piątek, 4 stycznia 2013

Znalezione w sieci - motywujące


Beata Pawlikowska jest znaną dziennikarką i podróżniczką. Była w amazońskiej dżungli, Chinach, Indonezji, Tanzanii, Peru i wielu innych zakątkach świata. Odwiedzała miejsca często niedostępne dla przeciętnego turysty. Chętnie podejmuje wyzwania, ale odwagi nauczyli ją Indianie. Z Beatą Pawlikowską rozmawiamy o najważniejszych wartościach w życiu według mieszkańców amazońskiej dżungli oraz najbliższej wyprawie.

Coraz więcej turystów podróżuje na Bali. Czy pani najnowszą książkę można potraktować jako przewodnik? 



Przewodniki są dość nudne, bo zawierają tylko praktyczne informacje i suche fakty. Ja lubię zabrać czytelnika w moją podróż, żeby poczuł się tak, jakby tam ze mną był. Niech zje ze mną obiad w przydrożnym barze, niech powącha cudowne kwiaty migdałowca i niech zobaczy razem ze mną bajkowo zielone pola ryżowe.

Kolejna pani wyprawa została przełożona, dlaczego?

Właśnie teraz miałam być w Indiach. Razem z kilkoma osobami, które chciały tam zrealizować pewien projekt, a ja miałam być jego częścią. W ostatniej chwili okazało się, że brakuje jakiegoś elementu w całej tej projektowej układance, więc wyprawa została przełożona. Nie żałuję niczego. Staram się korzystać z życia w każdym miejscu, niezależnie od tego czy to jest Mumbaj, czy Warszawa. Czas, którego nie spędziłam w Indiach, wykorzystałam na dokończenie pisania mojej najnowszej książki pt. „W dżungli podświadomości”, która ukaże się w marcu.

A w połowie stycznia zgodnie z planem wyruszam na dwie miesiące samotnie do Amazonii.

Coś panią podczas podróży zaskoczyło, zszokowało?

Podczas podróży odkryłam właściwie wszystko, co uważam za najważniejsze w życiu. Na przykład to, że szczęście nie bierze się z posiadania przedmiotów, dyplomów albo pieniędzy. Ludzie w Europie są bardzo przywiązani do rzeczy, niezdrowo jedzą i najbardziej lubią siedzieć w fotelu. To właśnie dlatego są coraz bardziej schorowani i nieszczęśliwi. Tak nie musi być.

Szczęśliwy będzie ten, kto jest świadomie odpowiedzialny za swoje życie, czyli nie narzeka i nie obwinia świata za swoją złą dolę, tylko bierze się do pracy i zmienia w sobie to, co wymaga naprawienia. Ja tak zrobiłam i stąd wiem, że to jedyny skuteczny sposób.


A wie pani, co mnie najbardziej zaskoczyło? W Europie uczono mnie jak udawać fajniejszą niż naprawdę jestem. A w dżungli amazońskiej zrozumiałam, że w życiu nie chodzi o to, żeby udawać silnego i odważnego. Chodzi o to, żeby BYĆ silnym i odważnym. Tego nauczyłam się od Indian w dżungli.

Jak pani sądzi, z czego to wynika?

Ze sposobu myślenia. Indianie zajmują się tym, co jest teraz ważne. Europejczycy ciągle dyskutują o tym, co było albo o tym, co będzie. I osądzaniem tego, co robi ktoś inny.

A kiedy przychodzi ta chwila, kiedy trzeba już wracać do Polski, to co pani czuje – tęsknotę za domem czy żal, że opuszcza się jedno z najpiękniejszych – jak przypuszczam – miejsc na Ziemi?

Cieszę się zawsze, że jestem. Że po prostu jestem. I w każdym miejscu staram się znaleźć coś dobrego.

Polska też ma chyba trochę do pokazania. Takie miasta, jak Wrocław, Kraków, Poznań, Warszawa Katowice, Łódź, Gdańsk, Gdynia, Sopot mają swoje urocze zakątki. Czym możemy się pochwalić?

Nie podróżuję zbyt wiele po Polsce, bo kiedy już mam trochę czasu, to wyjeżdżam bardzo daleko. Nie opiszę więc najpiękniejszych zakątków polskich miast, ale jest coś, czym na pewno możemy się pochwalić. To polska kuchnia. Mamy fantastyczny chleb. Oczywiście nie ten z supermarketu z chemicznymi polepszaczami, tylko ten prawdziwy, razowy, pełnoziarnisty polski chleb z prawdziwej piekarni. Mamy cudowne jabłka. I pyszny twaróg.

Skoro już mowa o kuchni. Ma pani swoje ulubione potrawy, poznane podczas wypraw do innych krajów?

Podczas wyprawy w Himalaje odkryłam soczewicę. W Polsce nigdy jej nie jadłam. A niedaleko Mt. Everestu codziennie dostawałam do jedzenie skromny nepalski posiłek: ryż i pyszną żółtą papkę. Bardzo mi to smakowało. Aż pewnego dnia odkryłam, że ta papka to po prostu rozgotowana soczewica. Od tamtej pory bardzo często ją gotuję i jem w Polsce.
Uwielbiam też indyjskie curry z warzywami. Jeśli chodzi o napoje, to codziennie rano piję yerba mate, a po południu indyjskie herbaty ziołowe.

Zimę zwykle spędza pani poza Polską. Nie brakuje pani czasem śniegu podczas Świąt Bożego Narodzenia?

Nie brakuje. Myślę, że wszystkie rekwizyty kojarzące się ze świętami nie są takie ważne. Ani śnieg, ani choinka, bombki, prezenty czy święty Mikołaj. Najważniejsze jest to, co ma się w sercu. Wtedy nie ma znaczenia, czy za oknem jest śnieg czy tropikalne słońce.


3 komentarze:

  1. Beata Pawlikowska jest bardzo ciekawą osobą, która potrafi zmotywować do działania. Czytając jej książki można również "zarazić się" pasją jaką są podróże, dlatego im więcej takich osób tym lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jej książki są bardzo ciekawe i nawet jeśli ktoś nie zostanie nagle podróżnikiem, to na pewno przeniesie się w inny świat a przy okazji czegoś się dowie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja akurat za Pawlikowską nie przepadam. Czytałam jej dwie książki, przekartkowałam od znajomej dwie kolejne, w księgarni przerzuciłam pobieżnie rozmówki napisane przez nią...
    Dodając do tego kilka przeczytanych wywiadów w czasopismach kobiecych, podsumuję śmiało, że dla mnie jest dość... powtarzalna, monotematyczna i na siłę podkreślająca magię singlostwa. Nie kupuję tego, przykro mi.
    Jest wielu innych, ciekawszych piszących podróżników.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...