sobota, 19 stycznia 2013

Jak internet wpływa na nasz mózg...



Ta książka powinna być obowiązkową lekturą dla każdego internauty. Nieważne ile czasu spędzamy przed komputerem. Zmiany w mózgu zachodzą już po tygodniu używania komputera przez pół godziny dziennie. Jak więc zmienił się mózg osoby, które używa internetu od lat?! Odpowiedź może być straszna. Internet (mimo różnych zalet) jest zabójczy dla naszego umysłu. To on przyczynia się do problemów z koncentracją. To on zubaża nasz język. To on sprawia, że mnóstwo ludzi ma problemy z przyswojeniem dłuższego tekstu. Czy to przypadek, że czytelnictwo w Polsce systematycznie spada? Przez 10 lat liczba nieczytających wzrosła o 15 %, a liczba czytających co najmniej 7 książek rocznie spadła o 19%.

Internautom coraz trudniej jest się "zatracić" w książce. "Głęboka lektura" staje się już problemem. Dlaczego tak się dzieje? Internet przyzwyczaja człowieka do otrzymywania ciągłych bodźców. Czy ktokolwiek wyobraża sobie komputer, w którym można mieć jednocześnie otwarty tylko jeden program lub tylko jedną stronę?

Przejdźmy do e-gazet. Na początku były one jak najwierniejszą kopią oryginału. A jak wyglądają teraz? Jest coraz mniej dłuższych tekstów. Dominują obrazy i  krótkie, zwięzłe informacje. Należy dodać, że tekst przeczytany w internecie zapamiętujemy dużo gorzej. Hiperlinki rozpraszają naszą uwagę i osłabiają naszą pamięć. Poza tym lektura hipertekstu trwa dużo dłużej.

Warto wiedzieć, że mnóstwo stron internetowych próbuje manipulować nami. Nawet nie zdajemy sobie sprawy, że w wielu stronach wszystko (wliczając w to także niewielkie paseczki, odcień tła itp.) jest dokładnie zaplanowane, abyśmy więcej czasu spędzili na takiej stronie. Firma Google w jednej z prób przetestowała czterdzieści jeden różnych odcieni niebieskiego na pasku narzędzi, aby sprawdzić który z nich wygenerował najwięcej kliknięć ze strony użytkowników. Pewien pracownik tej firmy powiedział: "Trzeba się starać, aby słowa miały mniej ludzki charakter, a za to stawały się elementem większego mechanizmu".

Google ukradło autorom tysiące książek. Jesienią 2004 roku rozpoczął się program Google Książki. Kilkanaście wydawnictw przystąpiło do niego. A co z resztą? Google stwierdziło, że nie ma zamiaru z wyprzedzeniem tropić właścicieli praw ani starać się o ich zgodę i że będzie nadal skanowało książki oraz włączało je do swojej bazy, chyba że właściciel praw wystosuje oficjalną pisemną prośbę, aby usunąć stamtąd określony tytuł. Jak widać internetowe rekiny mogą się więc po prostu dopuszczać kradzieży...

Także nawigacja osłabia nasz mózg. Przeprowadzono kiedyś badania wśród londyńskich taksówkarzy, którzy uczyli się rozkładu ulic bez żadnych pomocy elektronicznych. Okazało się, że mają oni znacząco rozwinięty hipokamp. Nawigacja satelitarna skutecznie jednak eliminuje tę pozytywną zmianę.

Książka pozwala spojrzeć na internet z innej strony. Autor podjął się ogromnego wysiłku odważnie pisząc o globalnej sieci. Już posypały się na jego publikację gromy krytyki. Dlaczego? Dlatego, że zdejmuje klapki z oczu i inspiruje do przemyślenia pewnych spraw. Czy nie jestem uzależniony/a od internetu? Czy mógłbym/mogłabym wyłączyć internet na tydzień? Warto zadawać sobie takie pytania i warto sięgnąć po "Płytki umysł". Nicholas Carr zmieni na zawsze nasz sposób patrzenia na internet.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu:

piątek, 4 stycznia 2013

Znalezione w sieci - motywujące


Beata Pawlikowska jest znaną dziennikarką i podróżniczką. Była w amazońskiej dżungli, Chinach, Indonezji, Tanzanii, Peru i wielu innych zakątkach świata. Odwiedzała miejsca często niedostępne dla przeciętnego turysty. Chętnie podejmuje wyzwania, ale odwagi nauczyli ją Indianie. Z Beatą Pawlikowską rozmawiamy o najważniejszych wartościach w życiu według mieszkańców amazońskiej dżungli oraz najbliższej wyprawie.

Coraz więcej turystów podróżuje na Bali. Czy pani najnowszą książkę można potraktować jako przewodnik? 



Przewodniki są dość nudne, bo zawierają tylko praktyczne informacje i suche fakty. Ja lubię zabrać czytelnika w moją podróż, żeby poczuł się tak, jakby tam ze mną był. Niech zje ze mną obiad w przydrożnym barze, niech powącha cudowne kwiaty migdałowca i niech zobaczy razem ze mną bajkowo zielone pola ryżowe.

Kolejna pani wyprawa została przełożona, dlaczego?

Właśnie teraz miałam być w Indiach. Razem z kilkoma osobami, które chciały tam zrealizować pewien projekt, a ja miałam być jego częścią. W ostatniej chwili okazało się, że brakuje jakiegoś elementu w całej tej projektowej układance, więc wyprawa została przełożona. Nie żałuję niczego. Staram się korzystać z życia w każdym miejscu, niezależnie od tego czy to jest Mumbaj, czy Warszawa. Czas, którego nie spędziłam w Indiach, wykorzystałam na dokończenie pisania mojej najnowszej książki pt. „W dżungli podświadomości”, która ukaże się w marcu.

A w połowie stycznia zgodnie z planem wyruszam na dwie miesiące samotnie do Amazonii.

Coś panią podczas podróży zaskoczyło, zszokowało?

Podczas podróży odkryłam właściwie wszystko, co uważam za najważniejsze w życiu. Na przykład to, że szczęście nie bierze się z posiadania przedmiotów, dyplomów albo pieniędzy. Ludzie w Europie są bardzo przywiązani do rzeczy, niezdrowo jedzą i najbardziej lubią siedzieć w fotelu. To właśnie dlatego są coraz bardziej schorowani i nieszczęśliwi. Tak nie musi być.

Szczęśliwy będzie ten, kto jest świadomie odpowiedzialny za swoje życie, czyli nie narzeka i nie obwinia świata za swoją złą dolę, tylko bierze się do pracy i zmienia w sobie to, co wymaga naprawienia. Ja tak zrobiłam i stąd wiem, że to jedyny skuteczny sposób.


A wie pani, co mnie najbardziej zaskoczyło? W Europie uczono mnie jak udawać fajniejszą niż naprawdę jestem. A w dżungli amazońskiej zrozumiałam, że w życiu nie chodzi o to, żeby udawać silnego i odważnego. Chodzi o to, żeby BYĆ silnym i odważnym. Tego nauczyłam się od Indian w dżungli.

Jak pani sądzi, z czego to wynika?

Ze sposobu myślenia. Indianie zajmują się tym, co jest teraz ważne. Europejczycy ciągle dyskutują o tym, co było albo o tym, co będzie. I osądzaniem tego, co robi ktoś inny.

A kiedy przychodzi ta chwila, kiedy trzeba już wracać do Polski, to co pani czuje – tęsknotę za domem czy żal, że opuszcza się jedno z najpiękniejszych – jak przypuszczam – miejsc na Ziemi?

Cieszę się zawsze, że jestem. Że po prostu jestem. I w każdym miejscu staram się znaleźć coś dobrego.

Polska też ma chyba trochę do pokazania. Takie miasta, jak Wrocław, Kraków, Poznań, Warszawa Katowice, Łódź, Gdańsk, Gdynia, Sopot mają swoje urocze zakątki. Czym możemy się pochwalić?

Nie podróżuję zbyt wiele po Polsce, bo kiedy już mam trochę czasu, to wyjeżdżam bardzo daleko. Nie opiszę więc najpiękniejszych zakątków polskich miast, ale jest coś, czym na pewno możemy się pochwalić. To polska kuchnia. Mamy fantastyczny chleb. Oczywiście nie ten z supermarketu z chemicznymi polepszaczami, tylko ten prawdziwy, razowy, pełnoziarnisty polski chleb z prawdziwej piekarni. Mamy cudowne jabłka. I pyszny twaróg.

Skoro już mowa o kuchni. Ma pani swoje ulubione potrawy, poznane podczas wypraw do innych krajów?

Podczas wyprawy w Himalaje odkryłam soczewicę. W Polsce nigdy jej nie jadłam. A niedaleko Mt. Everestu codziennie dostawałam do jedzenie skromny nepalski posiłek: ryż i pyszną żółtą papkę. Bardzo mi to smakowało. Aż pewnego dnia odkryłam, że ta papka to po prostu rozgotowana soczewica. Od tamtej pory bardzo często ją gotuję i jem w Polsce.
Uwielbiam też indyjskie curry z warzywami. Jeśli chodzi o napoje, to codziennie rano piję yerba mate, a po południu indyjskie herbaty ziołowe.

Zimę zwykle spędza pani poza Polską. Nie brakuje pani czasem śniegu podczas Świąt Bożego Narodzenia?

Nie brakuje. Myślę, że wszystkie rekwizyty kojarzące się ze świętami nie są takie ważne. Ani śnieg, ani choinka, bombki, prezenty czy święty Mikołaj. Najważniejsze jest to, co ma się w sercu. Wtedy nie ma znaczenia, czy za oknem jest śnieg czy tropikalne słońce.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...