sobota, 20 października 2012

"Myśleć efektywnie" Art Markman


Okładka: miękka ze skrzydełkami
Cena na okładce: 29,90 zł

Tym razem przyszło mi się zmierzyć z książką traktującą o tematyce całkowicie mi nie znanej. Myślę, że nie tylko ja nie miałem pojęcia, co oznacza smart thinking. Publikacja jest pionierska. Jako pierwsza w Polsce podjęła zagadnienie sprytnego myślenia. Autorem jest dr Art Markman - wykładowca psychologii oraz marketingu na Uniwersytecie w Teksasie. Ma on za sobą ponad 125 rozpraw naukowych! Nie musimy się jednak martwić, że "Myślenie efektywne" jest skierowane do specjalistów z tej dziedziny. Książka ma formę eseju. Na pewno nie natkniemy się na terminy nam nie znane, a które nie zostały wystarczająco zrozumiale wyjaśnione.

Pierwszy rozdział tłumaczy czym jest smart thinking. Polecam uważnie przeczytać ten fragment książki. Jest on kluczowy do zrozumienia całości. Czytanie więc przy włączonym telewizorze i pogaduszki z koleżanką  odpadają ;)  Kolejne działy przybliżają ideę sprytnego myślenia, ukazują jej szerokie zastosowania, wyjaśniają jak wykorzystać przyswojoną wiedzę w praktyce oraz przekazać ją innym.

Wydawnictwo Samo sedno jak zwykle podołało stronie technicznej. Przed każdym rozdziałem jest krótka zapowiedź, a na końcu podsumowanie zgromadzonej w danej części wiedzy. Cieszy mnie to, że wydawnictwo nie tylko promuje techniki szybkiej nauki, zarządzania czasem czy sprytnego myślenia, ale także stosuje się do nich. Nie znajduję rozbieżności między propagowanymi teoriami, a praktyką. Powszechnie wiadomo przecież, że wcześniejsze zaznajomienie się z tematem pozwala na lepsze zrozumienie treści, a podsumowanie najważniejszych tez na szybsze ich przyswojenie.

Recenzję pragnę zakończyć pięknym cytatem znalezionym w książce. Zaznaczyłem na razie stronę, na której się znajduję. Zamierzam jednak przepisać go na zakładki do książek lub stworzyć osobną kartę mu poświęconą. Myśl ta związana jest z moją ulubioną dziedziną wiedzy. Przejdę jednak do rzeczy. Cytat brzmi: "Kto nie pamięta historii, skazany jest na jej powtórne przeżycie" (str. 114). Autorem tych słów jest George Santayana.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu:

niedziela, 14 października 2012

Multiplaner - najlepszy organizer!


 
O tym "wynalazku" wiele już napisano (szczególnie w BGS). Teraz kolej na mnie :) Przyznam, że długo wahałem się, czy w ogóle przyjąć go do recenzji. Wydawało mi się, że to zwykły kalendarz za kosmiczną cenę. Podszedłem do niego sceptycznie. Coś drgnęło, gdy otworzyłem paczkę. Wtedy zacząłem zmieniać o nim zdanie.

Po otwarciu paczki ujrzałem solidny, dobrze wykonany kalendarz ze skóropodobną oprawą (trafił mi się akurat bordowy). Przewróciłem pośpiesznie pierwsze strony, które zawierają instrukcję obsługi ;) Korzystanie z planera wcale nie jest takie proste, jak by się wydawało. Spodobało mi się od razu, że jest trójdzielny. W normalnym kalendarzu na notatki poświęconych jest tylko kilka stron i to na samym końcu. Żeby coś sprawdzić muszę "skakać" między zapiskami a aktualnym dniem. Tutaj nie ma takiego problemu.

Na samej górze znajduje się organizer z 12 przekładkami. Sami uzupełniamy tytuły.  Każda przekładka liczy ok. 6 stron (liczba nie jest stała). Jak dla mnie zupełnie wystarczająco. Mam nawet jeszcze dwie przekładki wolne.

Niżej jest kalendarz. Jeden tydzień mieści się na dwóch stronach. Z kalendarza nie lubię akurat zbyt często korzystać. Dla mnie jest w nim za mało miejsca. Do rozplanowania dnia potrzebuję kilkunastu linijek.

Na samym dole mieści się notatnik. Tam zapisuję szczególne notatki, książki czekające w kolejce do przeczytania, filmy do obejrzenia i wiele innych.

Dużą zaletą, że każda strona we wszystkich częściach jest numerowana. Dzięki temu w organizerze umieszczam ogólne punkty, a w notatniki szczegółowo je rozpisuję, ale nie muszę ich długo szukać. Poszczególne strony można przecież linkować :) Na samym końcu planera znajduje się szkicownik. Możemy tam stworzyć nasze skromne dzieła w postaci map myśli. Miejsca zaplanowano bardzo dużo, bo aż 16 stron.

Przy okładce jest także kieszonka na dokumenty. Dlaczego tylko jedna? Zachęca to do umieszczania potrzebnych informacji od razu w odpowiednim miejscu. Dotychczas wszystko zapisywałem na osobnych karteczkach, później zbierałem je, gubiłem, szukałem itd. Kolejny problem wyeliminowany :)

Dla mnie multiplaner ma tylko jedną wadę - jest za duży. Korzystam z niego tylko w domu. Nie zabieram go nigdzie ze sobą. Myślę, że optymalny format to B5 lub B6. Choć to oczywiście kwestia gustu i indywidualnych potrzeb.

Ciekawie brzmi też oferta noterów. Nie korzystałem jednak nigdy z nich, więc nie mogę nic o nich napisać. Zachęcam do zajrzenia na stronę: http://multiplaner.pl/

Dziękuję za egzemplarz do recenzji :)

sobota, 13 października 2012

"Techniki samorozwoju czyli jak lepiej zapamiętywać i uczyć się szybciej" Natalia i Krzysztof Minge



Kolejna bardzo ciekawa pozycja wydawnictwa Samo Sedno. Myślę, że jako członkowie BGS powinniśmy się nią szczególnie zainteresować. W końcu samorozwój to nasz wspólny cel. A ta książka stanowi zbiór wszelkich potrzebnych technik. Znajdziemy w niej rady od map myśli, przez szybkie czytanie aż po mnemotechniki.

Pierwszy rozdział poświęcony jest organizacji pracy oraz jej zakłóceniom. Dowiemy się tutaj m.in. jak uporządkować nasze biurko oraz czy cisza rzeczywiście nam służy. Kolejny rozdział traktuje o mapach myśli. Jako że przeczytałem już wiele publikacji dotyczących tego tematu nie zagłębiałem się zbytnio w niego (choć oczywiście przeczytałem go uważnie). Na pewno wyjaśni nam jak tworzyć mapy myśli. Nie powie jednak, do czego można je wykorzystywać. A ten sposób notowania ma przecież tyle zastosowań! Rozumiem, że nie można zawrzeć wszystkich szczegółów w jednej publikacji. Po więcej odsyłam do "Mapy twoich myśli" T. Buzana.

Trzeci rozdział ściśle dotyczy samej nauki. Przeczytamy trochę o kawie, ogromnym znaczeniu snu dla samorozwoju i szczęśliwym długopisie, który naprawdę przynosi szczęście!

Kolejne działy dotyczą utrzymywania wysokiego poziomu motywacji (znajdziemy tutaj techniki pozwalające szybko ją zwiększyć) oraz szybkiego czytania. Nie będę zbyt wiele o nim pisać. Ostatnio zastanawiam się, czy szybkie czytanie w ogóle ma sens. Każdy niech przeczyta ten dział sam i oceni, czy przyniesie to efekty.

Czwarta część jest jedną z najciekawszych. Traktuje o mnemotechnikach. Aż 16 z nich zostało szczegółowo omówionych z podaniem przykładu, zastosowania i ćwiczeń pozwalających ją opanować. Oczywiście nie wszystkie mi się spodobały. Mam już jednak kilka ulubionych. 

Ostatnia część poświęcona jest kreatywności. Autorzy najpierw rozprawiają się z mitem, że kreatywność to cecha wrodzona. Nic bardziej mylnego! Tak jak ćwiczymy nasze mięśnie, tak możemy zwiększyć nasze możliwości twórcze. W tym dziale jest najwięcej ćwiczeń, które nie tylko wyćwiczą tę umiejętność, ale także pozwolą spojrzeć nieco inaczej na wiele spraw.

Szata graficzna jak zwykle (w przypadku tego wydawnictwa) jest bardzo dobra. W książce zastosowano tylko jeden kolor - czarny. Nie ma żadnych rozpraszaczy. Dzięki temu możemy skupić się na tekście. Przed każdym rozdziałem znajdziemy krótką zapowiedź, a na końcu podsumowanie. Pozwala to szybko przypomnieć sobie zdobytą wiedzę nawet po długim czasie od przeczytania.

Myślę, że dla zarówno dla BGS (jak i każdej osoby zainteresowanej swoim rozwojem osobistym) "Techniki samorozwoju" to podstawowa pozycja, która powinna zajmować honorowe miejsce w domowej biblioteczce.

Okładka miękka ze skrzydełkami.


 Za egzemplarz do recenzji dziękuję:

 

środa, 3 października 2012

"Podróżuj, módl się i kochaj" Beata Pawlikowska



Najnowsza książka Beaty Pawlikowskiej. Jej premiera miała miejsce 28 września. Dostępna jest jako dodatek do październikowego numeru National Geographic. Przyznam, że tylko dlatego kupiłem ten magazyn. Nigdy wcześniej nie kupowałem NG (między innymi ze względu na dość wysoką cenę). Zrobiłem jednak wyjątek i nie żałuję.

Książeczka jest bardzo krótka. Liczy 95 stron. Na szczęście nie powtarza się zabieg z serii "Dzienniki z podróży" tj. nie ma na co drugiej stronie rysunków autorki z przepisanym zdaniem z sąsiedniej strony. 95 stron to rzeczywista objętość tekstu. W środku dołączona jest także wkładka z kolorowymi zdjęciami z podróży do Indonezji.

Wracając do samej książki: nic oryginalnego nie powiem. Jak zwykle urzekła mnie książka Beaty Pawlikowskiej. Uwielbiam jej styl, skupianie się na emocjach, odniesienia do naszej cywilizacji i celne komentarze. Rozumiem, że nie każdemu może to odpowiadać. Jeśli ktoś nie lubi pozostałych podróżniczych książek tej autorki raczej nie powinien sięgać po tę pozycję.

Jeśli chodzi o tytuł to niewiele mogę powiedzieć. Wiem oczywiście o istnieniu takiej książki jak "Jedz, módl się i kochaj", ale jej nie czytałem. Nie mam więc zielonego pojęcia, czy tytuł Beaty Pawlikowskiej odnosi się w jakikolwiek sposób do niej.

Książka jest opisem wrażeń tylko z fragmentu podróży do Indonezji. Cała relacja ukaże się 17 października, czyli w dniu premiery "Blondynki na Bali". Nie wiem, czy zdarzenia opisane w "Podróżuj, módl się i kochaj" zostaną powtórzone. Mam nadzieję, że nie. Czułbym się wtedy trochę oszukany. Na razie nie znamy jednak żadnych szczegółów dotyczących "Blondynki na Bali", więc nie ma czego komentować. Do tematu powrócę po 17 października.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...