sobota, 29 września 2012

Inspirujący wywiad


Mój ulubiony fragment wywiadu (odpowiedni na początek jesieni :)) 

- Depresyjna jesień? A co to jest? Jesień to nowa wiosna. Jesienią wszystko się zaczyna. Zobacz jak świat kipi od dojrzałych, pełnych słodyczy owoców! Brzoskwinie, winogrona, jabłka, gruszki, pomidory, bakłażany, dynie! To ma być smutne? Jeśli jesteś smutny jesienią, to znaczy, że krążysz po życiu po omacku, bo najbardziej jesteś przywiązany do strachu przed nadejściem czegoś nowego. Puść się. Kiedy skoczysz, życie cię poprowadzi.


Właśnie wydałaś kalendarz na rok 2013 - "Rok dobrych myśli" znajduje się tam podobno 365 powodów, żeby być szczęśliwym człowiekiem. Możesz podać kilka swoich powodów do szczęścia? :)

- Świat jest dobry i to jest pierwszy i najlepszy powód do tego, żeby być szczęśliwym człowiekiem. Jedyny kłopot leży w tym, że nie każdy potrafi to zobaczyć. A świat jest dobry dla tych, którzy patrzą na niego dobrymi oczami.

Wszystko zależy od twojego sposobu myślenia. Kiedy koncentrujesz się na tym, co jest złe i ułomne, cierpisz z powodu gniewu i smutku. To wymaga tyle samo energii co skupienie swojej uwagi na tym, co jest dobre i pozytywne, tym bardziej, że to, co jest dobre, ma zawsze większą moc od tego, co jest złe. I nie chodzi o to, żeby się bezmyślnie szczerzyć. Chodzi o to, żeby widzieć dobro i kierować się nim na co dzień. To jest właśnie szczęście. Dlatego napisałam kalendarz, gdzie na każdej stronie jest jedna drobna myśl, która ma o tym przypominać.
Na swoim profilu na Facebooku prowadzisz swoistą psychoterapię przez podróżowanie, tak można to nazwać. Chodzi o te żółte karteczki, które zamieszczasz z różnymi złotymi myślami, życiowymi mądrościami, wskazówkami, rysuneczkami. Internauci to lubią, komentują, pod każdą taką karteczką, jest przeciętnie dwa tysiące like'ów i kilkadziesiąt komentarzy, w których ludzie opowiadają o własnych doświadczeniach życiowych, otwierają się, dzielą się często bardzo intymnymi zwierzeniami... Przypomina to trochę terapię w grupie.

- Może chodzi o to, żeby zatrzymać się na chwilę i przypomnieć sobie o tym, co jest ważne? W tym pomaga właśnie podróż, chodzi o złapanie dystansu. Zobacz jak łatwo się zatracić w ciągłym pędzie za czymś. Ja jestem ambitna i mam masę marzeń i planów, ale nie chcę być jucznym wołkiem, który bez wytchnienia orze na polu swojego niezaspokojenia. Chcę się cieszyć. Więc staję czasami i krzyczę: Aaaaaaa! Kocham to! Czuję, że żyję. I o tym piszę na moim blogu i na moim profilu na Facebooku.

Chcesz w ten sposób pomóc innym, bo sama przeszłaś krętą drogę? Skąd czerpiesz siłę i jak ładujesz baterie?

- Siłę czerpię z tego, co robię: podróże, dziennikarstwo, pisanie książek, fotografie. Nakręcam się tym, że uda mi się stworzyć coś, z czego jestem zadowolona. Coś takiego, czego sama świadomie pewnie bym nie wymyśliła, ale co przychodzi do mnie w natchnieniu. Niektóre książki same się piszą. Wystarczy usiąść do komputera, skoncentrować się i słowa same powstają pod palcami. Tak samo jest z rysowaniem i malowaniem, tak samo jest z muzyką. Kiedy uda mi się poczuć tę moc i włączyć się w nią, jestem szczęśliwa. I wiem z doświadczenia co można zrobić, żeby sobie w tym pomóc, czyli co zrobić, żeby wesprzeć swoją naturalną siłę i moc. Wymaga to trochę wysiłku, ale jest tego warte! Jakkolwiek to może zabrzmieć w twoich uszach, powiem prawdę, którą sprawdziłam doświadczalnie i jestem jej w stu procentach pewna.

Żeby czuć się dobrze, mieć power do pracy, mieć natchnienie i inspirację, i realizować skutecznie to, co sobie zamierzam: nie piję alkoholu, nie palę papierosów, uprawiam sport, dużo śpię i zdrowo się odżywiam. I ćwiczę pozytywne myślenie.

Śmiejecie się ze mnie? W świecie suplementów diety, mrożonek, piwa i fast foodow? Śmiejcie się. Ja nigdy nie choruję. Wędruję przez dżunglę razem z Indianami. Realizuję wszystko, co sobie wymyślę. Mam mnóstwo nowych pomysłów. A co najważniejsze: jestem szczęśliwa. Jak dla mnie to wystarczający powód, żeby o siebie dbać.

Mówisz o sobie łowca prawdy i łowca przygód...

- Ach, to jest najbardziej niesamowite! Dopóki mieszkałam w Europie, myślałam że coś wiem. Coś o sobie, o świecie, o życiu. Pojechałam do Ameryki Południowej, zaczęłam mieszkać z Indianami i wtedy nagle okazało się, że większość rzeczy, których nauczyłam się dotychczas, to fałsz i kłamstwa. Iluzje, w które nauczyłam się wierzyć, a ponieważ niedostępne mi były żadne alternatywy, uznałam je za prawdę. W dżungli amazońskiej wszystkiego musiałam się nauczyć na nowo.  Spędziłam tam wystarczająco dużo czasu, żeby zrozumieć kilka ważnych rzeczy o sobie i o miejscu, gdzie się wychowałam. Z tamtej perspektywy Europa to najbardziej zakłamane i autodestrukcyjne miejsce, jakie znam. Nie mogę uwierzyć, że żyję w cywilizacji, która usiłuje zabić ludzi, którzy ją tworzą, a jednocześnie udaje, że zupełnie nie zdaje sobie z tego sprawy.
Przykład?


- Pierwszy przykład z brzegu: masowo produkowana żywność, która jest pozbawiona wartości odżywczych, wzmocniona chemicznymi dodatkami i konserwantami, i sprzedawana w sklepach po niskich cenach, żeby zachęcić klientów. Dodatki konserwujące, polepszacze, wzmacniacze smaku i koloru obniżają odporność organizmu. Ludzie kupują, jedzą, a potem chorują na raka, cukrzycę, otyłość. Umierają. A ta sama cywilizacja, która dostarcza im tej żywności ogłasza, że jest najlepsza, bo właśnie wynalazła jeszcze jedno lekarstwo – na choroby wywołane żywnością, która powinna być zdrowa, ale nie jest. Biały cukier niszczy układ odpornościowy człowieka i narusza emocje. Zobacz jak łatwo wpadasz w euforię i wkrótce potem w depresję po zjedzeniu czegoś, co zawiera biały cukier.

W Anglii zrobiono eksperyment – przez pewien czas podawano dzieciom w szkole wyłącznie pełnowartościowe posiłki – zupy z warzyw, kasze, ziemniaki, mięso, ryby, owoce. Zakazano słodyczy i fast foodu. Wyniki były zdumiewające – dzieci niespodziewanie były w stanie skupić się na lekcjach, były bardziej zrównoważone i zdrowsze.

Czy to nie jest najbardziej logiczne, co można sobie wyobrazić? Dlaczego w naszym tak rewelacyjnie rozwiniętym świecie nikt nie dba o to, żeby dzieci jadły tylko zdrową żywność?
Wiadomo już, że żywność z  dodatkami cukru, chemii, stabilizatorów, regulatorów i poprawiaczy jest trująca. Wczoraj w angielskiej prasie widziałam zdjęcie szczura z guzem na brzuchu. Był karmiony żywnością modyfikowaną genetycznie – dla eksperymentu.

W mądrej cywilizacji ludzie dbają o swoje zdrowie. W naszej cywilizacji – zatruwają się codziennie tym, co kupują w sklepach. Bo 90% produktów żywnościowych w zwykłych sklepach zawiera szkodliwe dodatki. Nie wiem dlaczego tak jest, nie jestem w stanie tego zrozumieć i nie jestem w stanie się z tym pogodzić.

Kiedy zaczęłam czytać etykiety, byłam w szoku. Prawie wszystko, co można kupić w zwyczajnym sklepie, zawiera dodatek jednej (lub kilku) szkodliwych substancji, takich jak kwas cytrynowy, syrop glukozowo-fruktozowy, biały cukier, glutaminian sodu, aspartam, sorbitol. Wiesz co syrop glukozowo-fruktozowy robi w twoim organizmie? Przestawia metabolizm w taki sposób, żeby wszystko zamieniał na tłuszcz. Dlatego ludzie tyją. Jak to możliwe, ze w naszej cywilizacji coś takiego jest powszechne i zgodne z prawem? Gdzie jest minister zdrowia?

W "Złotych Myślach Blondynki" piszesz: "Każdy sam musi być myśliwym swojego przeznaczenia/ Wytropić sen, złowić złotą rybę i schwytać dzieło kosmicznej doskonałości"..."

- Być wolnym. Odnaleźć swoją wolność i przeznaczenie. Nie dać się wtłoczyć w schemat, nie myśleć tego, co myślą inni, tylko mieć odwagę myśleć i żyć po swojemu. Kiedy odkrywasz swoją pasję i dajesz się jej porwać, wszystko inne przestaje mieć znaczenie. Możesz chodzić w dziurawych butach, ale będziesz szczęśliwym człowiekiem, bo będziesz czuł, ze twoje życie ma sens.

Gdzie indziej czytam taką Twoją przypowieść: "O tym skąd się bierze jesienna depresja i dlaczego trzeba być w życiu dobrym rolnikiem".... No właśnie, jaki masz sposób na depresyjną jesień, jaka strawa dla ducha i ciała?

- Depresyjna jesień? A co to jest? Jesień to nowa wiosna. Jesienią wszystko się zaczyna. Zobacz jak świat kipi od dojrzałych, pełnych słodyczy owoców! Brzoskwinie, winogrona, jabłka, gruszki, pomidory, bakłażany, dynie! To ma być smutne? Jeśli jesteś smutny jesienią, to znaczy, że krążysz po życiu po omacku, bo najbardziej jesteś przywiązany do strachu przed nadejściem czegoś nowego. Puść się. Kiedy skoczysz, życie cię poprowadzi.
Właśnie wróciłaś z Portugalii. Za co kochasz Portugalię? Podobno urzekł Cię zamek Ferdynanda II w Sintrze, tak mówiłaś w radio.


- Wszystko mi się podobało! Sardynki z grilla i szalony wiatr na Cabo do Roca, czyli najdalej na zachód wysuniętym skrawku kontynentalnej Europy. Zamek w Sintrze i starówka, gdzie wąskie zaułki wydają się tak samo zagubione, jak turyści, którzy po nich krążą. Marzę o tym, żeby tam wrócić.

Wydałaś ostatnio kurs języka portugalskiego z cyklu "Blondynka na językach".


- Ukazały się właśnie dwa nowe języki w tym cyklu: rosyjski i portugalski. To jest metoda, którą wymyśliłam, kiedy wszystkie istniejące kursy zniechęciły mnie do nauki. Czułam, że obce języki są coraz bardziej obce i że nie jestem w stanie ich oswoić. I wtedy wpadłam na pomysł, żeby uczyć się tylko tego, co było mi naprawdę potrzebne. Nie muszę wiedzieć jak się nazywa czas przeszły, żeby go używać. Nie potrzebuję wykuwać zasad gramatyki. Najważniejsze jest to, żeby budować prawidłowe zdania i ćwiczyć mówienie. I tak jest skonstruowany mój kurs. Żadnej gramatyki, żadnych odmian i wykuwania. Wystarczy słuchać, powtarzać i na głos mówić, żeby instynktownie zapamiętać w jaki sposób jest zbudowane zdanie. To jest jak logiczne puzzle, samo się układa.

Opowiedz o swoich niedawnych podróżach, w październiku ukaże się "Blondynka na Bali".

- To jest książka opowiadająca pierwszą część mojej samotnej wyprawy do Indonezji. Spędziłam tam miesiąc, podróżując lokalnymi środkami transportu, śpiąc w hotelach z karaluchami i myszami, jedząc w przydrożnych warunkach i na ulicy, czyli tak jak lubię najbardziej. Wtedy czuję, że naprawdę smakuję podróż i poznaję świat. Druga część, czyli “Blondynka na Jawie” ukaże się w maju.

A moje najbliższe plany podróżnicze? W listopadzie jak zawsze lecę do dżungli w Brazylii. W grudniu lecę do Indii, a w połowie stycznia wyjeżdżam na dwa miesiące do Ameryki Południowej. To będzie moja samotna wyprawa. Tylko ja ze sobą. Wtedy najlepiej się siebie poznaje.

3 komentarze:

  1. Rzeczywiście inspirujący wywiad. A ja wprost uwielbiam żółte karteczki pani Beaty :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja niestety muszę przyznać, że ostatnio żółte karteczki Pani Beaty bardzo mnie irytują. Na początku były nawet ciekawe. Teraz stwierdzam jednak, że wolę "normalne" wpisy na jej stronie.

      Usuń
  2. Bardzo, bardzo ją lubię. Na wywiad też trafiłam, na fan page'u na facebooku (polecam!). Tak jak książki zresztą: W dżungli życia, miłości i samotności, czytałaś może? :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...