piątek, 27 lipca 2012

"Maryja i egzorcyzmy" o. Francesco Bamonte



 Myślę, że "Maryję i egzorcyzmy" powinien przeczytać każdy. Chrześcijanie więcej dowiedzą się o swojej wierze i o pewnym polu działalności Kościoła katolickiego, które nie jest zbyt dobrze znane. Często nawet pobożni katolicy śmieją się, gdy słyszą o egzorcyzmach. Uznają, że opętanie przez Szatana nie istnieje. A to jest właśnie największy sukces Złego! Ludzie przestali wierzyć, że on naprawdę istnieje i czyha na nas. A dlaczego niewierzący powinni również przeczytać tę pozycję? Są w niej zawarte prawdziwe świadectwa i takie wyznania, które poruszą podstawami nawet najbardziej zatwardziałego ateisty (nawet jeśli nie przyzna się on do tego).

  Długo zbierałem się do lektury. Najpierw mozolnie przeczytałem wstęp, który mnie nie zaciekawił, więc odłożyłem książkę na półkę. Pewnego wieczoru zmusiłem się jednak i zabrałem się za pierwszy rozdział i...książkę wręcz "połknąłem". Nie mogłem się wręcz doczekać, co będzie na następnej stronie czy w następnym rozdziale.

O. Franceso Bamonte
Książka pozostawia w duszy pewien ślad (a jest mnóstwo pozycji, po których nie zostaje nic, czasem nawet zapominamy o tytule danej pozycji). Umocniła moją wiarę i otworzyła szeroko oczy na zagrożenia duchowe, które na nas czyhają. A tych jest co nie miara.

Najpierw autor wyjaśnia czym jest opętanie i podaje cztery czynniki, po których można stwierdzić ten stan u innej osoby, a następnie wyjaśnia rolę Maryi w egzorcyzmach. Jest ona nie do przecenienia. Zły duch, który tkwi w człowieku niezwykle rzadko odważa się wypowiedzieć Jej imię! Kolejno autor opisuje swoje doświadczenia. Najpierw stawia tezę. Potem następuje katacheza, w której wyjaśnia dane zagadnienie w świetlne nauki Kościoła Świętego, a na końcu zapoznaje czytelnika z przykładami zaczerpniętymi z odprawianych przez siebie obrzędów.

Kilkanaście stron poświęcono doświadczeniom maryjnym innych egzorcystów m. in. najbardziej znanego Gabriele Amorth. Przeprowadził on ok. 70 000 egzorcyzmów, a od 1986 roku pełni funkcję oficjalnego egzorcysty Państwa Kościelnego.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję:

Esprit

niedziela, 22 lipca 2012

"Trenuj swój umysł" Terry Horne, Simon Wooton


Niedawno czytałem inną książkę na temat działania naszego umysłu. Myślałem więc, że "Trenuj swój umysł" będzie kolejnym zbiorem nieciekawych, żmudnych ćwiczeń lub podręcznikiem zawierającym "suche" fakty. Jednak po przeczytaniu pierwszych stron zmieniłem zdanie (inna sprawa, że pierwszy rozdział jest najciekawszy...).
Książka podzielona jest na trzy części ("W domu", "W pracy", "W czasie wolnym"), a te z kolei dzielą się na rozdziały (w sumie jest 10 rozdziałów).
Czytając książkę radzę zaopatrzyć się w coś do pisania i kartki, ponieważ znajdziemy w niej tak dużo ciekawych rad, że aż żal byłoby zapomnieć choć kilka z nich.
Najwięcej wyniosłem z części pierwszej. Autor skupia się na diecie. Zanotowałem kilka cennych uwag. Nie miałem pojęcia, że np. płatki nie są dobre na śniadanie :) Pierwszy rozdział ogólnie pomaga nam zmienić swoje przyzwyczajenia żywieniowe z korzyścią dla naszego mózgu.
Następnie autor skupia się na emocjach i usprawnianiu pamięci. Tutaj musimy przejść przez odrobinę teorii, aby już w 4 rozdziale przejść do właściwych ćwiczeń. Możemy wykonać test inteligencji oraz dowiedzieć się jak podwyższyć nasze IQ. A wynik można podnieść nawet o 15 punktów zmieniając dietę i odpowiednio podchodząc do egzaminu. Z tego działu wysnułem pewien wniosek (o który się już wielokrotnie wcześniej ocierałem): testy IQ niczego nie sprawdzają! Jeśli ktoś myśli, że może "zmierzyć" nimi swój iloraz inteligencji to jest w wielkim błędzie. Typowe testy są źle skonstruowane i sprawdzają wyuczone rzeczy. Jak choćby palindrom. Przecież to jest przyswojone gdzieś wcześniej pojęcie! Moje wnioski potwierdza także niemiecki uczony Sebastian Leitner (więcej można o tym przeczytać w książce "Naucz się uczyć").
Ale wróćmy do "Trenuj swój umysł". W drugiej części jest trochę liczenia. Znajduje się tam trening myślenia numerycznego oraz trening logiczny.
W części trzeciej możemy wykonać testy na myślenie wizualne i kreatywne (moim zdaniem najtrudniejsze)
Na koniec jest jeszcze kilka rozdziałów o myśleniu na głos oraz trening myślenia werbalnego.
Przejdźmy teraz do błędów (od których nie jest wolna większość publikacji):
  • Na stronie 78 zaczyna się pewna tabela zatytułowana "Jak zminimalizować pięć czynników , które przeszkadzają nam dobrze się czuć?". W pierwszej kolumnie jest przeszkoda, a w drugiej rada jak ją wyeliminować. Przy smutku możemy przeczytać "Nosić żałobę i wspominać". NIe rozumiem tego. Nie wiem czy to celowy zamysł autora czy błąd tłumacza...
  • Str. 281 - ćwiczenie ortograficzne. Obok definicji podana jest pierwsza literka. Punkt 5 brzmi następująco "w niej mak: r". Odpowiedź brzmi (sprawdzona z listą odpowiedzi zamieszczoną na końcu książki) makówka, więc pierwsza litera to m.
  • Str. 214 - autor radzi, aby osoby po 55 roku życia "nie wycofywały się do spokojnego, cichego miejsca - mózg wymaga stymulacji". Czy więc stymulację mózg może odnaleźć tylko w głośnym, zatłoczonym mieście? Ja mam wręcz przeciwne zdanie. Szkoda, że autor nie rozwinął myśli. Być może miał na myśli coś innego.
  • Str. 168 - tutaj znajdują się wręcz komiczne rozważania. Autor sporządził tabelkę. Dotyczy ona randki i tego, kto powinien się spóźnić. Zostały również poszczególnym opcjom przyznane różne punkty (również ujemne). Z wywodu wynika, że lepiej w ogóle nie spotykać się z płcią przeciwną, bo zawsze będzie źle ;D
  • Str. 158 - test "Czy jesteś numerofobem?". Moim zdaniem niektóre pytania są dość kontrowersyjne np. zaznacz czy kiedykolwiek obstawiałeś zakłady. Odpowiedź wpływa na wynik testu. Jeśli nigdy tego nie robiłem przybliża mnie to do "numerofobii". Dziwny jest ten test...
  • Z tego co wiem to równanie fabuła=akcja nie jest prawdziwe. A w jednym ćwiczeniu tak te pojęcia zostały potraktowane. Niestety nie zaznaczyłem strony, więc nie jest w stanie teraz powiedzieć, w którym rozdziale jest ten błąd.
  • Na stronie 302 autor (lub autorzy, jest ich dwóch, więc nie wiem, który co pisał) stawia tezę, że nauka religii nie idzie w parze z rozwojem moralnym. Jako dowód podaje pewien eksperyment (nie będę tutaj przytaczać go w całości). Jako naukowiec twórca tego fragmentu powinien wiedzieć, że dane badanie powinno być wielokrotnie powtarzane i winno się stworzyć grupę kontrolną, aby uznać je za prawdziwe. Tymczasem na podstawie jednej obserwacji autor zakłada, że szkoły wyznaniowe nie kreują moralności.
Wiem, że wypisałem dość dużo wad. Nie jest oczywiście tak, że szukam dziury w całym. Pisząc opinię o książce czuję obowiązek zwrócenia uwagi na wszystkie mankamenty, które udało mi się zauważyć.
W porównaniu z wartością dla naszego życia, która płynie z lektury powyższe wady nie przesądzają o niczym. Ta książka ma dla mnie podwójne znaczenie. Primo: wzmocniłem swoje osłonki mielinowe ;) Secundo: otrzymałem przystępne rady (dotyczące m.in. odżywiania, spotu, muzyki), dzięki którym bardzo szybko mogę zwiększyć możliwości mojego mózgu.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu:

Samo sedno


A co Wy sądzicie o testach IQ? Wykonywaliście kiedyś jakiś? Może chcecie pochwalić się wynikiem? ;)  Staracie się pracować nad ograniczeniami własnego umysłu? Chętnie dowiem się jakie jest Wasze zdanie :)

niedziela, 8 lipca 2012

"Nie ogarniam" Agnieszka Kuna - Broniowska


Przeczytałem ten poradnik z polecenia znajomej. Od razu byłem pozytywnie do niego nastawiony (ta osoba przedstawiła go w samych superlatywach), więc moja recenzja może być trochę nieobiektywna ;) Ta książka jest dla mnie szczególna z tego powodu również, że po raz pierwszy od bardzo dawna przeczytałem "coś" dłuższego w formie elektronicznej. Muszę przyznać, że nie znoszę ebooków. A jeśli już muszę coś czytać w ten sposób, to tylko poradniki.

Jeśli chodzi o poradniki dotyczące zarządzania czasem (a ta książka o tym traktuje) to mam spore doświadczenie. Przeczytałem ich mnóstwo, ale jakoś nigdy nie potrafiłem wcielić w życie zawartych w nich rad. Często były skierowane do osób zarządzających firmami (delegowanie zadań, zamykanie się na godzinę w gabinecie; pouczanie sekretarki, żeby nie wchodziła od 9 do 12...). Agnieszka Kuna - Broniowska zauważyła to i stworzyła poradnik dla zwykłych osób. Nie musimy się także obawiać, że po zastosowaniu rad z jej publikacji będziemy być rączki codziennie o 6.39 aż do końca naszego życia ;) Podtytuł brzmi: "Jak spontanicznie zarządzać swoim czasem?".
Poradnik jest dość krótki i treściwy. Liczy 115 stron.

Po krótkim wstępie zatrzymujemy się na chwilę na teście. Ma on na celu pokazanie sam swojej dziennej efektywności w różnych sferach życia.

W kolejnym rozdziale autorka łamie stereotypy o ludziach zorganizowanych (np. "Osoby zorganizowane są...nudne" czy "Kalendarz i zegarek urągają godności osoby o artystycznej duszy").

Teraz wkraczamy do zasadniczej części książki, która jest podzielona na trzy rozdziały ( każdy rozdział traktuje o jednym filarze zorganizowania: wiedza, motywacja, energia). Otóż, aby skutecznie działać trzeba wiedzieć jak to robić; by podjąć jakąś akcję należy mieć motyw (motyw + akcja = motywacja) i energię, aby to wszystko wykonać. Wszystkie filary wydają się być równie ważne. Choć dla mnie największe znaczenie ma wiedza. Jeśli chodzi o motywację to jest tyle publikacji, że każdy może znaleźć coś odpowiedniego dla siebie.

Ostatni rozdział to "Pułapki". Agnieszka Kuna - Broniowska naprawdę zna się na rzeczy. Przewidziała sporo pytań, które mogą zadań czytelnicy. Przyznam, że po przeczytaniu chciałem od razu rozpocząć generalne porządki. Autorka ostudziła jednak moje emocje podając pewnien przykład. Pewna osoba wchodzi do swojego miejsca pracy. Na biurku jest wielki bałagan. Zabiera się więc do porządków. Układa, myje, szoruje, organizuje... Odkładając ostatnią rzecz na swoje miejsce i ciesząc się z idealnego porządku dostrzega, że jego kolega wstaje i zabiera teczkę. Patrzy na zegarek i okazuje się, że jest już 17 (godzina zakończenia pracy), a on nie wykonał żadnych obowiązków służbowych. Wymowne, prawda...?

Czy książka coś zmieni w naszym życiu? Samo przeczytanie to niestety strata czasu. Jeśli nie zaczniemy korzystać z rad ze wskazówek autorki to będziemy tak samo zorganizowaniu jak przed lekturą.

Poradnik wydało wydawnictwo Złote Myśli.
Tutaj możemy pobrać darmowy fragment (32 strony), żeby przekonać się, czy publikacja do nas trafia.

piątek, 6 lipca 2012

"100 najważniejszych przypadków rekcji czasownika" - j. niemiecki



Publikacja "100 najważniejszych przypadków rekcji czasownika" skierowana jest do osób na poziomie średnio zaawansowanym (B1/B2). Choć część materiału przydatna jest już na poziomie A2+ (np. "interesować się" czy "czekać na"). Ucząc się z kursu "Kein problem" wydanym przez SuperMemo (poziom podstawowy) już poznałem dużo wyrażeń. Te fiszki to zbiór najczęściej używanych przypadków rekcji czasownika. Jak wiemy przyimki często decydują o znaczeniu danego słowa, więc poprawność w ich stosowaniu jest nieodzowna.
Jak zwykle w przypadku serii "100 najważniejszych..." otrzymujemy kod umożliwiający pobranie plików Mp3 z nagraną wymową słownictwa i dodatkowy kartonik z zasadami wymowy.
Dostajemy także specjalne pudełko, które umożliwia naukę w formie quizu. Nigdy o  tym ni pisałem, więc teraz postaram się to wyjaśnić. Do pudełka wkładamy dwie przekładki "NAUKA" i "UMIEM" oraz fiszki, których chcemy się nauczyć. W fazie nauki zapamiętujemy treść kartoników i przekładamy je za zakładkę "NAUKA". Po przyswojeniu wszystkich dopiero przechodzimy do quizu. Wyjmujemy wtedy wszystkie fiszki spomiędzy dwóch przekładek i sprawdzamy naszą pamięć. Jeśli poprawie tłumaczymy hasło z języka polskiego na niemiecki przekładamy fiszkę za przekładkę "NAUKA". Te dwie fazy powtarzamy do momentu wyeliminowania wszystkich błędów.
Kartoniki ułożono alfabetycznie (biorąc pod uwagę przyimki). Podano także pierwszą litrę przypadku, z którym łączy się przyimek w danym przypadku rekcji.
Zawsze przed napisaniem recenzji bardzo dokładnie zapoznaję się z produktem. Czytam także uważnie instrukcję, a także informacje dotyczące wydania. Ku mojemu zdziwieniu bardzo często powtarzają się nazwiska: Kinga Perczyńska i Patrycja Wojsyk (chyba nie mam fiszek, których autorką nie byłaby żadna z wymienionych pań). Podziwiam je :) Zajmuję się przecież tyloma językami!
Niestety przy tej recenzji znowu nie będę oryginalny. Wydawnictwa Cztery Głowy wykonuje świetną pracę.  Nie spotkałem się jeszcze z fiszkami, które nie zachęcałyby do nauki. A moim zdaniem o to w tym wszystkim chodzi. Nie sztuką jest napisać książkę do nauki języka obcego zawierającą w każdym temacie kilkanaście nowych słówek i zagadnień gramatycznych (a mam takie w domu...), nie dając rad jak je zapamiętać. W tym przypadku otrzymujemy konkretny i przyjemny sposób nauki, nie wymagający dużych nakładów czasu.
Przyznam się, że często biorę do ręki fiszki tylko po to, żeby je obejrzeć i dotknąć, nawet jeśli wiem, że w danej chwili nie będę się uczyć :)
Cena (jak za taki produkt) jest przystępna. Fiszki z serii "100 najważniejszych..." można dostać w promocji już za 7 - 8 zł.
Zachęcam więc do zakupów. Właśnie rozpoczęły się wakacje i jest trochę wolnego czasu, dlatego warto zainwestować odrobinę wysiłku we własny rozwój. Na naukę można poświęcić np. chwile spędzone w pociągu czy autobusie.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję:

środa, 4 lipca 2012

"Czasowniki dla początkujących" - j. niemiecki




Zawartość: płyta CD z nagraniami MP3, etui, instrukcja, przekładka "Opanowany materiał", 300 fiszek, oferta wydawnictwa, dodatkowy kartonik z zasadami wymowy.
Publikacja skierowana jest do osób na poziomie A1 i A2. Tak też zostały ponumerowane kartoniki. Według zaleceń instrukcji w pierwszej kolejności powinniśmy wybierać fiszki oznaczone symbolem A1, a dopiero po ich wyczerpaniu można przejść do fiszek oznaczonych A2. Niestety kartoniki zostały ułożone w porządku alfabetycznym, więc przez rozpoczęciem nauki musimy wszystko ułożyć jeszcze raz.
Materiał obejmuje cztery zagadnienia gramatyczne:
  • odmiana w czasie teraźniejszym (1-66)
  • formy podstawowe czasowników (67-204)
  • rekcja czasownika (205-271)
  • zwroty (272-300)
Razem z fiszkami otrzymujemy memobox. Jest to specjalnie stworzone pudełko przez wydawnictwo Cztery Głowy, zaprojektowane przez Sebastiana Leitnera (więcej można o nim przeczytać w "Naucz się uczyć" tegoż autora). Tutaj ukazuje się jednak pewna wada. Powinno mieć ono pięć przegródek, a ma tylko cztery. Rozumiem, że względy praktyczne może przemawiały za mniejszym opakowaniem, a jedna przegródka mniej to jedno powtórzenie trzystu słów i wyrażeń mniej. Omówię teraz w skrócie na czym polega prawidłowe używanie memoboxu. Najpierw wkładamy 15 do 30 fiszek do przegródki numer 1 i uczymy się ich. Jeśli wszystkie już tłumaczymy poprawnie na język niemiecki przekładamy je do przegródki numer 2. Gdy przegródka będzie wypełniona po brzegi wyjmujemy połowę kartoników i sprawdzamy, czy pamiętamy odpowiedzi. Te, które znamy "awansują" do przegródki numer 3. Te zaś, których nie pamiętamy bezwzględnie należy przenieść do pierwszej przegródki. Czynność powtarzamy aż do opuszczenia przez wszystkie fiszki ostatniej przegródki. Wtedy mamy pewność, że dany materiał trwale już znamy.
Nie rozumiem, dlaczego autor instrukcji zaleca wybieranie do nauki tylko 10 - 15 kartoników. W większości źródeł spotykałem liczby od 20 do 30. Jeśli ktoś zna odpowiedź to będę wdzięczny za jej udzielenie :)
Do fiszek została dołączona płyta CD z nagraniami, które możemy pobrać na  komputer lub odtwarzacz MP3. Zostały tak skonstruowane, że po wypowiedzeniu danego słówka następuje przerwa, w czasie której możemy samodzielnie powiedzieć tłumaczenie. Dopiero później słyszymy lektora.
Kolejnym dodatkiem jest bardzo praktyczne etui z logiem wydawnictwa. Składa się z dwóch przegródek. W jednej umieszczamy kartoniki przygotowane do nauki, w drugiej zaś już te nauczone.
Szata graficzna: tak jak w przypadku wszystkich publikacji wydawnictwa Cztery Głowy bardzo gustowna i ciekawa. Kolory są żywe i jak najbardziej zachęcają do nauki. Lubię ten odważny niebieski na opakowaniach :)
W pudełku jest także dość trwała kartonowa przekładka "opanowany materiał". Bowiem ostatnia przegródka do także "magazynek" nauczonych fiszek. Te, które bardzo dobrze znamy umieszczamy za nią.
Pierwsza część zawiera 66 odmian czasownika w czasie teraźniejszym. Świetnym pomysłem było zaznaczenie i wyboldowanie nieregularności. Dzięki temu łatwiej jest je zapamiętać.
Na następnych 134  znajdujemy czasowniki nieregularne w formach czasów przeszłych.
Kolejna część poświęcona jest rekcji czasownika. A ostatnia to "Zwroty". Moim zdaniem najlepsza  grupa fiszek w całej publikacji. Wyrażenia "mieć ochotę na coś" czy "bać się" na pewno przydadzą się w zwykłych rozmowach z osobami posługującymi się na co dzień językiem niemieckim.
Cóż mogę powiedzieć oryginalnego o "Czasownikach dla początkujących"? Niestety nic. Jak zwykle muszę przyznać, że jest to kolejne świetne fiszki wydawnictwa Cztery Głowy, które nie tylko ułatwiają naukę, ale zachęcają do niej i czynią ją przyjemniejszą.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję:

wtorek, 3 lipca 2012

"100 najważniejszych czasowników nieregularnych" - j. niemiecki


Pierwsze wydanie: 2011
Redakcja: Kinga Perczyńska, Patrycja Wojsyk

Tym razem napiszę o publikacji z serii "100 najważniejszych...", ale związanej z językiem niemieckim.
Do tych fiszek podszedłem z dużą rezerwą, ponieważ uczyłem się kiedyś wszystkich czasowników nieregularnych, ale niestety tylko poszczególnych form, bez tłumaczenia. Myślałem więc, że nie skorzystam z tej publikacji. Okazało się jednak, że niepowtarzana wiedza szybko ulatnia się, a powtórzenie w moim przypadku jest wskazane :)
Szkoda tylko, że nie ma tu wszystkich czasowników nieregularnych. Wiem, że publikacja traktuje tylko o tych najważniejszych (jaka sama nazwa wskazuje), ale dodanie 50 karteczek (wszystkich czasowników nieregularnych jest chyba 152) nie stanowi wielkiego problemu. Dzięki temu publikacja byłaby bogatsza, pełniejsza i mogłaby służyć także osobom na odrobinę wyższym poziomie niż A1/A2. Zresztą nie wiem, po co wybierać część materiału skoro i tak niedługo trzeba nauczyć się reszty. Rozumiem, że nie wszystkie czasowniki są potrzebne osobom na poziomie podstawowym, ale nauczenie się całości od razu jest po prostu wygodniejsze ;)
W kartonowym pudełku znajdziemy dwie kartonowe przekładki "NAUKA" i "UMIEM" (naprawdę porządnie wykonane i bardzo trwałe), fiszki oraz ofertę wydawnictwa.
Tradycyjnie otrzymujemy także specjalny kod, który umożliwia pobranie plików z nagraniami. Chociaż wymowa języka niemieckiego nie jest aż tak skomplikowana jak w języku angielskim (właściwie wystarczy opanować kilkanaście zasad i możemy przeczytać prawie wszystko), to jest to miły dodatek. W publikacji jest jeszcze jeden, dużo lepszy bonus. Mam na myśli kartonik z zasadami wymowy. Wszystkie reguły posiadam w postaci pliku na komputerze, ale nawet po wydrukowaniu nie cechuje go ani wygoda, ani praktyczność.
A co jest na kartonikach? Na awersie znajduje się słówko w języku polskim, a na rewersie czasownik w trzech podstawowych formach (Infinitiv, Imperfekt, Perfekt). Karteczki ułożono zgodnie z kolejnością alfabetyczą.
Na samym końcu jest jeszcze jedna fiszka z instrukcją pobierania nagrań. Wszystko jest tak jasno wyjaśnione (cztery punkty krok po kroku), że nikt nie powinien mieć problemów z zapisaniem ich na swój komputer.
Mimo jednej wady publikacja jest naprawdę dobra. Powtarzanie czasowników nieregularnych z języka niemieckiego nie będzie już dla mnie drogą przez mękę :) A brakujące fiszki można zrobić samodzielnie (nawet na tym sporo zyskamy, ponieważ przepisując coś uczymy się tego). Pozostaje więc tylko zaopatrzyć się w fiszki inblanco i do dzieła :)
Spodobał mi się opis pudełka:
"Poręczny format pudełka sprawia, że FISZKI można mieć zawsze przy sobie (w plecaku, torebce czy kieszeni) i uczyć się w każdej wolnej chwili (w podróży, w kolejce, w poczekalni czy na plaży)."
To prawda. Pudełko sprawdza się w różnych sytuacjach, co zostało osobiście przeze mnie sprawdzone.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję:

poniedziałek, 2 lipca 2012

"Czasowniki dla średnio zaawansowanych" - j. angielski



Bardzo się cieszę, że mogłem zapoznać się z tą publikacją. Po raz pierwszy korzystam z większych fiszek z języka angielskiego. Wcześniej recenzowałem tylko "Konwersacje" i kilka tytułów z serii "100 najważniejszych...".
Materiał skierowany do osób na poziomie B1 i B2 (tak też oznakowano karteczki) podzielono na pięć grup:
  1. Czasowniki nieregularne (45)
  2. Czasowniki frazowe (500)
  3. Kolokacje (245)
  4. Idiomy (190)
  5. Przysłowia (60)
Łącznie jest 1050 fiszek.
W pudełku znajdujemy: 1050 wspomnianych kartoników, papierowe przekładki służące do oddzielenia poszczególnych grup, dodatkowy kartonik z transkrypcją fonetyczną, ofertę wydawnictwa, instrukcję, etui i złożony memobox.

Zalety:
  • przejrzystość kartoników
  • memobox (mam już co prawda kilka, ale jeden zapasowy nigdy nie zaszkodzi :))
  • etui (bardzo praktyczne i poręczne, zmieści się w każdej kieszeni)
  • różnorodność tematyczna tytułu (najciekawszą częścią dla mnie są przysłowia; wreszcie wiem jak powiedzieć po angielsku "Co nagle to po diable" czy "Bez pracy nie ma kołaczy")
  • przystępna cena (50 zł za taką ilość świetnie przedstawionej wiedzy to niewiele)
  • ciekawa szata graficzna (podobają mi się użyte mocne kolory ;)
  • jasna i precyzyjna instrukcja
Chcę jeszcze dodać, że najpierw powinniśmy się uczyć kartoników oznaczonych symbolem B1, a dopiero później tych z B2. Wyjątkiem od tej reguły są idiomy i przysłowia, które można przyswajać w dowolnej kolejności - wedle potrzeb.

Wady:
  • właściwie znalazłem tylko jedną - brak wersji audio, do wszystkich mniejszych tytułów dodawana jest mini płyta CD lub specjalny kod umożliwiający pobranie nagrań ze strony fiszki.pl 

Nie będę jakoś specjalnie rozpisywać się o tej pozycji. Powiem tylko, że warto ją nabyć, ponieważ rzeczywiście ułatwia zapamiętywanie i czyni naukę przyjemniejszą. Ktoś może powiedzieć, że takie fiszki można wykonać samodzielnie. Oczywiście! Ale czy będą tak estetyczne...?  Czy wiemy ile czasu należy poświęcić na dobór materiałów i wykonanie kartoników? Do tego i tak musimy ponieść pewne koszty. Choćby kartonu użytego do zrobienia memoboxu. Ręczne wykonanie tego wszystkiego zajmie wiele godzin naszego życia. Czy warto? Na to pytanie każdy musimy odpowiedzieć sam. Ja wybieram gotowe fiszki i to nie byle jakie, bo wydawnictwa Cztery Głowy :)
Na koniec umieszczam bardzo ciekawy cytat skierowany dla osób, które nie wierzą w metodę fiszek:
"Właśnie tu tkwi błąd w myśleniu, który tak wielu ludzi czyni niezdolnymi do uczenia się: mianowicie ich wiara w to, że nauczyć się mogą jedynie od nauczyciela. Od nauczyciela, w obecnych warunkach, można nauczyć się bardzo niewiele, w najlepszym wypadku można być przez niego pouczonym.
Nawet najbardziej wyszukane metody nauczania nie powinny być mylone z właściwym uczeniem się. Nawet najbardziej utalentowany nauczyciel może nam jedynie pokazać, przedstawić, zaprezentować materiał, który ma zostać wyuczony"
["Naucz się uczyć" Sebastian Leitner, str. 23]

 Za egzemplarz do recenzji dziękuję:

niedziela, 1 lipca 2012

"Hiszpański nie gryzie"


Na początku omówię szatę graficzną (która przypadła mi do gustu) i zawartość podręcznika.
Szata graficzna jest bardzo ciekawa (śliska okładka, skrzydełka mogące służyć jako zakładka, duża przejrzystość). Właściwie zastosowano tylko dwa kolory: czarny (tekst) i zielony (marginesy i ramki z ważnymi regułami). Dzięki temu czytelnik nie jest rozpraszany i może skupić się na nauce. W poszczególnych rozdziałach jest dość dużo rysunków. Ogólnie książeczka zachęca do nauki (format trochę większy niż A5).
Książka składa się z 13 rozdziałów, odpowiedzi do testów i słowniczka hiszpańsko-polskiego.

Spis treści:
  1. Alfabet i wymowa
  2. Pierwsze kontakty
  3. Liczby i czas
  4. Człowiek i rodzina
  5. Dom i czynności rodzinne
  6. Jedzenie
  7. Zakupy
  8. Szkoła
  9. Praca
  10. Podróże
  11. Sport i czas wolny
  12. Przyroda
  13. Zdrowie
Na końcu znajduje się także pięć wolnych stron na notatki, co moim zdaniem jest świetnym pomysłem. Szkoda, że jest ich tylko pięć. Można, co prawda zapisać coś na własnych kartkach, ale nie o to tu chodzi.
Do kursu dołączona jest także płyta CD z nagraniami lektora.
Przejdę teraz do szczegółowego omówienia zawartego materiału.
Słownictwo: w każdym rozdziale jest jedna strona, na której są potrzebne w danym temacie  słówka. Oczywiście nie da się ich wszystkich wkuć na pamięć bezpośrednio z książki. Dlatego polecam wykonanie fiszek :) Myślę, że dobór słownictwa jest dość  dobry. Kiedyś uczyłem się z kursu "No hay problema" wydanego przez SuperMemo (poziom A1 - A2). Przerobiłem około 74-75 % i muszę powiedzieć, że większość słów już znam. Przy okazji polecam kursy SuperMemo :) Uznaję je za jedne z najlepszych programów do nauki języka obcego.
Oprócz tego na marginesach przy większości ćwiczeń jest mini-słowniczek, który zawiera nowe, nieznane słówka konieczne do wykonania danego zadania.
Nie podoba mi się, że przed każdym słówkiem nie ma rodzajnika (w nawiasie za słówkiem jest tylko podany symbol), co mi osobiście utrudnia naukę.
Budowa typowego rozdziału: na początku jest zawsze jakiś zabawny rysunek (często w formie komiksu). Oczywiście z tekstem po hiszpańsku :) Nie trzeba się jednak martwić. Pod spodem zawsze jest tłumaczenie. Pod nim znajduje się zapowiedź, czego nauczymy się w danej części książki. Na następnej stronie znajdujemy dialog, który posiada jeden, ale bardzo poważny błąd. Obok każdej wypowiedzi znajduje się tłumaczenie, co utrudnia naukę. Najpierw dobrze jest przeczytać samodzielnie dialog, spróbować jak najwięcej z niego zrozumieć bez żadnej pomocy, później należy sięgnąć do słowniczka, a dopiero na końcu ewentualnie do gotowego tłumaczenia. Błąd ten zaliczam do błędów kardynalnych.
Do tekstu są dołączane po dwa zdjęcia dopasowane tematycznie.
Następnie przechodzimy do kolejnej części rozdziału - "Gramatyka w pigułce". Tutaj jest zdecydowanie lepiej. Nie ma większych nieścisłości. Wszystko wytłumaczono dość jasno i przejrzyście.
Dalej jest już znana nam strona ze spisem słówek i konstrukcji przydatnych w danych rozdziale.
Wreszcie odnajdujemy ćwiczenia, która są najlepiej przygotowane i stanowią najciekawszą część publikacji. Jest ich na prawdę dużo. W niektórych tematach nawet kilkanaście! Występują w różnych formach (podpisywanie obrazków, tworzenie dialogów z rozsypanek, łączenie rysunków z definicjami, uzupełnianie zdań odpowiednią formą danego czasu, ćwiczenia typy prawda/fałsz, test wyboru, udzielanie odpowiedzi na pytania, łączenie ze sobą fragmentów zdań, uzupełnianie różnych form wypowiedzi czasownikami, zakreślanie żądanych słów w diagramie, tłumaczenia i wiele innych. Dobór zadań robi wrażenie.
Ćwiczenia są podzielone na trzy części: zadania do słownictwa, do zagadnień gramatycznych i test sprawdzający wiedzę z całego rozdziału.
Przy numerach niektórych ćwiczeń umieszczona jest ikonka płyty odsyłająca do odpowiednich fragmentów nagrań dźwiękowych.
Na marginesach umieszczane są ciekawostki dotyczące języka hiszpańskiego, Hiszpanów i samej Hiszpanii. Możemy znaleźć tam informacje np. o ilości języków oficjalnych w Hiszpanii (jest ich aż 4: hiszpański, kataloński, baskijski i galicyjski) czy zwyczajach świątecznych (Hiszpanie zamiast choinki stawiają na Boże Narodzenie w domu szopkę).
Na chwilę chcę jeszcze powrócić do gramatyki. Uważam, że jest dużo lepiej wytłumaczona niż w SuperMemo. Myślę, że jeśli ktoś sumiennie wykonuje ćwiczenia to po prostu MUSI nauczyć się języka hiszpańskiego w deklarowanym przez kurs stopniu.
Oczywiście nie nauczymy się z tej publikacji języka na poziomie średnio zaawansowanym. Możemy opanować jedynie podstawy. Cenię tę książkę za to, że jest szczera. Nie lubię tytułów typu "Hiszpański w 30 dni". Chyba nikt nie ma wątpliwości, że nie da się nauczyć jakiegokolwiek języka w miesiąc. Tutaj mamy jasną sytuację. Pozycja jest skierowana do osób, które nigdy nie uczyły hiszpańskiego i prowadzi do poziomu A1.
Jestem pewny, że "przerobienie" tej książki zapewni solidne podstawy do dalszej nauki, a co najważniejsze nie zanudzi nas i nie zasypie ilością nowych informacji dołączonych do każdego tematu (wielokrotnie spotykałem się z takimi publikacjami).
Mimo kilku wad (w tym jednej bardzo poważnej) uważam, że warto zainwestować w tę książkę. Nie polecam oczywiście stosowania jej jako jedyne źródło nauki, bo NIE MA podręcznika idealnego. A gdyby był do liczyłby 3000 stron i posiadał 15 płyt oraz 10 programów do nauki ;)
Cena: ok. 30 zł

Za egzemplarz do recenzji dziękuję:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...