niedziela, 9 grudnia 2012

"Dary Ducha Świętego i Nowa Pięćdziesiątnica" o. Emilien Tardif, Marino Parodi


Wybrałem tę książkę do recenzji bez przekonania. Spodziewałem się długich i zawiłych wywodów teologicznych. Postać o. Emieliena Tardif'a nie była mi wcześniej znana. Po lekturze całkowicie zmieniłem zdanie. "Dary Ducha Świętego i Nowa Pięćdziesiątnica" jest pisana prostym, przystępnym językiem. Zdecydowaną większość stanowi rozmowa z ojcem Tardif'em.

Książka składa się z dwunastu rozdziałów. Kluczowy, moim zdaniem, do zrozumienia całości jest rozdział pierwszy pt. "Charyzmaty we wczesnym chrześcijaństwie". Znajdziemy tam przypomnienie dotyczące zdarzeń, o których traktuje Ewangelia. Tekst tej części jest bazą do dalszych wywodów. Nie należy zapominać, że pierwszym źródłem do szukania wiedzy o wierze katolickiej jest zawsze Pismo Święte. Dobrze, że autor wychodzi z tego założenia. Żadna pozycja katolicka nie może być uznana za wartościową jeśli jej podstawą nie jest Biblia.

Kolejne rozdziały dotyczą życia i działalności ojca Tardif'a. Książka w przystępny sposób przybliżyła mi tę postać. Po lekturze muszę stwierdzić, że jest ona jedną z najważniejszych postaci współczesnego świata dla chrześcijaństwa (o. Tardif już nie żyje, zmarł w 1999 roku na skutek ataku serca).

W rozdziale dziewiątym przechodzimy do właściwej części książki, czyli rozmowy ojcem Tardif'em. Duchowny mówi m.in. o charyzmatach, cudach Jezusa, uzdrowieniach, "komunikacji z zaświatami" (jest to jeden z charyzmatów cieszących się ostatnio szczególnym zainteresowaniem), nowej ewangelizacji, modlitwie czy współczesnej charyzmatyczce Vassuli Ryden.

W książce znalazłem dwie nieścisłości:
  • Na stronie 111 występuje taki zdanie "Ten, kto zawiera pakt z diabłem lub oddaje mu swoją wolną wolę, zostaje opętany; jeśli nie doszło do takiego aktu woli, nie ma mowy o opętaniu diabelskim ". Z innych źródeł (publikacje książkowe oraz ksiądz egzorcysta) wiem, że opętania może doznać całkowicie niewinna osoba. Wystarczy, że ktoś rzuci na nas klątwę (zdarzają się nawet opętania dzieci, które się jeszcze nie narodziły). 
  • Fragment pytania ze strony 123 "Ojciec Antonio (...) nieprzypadkowo stwierdza, że ludzie mogli uwierzyć w Jezusa dopiero po tym, jak dokonał cudów..." i odpowiedź: "To prawda - gdyby było inaczej (...) ludzie nie mogliby w Niego uwierzyć". Być może to ja czegoś nie rozumiem, ale w Piśmie Świętym napisane jest przecież "Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli".
Mimo kilku niedociągnięć książka w przystępny sposób wyjaśnia tajemnice naszej wiary. Podejmuje dość trudną tematykę charyzmatów w chrześcijaństwie (nie tylko w Kościele katolickim, ale także w innych wyznaniach). Jako pasjonatowi historii bardzo spodobała mi się pewna anegdotka, którą pozwolę sobie tutaj przytoczyć (myślę, że będzie najlepszym zakończeniem). Córka króla Francji w XVII wieku upomniała pewnego dnia swoją damę dworu "Nie wiesz, że jestem córką króla?". Tamta odpowiedziała jej: "A ty nie wiesz, że ja jestem córką Boga?". 

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu:

sobota, 8 grudnia 2012

Hiszpański fiszki. 1000 najważniejszych słów i zdań


Być może stali czytelnicy pamiętają post dotyczący "Praktycznych zwrotów konwersacyjnych" (język hiszpański). Wtedy moja recenzja była krytyczna. Wykryłem wiele wad i uchybień (co nie znaczy oczywiście, że tamta publikacja nie ma żadnych zalet; odsyłam zainteresowanych do tamtego postu, żeby przekonać się o nich). Wydawnictwo dopracowało fiszki i dodało do nich wiele elementów. W pudełku "Praktycznych zwrotów konwersacyjnych" znajdowały się tylko fiszki. Tym razem otrzymujemy kilka dodatków:
  • trzy przekładki: "Do nauki", "Uczę się", "Umiem" - naprawdę wiele wnoszą do nauki, pozwalają zorganizować fiszki w pudełku, dzięki nim nic się nie miesza, poza tym mają bardzo sympatyczną wersję kolorystyczną :)
  • nagrania MP3 - tutaj nie muszę chyba nic tłumaczyć, po prostu są niezwykle przydatne w procesie nauki (zwłaszcza jeśli uczymy się jakiegoś języka samodzielnie i nikt nam nie tłumaczy zasad wymowy poszczególnych słów)
  • program - muszę mu poświęcić więcej miejsca, ponieważ jest naprawdę świetny! Dotychczas nie byłem przekonany do programów związanych z nauką języków obcych (poza jednym, o którym już kiedyś pisałem). Zawsze wolałem uczyć się z papierowych fiszek. Program mógł być ewentualnie uzupełnieniem tradycyjnej metody nauki. W tym przypadku jest jednak zupełnie inaczej. Uczę się głównie z programu! Teraz papierowe fiszki stały się uzupełnieniem komputera. Po otwarciu programu widzimy listę z tysiącem pozycji. Po kolei w wersach występują: słówko hiszpańskie, tłumaczenie słówka, przykład zdania po hiszpański, polskie tłumaczenie zdania. Zaznaczamy dowolną liczbę słówek (polecam 10 - 20). Wtedy możemy przejść do zakładki "Generowanie nagrań". Ogromnym plusem jest to, że możemy zmienić tam praktycznie wszystko. Jeśli chcemy na początku może pojawiać się tłumaczenie, a dopiero później słówko. Ale dostępne jest także tłumaczenie w drugą stronę. Ustawiamy także odstęp czasowy między słówkiem i tłumaczeniem oraz między kolejnymi słówkami. Gdy już opanujemy wybraną porcję materiału klikamy na zakładkę "Test i ćwiczenia". Sprawdzamy wtedy znajomość danej partii słówek. Program jest ogromnym plusem. Oczywiście dla tradycjonalistów są papierowe fiszki. Polecam jednak ze swojej strony program. Zrobił na mnie wrażenie.
Zaletami są także: przejrzystość kartoników oraz dobry podział na grupy tematyczne (a jest ich aż 40).
Fiszki przeznaczone są dla początkujących. 

Pisząc recenzje zawsze staram się naświetlić produkt z dwóch stron. Przejdę więc do wad:
  • brak memoboxu. Kluczowym punktem w metodzie fiszek jest pudełko z pięcioma przegródkami, które znacząco usprawnia naukę i pomaga w rozplanowaniu powtórek. Nie bez przyczyny już w starożytności zauważono, że "Repetitio est mater studiorum".
  • odwołanie do Wikipedii w dołączonej ulotce z informacjami. Wiem, że Wikipedia jest obecnie najpopularniejszą encyklopedią. Uważam jednak, że w oficjalnych publikacjach nie powinny się pojawiać odniesienia do niej. Nie jest to do końca wiarygodne źródło. 
Jak więc widzimy wad jest stosunkowo niewiele. Absolutnie nie przesądzają one o wartości fiszek. Uważam, że są bardzo pomocne (szczególnie w przypadku samodzielnej nauki). Wydawnictwo dołożyło starać, by produkt przejrzysty i zachęcający do nauki.



Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu:

sobota, 1 grudnia 2012

"Hiszpański dla bystrzaków" Susana Wald


Kolejna publikacja do nauki języka hiszpańskiego. Korzystałem już z wielu książek, więc myślę, że mogę obiektywnie przyjrzeć się "Hiszpańskiemu dla bystrzaków". Postaram się w miarę zwięźle ocenić podręcznik.

Książka podzielona jest na pięć części:
  1. Na dobry początek.
  2. Hiszpański w akcji. 
  3. Hiszpański w podróży.
  4. Dekalogi.
  5. Dodatki.
Minusy:
  • zbyt duża ilość tekstu, czasami aż nie chce się uczyć patrząc na strony pełne literowych wężyków 
 Plusy:
  • wymowa została napisana tak jak się czyta, nie musimy uczyć się alfabetu fonetycznego
  • zabawne rysunki na początku każdej części
  • z zadaniami poradzi sobie każda osoba, wszystko jest tłumaczone od poziomu A0. Nie musimy znać nawet jednego słówka, by korzystać z podręcznika. 
  • dobrze wytłumaczona gramatyka
  • przejrzysty układ (słówka do zapamiętania zostały ujęte w tabelki)
  • ciekawostki kulturowe
  • duża liczba przykładowych zdań, których możemy uczyć się na pamięć np. A na drugie danie? Co by nam pan polecił? 
  • gierki językowe na końcu każdego rozdziału (można się odprężyć ucząc się jednocześnie hiszpańskiego)
  • dołączona płyta CD
  • wolna strona w każdym rozdziale, którą można wykorzystać na notatki (nie wiem czy taki był zamysł wydawnictwa, ale ja tak wykorzystuję te wolne strony :))
  • hiszpańskie dekalogi (a w nich m.in. "Dziesięć sposobów na szybkie opanowanie hiszpańskiego, "Dziesięć najważniejszych hiszpańskich świąt")
  • przydatne dodatki: minisłowniczek hiszpańsko - polski, tabelki z odmianą czasowników hiszpańskich, czasowniki nieregularne, informacje dotyczące języka hiszpańskiego i krajów hiszpańskojęzycznych.


Oprawa: miękka
Odmiana: latynoski
Format: B5
Liczba stron: 336


 Książka jest świetna dla naprawdę początkujących. "Bezboleśnie" przeprowadzi na wyższy poziom. Nie polecam natomiast tego podręcznika osobom, które wcześniej uczyły się z innych źródeł i już posiadają jakąś wiedzę. Będą po prostu się nudzić. Zawsze należy pamiętać, że każdy samouczek jest skierowany do osób z innym zasobem słownictwa i umiejętności językowych. Uważam jednak, że "Hiszpański dla bystrzaków" jest świetnym początkiem do rozpoczęcia swojej przygody z tym pięknym językiem.



Za egzemplarz do recenzji dziękuję:

czwartek, 22 listopada 2012

"Paragon z podróży" Patryk Świątek, Bartłomiej Szaro


W dzisiejszych czasach wybicie się z szarej masy (w aspekcie pozytywnym) i zauważenie przez media to rzecz niezwykle rzadka. Rynek książek podróżniczych zdominowany jest przez National Geographic (i jeszcze kilka innych wydawnictw). Ilu z nas słyszało o wydawnictwu Bezdroża? Zachęcam do zapoznania się z jego stroną internetową. Znajdziemy tam więcej perełek.

Autorzy książki marzyli niegdyś o podróżowaniu. Historia brzmi znajomo, prawda? Większość ludzi nie próbuje nawet spełnić swojego marzenia. Myślimy, że podróżowanie jest drogie i po prostu nas na to nie stać. Nic bardziej mylnego! Oczywiście przeglądając oferty biur podróży zostajemy utwierdzeni w przekonaniu, że podróże to rzeczywiście luksus. Autorzy zachęcają do zwiedzania na własną rękę. Musimy się co prawda sami zorganizować, ale za to mamy wolność i dużo cięższy portfel! Okazuje się, że miesiąc w Indiach (już ze wszystkimi kosztami, nawet pamiątki są wliczone!) to wydatek rzędu 4000zł, a trzy tygodnie w Chinach 5000zł. Kwoty są więc diametralnie różne od cen oferowanych nawet przez najtańsze biura podróży.

Książka podzielona jest na dwie części. Pierwsza to opowieści i rady Patryka Świątka i Bartłomieja Szaro, a druga to paragony z podróży. Część pierwsza zawiera następujące rozdziały:
  1. Jak zacząć?
  2. Gdzie jechać?
  3. Jak się przygotować?
  4. Jak się spakować?
  5. Ile mnie to będzie kosztować?
  6. Dojazd - no to w drogę!
  7. Na miejscu
Otrzymujemy więc bardzo szeroki wachlarz porad. Od cen kolei w różnych państwach, przez wybór namiotu i kosztowanie lokalnego jedzenia aż po odpowiednie przygotowanie bagażu podręcznego do samolotu. W książce znajdziemy dużo bardzo konkretnych porad. Autorzy piszą wprost o poszczególnych możliwościach oszczędności. Wszystko dostajemy na tacy. Często nawet linki internetowe!

Część druga to zbiór kilkunastu relacji z podróży po różnych zakątkach świata. Każda relacja zawiera następujące elementy: transport, noclegi, długość trasy, gdzie?, kiedy?, koszt całkowity oraz opis. Możemy więc prześledzić szczegółowy kosztorys.

Nie zgadzam się oczywiście ze wszystkimi radami autorów. Nigdy nie zdecydowałbym się na nocleg na lotnisku czy rozbicie namiotu w parku miejskim. Nie zamierzam korzystać także porad dotyczących autostopu. Przykłady, które podałem powyżej (Indie i Chiny) nie zawierały tego typu elementów. Za 4000 można spędzić miesiąc w Indiach mieszkając w zwykłych hotelach. Mimo to książkę uważam za ciekawą i przydatną. Otworzyła mi oczy na ogromne możliwości. Na pewno skorzystam z porad autorów. Liczę także na kolejną część za kilka lat (dotyczącą np. Ameryki Południowej).

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu:

niedziela, 18 listopada 2012

"Blisko, nie za blisko" Paweł Droździak, Renata Mazurowska


Książka „Blisko, nie za blisko. Terapeutyczne rozmowy o związkach.” jest odpowiedzią na pytania które zapewne wszyscy sobie zadajemy. Można znaleźć w niej informacje o relacjach z ludźmi i wyjaśnieniu ludzkich zachowań.

Książka w bardzo klarowny sposób przedstawia, jak tworzyć dobre i trwałe relacje oraz unikać powtarzanych błędów. Możemy znaleźć w niej wskazówki dotyczące budowania długoletnich związków i odnoszenia z nich satysfakcji.

W poszczególnych rozdziałach jesteśmy w stanie odkryć porady dotyczące rodzinnych relacji, przykładowo, matki i córki. Niektórzy z nas mogą widzieć tu rywalizację, inni przyjaźń. Rozdział poświęcony temu związkowi rozwiewa wszelkie wątpliwości. Dzięki zmianie swojego myślenia i zastosowaniu się do kilku wskazówek możemy uczynić tę relację przyjaźnią i nie dopuścić do niezdrowej symbiozy. Książka zawiera także rozdziały dotyczące relacji ojców z córkami i wpływie tej szczególnej więzi na dalsze życie kobiety, na jej wybór życiowego partnera.
Możemy także znaleźć porady dotyczące samotnego rodzicielstwa, tego jak pokonać trudności z nim związane.

Poza blokiem dotyczących kontaktów rodzinnych znajdziemy również rozdziały dotyczące związków kobiety z mężczyzną, związków erotycznych, partnerskich. Oczywistością są kłopoty i kłótnie w relacjach, jednak są istnieją pewne granice. Autorzy ukazują toksyczne więzi, niszczące jedną ze stron. Zapewne wszyscy stawiamy sobie jedno pytanie „Dlaczego on nadal z nią jest?”, „Dlaczego ona nadal jest z nim?”. Ta książka z pewnością dostarczy nam wyczerpujących odpowiedzi na te pytania. Kolejnym istotnym aspektem są zdrady, to dlaczego zdradzamy, czy zdradę można wybaczyć, a także czy mamy wpływa na to, ze ktoś nas zdradzi. W podanym egzemplarzu możemy odnaleźć także informacje o tym, jak ulepszać już zbudowaną relację, jak najlepiej się do siebie zwracać. Ciekawym pytaniem, które z pewnością sobie zadajemy „Czy wieczna randka jest możliwa?” kończymy rozważania na ten temat.

Istotnym punktem zawartym w książce są porady mające na celu uświadomić ludziom, kiedy powinni iść na terapię i zwrócić się o pomoc do specjalisty. Niewielu z nas zdaje sobie z tego sprawę, że nie wszystkie kłopoty można rozwiązać samemu.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu:

sobota, 17 listopada 2012

"Atak Złego" o. Gabriele Amorth



Książka w bardzo przystępny sposób opowiada o niezwykle trudnej tematyce – ataku Szatana i zniewoleniu ludzkiej duszy. Daje także rady jak temu przeciwdziałać. Bardzo ważne jest to, że wyraźnie zaznaczono, jakie są przyczyny opętania. Co ciekawe, doznać go może całkiem niewinna dusza! Wystarczy, że jakiś mag rzuci na nas klątwę!

Za najciekawsze rozdziały uznaję te pisane przez o. Gabriele Amortha. Kluczowy jest rozdział pierwszy pt. „Działanie demona”. Autor wyróżnia cztery rodzaje działania Szatana: opętania diabelskie, dręczenia diabelskie, obsesje diabelskie i nawiedzenia; po czym charakteryzuje każdą grupę. Nie tylko domy, ale i poszczególne przedmioty, a nawet zwierzęta mogą być nawiedzone. Jeśli chodzi o te pierwsze to przejawia się to gwałtownymi uderzeniami w drzwi lub w sufit (zwłaszcza w nocy), samoistnym zapalaniem się oraz gaśnięciem światła i urządzeń elektrycznych. Autor przestrzega przed kupowaniem przypadkowych pamiątek np. w Egipcie czy w Indiach. Często na sprzedawane drewniane maski mogła być wcześniej rzucona klątwa. 

Wiele wskazówek skierowano do ludzi niekoniecznie mających bezpośredni kontakt z osobą opętaną. Siostra Angela Musolesi przytacza wysyłane do niej listy zawierające prawdziwe historie, a także opowiada o osobach, które nie wierzą w działanie Szatana (a należą do nich nawet duchowni!). Opracowanie zakonnicy poprzedza część drugą, którą uważam za mniej ciekawą pod względem literackim, choć równie ważną. Jeden z autorów rozpatruje relacje egzorcysta – psychiatra. Należy pamiętać, że egzorcysta w wypadku jakichkolwiek wątpliwości zasięga porady lekarza specjalisty. Egzorcyzmom poddawane są osoby, w przypadku których rzeczywiście stwierdzono działanie Złego. 

Nie tylko autorzy, ale i wydawnictwo sprostało zadaniu. Okładka w rzeczywistości jest jeszcze bardziej tajemnicza i idealnie wpisuje się w tematykę książki. Wzbudza ciekawość i zachęca do zapoznania się z zawartością, która nie pozostawia nas bez broni. W aneksie znajdują się przeróżne modlitwy o uwolnienie m. in. Modlitwa do Świętego Michała Archanioła, Egzorcyzm Leona XIII przeciwko Szatanowi i zbuntowanym aniołom oraz Nowenna do Najdroższej Krwi Chrystusa.

Nie chcę oczywiście nikogo przestraszyć moją recenzją. Znam osoby, które boją się książek dotyczących działania Szatana i egzorcyzmów. Zupełnie niepotrzebnie. Wypada przytoczyć tutaj słowa św. Alfonsa Marii Liguori: „ Ten, kto się modli, jest na pewno ocalony, a ten, kto się nie modli, jest z pewnością stracony”. 

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu:

czwartek, 1 listopada 2012

Credo


Dzisiaj chciałbym polecić "Biblię na e-mail". Inicjatywa ma na celu zainteresowanie świętą księgą chrześcijan i zachęcenie do regularnej lektury. Codziennie na e-maila otrzymujemy fragment z Pisma Świętego.


Usługa jest darmowa. Zachęcam do zapisania się.

 

sobota, 20 października 2012

"Myśleć efektywnie" Art Markman


Okładka: miękka ze skrzydełkami
Cena na okładce: 29,90 zł

Tym razem przyszło mi się zmierzyć z książką traktującą o tematyce całkowicie mi nie znanej. Myślę, że nie tylko ja nie miałem pojęcia, co oznacza smart thinking. Publikacja jest pionierska. Jako pierwsza w Polsce podjęła zagadnienie sprytnego myślenia. Autorem jest dr Art Markman - wykładowca psychologii oraz marketingu na Uniwersytecie w Teksasie. Ma on za sobą ponad 125 rozpraw naukowych! Nie musimy się jednak martwić, że "Myślenie efektywne" jest skierowane do specjalistów z tej dziedziny. Książka ma formę eseju. Na pewno nie natkniemy się na terminy nam nie znane, a które nie zostały wystarczająco zrozumiale wyjaśnione.

Pierwszy rozdział tłumaczy czym jest smart thinking. Polecam uważnie przeczytać ten fragment książki. Jest on kluczowy do zrozumienia całości. Czytanie więc przy włączonym telewizorze i pogaduszki z koleżanką  odpadają ;)  Kolejne działy przybliżają ideę sprytnego myślenia, ukazują jej szerokie zastosowania, wyjaśniają jak wykorzystać przyswojoną wiedzę w praktyce oraz przekazać ją innym.

Wydawnictwo Samo sedno jak zwykle podołało stronie technicznej. Przed każdym rozdziałem jest krótka zapowiedź, a na końcu podsumowanie zgromadzonej w danej części wiedzy. Cieszy mnie to, że wydawnictwo nie tylko promuje techniki szybkiej nauki, zarządzania czasem czy sprytnego myślenia, ale także stosuje się do nich. Nie znajduję rozbieżności między propagowanymi teoriami, a praktyką. Powszechnie wiadomo przecież, że wcześniejsze zaznajomienie się z tematem pozwala na lepsze zrozumienie treści, a podsumowanie najważniejszych tez na szybsze ich przyswojenie.

Recenzję pragnę zakończyć pięknym cytatem znalezionym w książce. Zaznaczyłem na razie stronę, na której się znajduję. Zamierzam jednak przepisać go na zakładki do książek lub stworzyć osobną kartę mu poświęconą. Myśl ta związana jest z moją ulubioną dziedziną wiedzy. Przejdę jednak do rzeczy. Cytat brzmi: "Kto nie pamięta historii, skazany jest na jej powtórne przeżycie" (str. 114). Autorem tych słów jest George Santayana.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu:

niedziela, 14 października 2012

Multiplaner - najlepszy organizer!


 
O tym "wynalazku" wiele już napisano (szczególnie w BGS). Teraz kolej na mnie :) Przyznam, że długo wahałem się, czy w ogóle przyjąć go do recenzji. Wydawało mi się, że to zwykły kalendarz za kosmiczną cenę. Podszedłem do niego sceptycznie. Coś drgnęło, gdy otworzyłem paczkę. Wtedy zacząłem zmieniać o nim zdanie.

Po otwarciu paczki ujrzałem solidny, dobrze wykonany kalendarz ze skóropodobną oprawą (trafił mi się akurat bordowy). Przewróciłem pośpiesznie pierwsze strony, które zawierają instrukcję obsługi ;) Korzystanie z planera wcale nie jest takie proste, jak by się wydawało. Spodobało mi się od razu, że jest trójdzielny. W normalnym kalendarzu na notatki poświęconych jest tylko kilka stron i to na samym końcu. Żeby coś sprawdzić muszę "skakać" między zapiskami a aktualnym dniem. Tutaj nie ma takiego problemu.

Na samej górze znajduje się organizer z 12 przekładkami. Sami uzupełniamy tytuły.  Każda przekładka liczy ok. 6 stron (liczba nie jest stała). Jak dla mnie zupełnie wystarczająco. Mam nawet jeszcze dwie przekładki wolne.

Niżej jest kalendarz. Jeden tydzień mieści się na dwóch stronach. Z kalendarza nie lubię akurat zbyt często korzystać. Dla mnie jest w nim za mało miejsca. Do rozplanowania dnia potrzebuję kilkunastu linijek.

Na samym dole mieści się notatnik. Tam zapisuję szczególne notatki, książki czekające w kolejce do przeczytania, filmy do obejrzenia i wiele innych.

Dużą zaletą, że każda strona we wszystkich częściach jest numerowana. Dzięki temu w organizerze umieszczam ogólne punkty, a w notatniki szczegółowo je rozpisuję, ale nie muszę ich długo szukać. Poszczególne strony można przecież linkować :) Na samym końcu planera znajduje się szkicownik. Możemy tam stworzyć nasze skromne dzieła w postaci map myśli. Miejsca zaplanowano bardzo dużo, bo aż 16 stron.

Przy okładce jest także kieszonka na dokumenty. Dlaczego tylko jedna? Zachęca to do umieszczania potrzebnych informacji od razu w odpowiednim miejscu. Dotychczas wszystko zapisywałem na osobnych karteczkach, później zbierałem je, gubiłem, szukałem itd. Kolejny problem wyeliminowany :)

Dla mnie multiplaner ma tylko jedną wadę - jest za duży. Korzystam z niego tylko w domu. Nie zabieram go nigdzie ze sobą. Myślę, że optymalny format to B5 lub B6. Choć to oczywiście kwestia gustu i indywidualnych potrzeb.

Ciekawie brzmi też oferta noterów. Nie korzystałem jednak nigdy z nich, więc nie mogę nic o nich napisać. Zachęcam do zajrzenia na stronę: http://multiplaner.pl/

Dziękuję za egzemplarz do recenzji :)

sobota, 13 października 2012

"Techniki samorozwoju czyli jak lepiej zapamiętywać i uczyć się szybciej" Natalia i Krzysztof Minge



Kolejna bardzo ciekawa pozycja wydawnictwa Samo Sedno. Myślę, że jako członkowie BGS powinniśmy się nią szczególnie zainteresować. W końcu samorozwój to nasz wspólny cel. A ta książka stanowi zbiór wszelkich potrzebnych technik. Znajdziemy w niej rady od map myśli, przez szybkie czytanie aż po mnemotechniki.

Pierwszy rozdział poświęcony jest organizacji pracy oraz jej zakłóceniom. Dowiemy się tutaj m.in. jak uporządkować nasze biurko oraz czy cisza rzeczywiście nam służy. Kolejny rozdział traktuje o mapach myśli. Jako że przeczytałem już wiele publikacji dotyczących tego tematu nie zagłębiałem się zbytnio w niego (choć oczywiście przeczytałem go uważnie). Na pewno wyjaśni nam jak tworzyć mapy myśli. Nie powie jednak, do czego można je wykorzystywać. A ten sposób notowania ma przecież tyle zastosowań! Rozumiem, że nie można zawrzeć wszystkich szczegółów w jednej publikacji. Po więcej odsyłam do "Mapy twoich myśli" T. Buzana.

Trzeci rozdział ściśle dotyczy samej nauki. Przeczytamy trochę o kawie, ogromnym znaczeniu snu dla samorozwoju i szczęśliwym długopisie, który naprawdę przynosi szczęście!

Kolejne działy dotyczą utrzymywania wysokiego poziomu motywacji (znajdziemy tutaj techniki pozwalające szybko ją zwiększyć) oraz szybkiego czytania. Nie będę zbyt wiele o nim pisać. Ostatnio zastanawiam się, czy szybkie czytanie w ogóle ma sens. Każdy niech przeczyta ten dział sam i oceni, czy przyniesie to efekty.

Czwarta część jest jedną z najciekawszych. Traktuje o mnemotechnikach. Aż 16 z nich zostało szczegółowo omówionych z podaniem przykładu, zastosowania i ćwiczeń pozwalających ją opanować. Oczywiście nie wszystkie mi się spodobały. Mam już jednak kilka ulubionych. 

Ostatnia część poświęcona jest kreatywności. Autorzy najpierw rozprawiają się z mitem, że kreatywność to cecha wrodzona. Nic bardziej mylnego! Tak jak ćwiczymy nasze mięśnie, tak możemy zwiększyć nasze możliwości twórcze. W tym dziale jest najwięcej ćwiczeń, które nie tylko wyćwiczą tę umiejętność, ale także pozwolą spojrzeć nieco inaczej na wiele spraw.

Szata graficzna jak zwykle (w przypadku tego wydawnictwa) jest bardzo dobra. W książce zastosowano tylko jeden kolor - czarny. Nie ma żadnych rozpraszaczy. Dzięki temu możemy skupić się na tekście. Przed każdym rozdziałem znajdziemy krótką zapowiedź, a na końcu podsumowanie. Pozwala to szybko przypomnieć sobie zdobytą wiedzę nawet po długim czasie od przeczytania.

Myślę, że dla zarówno dla BGS (jak i każdej osoby zainteresowanej swoim rozwojem osobistym) "Techniki samorozwoju" to podstawowa pozycja, która powinna zajmować honorowe miejsce w domowej biblioteczce.

Okładka miękka ze skrzydełkami.


 Za egzemplarz do recenzji dziękuję:

 

środa, 3 października 2012

"Podróżuj, módl się i kochaj" Beata Pawlikowska



Najnowsza książka Beaty Pawlikowskiej. Jej premiera miała miejsce 28 września. Dostępna jest jako dodatek do październikowego numeru National Geographic. Przyznam, że tylko dlatego kupiłem ten magazyn. Nigdy wcześniej nie kupowałem NG (między innymi ze względu na dość wysoką cenę). Zrobiłem jednak wyjątek i nie żałuję.

Książeczka jest bardzo krótka. Liczy 95 stron. Na szczęście nie powtarza się zabieg z serii "Dzienniki z podróży" tj. nie ma na co drugiej stronie rysunków autorki z przepisanym zdaniem z sąsiedniej strony. 95 stron to rzeczywista objętość tekstu. W środku dołączona jest także wkładka z kolorowymi zdjęciami z podróży do Indonezji.

Wracając do samej książki: nic oryginalnego nie powiem. Jak zwykle urzekła mnie książka Beaty Pawlikowskiej. Uwielbiam jej styl, skupianie się na emocjach, odniesienia do naszej cywilizacji i celne komentarze. Rozumiem, że nie każdemu może to odpowiadać. Jeśli ktoś nie lubi pozostałych podróżniczych książek tej autorki raczej nie powinien sięgać po tę pozycję.

Jeśli chodzi o tytuł to niewiele mogę powiedzieć. Wiem oczywiście o istnieniu takiej książki jak "Jedz, módl się i kochaj", ale jej nie czytałem. Nie mam więc zielonego pojęcia, czy tytuł Beaty Pawlikowskiej odnosi się w jakikolwiek sposób do niej.

Książka jest opisem wrażeń tylko z fragmentu podróży do Indonezji. Cała relacja ukaże się 17 października, czyli w dniu premiery "Blondynki na Bali". Nie wiem, czy zdarzenia opisane w "Podróżuj, módl się i kochaj" zostaną powtórzone. Mam nadzieję, że nie. Czułbym się wtedy trochę oszukany. Na razie nie znamy jednak żadnych szczegółów dotyczących "Blondynki na Bali", więc nie ma czego komentować. Do tematu powrócę po 17 października.


sobota, 29 września 2012

Inspirujący wywiad


Mój ulubiony fragment wywiadu (odpowiedni na początek jesieni :)) 

- Depresyjna jesień? A co to jest? Jesień to nowa wiosna. Jesienią wszystko się zaczyna. Zobacz jak świat kipi od dojrzałych, pełnych słodyczy owoców! Brzoskwinie, winogrona, jabłka, gruszki, pomidory, bakłażany, dynie! To ma być smutne? Jeśli jesteś smutny jesienią, to znaczy, że krążysz po życiu po omacku, bo najbardziej jesteś przywiązany do strachu przed nadejściem czegoś nowego. Puść się. Kiedy skoczysz, życie cię poprowadzi.


Właśnie wydałaś kalendarz na rok 2013 - "Rok dobrych myśli" znajduje się tam podobno 365 powodów, żeby być szczęśliwym człowiekiem. Możesz podać kilka swoich powodów do szczęścia? :)

- Świat jest dobry i to jest pierwszy i najlepszy powód do tego, żeby być szczęśliwym człowiekiem. Jedyny kłopot leży w tym, że nie każdy potrafi to zobaczyć. A świat jest dobry dla tych, którzy patrzą na niego dobrymi oczami.

Wszystko zależy od twojego sposobu myślenia. Kiedy koncentrujesz się na tym, co jest złe i ułomne, cierpisz z powodu gniewu i smutku. To wymaga tyle samo energii co skupienie swojej uwagi na tym, co jest dobre i pozytywne, tym bardziej, że to, co jest dobre, ma zawsze większą moc od tego, co jest złe. I nie chodzi o to, żeby się bezmyślnie szczerzyć. Chodzi o to, żeby widzieć dobro i kierować się nim na co dzień. To jest właśnie szczęście. Dlatego napisałam kalendarz, gdzie na każdej stronie jest jedna drobna myśl, która ma o tym przypominać.
Na swoim profilu na Facebooku prowadzisz swoistą psychoterapię przez podróżowanie, tak można to nazwać. Chodzi o te żółte karteczki, które zamieszczasz z różnymi złotymi myślami, życiowymi mądrościami, wskazówkami, rysuneczkami. Internauci to lubią, komentują, pod każdą taką karteczką, jest przeciętnie dwa tysiące like'ów i kilkadziesiąt komentarzy, w których ludzie opowiadają o własnych doświadczeniach życiowych, otwierają się, dzielą się często bardzo intymnymi zwierzeniami... Przypomina to trochę terapię w grupie.

- Może chodzi o to, żeby zatrzymać się na chwilę i przypomnieć sobie o tym, co jest ważne? W tym pomaga właśnie podróż, chodzi o złapanie dystansu. Zobacz jak łatwo się zatracić w ciągłym pędzie za czymś. Ja jestem ambitna i mam masę marzeń i planów, ale nie chcę być jucznym wołkiem, który bez wytchnienia orze na polu swojego niezaspokojenia. Chcę się cieszyć. Więc staję czasami i krzyczę: Aaaaaaa! Kocham to! Czuję, że żyję. I o tym piszę na moim blogu i na moim profilu na Facebooku.

Chcesz w ten sposób pomóc innym, bo sama przeszłaś krętą drogę? Skąd czerpiesz siłę i jak ładujesz baterie?

- Siłę czerpię z tego, co robię: podróże, dziennikarstwo, pisanie książek, fotografie. Nakręcam się tym, że uda mi się stworzyć coś, z czego jestem zadowolona. Coś takiego, czego sama świadomie pewnie bym nie wymyśliła, ale co przychodzi do mnie w natchnieniu. Niektóre książki same się piszą. Wystarczy usiąść do komputera, skoncentrować się i słowa same powstają pod palcami. Tak samo jest z rysowaniem i malowaniem, tak samo jest z muzyką. Kiedy uda mi się poczuć tę moc i włączyć się w nią, jestem szczęśliwa. I wiem z doświadczenia co można zrobić, żeby sobie w tym pomóc, czyli co zrobić, żeby wesprzeć swoją naturalną siłę i moc. Wymaga to trochę wysiłku, ale jest tego warte! Jakkolwiek to może zabrzmieć w twoich uszach, powiem prawdę, którą sprawdziłam doświadczalnie i jestem jej w stu procentach pewna.

Żeby czuć się dobrze, mieć power do pracy, mieć natchnienie i inspirację, i realizować skutecznie to, co sobie zamierzam: nie piję alkoholu, nie palę papierosów, uprawiam sport, dużo śpię i zdrowo się odżywiam. I ćwiczę pozytywne myślenie.

Śmiejecie się ze mnie? W świecie suplementów diety, mrożonek, piwa i fast foodow? Śmiejcie się. Ja nigdy nie choruję. Wędruję przez dżunglę razem z Indianami. Realizuję wszystko, co sobie wymyślę. Mam mnóstwo nowych pomysłów. A co najważniejsze: jestem szczęśliwa. Jak dla mnie to wystarczający powód, żeby o siebie dbać.

Mówisz o sobie łowca prawdy i łowca przygód...

- Ach, to jest najbardziej niesamowite! Dopóki mieszkałam w Europie, myślałam że coś wiem. Coś o sobie, o świecie, o życiu. Pojechałam do Ameryki Południowej, zaczęłam mieszkać z Indianami i wtedy nagle okazało się, że większość rzeczy, których nauczyłam się dotychczas, to fałsz i kłamstwa. Iluzje, w które nauczyłam się wierzyć, a ponieważ niedostępne mi były żadne alternatywy, uznałam je za prawdę. W dżungli amazońskiej wszystkiego musiałam się nauczyć na nowo.  Spędziłam tam wystarczająco dużo czasu, żeby zrozumieć kilka ważnych rzeczy o sobie i o miejscu, gdzie się wychowałam. Z tamtej perspektywy Europa to najbardziej zakłamane i autodestrukcyjne miejsce, jakie znam. Nie mogę uwierzyć, że żyję w cywilizacji, która usiłuje zabić ludzi, którzy ją tworzą, a jednocześnie udaje, że zupełnie nie zdaje sobie z tego sprawy.
Przykład?


- Pierwszy przykład z brzegu: masowo produkowana żywność, która jest pozbawiona wartości odżywczych, wzmocniona chemicznymi dodatkami i konserwantami, i sprzedawana w sklepach po niskich cenach, żeby zachęcić klientów. Dodatki konserwujące, polepszacze, wzmacniacze smaku i koloru obniżają odporność organizmu. Ludzie kupują, jedzą, a potem chorują na raka, cukrzycę, otyłość. Umierają. A ta sama cywilizacja, która dostarcza im tej żywności ogłasza, że jest najlepsza, bo właśnie wynalazła jeszcze jedno lekarstwo – na choroby wywołane żywnością, która powinna być zdrowa, ale nie jest. Biały cukier niszczy układ odpornościowy człowieka i narusza emocje. Zobacz jak łatwo wpadasz w euforię i wkrótce potem w depresję po zjedzeniu czegoś, co zawiera biały cukier.

W Anglii zrobiono eksperyment – przez pewien czas podawano dzieciom w szkole wyłącznie pełnowartościowe posiłki – zupy z warzyw, kasze, ziemniaki, mięso, ryby, owoce. Zakazano słodyczy i fast foodu. Wyniki były zdumiewające – dzieci niespodziewanie były w stanie skupić się na lekcjach, były bardziej zrównoważone i zdrowsze.

Czy to nie jest najbardziej logiczne, co można sobie wyobrazić? Dlaczego w naszym tak rewelacyjnie rozwiniętym świecie nikt nie dba o to, żeby dzieci jadły tylko zdrową żywność?
Wiadomo już, że żywność z  dodatkami cukru, chemii, stabilizatorów, regulatorów i poprawiaczy jest trująca. Wczoraj w angielskiej prasie widziałam zdjęcie szczura z guzem na brzuchu. Był karmiony żywnością modyfikowaną genetycznie – dla eksperymentu.

W mądrej cywilizacji ludzie dbają o swoje zdrowie. W naszej cywilizacji – zatruwają się codziennie tym, co kupują w sklepach. Bo 90% produktów żywnościowych w zwykłych sklepach zawiera szkodliwe dodatki. Nie wiem dlaczego tak jest, nie jestem w stanie tego zrozumieć i nie jestem w stanie się z tym pogodzić.

Kiedy zaczęłam czytać etykiety, byłam w szoku. Prawie wszystko, co można kupić w zwyczajnym sklepie, zawiera dodatek jednej (lub kilku) szkodliwych substancji, takich jak kwas cytrynowy, syrop glukozowo-fruktozowy, biały cukier, glutaminian sodu, aspartam, sorbitol. Wiesz co syrop glukozowo-fruktozowy robi w twoim organizmie? Przestawia metabolizm w taki sposób, żeby wszystko zamieniał na tłuszcz. Dlatego ludzie tyją. Jak to możliwe, ze w naszej cywilizacji coś takiego jest powszechne i zgodne z prawem? Gdzie jest minister zdrowia?

W "Złotych Myślach Blondynki" piszesz: "Każdy sam musi być myśliwym swojego przeznaczenia/ Wytropić sen, złowić złotą rybę i schwytać dzieło kosmicznej doskonałości"..."

- Być wolnym. Odnaleźć swoją wolność i przeznaczenie. Nie dać się wtłoczyć w schemat, nie myśleć tego, co myślą inni, tylko mieć odwagę myśleć i żyć po swojemu. Kiedy odkrywasz swoją pasję i dajesz się jej porwać, wszystko inne przestaje mieć znaczenie. Możesz chodzić w dziurawych butach, ale będziesz szczęśliwym człowiekiem, bo będziesz czuł, ze twoje życie ma sens.

Gdzie indziej czytam taką Twoją przypowieść: "O tym skąd się bierze jesienna depresja i dlaczego trzeba być w życiu dobrym rolnikiem".... No właśnie, jaki masz sposób na depresyjną jesień, jaka strawa dla ducha i ciała?

- Depresyjna jesień? A co to jest? Jesień to nowa wiosna. Jesienią wszystko się zaczyna. Zobacz jak świat kipi od dojrzałych, pełnych słodyczy owoców! Brzoskwinie, winogrona, jabłka, gruszki, pomidory, bakłażany, dynie! To ma być smutne? Jeśli jesteś smutny jesienią, to znaczy, że krążysz po życiu po omacku, bo najbardziej jesteś przywiązany do strachu przed nadejściem czegoś nowego. Puść się. Kiedy skoczysz, życie cię poprowadzi.
Właśnie wróciłaś z Portugalii. Za co kochasz Portugalię? Podobno urzekł Cię zamek Ferdynanda II w Sintrze, tak mówiłaś w radio.


- Wszystko mi się podobało! Sardynki z grilla i szalony wiatr na Cabo do Roca, czyli najdalej na zachód wysuniętym skrawku kontynentalnej Europy. Zamek w Sintrze i starówka, gdzie wąskie zaułki wydają się tak samo zagubione, jak turyści, którzy po nich krążą. Marzę o tym, żeby tam wrócić.

Wydałaś ostatnio kurs języka portugalskiego z cyklu "Blondynka na językach".


- Ukazały się właśnie dwa nowe języki w tym cyklu: rosyjski i portugalski. To jest metoda, którą wymyśliłam, kiedy wszystkie istniejące kursy zniechęciły mnie do nauki. Czułam, że obce języki są coraz bardziej obce i że nie jestem w stanie ich oswoić. I wtedy wpadłam na pomysł, żeby uczyć się tylko tego, co było mi naprawdę potrzebne. Nie muszę wiedzieć jak się nazywa czas przeszły, żeby go używać. Nie potrzebuję wykuwać zasad gramatyki. Najważniejsze jest to, żeby budować prawidłowe zdania i ćwiczyć mówienie. I tak jest skonstruowany mój kurs. Żadnej gramatyki, żadnych odmian i wykuwania. Wystarczy słuchać, powtarzać i na głos mówić, żeby instynktownie zapamiętać w jaki sposób jest zbudowane zdanie. To jest jak logiczne puzzle, samo się układa.

Opowiedz o swoich niedawnych podróżach, w październiku ukaże się "Blondynka na Bali".

- To jest książka opowiadająca pierwszą część mojej samotnej wyprawy do Indonezji. Spędziłam tam miesiąc, podróżując lokalnymi środkami transportu, śpiąc w hotelach z karaluchami i myszami, jedząc w przydrożnych warunkach i na ulicy, czyli tak jak lubię najbardziej. Wtedy czuję, że naprawdę smakuję podróż i poznaję świat. Druga część, czyli “Blondynka na Jawie” ukaże się w maju.

A moje najbliższe plany podróżnicze? W listopadzie jak zawsze lecę do dżungli w Brazylii. W grudniu lecę do Indii, a w połowie stycznia wyjeżdżam na dwa miesiące do Ameryki Południowej. To będzie moja samotna wyprawa. Tylko ja ze sobą. Wtedy najlepiej się siebie poznaje.

piątek, 28 września 2012

"Superskuteczne strategie opanowania języków obcych" Ewa Zaremba


Długo zbierałem się do przeczytania tej książki. Oczekiwałem, że będzie to tylko zbiór utartych frazesów typu: na naukę nigdy nie jest za późno, dojrzały wiek to bardzo dobry moment do opanowania języka obcego itp. Książka jest jednak niebanalna. Porusza bardzo wiele tematów. Od przygotowania do nauki (otoczenie, dieta) przez właściwą naukę (czyli przyswajanie nowych informacji) aż po powtórki, które są równie ważne jak poprzedni etap.

Książka stanowi dialog dwóch osób: autorki i jej koleżanki. Dyskutują one na wiele, bardzo różnych tematów np. silna wola, motywacja, niekorzystne przekonania.

Tekst urozmaicony jest ćwiczeniami skierowanymi do czytelnika. Dzięki im publikacja "Superskuteczne strategie opanowania języków obcych" nie będzie kolejną przeczytaną książką, którą odłożymy na półkę, nie wykorzystując wiedzy w niej zawartej. Razem z autorką stworzymy m.in. swój indywidualny plan nauki dostosowany do naszych możliwości, zainteresowań i typu inteligencji.

Najciekawszy (dla mnie) rozdział nosi tytuł "Ujarzmić czas". Ewa Zaremba przekonuje (i to skutecznie!), że np. korki są sprzymierzeńcem naszej nauki :)

Nie polecam wypożyczania tej książki z biblioteki. Zawiera on tak dużo ważnych treści, że jednokrotne przeczytanie nie wystarczy. Dużo lepszym pomysłem jest jej zakup. Wtedy możemy do woli zakreślać najciekawsze fragmenty czy przylepiać kolorowe karteczki. Dzięki temu jak najwięcej wyniesiemy z lektury. Przeczytałem tylko raz tę książkę, ale na pewno będę do niej wracać.

Teraz napiszę o tym, co mi się nie podoba. Nie mogę nic zarzucić autorce. Na prawdę w sposób skuteczny i ciekawy przekazała sporą dawkę wiedzy. Nie podoba mi się tylko wydanie. Na okładkach (zarówno przedniej jak i tylnej) jest tyle napisów i obrazków, że nie wiadomo na czym skupić wzrok. Optycznie książka nie zachęca do przeczytania. Ale to już nie jest wina Ewy Zaremby. Tym zajmuje się strona techniczna.

Malutki minus za formę nie odbiera oczywiście nic treści. Ostatnio nie miałem szczęścia do książek traktujących o rozwoju osobistym. Na szczęście "Superskuteczne strategie opanowania języków obcych" przełamały bessę :)

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu:

niedziela, 23 września 2012

Zabawna opowieść



Opowieść znaleziona na stronie Wojciecha Cejrowskiego. Kiedy czytałem ją po raz pierwszy rozbawiła mnie do łez :)

Zasłyszane: mydło

Autentyczna korespondencja pracowników pewnego londyńskiego hotelu z gościem tego hotelu. Hotel opublikował te teksty w jednej z
ogólnokrajowych gazet.
Szanowna Pani Pokojówko,
Proszę nie zostawiać w mojej łazience tych małych hotelowych mydełek,
ponieważ przywiozłem ze sobą własne duże mydło kąpielowe dial. Proszę też zabrać 6 nieotwartych mydełek z półki pod apteczką i 3 z mydelniczki pod prysznicem, ponieważ mi zawadzają. Dziękuję.

S. Berman
Szanowny Gościu z pokoju 635,
Nie jestem tą pokojówką, która zwykle sprząta Pański pokój. Ona ma wolne i wróci jutro, czyli w czwartek. Tak jak Pan prosił, zabrałam 3 mydełka spod prysznica. Zdjęłam 6 mydełek z półki i położyłam na
pudełku z chusteczkami, na wypadek gdyby Pan zmienił zdanie. Na półce leżą teraz tylko 3 mydełka, które zostawiłam dzisiaj, bo mam polecenie, by zostawiać codziennie 3 sztuki w każdym pokoju. Mam nadzieję, że jest Pan zadowolony.
Dotty
Szanowna Pani Pokojówko,
Mam nadzieję, że tym razem zwracam się do Pani, która zwykle sprząta mój pokój. Najwidoczniej Dotty nie powiedziała Pani o moim liściku dotyczącym mydełek. Kiedy dziś wieczorem wróciłem do pokoju, zobaczyłem, że położyła Pani 3 kolejne małe camay na półce pod apteczką. Zamierzam pozostać w tym hotelu jeszcze przez dwa tygodnie i zabrałem ze sobą własne kąpielowe mydło dial, nie będę zatem potrzebował tych 6 małych camay, które leżą na wspomnianej półce i przeszkadzają mi przy goleniu, myciu zębów i tak dalej.
Proszę je zabrać.

S. Berman
Szanowny Panie,
W ostatnią środę miałam wolny dzień i zastępująca mnie pokojówka
zostawiła u Pana 3 hotelowe mydełka, bo mamy polecenie od kierownika, by tak zawsze robić. Zabrałam 6 mydełek, które zawadzały Panu na półce, i przełożyłam je do mydelniczki, gdzie trzymał Pan swoje mydło dial, a dial położyłam w apteczce, aby było Panu wygodniej. Nie ruszałam 3 mydełek, które zawsze wkładamy do apteczki dla nowych gości i co do których nie zgłaszał Pan obiekcji, kiedy wprowadzał się Pan w poniedziałek. Jeśli mogę jeszcze czymś Panu służyć, proszę dać mi znać.
Pańska pokojówka Kathy
Szanowny Panie,
Zastępca dyrektora, pan Kensedder, poinformował mnie dziś rano, że
dzwonił Pan do niego wieczorem i skarżył się na pracę pokojówki. Przydzieliłam Panu inną osobę. Mam nadzieję, że przyjmie Pan moje
przeprosiny za wszelkie kłopoty. Gdyby miał Pan jeszcze jakieś uwagi,
bardzo proszę skontaktować się ze mną, bym mogła sama poczynić odpowiednie kroki. Będę wdzięczna, jeśli zadzwoni Pan wprost do mnie między godziną 8 a 17, numer wewnętrzny 1108.
Elaine Carmen, administrator
Szanowna Pani Administrator,
Nie mogę się z Panią skontaktować telefonicznie, ponieważ opuszczam hotel o 7.45 i wracam dopiero o 17.30 lub 18.00. Właśnie dlatego wczoraj wieczorem dzwoniłem do pana Kenseddera. Pani już wtedy nie było. Prosiłem pana Kenseddera tylko o to, żeby zrobił coś z tymi mydełkami. Nowa pokojówka przydzielona mi przez Panią myślała chyba, że dopiero się wprowadziłem, bo zostawiła u mnie kolejne 3 mydełka w apteczce, poza tymi 3, które zawsze kładzie na półce. W ciągu ostatnich 5 dni zebrałem już 24 mydełka. Czy to się kiedyś skończy?

S. Berman
Szanowny Panie,
Pańska pokojówka Kathy została pouczona, by nie zostawiać mydełek w Pańskim pokoju. Kazałam jej też usunąć te, które już tam były. Jeśli
jeszcze mogę czymś Panu służyć, proszę do mnie zadzwonić: numer wewnętrzny 1108, od 8 do 17.
Elaine Carmen, administrator
Szanowny Panie Dyrektorze,
Znikło moje duże mydło dial. Z mojego pokoju zabrano wszystkie mydła,
łącznie z moim własnym. Wczoraj wróciłem późno i musiałem wezwać posłańca, żeby mi przyniósł 4 małe kostki cashmere bouquet.

S. Berman
Szanowny Panie,
Poinformowałem naszą administratorkę, pani ą Elaine Carmen, o Pańskim problemie z mydłami. Nie rozumiem, dlaczego w Pańskim pokoju nie było mydła, wydałem przecież wyraźne polecenie, by każda pokojówka przy każdym sprzątaniu zostawiała w każdym pokoju 3 kostki mydła. Natychmiast poczynimy w tej sprawie odpowiednie kroki. Proszę przyjąć moje przeprosiny za kłopoty, które sprawiliśmy.
Martin L. Kensedder, zastępca dyrektora
Szanowna Pani Administrator,
Kto, do diabła, zostawił w moim pokoju 54 mydełka camay? Wróciłem wczoraj wieczorem i leżały u mnie 54 sztuki. Nie chcę 54 małych kostek camay. Chcę moje jedno jedyne, cholerne, wielkie mydło dial. Czy Pani rozumie, że mam tu 54 kostki mydła? Chcę tylko moje duże dial. Proszę mi zwrócić moje kąpielowe mydło dial.

S. Berman
Szanowny Panie,
Skarżył się Pan, że ma Pan w pokoju za dużo mydła, więc poleciłam je
sprzątnąć. Następnie poskarżył się Pan panu Kensedderowi, że mydło znikło, więc osobiście przyniosłam je z powrotem 24 kostki camay plus jeszcze 3, które powinien Pan otrzymywać codziennie (sic!). Nic nie wiem o 4 kostkach cashmere bouquet. Najwyraźniej Pańska pokojówka Kathy nie wiedziała, że przyniosłam te mydła, więc także zostawiła 24 sztuki camay plus standardowe 3. Nie wiem, skąd się Pan dowiedział, że goście tego hotelu otrzymują duże kąpielowe mydła dial. Udało mi się znaleźć duże ivory, które położyłam w Pańskim pokoju.
Elaine Carmen, administrator
Szanowna Pani Administrator,
Dziś tylko krótka notatka o stanie mydełek w moim pokoju. Obecnie mam:
- na półce pod apteczką 18 kostek camay w 4 słupkach po 4 sztuki plus 1
słupek z 2 sztukami,
- na pojemniku na chusteczki 11 kostek camay w 2 słupkach po 4 sztuki plus 1 słupek z 3 sztukami,
- na toaletce w sypialni 1 słupek z 3 kostkami cashmere bouquet, 1 słupek z 4 dużymi kostkami ivory, do tego 8 kostek camay w 2 słupkach po 4 sztuki,
- w apteczce w łazience 14 kostek camay w 3 słupkach po 4 sztuki plus 1
słupek z 2 sztukami,
- w mydelniczce pod prysznicem 6 kostek camay, bardzo rozmiękłych,
- na północno-wschodnim rogu wanny: 1 kostka cashmere bouquet, mało używana,
- na północno-zachodnim rogu wanny: 6 kostek camay w 2 słupkach po 3
sztuki.

Proszę poprosić Kathy, by przy każdym sprzątaniu dopilnowała, żeby słupki były równo ułożone i odkurzone. Proszę ją także poinformować, że słupki, w których jest więcej niż 4 kostki, mają tendencję do przewracania się. Pozwolę sobie zasugerować, że parapet w mojej łazience nie jest wykorzystywany i że znakomicie nadaje się do składowania kolejnych dostaw.
I jeszcze jedno: kupiłem sobie kostkę kąpielowego mydła dial, którą będę przechowywał w hotelowym sejfie, by uniknąć dalszych nieporozumień.

S. Berman


PS. Opowieść pochodzi ze strony cejrowski.com 
Autor wyraża zgodę na kopiowanie w całości jego tekstów. 

poniedziałek, 17 września 2012

"No hay problema" - recenzja

Poziom: A1-A2
Zawartość: książka, płyty (z programem SuperMemo)
Program nauki:
Diálogos - dialogi i czytanki, pokazujące znaczenie wyrazów i wyrażeń w kontekście oraz uczące prawidłowego użycia w rozmowie, ponad 9 godzin nagrań wykonanych przez lektorów hiszpańskich i ćwiczenia wymowy
Nuevas palabras y locuciones - listy nowego słownictwa do trwałego zapamiętania
Gramática - komentarze gramatyczne
Comentarios - komentarze językowe i kulturowe
Ejercicios - ćwiczenia leksykalne i gramatyczne przygotowane specjalnie do samodzielnej nauki
Diccionario - podręczny słownik obejmujący słownictwo całego kursu.
Zakres gramatyczny:
  • alfabet hiszpański,
  • zaimki osobowe, wskazujące, pytajne, dzierżawcze, nieokreślone, określone,
  • liczba pojedyncza i mnoga rzeczownika,
  • liczebniki główne,
  • przymiotniki, stopniowanie przymiotników,
  • okoliczniki miejsca, czasu,
  • czasowniki regularne I, II i III koniugacji, nieregularne, częściowo nieregularne,
  • czas przeszły niedokonany i dokonany prosty i złożony,
  • zdania wykrzyknikowe
  • tryb rozkazujący.
Zagadnienia leksykalne (przykłady):
  • nazwy państw, miast, narodowości, podróżowanie,
  • przedstawianie siebie, swojej rodziny i znajomych,
  • opisywanie zjawisk atmosferycznych,
  • podawanie godziny i daty,
  • czynności dnia codziennego,
  • podstawowe zagadnienia dotyczące zdrowia,
  • spędzanie czasu wolnego.

Kurs składa się z 12 bardzo obszernych lekcji. Na początku zawsze są trzy dialogi (z nagraniem dźwiękowym oraz tłumaczeniem). Następnie jest lista nowych słówek, które w nich wystąpiły. Dalej są ćwiczenia gramatyczne, a na końcu słownictwo. Każda lekcja opatrzona jest kilkunastoma ćwiczeniami różnego typu. Wymienię tylko kilka: odpowiedź ustna na zadane pytania, ćwiczenia do nagrań, łączenie antonimów.

Dotychczas przerobiłem 62,9% kursu. Jestem bardzo zadowolony. Do tej pory miałem problem z powtórkami. Nawet korzystając fiszek migałem się od nich. Teraz mam jeden obowiązek mniej. Program sam ustala mi harmonogram optymalnych powtórek. Mogę oczywiście wyłączyć z niego niektóre dni. Robię to tylko w przypadkach wyjątkowych np. święta.
Nareszcie czuję, że moja nauka idzie w dobrym kierunku i przynosi duże efekty. Mogę już dość dużo powiedzieć.


Jedynym mankamentem jest gramatyka. Na początku była tłumaczona bardzo dobrze. Teraz jest trochę gorzej. Nie jest to jednak dużą przeszkodą. Nikt chyba nie korzysta tylko z jednego źródła. Myślę, że jako dopełnienie świetnie sprawdzi się książka tłumacząca gramatykę wydawnictwa Buchmann. Napiszę o niej w innym poście.

Zaskoczyło mnie tempo opanowywania materiału. Nie sądziłem, że potrafię uczyć się aż tak szybko! Ta metoda naprawdę działa. Mimo pewnych niedociągnięć uważam ten kurs za najlepsze źródło do samodzielnej nauki.

Kurs możemy kupić w dwóch wersjach: na platformie supermemo.pl albo wersji tradycyjnej (książka i płyty). Ja jestem posiadaczem tej drugiej. Podręcznik naprawdę mi się przydaje, ponieważ często uczę się a autobusie. Opanowuję wtedy słownictwo, a w domu włączam komputer i wykonuję tylko ćwiczenia.


Wystarczy powiększyć obrazki, żeby zobaczyć kilka przykładowych stron z podręcznika :)




Za egzemplarz do recenzji dziękuję:


Zachęcam do wyrażania swoich opinii i zadawania pytań :) Postaram się w miarę możliwości na nie odpowiedzieć i rozwiać wszelkie wątpliwości :)

supermemo.net: kursy językowe online: niemiecki, francuski, hiszpański, włoski oraz kilkanaście innych języków, w tym angielski online  z metodą SuperMemo  - jedyną metodą optymalizacji zapamiętywania popartą badaniam naukowymi.

niedziela, 9 września 2012

"Talent nie istnieje" Artur Król



Autor książki
Czy autor przekonał mnie do tezy zawartej w tytule? Niestety nie. Artur Król przytacza szereg przykładów, których celem jest udowodnienie, że talent to tylko mit. Mozart skomponował swój pierwszy utwór uznawany za arcydzieło ("Koncert fortepianowy nr 9") w wieku 21 lat. Czyli dokładnie po 18 latach pracy! Łatwo więc zauważyć, że mistrzostwo zostało okupione tysiącami godzin nieciekawych i monotonnych ćwiczeń.
Mam jednak swój kontrprzykład. Pewien święty (nie mogę go sobie przypomnieć w tej chwili) znał na pamięć CAŁE Pismo Święte. Nikt nie zdoła mi wmówić, że to rezultat żmudnego powtarzania. Ten święty nigdy nie próbował uczyć się na pamięć Pisma Świętego. Oczywiście je czytał. Ale to tylko tyle. Czy poprzez samo czytanie można zapamiętać tekst o takiej objętości...? Odpowiedź nasuwa się sama.
Nie każdy może zostać takaże artystą. Każdy ma swoją barwę głosu i nigdy tego nie przeskoczy. Nawet po 50 lat spędzonych przed mikrofonem alt nie zmieni się w tenor.
Czy oznacza to, że książka jest nieprzydatna? Nie. Wyjaśnia ona jedną bardzo ważną zasadę.            Po 10 000 godzin celowego ćwiczenia każdy może zostać ekspertem! Niezależnie od tego czy ma talent.
Nie zamierzam jednak realizować to zadania. Poziom ekspercki w żadnej wykonywanej przeze mnie czynności nie jest mi obecnie  potrzebny.
Warto zwrócić na bardzo ładną okładkę. Kolor niebieski przyciąga wzrok i zachęca do czytania.
W poszczególnych rozdziałach możemy odnaleźć ćwiczenia wraz z miejscem na ich wykonanie.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję:


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...