Maryi.
  • Widzenia Aniołów Stróżów, Kościoła tryumfującego, czyśca i walki, świętych i biednych dusz czyśćcowych.
  • Tajemnice Starego Przymierza.
Oczywiście nie wszystkie widzenia wywarły na mnie ten sam skutek i wywoływały te same emocje. Najbardziej wpłynęły na mnie wizje męki Jezusa Chrystusa (film Mela Gibsona "Pasja" w porównaniu do nich wcale nie wydaje się już taki poruszający) oraz fragmenty dotyczące naszych modlitw kierowanych do Boga.
"Niebieski kwiat wiary" to nie jest zwykła książka. Nie można jej czytać w przerwie między odkurzaniem i zmywaniem naczyń. Wymaga ona pełnego skupienia oraz użycia wyobraźni (opisy męki Jezusa Chrystusa są naprawdę poruszające). Nie można do niej podchodzić jak do zwykłej lektury. Przeczytanie od deski do deski i odłożenie książki na półkę nie przyniesie naszej duszy ogromnych korzyści (choć niewątpliwie coś z tego wyniesiemy). Do "Niebieskiego kwiatu wiary" trzeba wielokrotnie wracać, rozważać po raz kolejny słowa bł. Anny Katarzyny Emmerich i próbować zastosować je do swojego życia. Dlatego zachęcam do zakupu własnego egzemplarza. Rozmyślanie poszczególnych wizji i proroctw może skutecznie przywrócić nas na dobrą drogę i odmienić nasze życie. Jest mnóstwo przypadków osób, które dostąpiły tej łaski (choćby wspomniani w książce poeta Clemens Bretano oraz poetka Luise Hensel).
Jedynym mankament, który przeszkadza w lekturze to przypisy umieszczone na końcu książki. Musiałem "przeskakiwać" między właściwym tekstem, a wyjaśnieniami. Dobrze, że przypisów nie jest zbyt dużo (18). Tym niemniej jednak trochę przeszkadzało to w czytaniu.
Szkoda, że książka jest tak krótka. Myślę, że można było dodać choćby jeszcze kilkadziesiąt stron z wizjami i proroctwami błogosławionej. Być może jednak autor postawił sobie inny cel i pragnął tylko krótko zarysować czytelnikom postać bł. Anny Katarzyny Emmerich oraz zachęcić do samodzielnego studiowania innych materiałów (a tych wcale nie jest mało, w język polskim wydano w ostatnim czasie ponad 20 różnych publikacji).
Litery pozostają te same, ale słowa, które kieruje do nas Bóg poprzez widzenia bł. Anny Katarzyny Emmerich ciągle się zmieniają. Za każdym razem dostrzegamy coś innego w danym fragmencie i na nowo go odkrywamy. Po raz kolejny możemy rozmyślać je, ale już w całkiem inny sposób, w odniesieniu do naszego aktualnego stanu ducha i sytuacji życiowej.  
 Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu:

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

"Getting Things Done czyli sztuka bezstresowej efektywności "


Metoda GTD przekonała mnie do siebie. Nie zdołała jednak tego samego dokonać książka "Getting Things Done". Mam wrażenie, że mogłaby być o połowę krótsza, a nie starciłaby nic ze swojej treści. Wiele informacji powtarza się. Część przykładów nic nie wnosi nowego do tekstu, a powtarzanie najważniejszych wskazówek na marginesie zwyczajnie rozprasza i nie pozwala skupić uwagi na zasadniczej części książki.

Jeśli ktoś myślał, że publikacja jest skierowana dla przeciętnego zjadacza chleba to naprawdę pomylił się. Część rad oczywiście każdy może zastosować w swoim życiu. Zdecydowana większość znajduje jednak swoje przeznacznie w pracy osób na wyższych stanowiskach kierowniczych.

Nie zawsze autor dostatecznie wyjaśnia swoje tezy. W czwartym rozdziale stwierdza np. " Zwykłe szare, tekturowe teczki na dokumenty są zupełnie wystarczające - kodowanie kolorami jest przerostem formy nad treścią". Dlaczego? Dlaczego kodowanie kolorami jest przerostem formy nad treścią? Tego już autor nie wyjaśnia. Ogranicza się jedynie do ogólnika, z którym duża część czytelników nie zgadza się.

Od poradników (a do tej grupy należy "Getting Things Done") oczekuję precyzyjności i zwięzłości. Oczywiście tego typu książka może liczyć nawet 600 stron. Warunek jest jeden: autor powinien rzeczywiście mieć rzetelny materiał na te 600 stron. W tym przypadku sporą część tekstu zajmują "wypełniacze".

Nie twierdzę, że książka jest nieprzydatna. Część rad na pewno zastosuję. Do części mam pewne wątpliwości. Część zaś skreślam z góry i nawet nie będę próbować wcielać ich w życie. Nie jest to książka, do której wraca się latami. Ot, kolejna przeczytana książka. Myślę, że nie za dużo zostanie mi po niej w pamięci. Być może inaczej patrzyłbym na nią gdybym zajmował wyższe stanowisko kierownicze.

Przyznam, że wielu momentach lektury po prostu nudziłem się. Część rad jest zbyt oczywista. Inna część zupełnie mnie nie dotyczy. Zresztą o moich uczuciach do niej świadczy sam czas lektury. Zazwyczaj otrzymane do recenzji książki czytam w czasie maksymalnie dwóch tygodni. Tym razem zajęło mi to ponad miesiąc. "Getting Things Done" nie wciągnęło mnie. Niektóre fragmenty były dla mnie tak odrzucające, że musiałem robić częste przerwy i wręcz zmuszać się do lektury. Inną wadą jest język książki. Nie będę oszukiwać, że David Allen ma szczególnie lekkie pióro. Choć dochodzi tutaj jeszcze kwestia tłumaczenia. Nie wiem, na ile jest wierne oryginałowi, więc nie chcę w tej kwestii otwarcie krytykować autora.

W książce znajdziemy wiele schematów, które teoretycznie mają ułatwiać wykorzystanie w praktyce rad autora. Przestudiowanie nawet jednego wykresu w całości zniechęca do jakiegokolwiek działania. Zastanawiam się, czy zapamiętanie całej kolejności postępowania w przypadku choćby porządkowania strumienia zadań (wykres ze strony 180) jest możliwe dla przeciętnego człowieka.

Na czym polega fenomen tej książki? Dlaczego została okrzyknięta przez "Time Magazine" samouczkiem biznesowym dzisięciolecia? Co jest w niej takiego, że uważana jest za światowy hit? Nie znam odpowiedzi na te pytanie. Zdecydowanie "Getting Things Done" nie przekonała mnie do siebie. Na pewno nie wrócę po raz kolejny do niej. Nie sztuką jest zgromadzić wiedzę w jednej publikacji. Prawdziwe osiągnięcie to przedstawienie jej w sposób przystępny i skłonienie czytelnika do działania według podanych wskazówek.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...